15 kroków do Paryża, Bieganie, Gościnnie

Jak wyleczyłem poparyską depresję biegacza


Był środowy poranek 6 kwietnia. Niecałe 3 doby po zakończeniu maratonu Paryskiego.  Poczułem się dziwnie.

Dwa poprzednie dni działo się ze mną coś, co mogłem nazwać tylko po-maratonową euforią. Trzymały mnie emocje, adrenalina prawdopodobnie wciąż krążyła w żyłach. Co chwila ktoś pytał mnie jak było, opowiadałem, więc wciąż wracałem w myślach do biegu. Zmontowałem film, odebrałem zdjęcia robione przez organizatorów, napisałem relację.

Bieg skończył się dla moich emocji dopiero w środę. Przyjechałem do pracy. Usiadłem i pomyślałem – co teraz ? No niby nic, przecież jest wszystko jak zawsze. Ale jednak nie jak zawsze, skoro od 3 miesięcy przygotowywałem się do biegu, który teraz jest za mną !

I pomyślałem, że po prostu tęsknie. Za takim wyzwaniem. Za tymi chwilami na 35 km, kiedy naprawdę było ciężko. I za tymi na 38 gdy znów było łatwiej i zbliżała się meta. Chciałem tam znów być ! Ani chybi miałem depresję biegacza.

Poprzednie dwa dni, wg planu od trenera nie wolno mi było biegać. Poszedłem tylko na masaż. Fizycznie czułem się świetnie, nogi nie bolały, nic nie wskazywało że pobiegłem maraton. Ale psychicznie przez chwilę miałem dół. Przez chwilę :-)

No właśnie, bo ja generalnie dołów nie miewam. To znaczy zdarza mi się być wściekłym, zirytowanym, wpadać w złość, czy być zrzędliwym, ale nie smutnym. Więc jak się okazało po raz kolejny, w mojej psychice depresja po prostu nie znalazła pożywki :-)

Postanowiłem przystąpić do działania i w szybkich 5 krokach przegonić melancholię biegacza.


  1. Krok pierwszy – przeżyj to jeszcze raz. Po powrocie do domu, obejrzałem z odtworzenia transmisję z maratonu na Eurosporcie. Powspominałem, zobaczyłem jak to wyglądało z zewnątrz.
  2. Krok drugi – telefon do przyjaciela. No, może nie telefon tylko Google Hangout, ale spełnił swoją rolę. Paweł cierpliwie wysłuchiwał mojego marudzenia, pocieszał i wskazywał nowe cele. I nawet mnie nie opierniczył, choć wymagało to wielkiej cierpliwości.
  3. Krok trzeci – znajdź cel krótkoterminowy.  Spojrzałem na wiosenny biegowy kalendarz jaki mamy wspólnie z Bookwormem. Cieszyn. Międzynarodowy bieg na 10 km. 24 kwietnia.  Moja życiówka 45,18. Noooo ! To nie ma byka, 45 min musi paść.Cieszyn Fortuna Bieg 2016
  4. Krok czwarty – przystąpienie do działania. W planie tego wieczoru był bieg. Niby tylko 8 km wolnym tempem, ale jednak bieg. Z radością się przebrałem, założyłem biegowe buty i…. tego mi było trzeba :-) Od razu lepiej ! Natychmiast po biegu nawiązałem do kroku drugiego, sprawdziłem co tam w kalendarzu. Oprócz przyszłotygodniowej narciarskiej wyprawy na lodowiec jest parę fajnych treningów, więc do Cieszyna zdążę się przygotować.
  5. Krok piąty – dobicie wroga. Potrzebowałem mocnego argumentu na koniec. Bez dłuższego zastanowienia wszedłem na stronę 31 Venice Marathon i zapisałem się :-) Wiem, to jeszcze dużo czasu do 23 października. Ale jest kolejny cel. Kolejna motywacja. I już wiem, że jeśli zdrowie pozwoli, to w ciągu przyszłego roku, będę chciał pobiec więcej niż dwa maratony.

Venice Marathon Asics


I tak to Paryż spokojnie odszedł do szufladki z napisem „wspomnienia”. Trofeum zawisło tam gdzie jego miejsce

medale z maratonów

a ja już całkiem uśmiechnięty mogę się przygotowywać na kolejne wyzwania :-)

                                                                                                                              mgr inż. Anioł


24 Comments

  1. Haha, to jest piękne!!! Ja kombinuję kolejny półmaraton jesienią – Łowicz czy Praski? A za tydzień 10km w biegu towarzyszącym do DOZ Maratonu w Łodzi. Juhuuu! Życie biegacza jest piękneee! Pozdrawiam!!!

    • mgr inż. Anioł

      Prawda ? :) ciągle nowe wyzwania na nas czekają :) Trzymam kciuki za wszytskie Twoje starty, będę podglądał na movescount również treningi :)

  2. Alexandra Oleńka

    Gratuluję kondycji i sukcesów! Oby energia nigdy Cię nie opuszczała i towarzyszyły Ci same dobre emocje :) Pozdrawiam, Aleksandra Kasprzyk

    • mgr inż. Anioł

      Bardzo dziekuje :) wlasnie mimo całkiem mocno padającego deszczu przebiegłem poranne 10 km i od razu dzień, choć bez słońca na niebie jakiś jaśniejszy :)

      • Alexandra Oleńka

        Tym bardziej podziwiam!! :) Ja nawet nie mam ochoty na mały spacer, a co dopiero biegać… Ale jak widać niesie to same plusy, świetnie :)

  3. Gratuluję maratonu (pomimo zdrowotnych problemów przed i przed polówką w Żywcu) i gratuluję również patentu :)

    Podrawiam :)

  4. To ja już się o swoje zdrowie psychiczne nie martwię. Moim celem jest półmaraton do którego się będę przygotowywać jakieś 10 lat,więc najbliższą dekadę mam zaplanowaną.
    A potem się zobaczy. :-D
    A tak na poważnie, to bardzo dobre rady są.
    I życiowe. Cieszę się, że jesteś uśmiechnięty i gotowy na nowe wyzwania. Ja też. :-) Smuty, które mnie dopadły ostatnio, poszły w odstawkę. Bieganie trenuję regularnie trzy razy w tygodniu i przyznam, że mam ochotę na więcej, zwłaszcza, że widzę postępy. 10 minut biegu to już nie jest problem. A wiesz jak było. :-) Uważam, że bieganie to fantastyczna forma ruchu. :-D
    Ps. Fajnie było znów Cię poczytać. :-)

    • mgr inż. Anioł

      No heeeej! :) jakie 10 lat ? :) jak już biegasz 10 min, to za pół roku będziesz biegała godzinę, potem walniesz pierwszą dyszkę i ani się obejrzysz półmaraton zaświta Ci w głowie :) Najtrudniej jest zacząć, potem już jest z górki :)

  5. To niezwykle cenny wpis…pokazujesz, jak pięknie cel napędza człowieka. Smutek przychodzi bardzo często wtedy, kiedy cel nad którym pracowaliśmy został osiągnięty, została pustka i nie ma dalszych planów. Cieszę się, że Tobie to nie grozi:))

    • mgr inż. Anioł

      Myślę sobie, że to w sumie dobrze, że miewam tylko takie powody do smutku prawda ? :) Jakby nie patrzeć były łatwe do pokonania :)

  6. Czekałem na ten wpis :) Dziękuję Ci za tę chwilę szczerości i za gotowe rozwiązania, które podajesz. Nie sztuką jest narzekać i użalać się nad sobą. Sztuką jest szukać sposobów na wewnętrzne rozterki. „depresji maratończyka” wprawdzie nie doświadczyłem, ale to co piszesz mogę odnieść do wielu innych sfer mojego życia. Zawsze gdzieś majaczy jakiś cel, zawsze pojawia się nadmierna euforia, którą wywołuje jego realizacja i zawsze po tej euforii, zgodnie z prawami natury, pojawia się spadek krzywej emocji. Można wprawdzie wysilać się i pracować nad kontrolą górki emocjonalnej, ale po co? Szkoda życia na ascetyzm : ) Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam!

  7. Wenecja, ech, Asia bardzo poważnie myśli nad Florencją…

    A post to bardzo fajny przykład na spadek nagromadzonych pozytywnych emocji.

  8. Myślę, że ten wpis może być bardzo pouczający dla wielu osób, które właśnie osiągnęły coś dużego i czują dziwną pustkę przez chwilowy brak pomysłów co dalej. Nie jestem biegaczką, ale myślę, że podobnego uczucia doświadczyłam kiedy wyszłam z sali po obronie pracy magisterskiej i okazało się, że po raz pierwszy w życiu nie nie mam zaplanowanej jesieni :)

    • mgr inż. Anioł

      Masz rację, po każdym większym „celu” tak może się zdarzyć. Ja już dawno tak nie miałem, ale też dawno się do niczego nie przygotowywałem tak mocno :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén