Bieganie

Rocznica – najlepszy prezent dla biegacza

Bookworm on the Run

Zastanawialiście się kiedyś jak Wasza pasja – blogowanie, bieganie – może wyglądać oczyma najbliższych?

Każde zawody, w których startuję, to niejako wierzchołek góry lodowej czasu poświęconego na treningi. W takim sierpniu to same treningi – a więc czas zliczonej przez mój biegowy zegarek aktywności, od momentu startu do zatrzymania biegu – to 28 godzin! Do tego często doliczyć trzeba rozgrzewkę, rozciąganie – czyli w skali miesiąca nie ma mnie w domu ponad dobę.

A każdy tekst o bieganiu, który piszę, to kolejne godziny rozmyślań za klawiaturą. To też czas, gdy jestem nieobecny duchem, choć ciało spoczywa przed komputerem. I na domiar złego złośliwie po nocy to ciało hałasuje, poruszając skrzypiącymi w stawach palcami, stukając irytująco w klawiaturę.

Tak więc ktoś kto biega i bloguje może stać się bardziej obcy, bo go bardziej nie ma w domu, niż jest. Nawet jeśli coś o bieganiu opowie, to jest to tak hermetyczny temat, że trudno cokolwiek zrozumieć. Trudno też nie zasnąć przy takim wykładzie – jakieś buty, kilometry, tempa, podbiegi, pacemakerzy, zbiegi… Ziew!

Przy tym gdzieś w sercu kołacze nieustanna obawa czy się gdzieś coś podczas treningu czy zawodów nie przydarzy. W końcu lata swoje już mam… Wapno się ze mnie demonstracyjnie nie sypie, ale siwizna na brodzie – i owszem. A dystanse biegowe coraz dłuższe, czasy na mecie coraz bardziej wyśrubowane. Niby amator biegający dla zdrowia, na złość ZUS, ale …

Sami powiedzcie czy taką pasję u małżonka można wspierać? Czy ta pasja może wywoływać ludzkie uczucia – a może ta pasja już bardziej dzieli niż łączy?


Kibicowanie

Nigdy, przenigdy nie namawiałem nikogo z rodziny do kibicowania mi podczas biegania. Raczej czułem się winny kradzieży wspólnego czasu, który mógłby zostać poświęcony najbliższym.

Treningi, zawody. Gdy biegam, to nie ma mnie w domu przez godzinę-dwie. Gdy startuję w zawodach – z reguły nie ma mnie cały dzień. Zmuszać kogoś do całodniowego czekania na koniec biegu?

Zresztą, co jest fajnego w kibicowaniu? Jeśli biegnę 10km, to jest to godzina czekania na mecie. Jeśli półmaraton – prawie dwie godziny. Plus dojazd, oczekiwanie przedstartowe, powrót. Do tego widok ciężko zmęczonego biegacza na mecie to żadna przyjemność. Zamglone, nieprzytomne spojrzenie, kapiący pot, urywany oddech, grymas bólu na twarzy, długi czas powrotu do normalności. Stanowczo wolę wracać do domu w lepszym stanie – gdy już zmęczenie wyparuje z rysów twarzy, gdy powraca energia i sprężystość kroku.

Raz Żona dzielnie mi towarzyszyła i kibicowała podczas nocnego półmaratonu. Ale czułem i widziałem jej obawę, gdy czekała na mnie na końcu ostatniej prostej.

Z mojego punktu widzenia samotne startowanie – bez rodziny przy boku –  to jest dobre rozwiązanie. W końcu każde z nas ma swoje pasje. Tylko ta moja jakby była bardziej czasożerna.

Wszystko OK, Meta!

Zawsze pilnuję wysyłania smsa po przekroczeniu linii mety, że wszystko jest OK. Przy najtrudniejszym z dotychczasowych biegów – 1/2 Sky Marathon Babia Góra zapomniałem podać Żonie bardzo istotnego szczegółu. Że bieg co prawda jest opisany jako „1/2 marathon” ale liczy 23,5km i do tego jest spore przewyższenie – 1450m. Więc po około trzech godzinach biegu dostałem SMS (chwała Bogu komórkę miałem na wierzchu) „Wszystko OK.”?  Odpisałem, że „Jeszcze 7km, OK.”.

Wszystko OK

No cóż, bieg skończyłem dopiero po czterech godzinach, coś jak maraton. A że po drodze był grad i silne opady, to tempo mocno spadło na śliskich kamieniach. Były powody do obaw, nieprawdaż?

Otchłań zapomnienia

Żeby Was trochę jeszcze zdezorientować, opiszę tu Otchłań zapomnienia.

To taka czarna dziura. Miejsce niepamięci. A może po prostu zwykła szuflada w szafce przy łóżku. To właśnie tam lądowały i znikały medale otrzymywane na mecie każdego z biegów. Po powrocie do domu i zaprezentowaniu rodzinie medalu, wchodziłem do sypialni i inicjowałem sekwencję znikania tej błyszczącej blaszki.

Otwierałem szufladę, wyjmowałem foliową ofertówkę, potrząsałem zawartością – żeby się więcej miejsca zrobiło, słuchałem z lubością metalicznego brzęku, no i wrzucałem do środka kolejną „blachę” otrzymaną na mecie biegu. Numer startowy natomiast lądował w segregatorze. Ot, tak, na pamiątkę i z przekory. W końcu te niepozorne numery towarzyszyły mi dzielnie przez wszystkie kilometry biegu, są świadkami mojego zmęczenia, czasem to w nie wsiąka pot, dobrze, że nie łzy.

Medali nigdy więcej nie oglądałem, bo i po co? Gdy wsadzanie medali do szuflady i numerów do segregatora w szufladzie zaczęło być problemem (bo w szufladzie bytowała już liczna kolonia żeli energetycznych, wraz z „przydasiami” biegowymi – ot, tubka wazeliny (ciekawe o czym pomyśleliście?), kilka pasów biegowych, jakieś „dary losu” z pakietów biegowych),  to zdecydowanym ruchem odłowiłem ofertówkę z „blachami”, przesypałem zawartość do foliowego opakowania po kocich chrupkach. Zapinanego na zamek. Zamierzałem medale wyeksmitować na strych. Do jeszcze głębszej „czarnej dziury”.

Rocznica

Każdego roku 23 sierpnia wracam z pracy do domu z bukietem kolorowych kwiatów. Bo to wyjątkowy dzień. I nasza taka tradycja. Bo kilkanaście lat wcześniej, w pewnym całkiem zacnym i poświęconym miejscu, w obecności naszej rodziny i przyjaciół, najpiękniejsza i najbardziej kochana Kobieta potwierdziła, że nie widzi przeciwwskazań aby stać się moją Żoną. Serio – publicznie, do mikrofonu. Pamiętam dobrze ten dzień, stałem tuż obok Niej. Czy gdyby wiedziała, co ją czeka ze mną przez te lata niebiegowe i biegowe, też by te słowa wypowiedziała?

„Ja niebiegaczka biorę Ciebie biegacza* za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”.

Od tego momentu niechętnie gram w „totka”, bo ja swoje szczęście w tym życiu już wygrałem – moje Szczęście jest każdego dnia i nocy ze mną. Nawet wielokrotnie byliśmy pytani czy my nie jesteśmy przypadkiem… rodzeństwem. Może faktycznie blask i uroda Żony jakoś stawiają mnie w pozytywnym świetle? Szczęściarz jestem, nie? To dobre słowo zauważcie, bo posiadacz Szczęścia, to szczęściarz.

Ha, widzieliście tę małą czerwoną gwiazdkę w tekście przysięgi? Otóż „małym drukiem”, w przypadku biegacza, powinno być napisane na odwrocie podpisywanego dokumentu:

który biegać będzie przez wieczory i ranki i zawody i maratony, ku utrapieniu żony (…)

I zdradzę Wam, że właśnie ta Kobieta, nieustająco wciąż kochana przeze mnie i podziwiana za mądrość i za tysiąc innych zalet, które odkrywam na nowo każdego dnia; to właśnie Ona za każdym razem niespokojnie na mnie czeka czy wrócę w zdrowiu i bezpiecznie po każdym treningu i biegu.

Tu często podświadomość podrzuca mi pytanie:

czy moja pasja w jakikolwiek sposób nas łączy czy już niestety dzieli?

Tak więc wróciłem tego sierpniowego popołudnia do domu, a tu z rąk mojej wciąż niepełnoletniej (bo rocznica jeszcze nie osiemnasta choć bardzo bliska) Małżonki otrzymuję… Zagadkowe Pudełko. A w pudełku…


… ciekawe ile razy podejmowaliście wyzwanie, żeby kupić komuś jakiś ciuch czy ubranie? Trudno je kupić, prawda, nawet gdy zna się rozmiar.  A ile razy kupowaliście ubranie „specjalistyczne”, które po prostu musi pasować jak ulał? Jak skórzana rękawiczka na zmrożoną grudniowym śniegiem dłoń?

Do tego spróbujcie coś kupić w tajemnicy, gdy ma się wspólne konto. Gdy to ja zazwyczaj obsługuję serwisy aukcyjne i potwierdzam transakcje. Gdy… Czujecie już skalę problemu? No właśnie to jest…

Mission Impossible


Najlepszy prezent dla biegacza. Ever!

Otrzymałem pudełko oznaczone czerwoną, groźną naklejką:

fragile

Ha, to musiało być coś szklanego… Wybuchowego?? Ale chyba nie, bo w jasnobłękitnych oczach Żony lśnił zagadkowy ale figlarny uśmiech, który tak bardzo kocham…

Szybkimi i wyjątkowo (jak na mój zaawansowany wiek) skoordynowanymi ruchami podarłem papier, rozerwałem pudełko… A tam w środku były… odlotowe spodenki biegowe (kompresyjne!) oraz ultra odblaskowa, jaskrawożółta koszulka biegowa. Te pierwsze w idealnej długości, nad kolano, idealne na każde dłuższe wybiegania (bo brak otarć ud). Koszulka z wszytymi odblaskami z przodu i tyłu, oddychająca, po bokach z siateczką. W nocy trudno takiego biegacza nie zauważyć, nawet w pełnych ciemnościach, prawda?

W te szaty z lubością się odziewam i przez ostatni tydzień trenuję. Może widzieliście w okolicy nocną porą takiego żółto-czarno odzianego biegacza, szczerzącego radośnie zęby z jakiś sobie wewnętrznie znanych powodów?

Ale chwilę, to nie wszystko co było w pudełku. To była tylko taka niewinna gra wstępna…

W głębi pudełka było CUDO. O takie cudowne cudo czyli…

Wieszak na medale

wieszak na medale najlepszy prezent dla biegacza

Wspaniały wieszak na medale! Ale nie taki zwykły. Unikalny wieszak mola książkowego w biegu! Jedyny taki na całym świecie!

No to wiertarka w dłoń i do dzieła! A później przyszedł czas na likwidację „otchłani”. Sporo tego żelastwa, sporo…

Wieszak na medale zapełniony medalami

Po lewej stronie dłuższe biegi, głównie półmaratony. Po prawej – „reszta świata”.

Gdy rano wstaję, gdy się kładę spać, to tak niby przypadkiem trącam ten cały dźwięczny zestawik, po odgłosie poznając każdy medal z osobna, przypominając  sobie spotkanych ludzi, zapamiętane z trasy biegów obrazy, zmęczenie, endorfiny i nade wszystkim tę radość, gdy wracam do domu, w którym jest Ona.

Dziękuję, dziękuję, dziękuję Kochanie!


I to już koniec tej rocznicowej historii. Od egzystencjalnych wątpliwości, przez kibicowanie, poprzez pewną przysięgę, smsy z mety, mile brzęczące medale aż po … gatki biegowe doprowadziłem Was do końca tekstu.

W tak wspaniałym ubiorze wystartowałem w maratonie w Wenecji (tak, wiem, to zupełnie inna historia) i bieg ukończyłem. A wyglądałem właśnie tak:

Paweł na trasie maratonu w Wenecji

Czy Wy też macie wrażenie, że moja biegowa pasja została oficjalnie zaakceptowana? 


57 Comments

  1. Świetna historia :) Brawa dla Żony :)
    A ten wieszak na medale to chyba musisz niedługo drugi skombinować sobie :)

  2. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek ten tekst czytałam, czy komentowalam, ale dzisiaj czytałam. Właśnie dosłownie skończyłam. I pozwoliłam sobie się wzruszyć

  3. Joanna - Krzywa Prosta

    Pięknie napisane i piękne prezenty otrzymałeś… Jeszcze tylko Twego zdjęcia w stroju otrzymanym we wpisie brakuje. :) Życzę Wam jeszcze wielu wspaniałych lat razem. :)

  4. Pięknie napisane i piękne prezenty otrzymałeś… Jeszcze tylko Twego zdjęcia w stroju otrzymanym we wpisie brakuje. :) Życzę Wam jeszcze wielu wspaniałych lat razem. :)

    • Dziękuję pięknie za życzenia :) niech się spełnią :) A zdjęcie… Zdjęcie jest w ostatniej części relacji z maratonu w Wenecji. Uznałem, że tak cudowny strój musi przynieść mi szczęście. I przyniósł :)

  5. Faktycznie mega ten prezent! :) Wszystkiego najlepszego dla Was i oby jeszcze co najmniej sto takich rocznic :D

  6. Boszz, ale się wzruszyłam! <3 To znaczy że kocha i akceptuje!
    Moim zdaniem nie ma nic piękniejszego niż pasja! Ona nadaje sens życia człowiekowi
    i daje mu ten drive! I aż dziwne ze jeszcze się to bieganie nie udzieliło małżonce ;)
    ps. Wszystkiego najwspanialszego z okazji rocznicy z okazji posiadania cudownej żony z okazji
    bycia takim skromnych acz wielkim człowiekiem no i cholera- za te wszystkie biegi! :D

    • Dziękujemy za życzenia :)
      No dobrze, że Małżonce się bieganie nie udzieliło, bo pewno bym tak łatwo jej nie dogonił ;)
      A biegi? Jeszcze sporo ich będzie (liczę na to) ale też jeszcze więcej trenowania. Może czas na odpoczynek? ;)

      • Odpoczynek jest obowiązkowy żeby formy nie zajechać ;).
        Ty nie skromniakuj- po inżynierze to pedzisz przeciesz jak speedy gonzalez! :D

        • Nieee, teraz to powolutku, nogę oszczędzam :)

          • Jest dużo lepiej, biegać mogę długodystansowo ale gorzej z szybkim bieganiem. Będzie dobrze!

          • Jako speca od kontuzji interesuje mnie „co z nogą”- szczegóły :D
            ps. Oczywiście ze bedzie bo jesteś w dobrych rękach!

          • Cóż ja Ci mogę szczegółowo opisać, jeśli się na tym nie znam :) Półścięgnisty mnie zaczął boleć od 7km biegu na 10km. Ledwo do mety dobiegłem. Potem było źle nawet z chodzeniem. No ale ileś masaży, trochę ćwiczeń, kilka dni „otaśmowania” i biegam dalej, choć jakoś nie jestem jeszcze pewien tej nogi. Albo przeciążenie, albo po prostu coś nie tak – jeśli dobrze pójdzie w środę idę na analizę techniki biegu. I ja tu mam swoje obserwacje, no i fizjo też. Coś się może uda poprawić – ale to taka praca na przyszłość :)

          • Ooo- analiza techniki biegu też bardzo by mi się przydała! Daj koniecznie znać czy warto i jak było! :)

  7. Joanna Julia Sokołowska

    Bardzo dobry i mądry tekst. Pasje są częścią nas samych, kształtują nas, pomagają nabrać dystansu. To, że konsumują czas, to znaczy, że nas angażują (byle nie przesłaniały innych ważnych spraw). Bez biegania, pewnie byłbyś dzisiaj kimś nieco innym.

    P.S. Na pewno powiedziałaby to samo :)

  8. Bardzo dobry i mądry tekst. Pasje są częścią nas samych, kształtują nas, pomagają nabrać dystansu. To, że konsumują czas, to znaczy, że nas angażują (byle nie przesłaniały innych ważnych spraw). Bez biegania, pewnie byłbyś dzisiaj kimś nieco innym.

    P.S. Na pewno powiedziałaby to samo :)

  9. Jestem przekonana, co do tej całkowitej akceptacji, dumy i kibicowania. :)

  10. Prezent doskonały. Żona Ci się udała. Życzę Wam wszystkiego dobrego i (nie)zabieganego :)

  11. Myślę, że można ten prezent potraktować jako oficjalną akceptację:). Rewelacyjny pomysł! No i gratuluje pokaźnej kolekcji medali;).

    • Dziękuję :)
      Wiesz, mam zaprzyjaźnione małżeństwo biegaczy, które części ekspozycji już nawet nie wywiesza, bo miejsca brak :D Ale aż się zdziwiłem, że tyle tego jest …

  12. Wspaniałe prezenty. Gratulacje dla Twojej Małżonki za pomysł i sprawne przeprowadzenie akcji. :-) A dla Ciebie gratulacje za imponującą ilość medali i za ten wzruszający piękny tekst. Wywołał u mnie nie tylko wzruszenie, ale i refleksję nad tym, że pasja pochłania wiele czasu zagarniając też czas który można by było przeznaczyć dla drugiej osoby. Trzeba to jakoś wyważyć, żeby partner życiowy nie ucierpiał kosztem pasji a pasja kosztem partnera. Czasami to może być bardzo trudne.
    Życzę Wam dużo zrozumienia, wspierania się i oczywiście miłości na dalsze lata wspólnego życia. :-)

    • Dziękuję Ci bardzo Basiu :)
      To co możemy zawsze podarować bliskiej osobie to jest czas. Czy to partnerowi, czy dziecku. Czasem wystarczy po prostu być, czasem wysłuchać. Czasem też po prostu myśleć mocno o drugiej osobie – to też czuć, choć to się wydaje trudne do wyobrażenia – ale działa.
      I wzajemnie życzę :)

  13. Super prezent i super żona! :) Życzę Wam wszystkiego najlepszego! :)

  14. Paweł ja siedzę i ryczę jak bóbr ze wzruszenia… serio dawno nie czytałam takiej pięknej historii. Romantycznej i życiowej, bo mimo wszystkich rozterek, życiowych górek i dolinek to jesteście razem. Mimo złości, wątpliwości i innych pasji, jednak ONA cię wspiera :) Wspaniałe prezenty otrzymałeś i teraz chyba już wiesz, że twoje bieganie jednak Was łączy niż dzieli :)

  15. Świetna Żona :) Świetny tekst – kurde naprawdę dobrana z Was para i tak pięknie o niej piszesz :) Życzę Wam bardzo dużo takich szczęśliwych chwil, a wieszak na medale mega :) Ma dziewczyna gust :) :)

    • Dziękujemy, dziękujemy, no właśnie Ona to ma gust i do tego wiele innych dla mnie nieogarnionych talentów – w tym plastyczne :D

  16. Patrycja Czubak

    Moja rodzina także mnie wspiera to ważne wiedzieć, że nie jest się samemu. Pozdrawiam

  17. Patrycja Czubak

    Moja rodzina także mnie wspiera to ważne wiedzieć, że nie jest się samemu. Pozdrawiam

  18. Happy Green Life

    To piękne, że masz wspaniałą pasję, a do tego cudowną osobę przy boku która wspiera Cię każdego dnia w tym co robisz :) Oby więcej takich ludzi na tym świecie :) Pozdrawiam serdecznie!

  19. To piękne, że masz wspaniałą pasję, a do tego cudowną osobę przy boku która wspiera Cię każdego dnia w tym co robisz :) Oby więcej takich ludzi na tym świecie :) Pozdrawiam serdecznie!

  20. Cudo! Cudo! Cudowny tekst, cudowny prezent, cudowna Żona! Pisze z wielkiej litery, gdyż nie chciałbym by mała litera obniżyła wartości tego wspaniałego słowa!. Brak mi słów, by wyrazić wzruszenie, poruszenie i zachwyt… Dziękuję Pawle za te kilka minut kontaktu z Waszą miłością. To wspaniałe i budujące doświadczenie :D Pozdrawiam Was serdecznie!

  21. Iza

    No i się poryczałam. Serio…
    Mamy takie czasy, że ludzie łatwiej podejmują decyzję o rozstaniu z powodu pierdoły, niż walczą o każdy kolejny dzień bycia razem. Widać, że Wy nie walczycie. Wy po prostu jesteście razem!
    Wielki ukłon dla Małżonki. Musicie tworzyć wspaniałą parę. Dobrze, że jeszcze takie są wśród nas. Gratuluję kolejnej rocznicy. Wszystkiego dobrego dla Was.
    Prezenty świetne, ale wieszak wymiata. Toż to arcydzieło. I nie tyle o formę mi chodzi, która jest świetna, ale o to czego on dokonał (wyrwać tyle metalu z otchłani, to musi być moc!) i jaką ma wymowę (moim skromnym zdaniem Twoje pasje zostały zaakceptowane :) – Szczęściarzu! ) :D

    • Dziękuję :) Ależ walczymy, sam się śmieję, że ta rocznica to kolejny rok „gwiezdnych wojen”, ale kłócimy się zazwyczaj o pierdoły. Ponoć nad gniewem „nigdy ma nie zachodzić słońce” – czasem po prostu czekamy, aż to słońce samo wyjdzie. A wieszak wymiata… Cudowny, prawda? :) Tak.. Jestem szczęściarzem… :D

      • Iza

        Mówiąc o walce, tzn. jej braku :) miałam na myśli fakt, że wygląda na to, że nie jesteście w stanie wojny, co wcale nie jest oczywiste w małżeństwie. Drobne potyczki mogą być nawet odświeżające. ;)
        Wieszak oczywiście, że cudowny, ja bym go wzięła na logo, którego u Ciebie już nie widzę. Chyba, że ze starości na oczy mi padło. :P

        • To nie starość, to wiecznie wisząca w powietrzu zmiana szablonu, na którą nie mam czasu ostatnio :(

          • Iza

            Nie miałam śmiałości o to pytać, ;) ale tak mi się wydawało, że wspominałeś kiedyś o zmianie wyglądu bloga. Ja akurat taką mrówczą robotę lubię. Mogę na okrągło poprawiać linki, dopasowywać wielkość obrazków czy bawić się kolorkami. ;) Nie mam ostatnio odwagi do pisania, ale taką „zabawę” w tle zawsze lubiłam, chociaż to często okropny pożeracz czasu. :P

  22. Twoja żona to bez wątpienia wspaniała kobieta. Nie może być inaczej, skoro z taką miłością o niej piszesz! Życzę Wam wszystkiego, co najpiękniejsze, na Wasze wszystkie następne wspólne dni!

  23. Choć do grona biegaczy się nie zaliczam, naprawdę wzruszył mnie ten tekst. Wspaniały prezent, cudowny gest ze strony ukochanej osoby – cóż więcej rzec?

    • No właśnie bardzo rzadko się zdarza, żeby „trafić” dobrze prezentem. Temat wieszaka odłożyłem na półkę pod nazwą: „nie mam pomysłu, to bez sensu kupować”. Się okazało, że się da, tylko … no własnie. Trzeba było podejść od innej strony. A co wskoczę w mój „uniform”, to mi się paszcza śmieje…

  24. Kasia HPM

    Już kiedyś rozmawialiśmy o tym, że bez wsparcia najbliższych po prostu się nie da. Czasem jest to droga pod górkę, w której jedna osoba ciągnie w górę, druga w dół, a potem na odwrót. Wspólny bieg w jednym kierunku jest często niemożliwy. Ale nie niewykonalny. Uwielbiam czytać/słuchać jak dwie osoby się wpierają i rozumieją swoje potrzeby. Lepiej nie mogłeś trafić :) Ja mojemu mężowi przestałam tłumaczyć i prosić o zrozumienie… wygnałam go na trening. Teraz tworzymy grafik dni w które biega on, a w które ja… Jest zrozumienie. Jest Wparcie. Jest i Rywalizacja ;)

    • To Ty ostra osoba jesteś! :D Wiesz, moja Małżonka to bardziej tematy Jogi, która dla mnie stanowi coś absolutnie nie z tej ziemi. Szczególnie, że w moim zestawie dodatkowych ćwiczeń od „fizjo” mam coś robić z miednicą. W jodze to ponoć podstawa a u mnie brak połączeń nerwowych (mięśni?) żeby toto rotować. :D
      No i popatrz, trafiłaś też w sedno – zrozumienie. Nie każda para musi wszystko robić razem, może robić i osobno, bo ponoć to właśnie przeciwne bieguny się przyciągają…

  25. Wow! Naprawdę Wow! ..bo trudno coś więcej powiedzieć..

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén