Pulsometr firmy Crivit, dostępny w sieci Lidl został poddany przeze mnie nieobiektywnemu testowi. Był moim wymarzonym zakupem i niestety nie spełnił swojej roli. Poniżej piszę dlaczego.

Są dwa momenty radości związane z zakupem pojazdu. Dzień jego kupna i sprzedaży. Podobna historia wiąże się z pulsometrem firmy Crivit, który był dostępny w sieci Lidl w 2014 roku. Mój test pulsometru będzie wyjątkowo tendencyjny, złośliwy i nieobiektywny, chociaż ostatecznie za pulsometr oddano mi pieniądze. Ale szkoda czasu i energii poświęconej na zakup oraz próby jego wykorzystania.

Z drugiej strony, w butach biegowych z Lidla wybiegałem ponad 500km (w tym 3 biegi zimowe i 1 górski) i nachwalić się ich nie mogłem.


Polowanie na pulsometr

Na pulsometr czyhałem niczym łasica na biedną, szarą, polną myszkę. Przejrzałem wszystkie testy internetowe, youtubowe i opinie na forach. „Za tę cenę nie kupi się niczego lepszego„. Zapragnąłem więc dołączyć do elitarnego grona posiadaczy tak przydatnego sprzętu.

Gdy nadszedł „ten dzień”, ustawiłem się w kolejce przed sklepem,

Lidl kolejka wpadłem do środka, wraz z gronem zaciekłych fanów porannych przepychanek, obiegłem regały i kosze i … „nie ma pulsometru”.

W podobnej sytuacji był inny zapalony biegacz – koalicyjnie poprosiliśmy pana sprzedawcę o informację czy pulsometry były. I skoro były, to gdzie są. Bo żadna członkini komanda moherowych berecików nie wyrwała pulsometru sprzed naszych stęsknionych dłoni. Sprzedawca obłudnie poszedł sprawdzić na zaplecze i wrócił z informacją, że „przecież były dwa i już zostały sprzedane”. Mhm, ciekawe gdzie i komu, skoro byliśmy (prawie) pierwsi w sklepie. Ostatecznie w trzecim sklepie, 15 km dalej, udało mi się kupić egzemplarz (niebieski) i przystąpiłem do testów.

Funkcjonalność

W opakowaniu, prócz zgrabnego zegarka, znajdował się uchwyt do roweru oraz pas piersiowy i instrukcja. Po przeanalizowaniu powyższej przystąpiłem do wprowadzenia ustawień (data/czas/BMI) i przetestowałem pas piersiowy do pomiaru tętna. Po zwilżeniu paska, ikonka serducha na ekranie ożyła, pulsując rytmicznie, dobitnie okazując moje podwyższone (z radości) tętno.

Bogactwo funkcji pulsometru przedstawiam poniżej:

trening progu tętna z timerem i alarmem – z indywidualnie ustawianymi strefami wyczynowymi,

Bardzo przydatna funkcja, prócz zdefiniowanych zakresów tętna można wprowadzić swój własny zakres. Pomaga to w planowaniu i egzekwowaniu zadań biegowych – realizowanych w ramach konkretnego obciążenia.

obliczanie BMI i wskaźnik spalania kalorii i tłuszczu,

Ta funkcja z mojego punktu widzenia jest „wodotryskiem” absolutnie zbędnym.

pomiar aktualnego, średniego i maksymalnego tętna– z alarmem maksymalnego pulsu

Bardzo przydatną funkcją jest pamięć maksymalnego tętna. Jego wyznaczenie jest podstawą do przygotowania zakresów obciążeń.

wyświetlacz LC z możliwością dodatkowego włączenia podświetlenia

Podświetlenie jest obowiązkowe przy nocnych biegach. Jak inaczej odczytać co pulsometr sygnalizuje?

Wielka klapa

Pierwsze dwa treningi przebiegły bezproblemowo. Wyznaczyłem poziom tętna maksymalnego, biegałem wg założonych zakresów. Pulsometr sygnalizował przekraczanie progów (powyżej lub poniżej). Pewien problem miałem z timerem (odliczanie wstecz) i stoperem – ale wkrótce rozpracowałem menu. Irytujący był czas podświetlenia ekranu – stanowczo zbyt krótki.

Niestety później zaczęły się problemy. Pas piersiowy wykrywał dziwne zakresy tętna. Miałem wrażenie, że wartość jest losową liczbą z zakresu 40-120. Na krótko po nawilżeniu pasa pulsometr pokazywał prawidłowe wartości. Po chwili biegu już nie. Czasem tętno było wykrywane w prawidłowych wartościach (150-160) i gdy już się cieszyłem, pyk – 56 przy intensywnym podbiegu. Po przeczytaniu „całego internetu” udałem się do apteki i kupiłem żel EKG/USG. Którym smarowałem pas we wskazanych w instrukcji miejscach. Nic. Ten sam problem. Smarowałem również klatkę piersiową. Nic. Ten sam problem.

Ostatecznie oddałem pulsometr do sklepu, uzyskując zapewnienie, że zostanie wymieniony na nowy. Po miesiącu oczekiwania (a tu nadchodził mój pierwszy start w X jubileuszowym biegu Barbórkowym w Rybniku) ostatecznie odzyskałem pieniądze za zakup z ulgą żegnając się z tym wynalazkiem firmy Crivit. Co ciekawe, w sklepie oczekiwały kolejne 2 (również niebieskie) na rozpatrzenie reklamacji. Pamiętając jak niewiele pulsometrów trafiło do sklepu, podejrzewam bardzo wysoki procent zwrotów czy też reklamacji.

Podsumowanie

Jeśli koniecznie chcesz wyrzucić pieniądze w błoto i mieć fajny zegarek/stoper i niedziałający pulsometr, to to urządzenie jest dla Ciebie. Jeśli lubisz element zaskoczenia i ciekawi Cię jaka losowa cyferka pojawi się na wyświetlaczu pulsometru podczas biegu – nie omieszkaj kupić tego pulsometru.  Jeśli jednak szanujesz swój czas, pieniądz i nerwy – omijaj ten produkt szerokim łukiem. Fakt faktem – ponoć komuś on działa prawidłowo (w „totka” też ludzie wygrywają). Jednak ja poszedłem po rozum do głowy i oddane za zakup pulsometru środki pieniężne zainwestowałem w ciepłą bieliznę biegową. I bardzo sobie ten fakt chwalę…


Epilog – na spokojnie czy warto

I jeszcze epilog, już na poważniej, z perspektywy roku używania innego, dużo droższego (ale też z nieporównywanie większą funkcjonalnością) sprzętu Polar M400. Co kilka miesięcy pulsometry Crivit trafiają do sprzedaży.

Rzeczywiście za tę cenę (obecnie bodaj 59zł) nie kupi się innego sprzętu oferującego podobne możliwości. Warto rozważyć jego zakup ale pod warunkiem, że się zachowa paragon i że się ma świadomość tego, że odczyt paska pulsometru nie jest kodowany. Co do oznacza? Ano fakt, że jeśli wystartujecie z nim w zawodach, to sygnały współbiegaczy mogą zakłócić Wasz odczyt tętna czy wręcz podawać tętno sąsiada.

Różnica też jest taka, że np. pasek w pulsometrze, którego używam, działa bardzo stabilnie, bez konieczności specjalnego nawilżania, czekania na prawidłowy odczyt itp. Wybór należy do Was, w każdym razie w przypadku zakupu życzę bezawaryjnego korzystania z pulsometru. A w razie awarii – dużo skuteczniejszego procesu reklamacyjnego, niż w moim opisanym przypadku.