Bieganie, Gościnnie, Relacje

Zimowy Janosik, Bedzies Kwicoł 48km – relacja

Ultra Janosik_relacja bedzies kwicol

Hala maszyn Elektrowni Wodnej w Niedzicy. Przed dużym ekranem spora grupa uśmiechniętych biegaczy oczekuje na ostatni skok konkursu na dużej skoczni na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pjongczang. Kamil Stoch zdobędzie za chwilę złoty medal! Każdy ze stojących przed ekranem ma już na szyi swój czerwony, niebieski lub zielony medal Zimowego Janosika, zależnie od dystansu jaki pokonał tego dnia.

Taki medal z wypisanym na nim nazwiskiem to naprawdę świetna pamiątka po niezapomnianych zawodach, które odbyły się w miejscu wyjątkowym i przy przepięknej zimowej pogodzie, która towarzyszyła nam na całej trasie.

Ale zacznijmy od początku, jeśli ktoś ma ochotę to nawet od prologu Zimowego Janosika,  w którym opisałem trasę zawodów i moje przygotowania do nich.


Dzień poprzedzający start

Do Niedzicy przyjechałem w dzień poprzedzający start. Dobrze, że biuro zawodów było czynne aż do 21:00, gdyż wieczorne przebijanie się ze Śląska, między innymi zakopianką, było sporym wyzwaniem. O 20:43 zameldowałem się w „Turbince” przy zaporze by odebrać pakiet startowy. Tam spotkałem się z Michałem i Pawłem, którzy przyjechali niemal w tym samym momencie.

fot. Jacek Deneka

Pół godziny później, w pensjonacie w Starej Spiskiej Wsi po słowackiej stronie rozpakowałem całkiem wypasiony pakiet i zacząłem układać biegowe manatki, tak by o poranku wszystko było już na swoim miejscu.

Startujemy!

Na start wyjechaliśmy o 7:15, mieliśmy tylko 5 km drogi. Zaparkowaliśmy niedaleko zapory i udaliśmy się w pobliże Zamku w Niedzicy. Pogoda póki co była mglista, było zimno i nic nie zapowiadało cudownego okna pogodowego, które miało się wkrótce przed nami otworzyć.

Jeszcze pamiątkowa fotka przed startem….

fot. Monika Dratwa

….i punktualnie o 8:00 w gronie prawie czterystu biegaczy ruszyliśmy na 48 km trasę Zimowego Janosika w wersji Bedzies Kwicoł :-)

Kwiczeć co prawda nie miałem zamiaru, chciałem natomiast przybiec przynajmniej w połowie stawki i w czasie około 7 godzin. Było to mój pierwszy zimowy maraton, więc nie do końca wiedziałem czego spodziewać się po śnieżnych warunkach na trasie. Nijak tego się nie da porównać z ulicznymi maratonami, w których doświadczenie nie małe mam.

fot. Sebastian Franek

Trasa wznosiła się łagodnie, a sznureczek zawodników podążał wąską, wyznaczoną w śniegu ścieżką. Nie było wyprzedzania jak na szosie. Każdy wiedział, że to jak jest mocny pokaże dopiero w dalszej części biegu, a póki co nie ma co tracić sił, by znaleźć się kilka metrów dalej.

fot. Marzena Mazij

Po około dwudziestu minutach biegu pogoda zmieniła się diametralnie. Niebo stało się błękitne, wyszło słońce, a zimowy krajobraz zachwycał i nie pozwalał skupiać się na wysiłku. Każdy z biegnących obok mnie, podobnie jak ja, miał na twarzy szeroki uśmiech!

Wciąż biegliśmy w górę, a po wdrapaniu się na Cisówkę naszym oczom zaczęły się ukazywać widoki wręcz zjawiskowe, które miały nam później towarzyszyć aż do zbiegu z Łapszanki.  Zobaczcie sami, czy nie można się zakochać w takich obrazach ?

Chwilę później zaczęły się pierwsze tego dnia zbiegi, dość łagodne, wąską leśną ścieżką, na miękkim śniegu gdzie trudno o pełną stabilność. Nogi były jeszcze silne więc i zabawa była przednia.

fot. Magdalena Bogdan

Od punktu do punktu żywieniowego

Dalej znów zaczęły się podbiegi, teraz w kierunku Dursztyna. Tam czekała nas wizyta w pierwszym punkcie żywieniowym.

Pochwyciłem dwie drożdżówki, wypiłem kubek gorącej herbaty, dwa kubki coli i byłem gotów na dalszy bieg. To był dwunasty kilometr trasy, nasz czas gdy wybiegaliśmy wynosił około 1 h 37 min. W ciągu następnej godziny pokonaliśmy trasę do następnego punktu w Trybszu.

fot. Jan Haręza

fot. Jan Haręza

W Trybszu znów szybki refreshment i zaczął się najtrudniejszy odcinek trasy – mozolne, ponad 11 km podejście pod Łapszankę. Śniegu było dużo, nawet tam gdzie wydawało się płasko, trudno było biec normalnym tempem bo stopy wciąż wpadały w dołki i rozjeżdżały się na boki. Ale za to te widoki !!!

Na punkcie pod Łapszanką na 30 km zameldowałem się po około 4 h i 30 minutach biegu. Byłem już solidnie zmęczony. Nie tyle dystansem czy przewyższeniem, co trudnym śnieżnym terenem. To jednak zupełnie inne bieganie niż letnie.

Już tylko 10 kilometrów do mety

Zaczął się kolejny odcinek trasy do punktu Łapsze Niżne na około 37 km. W większości zbieg, kilometry mijały więc dużo szybciej. Zmarzłem jednak trochę i w punkcie wypiłem więcej niż poprzednio gorących płynów, poświęciłem też kilka minut na rozciągnięcie mocno już pozbijanych mięśni nóg.

Zostało jeszcze około 10 km, taka huśtawka to w górę to w dół. Pogoda już nie była tak słoneczna, a widoki tak piękne. Pozostała walka o jak najszybsze znalezienie się na mecie. A paliwa w mięśniach było coraz mniej.

fot. Michał Sedlak

W końcu po niecałych 7 godzinach biegu zobaczyłem zaporę. Pozostało około półtora kilometra śnieżnej drogi, następnie przebiegnięcie przez zaporę, pokonanie kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset schodów na dół i…. pojawiła się upragniona meta, we wspomnianej na początku hali maszyn!

fot. Marzena Mazij

Na mecie Zimowego Janosika

Odebrałem zasłużony medal, znalazłem chłopaków, którzy zgodnie z moimi przypuszczeniami uciekli mi na zbiegach. Zawody ukończyłem na 178 miejscu, mój czas wyniósł 7 godzin i 8 minut.

Mimo, że nogi miałem całkiem w porządku, to muszę przyznać, że bieg dał mi się we znaki. Byłem solidnie zmęczony. Ale choć były to dla mnie bardzo trudne zawody, to zarówno widowiskowa trasa jak i świetna organizacja uprawniają do tego, by nazwać ten bieg fantastycznym! Oprócz naszego dystansu odbyły się jeszcze Zawiany Pyzdra na 20 km i Kierpce Maryny na 10 km oraz Żor Extreme na 58 km. Także każdy mógł tu znaleźć wyzwania na miarę swoich możliwości i oczekiwań. Za rok wracam, ale już z bardziej ambitnymi planami !

A póki co czas na szybką regenerację, bo za kilka dni start wspólnie z Bartkiem jako team „Duet Biegowy Chmiel Krajowy” w Brennej w biegu Górska Pętla UBS 12:12.

Zimowy Janosik w filmowej relacji

Tym, którzy dotrwali do końca tekstu proponuję kilkuminutowe spotkanie z trasą w materiale wideo, który nakręciłem po drodze.

A tu jeszcze oficjalny film z imprezy, miałem zaszczyt załapać się od 1:43 :-)


 

3 Comments

  1. Nieidealna Anna

    Jestem pełna podziwu Tomku, bo jak czytam i oglądam zdjęcia, to aż tyłek mnie boli z wysiłku. Mam w pamięci bieganie po górach w czasie obozów judo, które były obowiązkowym dodatkiem do planu treningowego… Moje wspomnienia nie są takie optymistyczne i wesołe jak ty na tych zdjęciach. Szacunek za wysiłek, który włożyłeś w ten start.

    • mgr inż. Anioł

      Wiesz, ja czasem też sporo poklnę czy pobuczę w trakcie, ale bilans końcowy zawsze jest na plus :) o zmęczeniu czy bólu pamiętam krótko, a o widokach, uśmiechniętych twarzach obok i współzawodnictwie bedę pamiętał zawsze :)

      • Nieidealna Anna

        Zgadzam się, podobnie wspoinam proces przygotowywania się do ważnych zawodow na macie :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén