Czasem trudno w to uwierzyć, ale z mojego pogrążonego w smogu miasteczka przy dobrej pogodzie widać Beskidy, które chowają się tam, gdzieś na krawędzi poniższej fotografii. Często podczas treningu wbiegam na wzniesienie rozdzielające Pszów od Wodzisławia Śląskiego i biegnę w stronę Ustronia, tak mi się w każdym razie wydaje. Biegnę, a zachodzące słońce podświetla nieodległe szczyty gór, otula się chmurami i udaje się na zasłużony odpoczynek. Beskidy znikają, a ja zostaję na środku polnej drogi – znak, że czas już wracać z wybiegania, które niestety nie jest górskim wybieganiem.

beskidy na horyzoncie

Beskidy na horyzoncie, tam gdzieś pod podświetloną linią chmur


Ustroń 2011 r.

Ustroń kojarzy mi się z naszymi pierwszymi wakacjami, z całkiem małym wówczas synkiem. Jeździliśmy z wózkiem na spacery wzdłuż Wisły, korzystaliśmy z lokalnych pysznych potraw, karmiliśmy zwierzęta w Leśnym Parku Niespodzianek. Cieszyła nas atmosfera spokoju w tym mieście, a jeszcze bardziej jakość infrastruktury turystycznej: ścieżki, ścieżynki, place zabaw, piaskownice. Tyle tylko, że do Ustronia przez długi czas z naszego miasta jechało się półtorej godziny, a to sporo. Rozwój sieci dróg przybliżył nam Ustroń – to obecnie godzinna podróż.

Ustroń 2018 r.

Nieubłaganie zbliżały się ferie, przeglądałem oferty zimowego wypoczynku i trafiłem na stronę Uzdrowiska Ustroń. Sama nazwa kojarzyła mi się do tej pory z miastem Ustroń, a nie z kompleksem świadczącym całościową ofertę dla turystów i kuracjuszy.

I tak sobie klikałem na ich stronie, gdy zelektryzowała mnie informacja o basenach solankowych. W mojej okolicy, jak grzyby po deszczu, powstają tężnie solankowe. A w Ustroniu nawet baseny są?! W głowie niespodziewanie zaczął układać się (na pozór tylko) szalony plan…

A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać z Żoną na weekend w góry, do Ustronia?

Przymierzyłem się do noclegów, ze zdumieniem rozwinąłem ofertę i opcje tego, co może spotkać biegacza i jego Żonę w Medical & SPA, sprawdziłem odległości, ceny, dla pewności wykonałem jeszcze jeden telefon słuchając i pilnie notując cyferki na kartce, zerknąłem w kalendarz i udałem się do Żony w celu przedstawienia propozycji nie do odrzucenia.

Zgodziła się!

Hotel Wilga*** miejsce z sercem

Tak oto, już w piątek około godziny 17.00 parkowaliśmy przed samą recepcją hotelu Wilga*** w Ustroniu, który jest częścią Uzdrowiska Ustroń. Naszym celem był relaks, odpoczynek, odrobina biegania, zajęcia na siłowni, masaże, sauna, baseny i kąpiele mineralne.

W holu recepcji przywitało nas ciepło buchające z prawdziwego kominka, w którym wesoło trzaskały płonące drwa. Pokój oszołomił nas swoją wielkością i użytecznym rozstawieniem mebli.

Hotel Wilga wnętrze pokoju

Przytulne wnętrze pokoju w Hotelu Wilga

Ruchoma ścianka pozwalała rozdzielić część sypialnianą od “living roomu”.

Junior Suite Hotel Wilga

Przestronny pokój z przesuwaną ścianą – świetne rozwiązanie

Na biurku czajnik, zestaw herbat i filiżanki. Uwielbiam takie wyposażenie, które pozwala zrelaksować się przy kubku gorącego napoju. Szkoda, że to takie rzadkie w hotelach.

Czajnik i herbaty - Hotel Wilga

Herbata w pokoju – ten zwyczaj przybył do nas z Wielkiej Brytanii

Jeszcze rzut oka do przestronnej łazienki – a tu ogromna kabina prysznicowa z deszczownicą oraz dwie umywalki! Po raz pierwszy mieliśmy taki luksus, który skraca czas porannych ablucji prawie o połowę.

Łazienka dwie umywalki hotel Wilga

dwie umywalki i przestronna kabina prysznicowa z deszczownicą

Punkt pierwszy pobytu: obiadokolacja. Szwedzki bufet zachęcał do spróbowania różnych potraw. Nie, nie będę o nich szerzej pisał, bo każde kolejne słowo na ten temat wywołuje u mnie falę głodu. Musicie uwierzyć na słowo, że i ilość, i jakość potraw była wyśmienita. A gdy już wydawało się, że nic więcej nie zjem, trafiłem na ciasto oraz puchar z owocami. Nie poddałem się – mniam!

Byliśmy tak zmęczeni całym tygodniem, że pomimo wstępnych planów nie poszliśmy na tańce do Karczmy Zapiecek, znajdującej się w hotelu. Rozpakowaliśmy się, ja przygotowałem ubiór biegowy na poranne bieganie, chwila na czytanie książek i spać!

Poranne bieganie

W górach zawsze śpię kamiennym snem. Obudziłem się na tyle wcześnie, że nie musiałem się spieszyć. Kilka łyków gorącej herbaty, banan i mogę ruszać pozwiedzać biegowo Ustroń.

W planach miałem do przebiegnięcia 14 km, z czego dziesięć kilometrów miało być szybkich.

Zbiegłem do centrum Ustronia, gdzie szybko znalazłem trakt rowerowo-pieszy wzdłuż Wisły. Poranne bieganie było przyjemnością, bez problemu wszedłem w szybszy zakres biegu, trasa była prosta, mogłem rozpędzić się i tak gnać kwadransami.

ścieżka biegowa w Ustroniu

ta ścieżka liczy sobie kilometry, można biec i biec

Znad gór próbowało przebić się słońce, byłem otoczony drzewami, pod trailowymi butami szurały kamienie, a ja łykałem kolejne kilometry ciesząc się z wyjątkowej atmosfery biegania w otoczeniu przyrody. Nie mogłem powstrzymać się i kilkukrotnie schodziłem z trasy nad Wisłę, aby zrobić zdjęcie i podelektować się szumem Wisły.

bieganie nad Wisłą w Ustroniu

słonko wstawało bardzo opornie, w przeciwieństwie do mnie

O tej porze nikt jeszcze nie biegał, spotykałem jedynie psy pod opieką swoich nie do końca rozbudzonych właścicieli. Przyjemnie było patrzeć na dzikie psie harce z patykiem w paszczy, zwierzaki były w siódmym niebie, a ich właściciele częściowo jeszcze tkwili w objęciach Morfeusza…

Gdy byłem na wysokości Jaszowca usłyszałem szum, jakby dzik przedzierał się przez poszycie leśne. Nie, to nie był dzik… To był pociąg elektryczny, który przejeżdżał po nasypie kolejowym.

Czas było wracać, dopiero gdy wybiegałem z parku kończąc niespełna 12. kilometrową pętlę, napotkałem pierwszego biegacza.

biegacz w Ustroniu

jedyny biegacz (prócz mnie) w tych okolicach

Powrotny podbieg stanowił pewne wyzwanie, więc pokonałem go marszobiegiem zerkając ciekawie na źródełko u moich stóp.

W pokoju bardzo szybko wykąpałem się, bo byłem przerażająco głodny. Te 12 km spowodowało, że zgłodniałem.

Udaliśmy się więc z żoną na śniadanie. Choć słowo „śniadanie” niewystarczająco opisuje cudowne zjawisko, którego staliśmy się uczestnikami po przekroczeniu progu restauracji.

Pean o śniadaniu hotelowym

W Internecie często pada pytanie: co może jeść biegacz.

Otóż odpowiedź jest tylko jedna: biegacz może zjeść wszystko i to kilka razy – a potem zjada jeszcze dokładkę. Nasze śniadania właśnie tak wyglądały. Specjalnie zrobiłem zdjęcie bogactwa stołu śniadaniowego i choć moje możliwości konsumpcyjne są imponujące (swego czasu miałem nawet pseudonim “środek żrący” – że niby tak wszystko pożeram), to nie spróbowałem wszystkich dostępnych w menu śniadaniowym potraw.

śniadanie hotel Wilga

śniadanko na ciepło

Na talerzu wylądowały: jajka sadzone, parówka, grillowane warzywa, bułka, pasta jajeczna, cudowny pasztet z żurawiną oraz wędlinki. Tak, zgrzeszyłem obżarstwem – były dokładki. I kubek gorącej, pachnącej kawy razy dwa!

śniadanie w hotelu Wilga

oraz zestaw potraw do wyboru, trudno podejść do nich na chłodno

Śniadanie w hotelu Wilga jest serwowane bardzo długo – od 8.00 do 11.00, my biesiadowaliśmy prawie godzinę.

Później szybki przepak i poszliśmy sprawdzić lokalizację nieodległego – 10 minut spacerem – Medical & Spa Prestige Club. Ja udałem się do strefy fitness, moja Żona poszła na spacer do centrum. Mieliśmy się spotkać po dwóch godzinach, na kąpielach – każde z nas miało zanurzyć się w czymś innym.

Pierwszy raz z trenerem personalnym

Od czterech lat intensywnie biegam. Jednak dopiero od roku uczęszczam na zajęcia dla biegaczy, pracując podczas zajęć nad core stability, nadrabiając braki powstałe podczas lat pracy za biurkiem, gdy jedynym ćwiczeniem fizycznym była piesza wycieczka po kawę do pomieszczenia obok. Stąd odważnie postanowiłem dokonać spotkania trzeciego stopnia z siłownią – przy pomocy trenera personalnego na miejscu, w Uzdrowisku Ustroń.

Prawdę pisząc, z siłowni miałem korzystać po raz pierwszy. Dlatego dokładnie przeczytałem artykuł “Pierwsza wizyta na siłowni” napisany przez Mateusza Wantuloka, Mistrza Polski w Kombinacji Norweskiej, a przy tym trenera personalnego w strefie fitness w Uzdrowisku Ustroń. To właśnie on miał się mną zająć podczas dwóch godzin aktywności na siłowni.

W recepcji klubu spotkałem same młode, sympatyczne osoby. Przedstawiłem się, poznałem Mateusza (sportowa sylwetka i szeroki uśmiech, to cechy charakterystyczne), dostałem numerek magnetyczny do szafki, szybko przebrałem się i z butelką wody wszedłem do strefy fitness. Jak się później miało okazać, półlitrowa woda na dwie godziny intensywnego wysiłku, to jest stanowczo zbyt mało. Całe szczęście, że w recepcji była dostępna pyszna, chłodna woda z dystrybutora.

Rano przebiegłem już 12 km, więc w ramach rozgrzewki, dla odmiany ominąłem zachęcająco mrugające światełkami bieżnie

Ustroń Fitness bieżnia

gdy pogoda nie sprzyja bieganiu – pozostają bieżnie

i wskoczyłem na orbitreka,

na którym przez 10 minut wytrwale machałem rękami i nogami. Później przeszliśmy do “strefy wagi ciężkiej”, dokończyłem rozgrzewkę, naśladując ćwiczenia, które wykonywał Mateusz.

Nadszedł czas na ćwiczenia z obciążeniem, początkowo przysiady z samym gryfem sztangi, na który stopniowo trafiały coraz to nowe kolorowe krążki.

fitness Uzdrowisko Ustroń

miłe złego początki – przysiady z samym gryfem

Gdy już nie byłem w stanie powtórzyć więcej niż kilka przysiadów z obciążeniem, przeszliśmy do innych ćwiczeń wzmacniających.

Wznoszenia bioder z obciążeniem kettlem, wznoszenia z podparciem o ławeczkę z gryfem sztangi na biodrach, przysiady jednonóż z hantlami w dłoniach, ćwiczenia na ławeczce z hantlami unoszonymi bokiem. ćwiczenia w Uzdrowisku UstrońWszystko przy utrzymaniu prawidłowej postawy i zachowaniu wszelkich osi. Nie każdy wie, że ćwiczenia wykonywane nieprawidłowo bardziej szkodzą, niż przyczyniają się do wzmocnienia mięśni.

Kilkukrotnie musiałem zmieniać obciążenie na lżejsze, bo po prostu moje niedoćwiczone ręce nie dawały rady przy kolejnych seriach powtórzeń. Pot ze mnie kapał coraz mocniej, dobrze, że na ramieniu miałem buff do ocierania czoła.

Podczas ćwiczeń pytałem, pytałem i jeszcze raz pytałem. Mateusz na każde pytanie odpowiadał wyczerpująco, dodając ciekawe przykłady ze swojej wieloletniej praktyki trenerskiej. Pokazywał mi różne warianty ćwiczeń, które można wprowadzić dla urozmaicenia treningu biegowego, dla wzmocnienia górnych partii, no i oczywiście core stability.

Ciekawiły mnie wszelkie ćwiczenia związane z podciąganiem się nachwytem i podchwytem – tu Mateusz zamontował rozciągalne gumy, dzięki którym byłem w stanie wykonywać serie podciągnięć.

Zafascynowała mnie maszyna ułatwiająca ćwiczenie mięśni grzbietu, stopniowanie i dopasowanie obciążenia wywoływało fajny efekt – podczas ćwiczeń czułem pracujące pełną mocą mięśnie, które były na tyle jednak odciążone, że wykonanie serii 10 powtórzeń było możliwe i powtarzalne w kolejnych seriach.

Na koniec powróciliśmy do źródeł, czyli do maty treningowej.

A na niej ulubiona przez biegaczy “deska” w kilku wariantach, przy różnym czasie trwania w niewzruszonej pozycji, z pełną dbałością o utrzymanie prawidłowej pozycji. Wygląda prosto? Przecież wystarczy “tylko” pamiętać o całej procedurze przed tym ćwiczeniem. I już można katować się do woli. A test z kijem prawdę powie – zerknijcie na zdjęcie – kij wskazuje 3 punkty, w których moje ciało powinno go dotykać w trakcie utrzymywania prawidłowej pozycji.

A propos katowania, pierwszy raz w życiu próbowałem zrobić też deskę tyłem… Albo mi się nogi rozjeżdżały, albo się przewracałem – widok był zdecydowanie komiczny.

Widząc moje wycieńczenie Mateusz sam zaproponował zakończenie treningu – przeszliśmy jeszcze trochę powiosłować – również to urządzenie jest zdaniem Mateusza świetne na rozgrzewkę całego ciała.

Wspólna fotka na koniec i mogłem odczołgać się (z godnością!) do szatni.

Jeden mały banan, jako natychmiastowe uzupełnienie kalorii oraz szybki prysznic przywrócił mi siły.

Spostrzeżenia po pierwszym treningu

Dwa najważniejsze:

  1. Nie ma się czego bać.
  2. Każda złotówka wydana na trening personalny jest złotówką dobrze wydaną.

Przyjęcie prawidłowych postaw przy ćwiczeniach, ich prawidłowe wykonywanie, odpowiedni dobór obciążenia, liczby serii, przerwy – wszystko to ma znaczenie. Ewentualne błędy zemszczą się na nas samych i mogą doprowadzić do kontuzji, stąd ważna jest obecność trenera personalnego podczas pierwszych wizyt na siłowni.

Dla mnie niesłychanie istotne było też chłonięcie wiedzy dotyczącej wysiłku, suplementacji, rozgrzewki i schłodzenia – te dwie godziny to również był transfer wiedzy, porad, podpowiedzi i sugestii. Tego nigdy za wiele.

Zerkałem sobie też ciekawie na innych ćwiczących. Na sali było kilka bardzo młodych osób, niektóre – mam wrażenie – korzystały z urządzeń w sposób dość chaotyczny, aplikowały sobie tylko kilka powtórzeń ćwiczeń i przechodziły na następne stanowisko. Wszystko przy dużych obciążeniach.

Ja podglądałem ich – a oni nas. Z zainteresowaniem spoglądali ukradkiem na mój trening, i kto wie, może także oni skorzystali z moich zajęć z trenerem personalnym?


Tu przerwę relację z sobotnich aktywności w Uzdrowisku Ustroń, by zaprosić Was do kolejnej, jakże odmiennej części opowieści – do relaksu i regeneracji z Medical&Spa Prestige Club. Poznacie w niej tajemnice kąpieli w pudrach oraz borowinie (ciekawe czy zgadniecie w czym kąpałem się ja, a w czym moja Żona); rzecz będzie też o masażach, saunie oraz wspaniałych basenach solankowych. Ale o tym w części drugiej.

Zapraszam! Będzie niespodzianka dla tych, którzy zamierzają skorzystać z oferty SPA w Ustroniu:

Relaks w Uzdrowisku Ustroń