Trzech króli, Studzienka i … „uciekaido”


Mam ostatnio lenia. I to takiego, który z domu wychodzić nie chce. Fachowo się ponoć powinno zaliczyć po sezonie okres „roztrenowania”, ale ze mną jest ten problem, że za tydzień mam bieg „domowy”, czyli leśny cross na 12km więc powinienem błyszczeć formą i och, ach jaki czas wykręcić. A mnie się nie chce. Okres świąteczny, imprezowy, spotkaniowy, rodzinny – no jak tu tak się alienować i ruszać biegać. Nie będę Was zanudzał też moimi astmatycznymi przebojami, ale ostatnio, przy tym poziomie smogu, idealnie nie jest. Dobrze też nie. Ale nie narzekam. Tylko przeszedłem na tryb działania misia. Jeść, spać, nie biegać.


Studzienka

Na styku trzech miejscowości jest uroczy las opanowany przez zaprzyjaźnionych „Radlinioków w biegu”. To w tym lesie wykuwają swoją wspaniałą formę, pewno kiedyś pojawi się tam tabliczka z informacją, że to właśnie tu trenowali. Tam biegaliśmy dwa „Harcbiegi”, tam znajduje się bardzo ciekawe miejsce zwane „Studzienką”. Często tam fotografują się nowożeńcy, których spotkaliśmy podczas Harcbiegu nr III w tej lokalizacji.

Harcbieg III atrakcje

Więcej o Studzience można przeczytać o niej na Wikipedii, polecam legendę o św. Walentym, ja przytoczę tu jej krótszą wersję:

Historia Studzienki jest ściśle związana z dziejami jankowickiego kościoła oraz z podaniem o księdzu Walentym. Początkowo w Studzience znajdowało się tylko źródło, którego woda zasłynęła w okolicy cudownymi właściwościami – miała nieść uzdrowienie w chorobach. Według legendy źródło to wytrysnęło w miejscu śmierci, a potem pochówku, księdza Walentego zamordowanego przez Husytów około 1430 roku. Pod koniec XIX wieku ksiądz Edward Bolik w podzięce za odzyskane zdrowie wybudował w Studzience kaplicę ku czci Matki Boskiej, wzorowaną na kaplicy znajdującej się nad grotą w Lourdes we Francji (jednym z najbardziej znanych sanktuariów maryjnych na świecie). Uroczystego poświęcenia kaplicy dokonano 15 sierpnia 1895 roku. W jej wnętrzu umieszczono rzeźby Matki Boskiej z Lourdes oraz klęczącej przed nią Bernadetty Soubirous.

(źródło: wikimapia)

Po tak długiej przerwie od biegania, przygotowałem się stosownie na wyprawę do lasu. Sprawdziłem o której godzinie zajdzie słońce, 15:39,

3króli

wziąłem więc „czołówkę”. Wziąłem też żel energetyczny na wszelki wypadek oraz izotonik. I naładowaną komórkę. Byłem gotowy więc na wszystko!

15 minut jazdy, parking. Zanim wbiegłem do już częściowo znanej partii lasu, obiegłem jego  inny kawałek, z Leśnym Parkiem Linowym oraz Szkołą nr 4. Warto było, bo na zapleczu szkoły znalazłem perfekcyjne miejsce na rozgrzewkę!

Silownia sp4 Radlin

No to siup, rozgrzałem się i wbiegłem do lasu. Piękna sprawa, bo do Studzienki prowadzi szeroka leśna droga. Przyspieszałem, zwalniałem i omijałem licznych spacerowiczów z sankami. Droga prowadzi wąwozem więc z jego zboczy dzieciaki ochoczo śmigały na sankach. Niestety, musiałem sobie robić przerwy na marsz, w układzie oddechowym słyszałem świsty, co oznaczało osiągnięcie granicznej przepustowości oddechowej.

Wyprzedziłem jeszcze kilka osób, przyspieszyłem ponownie, zrobiło się ciemniej, węziej i wtedy ujrzałem …

Trzy zakapturzone postaci

wychodzące powoli z lasu, rozglądające się i manipulujące przy czymś. Dzieliło mnie od nich jeszcze ze 100m. W głowie błyskawicznie włączył mi się komputer, który rozpoczął analizowanie danych pobieranych z otoczenia, przygotowując najlepszą strategię obronną „w razie jakby co”.

Dane wejściowe: zima, ślisko, trzech postawnych, opatulonych w kaptury mężczyzn, czołówka w kieszeni, klucze, nachylenie górki od przeciwników, moja prędkość – niska, zdolność do szybszego biegu – wysoka.

Analiza narzuciła jedyne możliwe alternatywne rozwiązanie. Walka w zwarciu odpadała, walka w parterze również. Wobec powyższego w mózgu błyskawicznie pojawiła się jedyna słuszna opcja:

Uciekaido!

Ta znana antyczna japońska sztuka „walki bez walki”, praktykowana przez wieśniaków, na widok zbliżających się wszelakiej maści bandytów –  jak Japonia, Chiny, Meksyk długie i szerokie – sztuka ta była skuteczna pod warunkiem pewnej wytrzymałości biegowej oraz pod warunkiem dostępności lasu, który miał ukryć adeptów uciekaido przed agresorami.

Sami przyznajcie, lasu miałem pod dostatkiem, agresorów też, pozostało mi tylko subtelnie ich ominąć i … nawiać.

I gdy zwodniczo zwolniłem przy nich aby zaskakującym przyspieszeniem zepsuć ich ewentualny chytry grabieżczy plan, dotarło do mnie, w końcu mam sokoli wzrok krótkowidza w zaparowanych z wrażenia okularach, co trzech panów w środku lasu czyni.

Trzech króli w Trzech Króli

Otóż panowie … „rozpijali” flaszkę we trzech. Mieli kieliszek i butelczynę. Gdy przebiegałem obok, zobaczyłem ich roześmiane twarze i czekałem, po prostu czekałem co powiedzą. Bo to, że powiedzą, to było pewne. Z reguły biegacz budzi wesołość niebiegających.

Może napijesz się z nami pod tych „Trzech Króli”?

Zdążyłem jeszcze (dusząc się ze śmiechu) odkrzyknąć, że nie, dziękuję, no i pognałem dalej. To tylko mnie się mogło zdarzyć: spotkać w lesie „trzech króli” w święto Trzech Króli, którzy wzięli ze sobą butelkę do opracowania (rozpracowania – ma rację Gendergosposia).

A śmiałem się również dlatego, że przypomniał mi się idealnie pasujący do sytuacji dowcip po śląsku:

Na kopalni sztygar krzyczy do pracownika gorola:
-Te! Młody! Skocz no po halba!
-Panie sztygar, a co to jest halba?
-Jaa młody, mosz recht! Bier dwie!

(i tu gorolom uprzejmie tłumaczę, że halba to 1/2litra, „mosz recht”masz rację. Niepijącym natomiast tłumaczę, że flaszka we dwóch jest dobra, jak jeden nie pije).

Dalej  już mogłem zachwycać się podbiegami,

Podbieg

jakąś symboliczną uproszczoną wersją myśliwskiej ambony

Drabina

(a co, wlazłem sobie, ponoć z góry zawsze lepiej widać, ale prawdę pisząc – widać było tyle samo),

Pole Studzienka Marklowice minąłem dwóch rowerzystów i dotarłem do samej Studzienki. Lepsze zdjęcia zrobiłem w lecie, teraz Studzienka wyglądała tak:

Studzienka Radlin

Po krótkim odpoczynku zawróciłem i po śladach wróciłem do auta i (prawie) przed zmierzchem powróciłem do domu. Łącznie nabiegałem tylko 8km ale zmęczyłem się akuratnie. Po powrocie przystąpiłem do tego, co niedźwiedzie przed zimą robią najlepiej – czyli wyczyściłem lodówkę. A wkrótce zrobię to co niedźwiedzie w zimie robią najlepiej – pójdę spać.


Ale sami przyznacie, że w Trzech Króli spotkać „trzech króli” z halbą w środku lasu, to jest osiągnięcie?

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

39 komentarzy

  1. halmanmonika pisze:

    Ty to masz przygody! Dlaczego ja w lesie napotykam tylko ciszę i spokój? A nie! Raz wrzeszczałam, kiedy z krzaczorów dzik mi wyskoczył na ścieżkę :-D

    • Bookworm pisze:

      O, nie tylko ja – mgr inż. A. też ma! Nawet od niego policjantki biorą autografy, co prawda na mandatach, ale ja autografów nie rozdaję :D
      Na widok dzika to bym chyba zawału po prostu dostał … I co ten dzik zrobił?
      Ja rano dziś, jadąc do pracy, zauwazyłem na poboczu jakieś zwierzę, zwolniłem a to … lis! Niestety fotka z kamery pokładowej bardzo słaba :(

      • halmanmonika pisze:

        Hihi, co zrobił dzik? Właściwie to była locha, bo i młode wylazły z zarośli. No cóż, zwyczajnie olała wariatkę, która nie wiedzieć czemu darła się na jej widok :-) ryła grzecznie w ziemi w poszukiwaniu smakołyków. Prawda jest taka że dziki grasujące po okolicznych lasach raczej nie są skore do ataku, bo ludzie je dokarmiają. Był czas że przychodziły pod bloki na osiedlu w poszukiwaniu resztek obiadowych itd. Ludzie im rzucali. Raz nawet, latem, dzieciaki głaskały w okolicach plaży młode warchlaki i karmiły je z ręki. A locha obok stała i zajadała! Niemniej wtedy, na spacerze, porządnie się wystraszyłam, bo stałam oko w oko z dzikim zwierzem, a zwykle omijałam je szerokim łukiem. To nie kura czy kotek, tylko wielka silna locha, kto wie co jej strzeli do łba :-D

  2. LIFESTYLERKA pisze:

    To była zemsta za to, że kiedyś ty straszyłeś ludzi w okolicach cmentarza;). A lenia doskonale rozumiem, sama jednego hoduję od kilku ładnych tygodni:)))).

  3. Gdzie można dostać taki oldskulowy kalendarz z wyrywanymi kartkami?! #chceto :D

  4. Ano widzisz, Ty miałeś Pawle swoje endorfiny a oni swoje ;) Mnie się nieraz zdarza spotykać takich króli na trasie przez cały rok ;) niezależnie od święta ;)

    • Bookworm pisze:

      Rozśmieszyłaś mnie zupełnie, bo popatrz – oni mają swoje endorfiny – masz rację – tylko w płynie. Że też sam na to nie wpadłem ;)
      O, a jak ich spotykasz, to też tacy chętni są do ehm, dzielenia się endorfinami? :P

      • Cieszę się, że mogłam poprawić Ci humor :)

        Oj niejeden mnie namawiał do zaprzestania tego przebierania nogami bez celu i wesołą imprezę (czyt, doendorfinowanie):) Wtedy zaczęłam to ćwiczyć precyzyjne łuki i omijanie ;) P.S. przydaje się czasami na zawodach ;)

        • Bookworm pisze:

          Ja częściej spotykam tych powracających z lokalnych przybytków, gdzie „endorfiny” są dystrybuowane. Strasznie zygzakują, trudno nałożyć na ich trajektorię kontrzygzak ;)

          • „Lokalne przybytki ” :D Dobre określenie – zastosuję przy najbliższym zderzeniu czołowym z wracającymi z … „lokalnych przybytków” ;)

          • Bookworm pisze:

            Ja Cię proszę, Ty uważaj a nie się zderzaj ;), omijaj, zygzakuj, zmieniaj trasę i prędkości, ale nigdy smakoszy mózgotrzepów nie zderzaj…

  5. Justyna Rolka pisze:

    Uwielbiam czytać Twoje relacje, Twoje opisy….no po prostu uwielbiam:) Piszesz tak, że mam ochotę sama spotkać Trzech Króli, biec, i usiąść na studzience;))

  6. Wystarczy wyjść z domu i zdecydować się na bieganie, a tu takie atrakcje na człowieka czekają. ;) Inny wymiar biegania. :)

    • Bookworm pisze:

      Upraszczając tok myślowy, to bieganie prowadzi do alkoholizmu :D Tym razem mi się upiekło, ale następnym? ;)

      • BasiaK pisze:

        Następnym też nie ulegaj. Twardy bądź ;-) Oni stosują metodę „wypijesz kolejkę, przyniesiesz butelkę”. I często wykorzystują biegaczy, bo biegacze szybko przynoszą. ;-) Dlatego tak do nich zagadują. :-)

  7. Nie chcę Cię martwić, ale chyba załapałeś się na grzech i to dodatkowo -> z tych śmiertelnych :/

    Trzem Królom się nie odmawia!
    Nigdy,
    przenigdy!

  8. Iza pisze:

    Za każdym razem się zastanawiam, jak to możliwe, że z zapartym tchem czytam relacje dotyczące biegania. ;) Ale jak Ktoś ma tak spostrzegawcze oko i dokłada do tego rękę i wprawne pióro, to nie idzie nie czytać i nie wstrzymywać oddechu. A napięcie stopniujesz wyśmienicie :) bo ja już z Tobą do tego uciekaido się szykowałam. Dobrze, że to jednak trzej królowie byli ;) bo ja jeszcze słabszą formę od Ciebie mam. ;) Wiesz – młodszy w końcu jesteś. :D
    PS. Na Facebooku pytałam czy się swoich lat doliczyłeś, bo faktycznie data sprzyja temu, aby urodziny raz świętować innym razem nie, ;) ale już się przede mną wygadałeś – witaj w klubie, bo podobno jakiś klub dla nas jest. ;) A mi przynajmniej raźniej jest, bo widzę, że w doborowym towarzystwie do niego weszłam, chociaż Ty znacznie raźniejszym krokiem. :) Bo z Ciebie taki dziwny miś, co to jednak nawet zimą nos ze swojego domku wychyla – i to Ci dobrych parę lat mentalnie odejmuje. :D

    • Bookworm pisze:

      Ha, ja to się odważyłem ten roczek ukończyć dopiero, gdy zobaczyłem, że Ty to uczyniłaś, bo sam się zdecydowanie obawiałem :D Strachliwy jestem – to we wpisie powyższym widać :D
      Wiesz jak to jest z mentalnym wiekiem mężczyzn, do siódmego roku życia dorastamy psychicznie, później tylko fizycznie – po drodze zmieniamy zabawki :) I tej wersji się wolę trzymać.
      Misia namawiam na wyjścia, gdy jest głodny. Tak trochę – to motywuje i nie przeszkadza w poruszaniu się. Bo gdy coś zje, no to – tak jak statystyczny porządny miś – zapada w letarg i mocno śpi. Bardzo się cieszę, że Ci się relacja podobała, znowu sam się z siebie śmiałem. Krótkie wyjście do lasu a i tak było o czym napisać :)

    • BasiaK pisze:

      Tak, jest klub. Ryczące … dziestki się nazywa. :-D Tylko ja nie wiem czy Paweł też… w tym klubie… eee, chyba nie… ;-)

  9. BasiaK pisze:

    Bardzo bym się zdziwiła gdybyś napisał – biegałem, nikogo nie spotkałem. Często masz przygody, a może nawet zawsze. :) Pewnie inni też mają, ale nie zauważają. Tobie włącza się tryb obserwator i dzięki temu my mamy radochę czytając o Twoich spotkaniach 3 stopnia z różnymi stworzeniami. Takich królów to i u mnie dostatek. Co mnie w nich zadziwia to regularność z jaką stoją przy sklepie. Są zawsze. Idę rano – są, wracam wieczorem – są. Ale to tak zwani swoi, nie muszę przy nich stosować uciekaido. :) Zawsze mnie jednak zadziwia fakt, że tym panom nigdy nie włącza się tryb misia lub lenia. I nie przeszkadza im niekorzystna aura. Są stali, niezłomni, wytrwali. A u mnie tryb misia włączył się już w listopadzie. I trwa. :)

    • Bookworm pisze:

      Tak jak piszesz, inni też mają, ale nie opisują :) O tak, stali bywalcy są odporni na wszystko a do tego zakonserwowani do cna ;)
      A misie fajne są, w końcu kiedyś się jednak będziemy musieli obudzić :)

  10. Trzech Króli i ona jedna -zacne spotkanie. :) Co do halby to ten produkt podlega rozpracowaniu a nie opracowaniu. Wariant yen jest niemożliwy . :D Pozdrawiam świątecznie.

    • Bookworm pisze:

      No fakt, trudno Ci nie przyznać racji :) Za mało we mnie praktyka, od razu to wyczułeś… Choć może, jeśli ktoś posiada w domu stosowny sprzęt i pamięta o regule 1410, to może i opracowaniu też? Pozdrawiam i ja – noworocznie :)

  11. makneta pisze:

    Też trenowałam kiedyś uciekaido (dawno temu), a teraz próbuję zacząć biegać, ale u nas mróz tęgi i na razie więcej przerw niż biegania.
    Niezłą miałeś przygodę ;-)

  12. makneta pisze:

    Też trenowałam kiedyś uciekaido (dawno temu), a teraz próbuję zacząć biegać, ale u nas mróz tęgi i na razie więcej przerw niż biegania.
    Niezłą miałeś przygodę ;-)

  13. Zaniczka pisze:

    :) eh Ty. :) moze jakies sztuki walki alboco?ps. piękne zdjęcia :D

    • Bookworm pisze:

      Sztuki to były 20 lat temu. Teraz to mogę krzyżykami (z karku) rzucać albo … uciekać. Zdjęcia? To zasługa mojego Samsunga. Czasem nawet trafiam w to, co chcę sfotografować!

  14. Ostatnio miałem podobną przyspieszoną analizę technik obronnych i zdałem sobie sprawę, że mam problem. Uciekaido nie wchodzi w grę, bo moje kolano kapituluje po 5 metrach biegu, więc liczę na szybkość pięści i bressonowskie wyczucie idealnego momentu. W razie czego noszę w kieszeni kawałek krakowskiej tradycji, choć na szczęście nie musiałem jej jeszcze używać. No, poza przedwczorajszym rozłupywaniem kokosa :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.