Ten trzeci


Startujemy w różnych konkursach. Ale czasem liczy się sportowy duch, no i wola walki do końca. Bo nie zawsze jupitery są zwrócone na zawodnika pierwszego na mecie. Historia czasem przewrotnie kaligrafuje w swoich annałach złotymi zgłoskami nazwiska sportowców z dalszych lokat.

Finisz biegu maratońskiego podczas igrzysk 2004 roku ulokowano na Panathenaic Stadium w Atenach. Na przepięknym antycznym, jedynym zbudowanym w pełni z marmuru stadionie, który powstał w roku 566 p.n.e i który został odnowiony (w marmurze) w roku 329 p.n.e.  No i który został stosownie przygotowany przed Igrzyskami roku 2004.

Na stadion, na ostatnią honorową rundę wpada Włoch Stefano Baldini. Jednak oczy kibiców zwrócone są na trzeciego z zawodników…


Incydent

Kroniki maratońskie odnotowały, że na podium biegu maratońskiego w roku 2004 stanęli:

1. Stefano Baldini (Włochy) 2:10:55.
2. Mebrathom Keflezighi (USA) 2:11:29.
3. Vanderlei De Lima (Brazylia) 2:12:11.

Przeglądając finisz maratonu zwróciłem jednak uwagę na ciekawy „wypadek”, który zdarzył się na trasie maratonu, na 36. kilometrze.

 

Na trasie maratonu miało miejsce nieprzewidziane zdarzenie. Brazylijczyk Lima, który prowadził w tym biegu, na 8 km przed metą został zaatakowany przez niezrównoważonego kibica. Zawodnikowi pomogli uwolnić się widzowie biegu, ale Brazylijczyk, poobijany i wybity z rytmu, stracił prowadzenie i ostatecznie zajął 3. miejsce. Napastnikiem okazał się były irlandzki ksiądz, któremu już wcześniej zdarzyło się zakłócić przebieg ważnej imprezy sportowej – rok wcześniej wbiegł na tor wyścigu Formuły 1. Irlandczyk został ukarany karą roku więzienia w zawieszeniu i grzywną. Brazylijski Komitet Olimpijski złożył skargę wobec organizatorów, którzy nie zadbali o bezpieczeństwo biegu i zażądali przyznania drugiego złotego medalu. MKOl odmówił, przyznając jedynie specjalny medal im. Pierre’a de Coubertina.

(źródło Wikipedia)

Jak całe zdarzenie wyglądało?

Vanderlei-Cordeiro-de-Lima-2bBrazylijczyk stracił na tym incydencie dobre 20 sekund (z 48 sekund dotychczasowej przewagi), co najprawdopodobniej kosztowało go utratę pierwszego stopnia podium. Wypadł z rytmu i na 38. kilometrze stracił prowadzenie. Ale skutecznie zawalczył o trzecie miejsce – z przewagą 15 sekund nad czwartym konkurentem. Na mecie nie miał do nikogo pretensji, możecie na kolejnym filmie obserwować jego radość z podium.

Oczywiście to nie koniec uroczej, sportowej historii.

De Lima otrzymał w Brazylii tytuł Sportowca Roku (2004)  –  został nim wybrany podczas pierwszego internetowego głosowania on-line, przez kibiców.

W lipcu 2005 roku, brazylijski siatkarz plażowy Emanuel Rego, który zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w 2004 roku, chciał podczas programu telewizyjnego przekazać Limie swój złoty medal, który jednak, głęboko wzruszony, odmówił przyjęcia.

„Nie mogę przyjąć medalu Emanuela. Jestem zadowolony z mojego, to brąz, ale oznacza złoto.”

(źródło: wikipedia – tłum wł.)

Całość opisywanych maratońskich wydarzeń obejrzycie na filmie ukrytym w docelowym linku, niestety dla tego filmu wyłączono możliwość prezentacji na zewnętrznych stronach.

Oto strona Vanderlei De Limy.

Medal Pierre’a de Coubertina

Jeszcze słowo o medalu. Przyznawany jest sportowcom olimpijskim, którzy uosabiają ducha sportowej rywalizacji . Jest to medal za cechy moralne i etyczne sportowca, wykazane podczas wydarzeń olimpijskich.

Oto co powiedział Vanderlei de Lima o tych wydarzeniach:

„Atak był dla mnie zaskoczeniem. Nie mogłem się bronić, bo koncentrowałem się na biegu. Nie wiem, co by się stało, gdyby nie Grek, tak szybko i tak skutecznie nie pomógł mi (Polyvios Kossivas). Dziękuję mu za odwagę.”

„Być może mogło być inaczej, bo zacząłem mieć problemy po tym incydencie, nie mogłem się skupić. To był dla mnie bardzo trudny finisz. Z mojego poczucia ducha olimpijskiego pokazałem determinację i zdobyłem medal .”

„Mimo to, jestem bardzo dumny z siebie, bo to jest wynikiem bardzo ciężkiej pracy. Byłem dobrze przygotowany i spodziewałem się zdobyć medal. Udało mi się osiągnąć mój cel, bez względu na to, co się stało, i jestem szczęśliwy, że stanąłem na medalowym stopniu podium.”

(źródło: wikipedia i inne, tłum. wł.)

De Lima otrzymał ten medal jako czwarty sportowiec letnich igrzysk olimpijskich. Więcej o medalu możecie przeczytać na wikipedii.

Prezent

I wreszcie napiszę skąd się wziął ten wpis o finiszu maratonu roku 2004.

Dajemy i otrzymujemy prezenty. Najciekawsze prezenty, to te „dedykowane” z myślą o zainteresowaniach czy potrzebach drugiej osoby.

W niedzielę pojechaliśmy rodzinnie do Krakowa, spotkać się z internetowymi znajomymi z Grecji, którzy na co dzień mieszkają w Atenach. Oczywiście zaopatrzyliśmy się w stosowne dla polskiej ziemi podarunki, uwzględniliśmy w nich spirytualia oraz słodycze. Otrzymaliśmy bardzo podobne, greckie.

I ja, i Małżonka otrzymaliśmy od Anny i Vangelisa też indywidualne prezenty. Anna wiedziała z internetowych pogaduch z moją Małżonką o moim bieganiu. Ściągnęła więc od jednego ze swoich dobrych znajomych … bluzę, którą otrzymali wolontariusze obsługujący igrzyska w roku 2004! Bluza była używana – ich rodzinnym zwyczajem jest wymienianie się już nieużywaną odzieżą (a całkiem podobnie jest u nas), w ten sposób zostaliśmy wciągnięci do bliskiego kręgu znajomych.

Oczywiście, niewiarygodnym zbiegiem okoliczności bluza idealnie uwzględnia moje obecne rozmiary. Choć po konsumpcji czekolady może przestać uwzględniać.

A bluza wygląda tak:

Bluza1

Po jej założeniu nie mogłem powstrzymać się i prześledziłem dokładnie historię biegu maratońskiego w roku 2004. Teraz ją znacie również Wy.


Jak to zwykle bywa, historia wiąże się z kolejnymi, „agresor” miał już rok wcześniej bardzo spektakularny wyczyn, też rok 2004 to nie koniec jego kariery medialnej. W każdym razie, to już jest zupełnie inna, niemaratońska, historia…

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

26 komentarzy

  1. Zaniczka pisze:

    Historia fascynująca i dramatyczna, cholera ilu z nas potrafiłoby wrócić na linię biegu? Niesamowici są też Wasi znajomi, że podarowali Ci tak ważną rzecz. To tylko świadczy o wielkiej przyjaźni. (ps. czytając tytuł spodziewałam się czegoś innego)

  2. Renata Orłowska pisze:

    Historia fascynująca i dramatyczna, cholera ilu z nas potrafiłoby wrócić na linię biegu? Niesamowici są też Wasi znajomi, że podarowali Ci tak ważną rzecz. To tylko świadczy o wielkiej przyjaźni. (ps. czytając tytuł spodziewałam się czegoś innego)

  3. Renata Orłowska pisze:

    Historia fascynująca i dramatyczna, cholera ilu z nas potrafiłoby wrócić na linię biegu? Niesamowici są też Wasi znajomi, że podarowali Ci tak ważną rzecz. To tylko świadczy o wielkiej przyjaźni. (ps. czytając tytuł spodziewałam się czegoś innego)

  4. Blogierka pisze:

    Uff, jak to dobrze reaktywować komputer! Prawie 2 dniowy odwyk od netu i blogowania- nie na moje nerwy ;).
    Świetnych macie znajomych- widać internet connects international people!:)
    A taka bluza to +100 do zajebistosci biegowej :). Szybciej się w niej śmiga?;)

  5. Ehdi Mars pisze:

    Ciekawa historia i naprawdę to jest psychika sportowca, że po takim zdarzeniu tak szybko się ogarnął i po prostu dobiegł do końca i to na medalowej pozycji. To jest niesamowite.

  6. BasiaK pisze:

    Bardzo ciekawa historia. Najlepsze jest to, że już ją kiedyś u Ciebie czytałam. Tylko nie wiem dlaczego nie zostawiłam komentarza. No jak to w ogóle możliwe jest? No jak? Jakiś chochlik musiał chyba zjeść mój komentarz. bo innego wytłumaczenia nie widzę. ;-) A prezenty są fajne, ale takie od serca. Wczoraj w pracy dostalam całą torbę łakoci, bez okazji tak po prostu. :-)

  7. monotema pisze:

    Choć z zapałem śledzę wszelkie sportowe zmagania, ten incydent uleciał mi z pamięci.. Dziękuję za wspaniałą historię ;)
    Zamówiłam trylogię „Kocich historii” (papier) na allegro. Najpierw sama poczytam, a potem przekażę Zołzikowi, bo ma także kota na punkcie kota.

    • Bookworm pisze:

      Cała przyjemność odkrywania takich historii po mojej stronie, coś może jeszcze kiedyś wrzucę z tej dziedziny ;)

      Myślisz, że tak łatwo się rozstaniesz z „Kocimi historiami”? ooooo Optymistka :D

  8. Hai Le pisze:

    Moja pierwsza myśl po przeczytaniu tekstu – podziel się czekoladą!
    A tak już realniej, gratuluję prezentu! Wiem co znaczy dostawać podarki idealne na naszą miarę.
    I tylko ten ksiądz na torze Formuły 1 mi się wydaje nieprawdopodobny. Że przeżył.

  9. Marlena Bessman - Paliwoda pisze:

    Podziwiam podejscie tego sportowca. Niecodzienne – przyjal wszystko z usmiechem i spokojem:)

  10. Podziwiam podejscie tego sportowca. Niecodzienne – przyjal wszystko z usmiechem i spokojem:)

  11. Patrycja | będękimś.pl pisze:

    Biedny ten maratończyk. Nie wiem o co chodziło temu księdzu, jak dla mnie to nienormalna sytuacja. Dzięki Twoim przyjaciołom z Aten więcej osób dowie się, że taki incydent w ogóle miał miejsce. :)

  12. bedekims.pl pisze:

    Biedny ten maratończyk. Nie wiem o co chodziło temu księdzu, jak dla mnie to nienormalna sytuacja. Dzięki Twoim przyjaciołom z Aten więcej osób dowie się, że taki incydent w ogóle miał miejsce. :)

  13. Ola pisze:

    I widzimy jak przypadkowy (no nie taki przypadkowy;-)) prezent wpłynął na powstanie całego sporegu wpisu ;-)

  14. Wspaniała historia, świetnie opisana. Podczas większości zawodów zdarzają się mniejsze lub większe incydenty,o których zaraz wszyscy zapominają. Jednak ta historia… coś niesamowitego. I ta niewiarygodna postawa Brazylijczyka. Dziękuję za przybliżenie tego zdarzenia.

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję :) Historia jest jeszcze głębsza, bo ciekawe są losy tego księdza, który zaatakował Brazylijczika, jak i to, co się wydarzyło na torze F1, na który wbiegł rok wcześniej. A i tu się nie kończy jego historia ;) – zdolny gość.

  15. Look_Up_To_Life pisze:

    Ciekawa, ale smutna historia. Ja bym przyznała drugie złoto. To jest niestety sport, nie zawsze ten najlepszy zostaje zwycięzcą. Dlatego nie przywiązuję wielkiej wagi do medali, raczej liczy się dla mnie całokształt.

    • Bookworm pisze:

      Z którejś strony otrzymał bardziej unikatowy medal, do tego stał się „tym kimś” o którym się pisze. Myślę, że dlatego nie dostał drugiego złota, bo rywalizacja trwała jeszcze przez 6km, tu się mogło zdarzyć wszystko… :)

      • Look_Up_To_Life pisze:

        Tak, to prawda. O takich zdarzeniach zazwyczaj się pamięta i pisze. Co do przyznawania medali to kompletnie się nie znam, więc polegam na Twojej opinii ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.