XXVII Bieg Uliczny — 5km Rydułtowy


Ostatnio coraz większą przyjemność znajduję w startach w biegach, które są rozgrywane w mojej najbliższej okolicy. Do Rydułtów — żeby nie wysoka temperatura — mógłbym spokojnie potruchtać w ramach trzykilometrowej rozgrzewki i po zawodach mógłbym wrócić, w ramach roztruchtania.

Jednak ze względu na upał na miejsce podjechaliśmy, wraz z Wieśkiem, w klimatyzowanym wnętrzu.

Biuro zawodów

Biuro Zawodów Rydułtowy
Biuro zawodów – wszystko szybko, sprawnie i z uśmiechem

Bez problemu odebraliśmy minimalistyczne pakiety startowe (i bardzo dobrze, do biegania potrzebny jest numer, czip, ewentualnie kupon na posiłek pobiegowy). Makulatury nie lubi nikt, a koszulki można sobie kupić samemu. Numer startowy co prawda nie był kompatybilny z moim pasem biegowym Attiq (bo nie miał otworów na mocowanie), ale całkiem zgrabnie udało mi się dokonać dwóch odwiertów — wszystko pasowało idealnie.

Krótka wycieczka do budynku MOSiRu w celu pozostawienia naszych bagaży i skorzystania z toalet. Z chłodu korytarzy korzystali już Kenijczycy i Kenijki, polska konkurencja niestety nie będzie miała prostej przeprawy na pagórkowatej rydułtowskiej trasie.

Widok z trybun na miasteczko biegowe

Spotkania, spotkania…

Najprzyjemniejsze w startach staje się nie tyle bieganie, co spotykanie biegowych przyjaciół. Jarek Kożdoń, Sebastian (co prawda nie biegł, bo coś organizatorzy pomieszali z jego pakietem, ale dzielnie wspierał mój start), Połomscy Team, czyli Edyta i Grzegorz, Magda i inni, to ogromna przyjemność z każdym zamienić słówko, życzyć udanego biegu, a może i wspólnie coś zjeść po zawodach, w tak fajnym towarzystwie wszystko smakuje lepiej.


I tu maleńka dygresja. Otóż narzekałem kiedyś, że trener #Fizjofunk w planach biegowych dla mnie rozpisuje cztery kilometry rozgrzewki. Marudziłem, marudziłem, później się przyzwyczaiłem. Niemniej obiecuję — więcej nie będę narzekać, bo Edyta i Grzegorz — już tradycyjnie, za rozgrzewkę przyjmują półmaraton w Raciborzu, później (w ramach regeneracji) biorą udział z córkami podczas biegów dziecięcych, no i na deserek konsumują dystans pięciu kilometrów po ich rodzinnym mieście. Można? Można. Wszystko tego samego dnia.

Biegi dziecięce na bieżni stadionu
Biegi dziecięce na bieżni

Na bieżni królowały dzieciaki, walczące na rozmaitych dystansach, nam pozostała już tylko rozgrzewka. Pot się lał nieustannie, trudno było w tym upale wykrzesać z siebie entuzjazm do szybkich przebieżek. Bardzo miło, że organizator udostępnił wodę również przedstartowo. No i była też opcja schłodzenia się pod kurtyną wodną.

kurtyna wodna
Kurtyna wodna, wody w upale nigdy zbyt wiele!

Start!

Przyznam się bez bicia, że zagadałem się z innymi biegaczami przed startem. Żeby nie Sebastian, to chyba bym zaliczył „start lotny” z bieżni (i pewno nie tylko ja). Chwilka na odliczanie i ruszyliśmy zwiedzać rozgrzane upałem ulice Rydułtów.

Na początek okrążenie bieżni i ostry skręt na asfalt. Początek niestety z górki, piszę „niestety,” bo taki zbieg prowokował do uzyskania szaleńczego tempa. Tak, przyznaję się, pierwszy kilometr śmignąłem w tempie 3:56 min/km, BARDZO starając się tej prędkości nie rozwijać. Tętno szybko wskoczyło na czerwone pole, no ale od tego są „piątki” żeby na nich umierać, nieprawdaż?

Drugi kilometr (4:20 min/km) to spotkanie z ostrym podbiegiem, kawałek równego i ziuuuu — znowu zbiegamy. Obok mnie, niczym wierny cień, biegł Wiesław. Jakbym go nie przekonywał, żeby pognał szybciej, tak uparciuch jeden, oczywiście biegł obok. Moje zdolności perswazji niestety słabły w miarę traconego oddechu. A on oddychał nadal równo, biegł sprawnie, jak tu go zachęcić do szybszego biegu?

Trzeci kilometr (4:37 min/km) to wredny podbieg. W takich chwilach wydaje się, że nogi przebierają w miejscu, a krajobraz wokół zatrzymuje się. Wiesiek w końcu ruszył szybciej, już nie miałem jak go dopędzić bez transplantacji płuc. Szybki nawrót i kawałek biegu „po równym”.

Czwarty kilometr (4:34 min/km) to teoretycznie jeden z łatwiejszych, ale moje tętno już równiutko cykało na poziomie 175 ud/min, a w perspektywie był jeszcze jeden podbieg i finisz na stadionie.

No i piąty kilometr to „powrót do źródeł”, czyli na główny rydułtowski trakt. Podbieg pozostawił mnie bez oddechu, nieudolnie próbowałem dogonić Wieśka. Obiecałem dać z siebie wszystko na stadionie i tak też zrobiłem, rozpędziłem się do 4:00 min/km, by na ostatniej prostej (wg zapisu zegarka) zbliżyć się do 3:30 min/km! Główną motywacją był czas, który ujrzałem na wyświetlaczu za metą. Tak bardzo chciałem zdążyć przed upływem 23 minut…

ostatnia prosta
Tak wyglądała ostatnia prosta, choć zdjęcie zrobiłem podczas rozgrzewki

Wiesława nie miałem szans dopaść, choć obiektywnie pisząc, przynajmniej mi nie zwiał zbyt daleko, jak to uczynił podczas Biegu o Breńskie Kierpce.

Czas na pożywną zupkę…

Ciężko dyszałem, dałem z siebie wszystko, te pierwsze minuty za metą zawsze ciągną się w nieskończoność, to jest niczym powrót do świata żywych. Najpierw oddech, później tętno… Pogratulowaliśmy sobie z Wiesławem walki i poszliśmy zapolować na zupkę pobiegową.

zupka pobiegowa
Mniam, mniam, dzieci też były zainteresowane pyszną zupką…

Pachniała wspaniale, do kompletu otrzymaliśmy chlebek, czego trzeba było więcej? Może tylko tego, aby do wyboru była wersja wegetariańska (nie każdy lubi po ostrym finiszu spotkać się z kiełbasą w zupie).

Może na taką nie wygląda, ale jest super!

Długą chwilę zastanawiałem się nad dokładką, ale przecież w domu czekał na mnie pyszny obiad. Więc jednak łakomstwu rzekłem: nie!

Tymczasem na stadion wbiegł ostatni z zawodników, witany gromkimi brawami. Jeśli dobrze zapamiętałem informacje przekazane przez spikera, pan Bogdan dotychczas startował w konkurencjach nordic walking, teraz pobiegł i szczęśliwie bieg ukończył (kategoria M60).

Ostatni zawodnik i zabezpieczający trasę ambulans

À propos tej kategorii — mam ogromny szacunek dla biegaczy wyższych kategorii wiekowych, życzyłbym sobie takiej wytrwałości i zdrowia, aby za lat -naście też tak rączo pomykać do mety na tak wymagającej trasie. W Rydułtowach dwóch biegaczy kategorii M60 było przede mną. Brawo!

Wiesław zajął 44. miejsce (22:45 min), ja byłem 46. (22:57 min). Edyta zajęła 3.miejsce w kategorii rydułtowianek, przypuszczam, że gdyby nie startowała w Raciborzu tu by była wyżej. Choć… w Raciborzu do trzeciego miejsca w kategorii wiekowej zabrakło jej minuty. Za rok będzie więc miała trudny wybór, który ze startów potraktować jako rozgrzewkę, który jako bieg docelowy…

Jeszcze nasza wspólna fotka i… do zobaczenia wkrótce na kolejnych trasach biegowych.

Połomscy Team
Połomscy Team, Wiesław i jakiś tam Bookworm

Jeśli interesują Was wyniki zawodów, znajdziecie je pod tym linkiem.

Bieg w Rydułtowach jest bardzo dobrze zorganizowanym biegiem, ma swoją tradycję, przyciąga wielu startujących. Idealnie komponuje się z „Dniami Rydułtów”, wciąga do rywalizacji dzieci i młodzież.

medal Rydułtowy
medal XXVII Bieg uliczny o puchar burmistrza miasta Rydułtowy

Do domu wracaliśmy z uśmiechem, To był solidny kawał biegania, rywalizacji, miłych spotkań. Do zobaczenia za rok?


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. 6 października 2019

    […] Ostatnio odkrywamy wraz z Wiesławem lokalne, najbliższe nas biegi. Razem pobiegliśmy w biegu w Rydułtowach, Wiesław nie tak dawno zawitał do Rydułtów raz jeszcze, aby przebiec cross, dotarł też i do […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.