Opisywałem kilka miesięcy temu moje przemyślenia na temat częstotliwości zmiany butów biegowych.  Z moich doświadczeń wynika, że może poza butami trailowymi, które poddawane są trudniejszym warunkom eksploatacyjnym i mają bardziej ścieralny bieżnik, to zmiana butów biegowych na nowe wymuszana jest tylko utratą amortyzacji, bo buty biegowe są niesłychanie wytrzymałe, „na oko” wciąż prezentują się jak nowe, nawet przy dużych przebiegach.


Buty do biegania wygodne i trwałe

Przy butach biegowych kwestia jest prosta, jasna, w każdej chwili można wejść na internetowy portal i kilkoma wygodnymi kliknięciami dokonać zakupu sprawdzonego, wytrzymałego obuwia sportowego, które będą cieszyć nasze nogi przez długie miesiące – o czym napiszę za chwilę.

Czy w tych butach będziemy biegać, czy chodzić – to nieistotne. Mamy pewność, że te buty posłużą nam przez setki kilometrów i dziesiątki treningów w rozmaitych warunkach. W deszczu, w słońcu, w błocie a nawet w śniegu – tak, jeśli nie potrzebuję ekstra przyczepności (lód i śnieg) to w nieocieplanych, a już na pewno nie wododpornych butach do maratonów biegam okrągły rok.

Jak rzecz się ma z eleganckimi półbutami?

Mowa o butach do codziennego użytkowania w warunkach korpo, przy narzuconym dress kodzie, czyli butach pasujących do marynarki i garnituru.

buty biegowe do garnituru

I tu – patrząc na moje doświadczenia z poprzednich dwóch dekad – porównanie wytrzymałości butów jest niesłychanie smutne.

Otóż ma się zazwyczaj fatalnie – prawie niezależnie od marki. Eleganckie buty muszę zmieniać średnio dwa razy w roku. Chodzę w nich niewiele: poranne przejście z domu do garażu (300 metrów), 20 minut naciskania podeszwą na pedał gazu, sprzęgła i hamulca, osiem godzin siedzenia w butach i krótkich spacerów po biurze, no i odwrócenie trasy przy powrocie do domu.

Jeśli dziennie przechodzę dwa kilometry – to jest wszystko.

Czyli w tygodniu jest to kilometrów czternaście, a w miesiącu 56. Pół roku to kilometrów trzysta. Taki przebieg dla dowolnych butów biegowych jest dopiero rozgrzewką, dotarciem. Tymczasem wspomniany przebieg morduje skutecznie wszelkie półbuty czy eleganckie buty zimowe.

Przez ostatnie dwie dekady zdążyłem zaprzyjaźnić się z lokalnym szewcem, który często palcem wskazuje mi na fabryczne mankamenty kupowanych, nowych butów. Już nawet nie chodzi o wyroby skóropodobne, o nie. Bardzo często części widoczne butów są wytwarzane ze skóry, te niewidoczne mają wypełnienie z prasowanej tektury i innych materiałów skóropodobnych.

Co jest do naprawy?

Szewc mi kiedyś powiedział, że prawie wszystko. Przecierające się podeszwy, starty bieżnik, odklejające się cholewki, dziurawe obcasy, łamiące się kratownice obcasów, o urywających się ozdobach butów, czy przeszyciach nawet nie piszę, bo to detal.

Przed oddaniem do reklamacji oczywiście buty należy oczyścić, ja im jeszcze robię zdjęcia, żeby porównać przy odbiorze stan przed ze stanem po.

Niestety producenci od dawna bardziej słuchają księgowych szukających oszczędności w zużytych materiałach, z których szyje się buty, niż technologów zalecających użycie trwalszych materiałów.

Odnoście buty do reklamacji, bo warto

Producenci dobrze wiedzą, że mało kto odnosi buty do reklamacji, taniej jest więc producentowi przeznaczyć śladowy budżet na ewentualne naprawy, niż inwestycja w trwałe buty i w markę.

Klienci nie lubią zgłaszać reklamacji, podświadomie czujemy, że zostaniemy potraktowani jak naciągacze – sam tak przez długi czas uważałem.

Jednak od czasu, gdy pieczołowicie zbieram paragony (i opisuję je), to korzystam ze swoich praw użytkownika i wytrwale odnoszę buty do napraw gwarancyjnych. Choć i tu bywa bardzo różnie, czasem reklamacje są odrzucane, ze względu na „naturalne zużycie produktu”, czasem też muszę robić reklamację reklamacji – tak było kilka miesięcy temu z butami, które podczas przyjmowania reklamacji zostały dokładnie oznaczone (odklejająca się podeszwa) do reklamacji trafiły oba buty.

Po odbiorze jednego z nich nie przyjęliśmy, bo szewc zapomniał przykleić podeszwę w drugim bucie – cóż, ostatecznie bez butów byłem miesiąc.

Tu dochodzimy do sedna sprawy –  procedura naprawcza trwa około dwóch tygodni (albo i dłużej) co de facto wymusza kupno nowych butów, w czymś chodzić podczas naprawy trzeba.

Właśnie mam kolejną parę kozaków do reklamacji, otóż popękały obcasy (pionowe pęknięcia obcasa) i bardzo jestem ciekaw tłumaczeń producenta, bo czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. Więc do marynarki ubieram buty trekkingowe, trochę śmiesznie to wygląda, ale mam gwarantowaną przyczepność na śniegu i lodzie, mróz mi też niestraszny.


Poluj na promocje i chodź w butach sportowych

Jakie jest remedium na ten brak trwałości zwykłych butów?

Otóż robię zakupy przez internet polując uprzednio z zapałem na kody rabatowe https://www.dobrekody.pl/shops/2411/neosport.pl czy też na promocje butów sportowych. Kilka klików później mogę spokojnie czekać na kuriera z wymarzonymi butami.

Na co dzień chodzę w butach biegowych i niesłychanie sobie chwalę takie rozwiązanie – but kupiony ze zniżką, w promocji – dosłownie za pięćdziesiąt złotych  wydaje się być wiele trwalszy, niż ten elegancki kupiony za złotych dwieście, na pewno jest wygodniejszy, przyjemniejszy dla stopy (przewiewność i miękkość).

Szkoda tylko, że nie każdy but sportowy pasuje do marynarki, a już na pewno żaden nie pasuje do garnituru. Choć nie zdziwię się, jeśli producenci butów biegowych szybko zapełnią tę niszę, wielokrotnie widziałem biegaczy w garniturach startujących w półmaratonach i maratonach. Na nogach mieli odznaczające się buty biegowe, ale kto wie czy nie pojawią się takie, które będzie można przed startem w zawodach pokryć pastą i wypolerować? Tego sobie, jak i innym użytkownikom butów życzę.