W trybach Inżynierii Biegania – lipiec


Lipiec to już trzeci miesiąc mojego „planowego” biegania z Inżynierią Biegania. Tradycyjne przypomnienie skąd się współpraca z Inżynierią wzięła, i jak przebiegała w maju oraz w czerwcu.

Ten miesiąc należał do trudnych jeśli chodzi o bieganie, i nawet nie chodzi mi tu o sam wybiegany kilometraż ale o trudności z bieganiem podczas urlopu. Ale po kolei.

Lipcowe treningi powinienem opisać w trzech częściach – przedurlopowej, urlopowej i pourlopowej. A na koniec jeszcze mały bonus autorstwa Inżynierii – rzecz o prawidłowej rozgrzewce.


Przed urlopem

Do 13 lipca biegałem zgodnie z otrzymanym planem. Łącznie 8 treningów, dzięki którym wszedłem na „polarowskie” pole „duże zmęczenie” – poniżej na wykresie są to tygodnie nr 27 i 28.

Obciążenie lipiecBardzo fajnie mi się przez ten czas biegało, wyraźnie czułem, że organizm bardzo pozytywnie reaguje na zwiększający się poziom obciążeń. Choć miałem problem z wytrzymałością podczas treningów prędkościowych. Przy bardzo szybkich interwałach na 3x200m i na 5x150m, ledwo-ledwo osiągałem założony przez trenera czas. Podobnie po tygodniu, gdy doszedłem do sekwencji: 4km rozgrzewki i 2* 6km w tempie 5:00min/km z 5 minutami przerwy pomiędzy– druga „szóstka” niestety mi się przedwcześnie skończyła, tempo posypało – literalnie się zagotowałem.

Urlopowe bieganie

Przed urlopem pilnie sobie zanotowałem zakresy w których miałem w Hiszpanii biegać, jeśli się oczywiście uda. Zasięgnąłem też opinii trenera Radka, który mnie uspokoił, że po pierwsze to mam dobrze wypocząć. A po drugie – żebym chociaż powolne wybiegania zrealizował.

Jednak sytuacja na miejscu skutecznie wybiła mi z głowy planowe trenowanie. Raz, to intensywne zwiedzanie wyspy. Dwa – pory serwowanej kolacji. No i najważniejsza przeszkoda – bliskie okolice hotelu zniechęcały do biegania (wszechobecni urlopowicze), kilometr ponad hotelem zaczynała się autostrada, tereny wokół albo schodziły gwałtownie do klifu, albo do miasteczka, do którego prowadziła stroma asfaltowa droga, pobocza której były zastawione parkującymi pojazdami.

Ostatecznie znalazłem sobie trasę poprzez gaje bananowe (!) – byłem otoczony bananami, o takimi:

dalej dróżką przez wierzchołki klifów, – tu trasa prowadziła stromymi schodami, murkami – wychodziły z tego de facto biegi terenowe. Ale to opiszę w odrębnej fotorelacji.

Trasa1

Poniżej przykładowy widoczek – takimi grzbietami wzniesień prowadziły ścieżki biegowe.

trasa nad oceanem

Bieg godzinowy to 250m pod górkę i 250m z górki. Do tego dochodziło wymijanie osób zmierzających na plaże, turystów wraz z rodzinami, leżakami, plecakami i zwierzakami. I cudowne widoki, które wymuszały wręcz zatrzymanie i fotografowanie.

Ostatecznie do 25. lipca miałem w nogach ok. 40km urlopowych marszobiegów. Lepsze to niż nic – z pozytywów to poćwiczyłem szybkie zbieganie i wytrwałe podbieganie. Bezsprzeczną zaletą aktywności było też utrzymanie wagi w założonym poziomie. Powrotne ważenie nie wykazało faktu, jakoby do Polski wróciło więcej obywatela z wyższym wykształceniem, niż wyleciało.

Koniec miesiąca i podsumowanie

Trzecia część biegania to powrót do rzeczywistości – trzy treningi i 43km.

Łącznie lipiec zamknąłem z takimi oto statystykami:

suma biegania

Roboczo wyglądało to tak:

Grafik lipiecI teraz po głowie kołacze mi się pytanie „co z formą”. Tak naprawdę wszystko zweryfikuje start w II Rudzkim Półmaratonie Industrialnym – w najbliższą sobotę. Trochę się tego startu obawiam – jestem w dobrej formie, ale też wiem, że jeśli pojawi się wysoka temperatura i wilgotność to może się powtórzyć historia z Rybnika. Dwie siedmiokilometrowe pętle przebiegnę bez problemu a później… Później się zobaczy, nie ma co się martwić na zapas.

 Rzecz o rozgrzewce

Część ekipy Inżynierii Biegania również aktywnie wypoczywała, publikując od czasu do czasu bardzo fajne filmy z obozu biegowego.  Jeśli nie śledzicie na bieżąco fanpage Inżynierii Biegowej, to mogliście je przegapić.

A oto jeden z ciekawszych filmów, obejmujący temat tak często pomijany przed biegiem. Rozgrzewka!


Ten miesiąc przyniósł mi radość z widocznego adaptowania się organizmu do większych obciążeń biegowych. Przyzwyczaiłem się do treningów szybkościowych. Dzięki rozciąganiu po bieganiu ból zmęczeniowy mija dużo szybciej. Przy tym wszystkim wydaje mi się, że moja wytrzymałość jeszcze pozostawia trochę do życzenia. Ale jej poprawą będę się zajmował w sierpniu, patrzę sobie właśnie w świeżutki nowy grafik wybiegań i wiem, że jeśli przetrwam sierpień to już chyba nie będzie dla mnie rzeczy niemożliwych.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. BasiaK pisze:

    Miałeś urlop od pracy, ale nie urlop od biegania. Ja w lipcu miałam odwrotnie. :-P
    Z wielkim podziwem śledzę Twoje postępy. Przetrwasz sierpień i będziesz z siebie dumny. Wiem to. :-)

  2. Podziwiam cię Paweł i naprawdę jesteś zbyt surowy dla siebie. I ogólnie nie dostrzegam twojego lenistwa, wróciłeś ze zdwojoną mocą :)

  3. Mr. Kaffeino pisze:

    Ładne widoki, przyjemnie zapewne biegało się w takim miejscu. O interwałach usłyszałem od kolegi, który zaczął biegać bo wybiera się na egzaminy do … służb mundurowych. Co robił do tej pory? Lepiej nie pytać.

    Plany treningowe były i są ambitne ale czytając bloga, zdaję sobie sprawę, że cel osiągniesz. Kwestia czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.