Turystyczny aspekt maratonów


Bieganie jest pasjonującą przygodą, dzięki niemu poznasz miejsca, których bez tej pasji raczej byś nie miał okazji zwiedzić. I choć często ogranicza nas budżet, szczupłość urlopu czy domowe obowiązki duże i małe, to warto do wyboru miejsc startów w zawodach maratońskich podejść z otwartą głową. Szukać rozwiązań a nie problemów. Być kreatywnym i przekonującym. Wobec siebie i bliskich.

Bo warto nie tylko „mieć marzenia”, bo samo ich posiadanie to taki mały kroczek na drodze do szczęścia. Warto szukać skutecznego sposobu na realizację marzeń.

Ten tekst ma za zadanie (podstępne!) zachęcić cię nie tylko do startu w ciekawych zawodach ale też do korzystania z turystycznych atrakcji towarzyszących wyjazdowi. Gdy podejdzie się do takiego startu również od strony turystycznej, wyjazd nabiera barw. A przy okazji podpowiem ci na co zwrócić uwagę przy planowaniu wyjazdu.


Wakacyjne marzenie

Gdy planuję wakacyjny, rodzinny i najczęściej zagraniczny wyjazd (oj, jakże wyczekany i wytęskniony), to sprawa jest prosta. Jak co roku wchodzę na stronę oferującą oferty „last minute” http://www.itaka.pl/last-minute/ określam warunki brzegowe pobytu: budżet, lokalizacja, liczba dni, oceny uczestników. Filtruję i wybieram to, co z punktu rodzinnego wypoczynku odpowiada nam najbardziej.

Dopiero później sprawdzam gdzie na miejscu można pobiegać.  Są przeróżne serwisy, które nam poszukiwania ułatwiają choćby map my run czy run keeper.

I dopiero na ostatnim miejscu sprawdzam kryterium lokalizacji w pobliżu mojego miejsca wakacyjnego odpoczynku jakiś fajnych zawodów biegowych. Bo do tej pory nigdy nie było…A chciałbym.

Co nie znaczy, że podczas wakacji odpuszczam bieganie. O nie. Na blogu znajdziecie sporo wpisów biegowych z moich wakacji. Ale tych niebiegowych również…

Turystyka biegowa na moim przykładzie

Jeśli jednak odwróci się sposób myślenia i wybierze ciekawe miejsce startu w zawodach, to nagle pojawia się możliwość zwiedzenia ciekawych zakątków naszego urokliwego kraju.

But biegowy turysty wcale nie musi przemierzać 42 tysięcy metrów poza granicami kraju. Planowanie wyprawy maratońskiej może dotyczyć również naszych polskich imprez biegowych. Choć przebiegłem do tej pory tylko jeden maraton, to bardzo dobrze wspominam wyjazdy na krajowe imprezy biegowe na krótszym dystansie. Każda miała swój urok, dzięki każdej z nich poznałem lokalne atrakcje. Dzięki nim powstały zupełnie turystyczne teksty. Zerknijcie:

Wings for Life w PoznaniuPoznań, muzeum rogalowe, tu wspominam wieczorny kufelek irlandzkiego piwa w towarzystwie Savona, ale też Muzeum Rogalowe w Poznaniu.


BMW Półmaraton Praski, wieczorna uczta u Sylwii i Muzeum Powstania WarszawskiegoLeszka, ale też realizacja mojego marzenia, którym było zwiedzenie Muzeum Powstania Warszawskiego (z ekspozycją jednostki GROM!). To tam przypomniałem sobie jak się śpi na karimacie na podłodze sali gimnastycznej. I co to znaczy przejazd polskimi kolejami przygodowymi.


Półmaraton Królewski – tu nie było noclegu ale zwiedzenie samej Tauron Areny było bardzo interesujące. Zwróć uwagę w tej relacji na nasze przygody z windą. Byliśmy VIPami!

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra - relacja

½ Sky Marathon Babia Góra. Nocleg pod Zawoją. Wieczorny górski trening w ulewie, nocleg w górskiej chatce. I relacja z meczu otwarcia Mistrzostw oglądana na … ekranie smartfona! Plus epicka kolacja autorstwa Tomka. I energetyczne śniadanie.


Europa i … dalej?

Główne miasta europejskie mają swoje sławne maratony. Berlin, Rzym, Praga, Warszawa, Barcelona. Można też zerknąć poza mapę Europy – ot, Tokio, Boston, Kanada…

W ubiegłym roku wystartowałem w jednym z konkursów, w którym należało podać swoje podróżnicze marzenie i miejsce, gdzie by się chciało je zrealizować. Od zawsze chciałem odwiedzić Kanadę i prowincję Quebec (bo tylko tam mówią po francusku), no to znalazłem sobie maraton w Quebecu.  I nawet sobie pięknie w nim zaplanowałem udział. Impreza kameralna – 1000 startujących. Ale przygoda związana z przelotem do Ameryki Północnej byłaby niesamowita. Niestety, konkursu nie wygrałem. Więc mój debiut maratoński odbył się w Wenecji.

Tę wyprawę, wespół z Tomaszem, opisaliśmy w kilku dość popularnych tekstach. Dzięki temu, że Tomasz jest mistrzem planowania, udało się nam nie tylko zwiedzić Wenecję w przeddzień startu, ale też wyskoczyć nad Adriatyk, do Lido.

Planowanie

I tu przechodzę do najważniejszego punktu w turystycznym podejściu do maratonu. Właśnie do planowania. Tu się sprawy komplikują.

Lokalizacja

40 Maraton w Paryżu - relacja 2016Krótko pisząc, znajdź ciekawe miejsce na start. Poczytaj relacje innych startujących. Mnie ostatnio wciągnęła lektura relacji z … Moskwy!

Jeśli coś mogę podpowiedzieć, poczytaj relację ze startów Tomka: W Pradze oraz opis jego cyklu przygotowań i samego startu w maratonie w Paryżu. Blisko, dogodne połączenia lotnicze i bardzo ciekawe turystycznie miasta.

Bo naszą relację z Wenecji już pewno przeczytałeś.

Zapisy

Gdy już masz wybrane miejsce, sprawdź istotną kwestię. Jak przebiegają tam zapisy.

Na najbardziej popularne maratony wprowadzono ponure mechanizmy losowania. Więc jeśli chcesz wystartować w Berlinie, Londynie, Bostonie czy Nowym Jorku – zanim kupisz tani bilet, znajdź się na liście zakwalifikowanych do startu. Wtedy dopiero możesz przejść do kolejnych punktów organizacyjnych.

Sprawdź też wymogi formalne czy nie musisz dostarczyć stosownego zaświadczenia lekarskiego o zdolności do startu (tak to ma miejsce przy biegach długodystansowych we Włoszech). Do tego EKUZ i/lub dodatkowe ubezpieczenie. Kosztuje niewiele a zapewnia „spokojną głowę”. Korzystałem już z takowego (w Doniecku), uwierzy mi, warto je mieć.

Ekipa

Bardzo ważne jest z kim się będzie tworzyło ekipę startującą. Uczestnictwo samemu jest mało atrakcyjne. I cenowo, i towarzysko. Dobry kompan (kompani) to podstawa dobrej zabawy i obniżenia kosztów.

Oczywiście jeśli dobrze uda się dobrać termin, to można na wyprawę maratońską zabrać rodzinę. Niech zwiedzają atrakcje turystyczne, a ty sobie w tak zwanym międzyczasie „pykniesz” maratonik. Wilk syty i rodzina zadowolona.

Przelot

Bo jakoś na miejscu startu trzeba się pojawić. Więc wyszukuj, rezerwuj, planuj transfery i sprawdzaj dozwoloną wagę i objętość bagażu. Im szybciej kupisz bilet, tym będzie tańszy.
Sprawdź tylko czy masz ważny dowód osobisty lub paszport. Znam takich, którzy wylecieli i z drżeniem serca wracali, mając w kieszeni nieważny już dokument.

Noclegi

Tu już trzeba dobrze przyjrzeć się mapie. Hostel, apartament, hotel – w zależności od przewidzianego budżetu. Możliwie blisko przystanków komunikacji miejskiej. Jeśli poważnie podchodzisz do startu, nie możesz zmęczyć się przed maratonem zwiedzaniem – korzystaj z komunikacji miejskiej. Wybierz lokum tak, żebyś nie musiał pokonywać zbędnych kilometrów, aby dotrzeć do celu.

Co chcesz zwiedzić

I gdy już zbudujesz szkielet wyprawy maratońskiej, możesz zająć się wisienką na torcie.

Przewodniki i poradniki turystyczne w dłoń. Bardzo polecam tu serwis tripadvisor.com. A już szczególnie instalację aplikacji, która umożliwia korzystanie z danych offline, gdy będziemy już poza granicami kraju. Planuj tak, żebyś się nie zamęczył zwiedzaniem. To taki znany truizm, bo i tak w przeddzień biegu mało kto usiedzi na miejscu – żal nie zwiedzić i tego, i jeszcze tego…

Podobnie można też użyć maps Google, zaznaczony obszar można zapisać w telefonie i nie musieć narażać się na koszty transmisji danych w roamingu. Tu jest jednak maleńki haczyk – nawigacja ta pozwala na korzystanie z sieci dróg samochodowych, nie ma jednak podanych tras pieszych!

Coś byś zjadł?

Gdy już wyznaczysz wszystkie obiekty warte odwiedzenia i obejrzenia w danej lokalizacji, możesz jeszcze zerknąć jak na miejscu wygląda oferta gastronomiczna.

Przed maratonem nie zaleca się eksperymentowania, jedz to, co jest dla biegacza bezpieczne. Makarony, pizze – weź udział w sławnym „Pasta party”.

Śniadania warto robić samemu, korzystając z ofert okolicznych marketów. Zakupy zrób z wyprzedzeniem, bo jeśli start wypadnie w niedzielę, to w wielu krajach nie kupisz w ten dzień świeżych bułek – bo dosłownie wszystkie sklepy są zamknięte.

Bogactwo rozkoszy kulinarnych otwiera się już po dobiegnięciu na metę. Organizm potrzebuje paliwa, aby szybko uzupełnić stracone tysiące kalorii. Warto a wręcz trzeba spróbować lokalnych potraw i przysmaków. W Wenecji można było pochrupać jadalne kasztany, cudowne były sklepy sprzedające pizzę na kawałki. Niebo w gębie! A wieczorna uczta w lokalnej pizzerii (wysoko ocenianej w aplikacji tripadvisor i wcale niedrogiej) była wspomnianą wisienką na torcie w całym wypadzie maratońskim.

prawdziwa włoska pizza

Gdy przymykam oczy, widzę okrąg cieniutkiego ciasta przykrytego roztopionym serem, z kawałkami wędlin. A to wszystko z lampką czerwonego lokalnego wina. Bo o włoskich lodach przy plaży w Lido pewno wspominałem, prawda?

Oni już tam byli

Na koniec zostawiłem przykłady „turystyki” maratońskiej, które są inspirujące i mają tę zaletę, że są prawdziwe.

Tokio!

Odwiedźcie blog Marka, którego miałem okazję poznać osobiście, z którym startowałem w wielu biegach, którego wyniki sprotowe robią wrażenie. Otóż Marek założył blog drogadotokio.pl. Sama nazwa bloga już wszystko tłumaczy. I całą historię jego startu w maratonie w Tokio poznasz na jego blogu. Polecam.

Florencja

I jeszcze jedna, podwójna blogowa relacja. Joasia i Piotr i ich niedawny start w maratonie we Florencji. Uwielbiam ich podejście do biegania. Jest w nim radość, jest w nim szczęście i jest w nim poznawanie piękna przyrody i świata.

Malaga

I jeszcze jedno miejsce, gdzie poczytasz o urokach podróżowania z maratonem. Bardzo znany blog „Owoc biega” czyli runeat.pl. I jego start w Maladze. Który… No cóż, nie zawsze wszystko przebiega po naszej myśli.


Start w zagranicznym maratonie to jeszcze jedna wielka radość. Gdy trzymasz w ręku naszą polską flagę czy szalik (tak jak my na fotce tytułowej) to czujesz się reprezentantem naszego kraju. Choć wynik niekoniecznie jest olimpijski, to gdy nagle podchodzą do ciebie rodacy, których przyciągnęła biel i czerwień, bo wyemigrowali dawno temu, a chcieliby porozmawiać po polsku, to pojawia się dziwne uczucie. Ale to już zupełnie inna historia.

To co, gdzie planujesz swój kolejny maratoński start?


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. halmanowa pisze:

    Taki biegacz to jednak ma ciekawe życie :) Zazdroszczę Ci tylu ciekawych doświadczeń, miejsc, które poznałeś. I oczywiście ludzi, których spotkałeś na swojej biegowej drodze. To na pewno niezapomniane przeżycie – poznać osoby podzielające pasję :)

    • Bookworm pisze:

      Ma ciekawe :) Bo biegacze bardzo pozytywnie na to życie patrzą. I zarażają się wzajemnie optymizmem. Sobie takich wyobraź na starcie kilka tysięcy – to przeczy wręcz logice ;)

  2. Joanna Kurek pisze:

    Ja
    to nawet kilka postów o tym napisałam. Przecież maraton w Paryżu był z
    marzenia zobaczenia tego miasta, a w Budapeszcie – bo tam też nigdy nie
    byłam, a stolica piękna. W obu miejscach – i później we Florencji też –
    trasa maratonu jest tak poprowadzona by zobaczyć najpiękniejsze miejsca.
    I co? Za rok jedziemy do Hiszpanii na maraton – bo największe w Europie
    oceanarium, bo meta na wodzie, bo Hiszpania gdzie nie byłam, bo dobre
    jedzenie. Tym razem jednak chcę po biegu zrobić sobie małe tygodniowe
    wakacje w Spain. Z drugiej strony – biegam pod nosem czyli doceniam
    lokalne biegi. W 2017 r. będą Brzeszcze, Żywiec, Kęty, PHŁ 1. Półmaraton Andrychowski
    i B-B… A oprócz biegania w zawodach i zwiedzania pięknych miejsc, nie
    wyobrażam sobie wyjazdu, nawet zawodowego, bez butów biegowych. Zawsze
    znajdę czas na godzinę-1,5 biegania i oglądania. Ostatnio tak zobaczyłam
    Wrocław: https://asiaprosto.wordpress.com/2016/10/15/zwiedzanie-przez-bieganie/

  3. Dlatego ja naprawdę nie muszę mieć najnowsze fury z systemem audio 11.1 na pokładzie.
    Sto razy bardziej wolę ją wydać na podróże. Wokół nas dzieje się tyle fantastycznych rzeczy. Żal ich nie doświadczyć. Choć w części.

    • Bookworm pisze:

      Z podróżami to jest tak, że szybko się kończą. Ale znowu to co zobaczymy, zostaje w nas głęboko. A jeśli bieganie połączy się z podróżowaniem… Ech, marzy mi się też takie bieganie po górach na Teneryfie lub Gran Canarii. Może kiedyś… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.