Bieganie

Yerba mate napojem biegacza

Yerba mate różne smaki

Wstaję od biurka, idę w kierunku dystrybutora z chłodzoną wodą. To ciekawe, dystrybutor spełnia nowe, unijne rozporządzenia – można w nim wyłączyć grzanie wody, ale nie chłodzenie – a poprzedni miał dwa przełączniki, taka ciekawostka. Z punktu widzenia oszczędności energii – totalna klapa…

W dłoni mam ceramiczne matero (ot, taki kubeczek) którego wystaje ustnik bombilli (metalowa słomka z sitkiem na końcu). W środku „błotko” czyli pachnąca owocami leśnymi yerba mate. Z przyjemnością obserwuję zimną wodę podchodzącą pod wierzch naczynia, już za chwilę pociągnę solidny łyk aromatycznego chłodnego napoju – po raz czwarty już dziś zalewam zawartość zimną wodą. W tym upale to idealny napój.

Od dwóch miesięcy piję prawie codziennie yerba mate – bardzo sobie ten napój chwalę, szczególnie z punktu widzenia pracownika biurowego, jak i biegacza oraz kierowcy (po urlopie, na który trzeba było dojechać 1000km w jedną i w drugą stronę).

I nie, już na samym początku tekstu zapewnię, że nie poprawiłem dzięki yerbie moich wyników biegowych (tu potrzeba jeszcze wielu setek przebiegniętych kilometrów), ale… No właśnie, poczytajcie.

Co to jest yerba mate?

To sproszkowane i wysuszone liście (i gałązki) ostrokrzewu paragwajskiego. Ta miła roślinka – drzewo osiągające do 15 metrów wysokości –  rośnie dziko na terenie Ameryki Południowej, ponoć dopiero to Jezuici wprowadzili pierwsze plantacje. Yerba jest tam napojem tak popularnym, jak u  nas herbata. Działa pobudzająco (zawiera kofeinę) o czym będzie w dalszej części tego wpisu.

Liście są wrażliwe, tak jak skóra – reagują na zimno i na ciepło, ale nie na letnią wodę – yerbę można więc parzyć wodą w temperaturze do 80’C, bądź zalewa się ją zimną wodą (nawet z dodatkiem lodu).

W pierwszym przypadku napar jest mocniejszy – w drugim, dużo bardziej delikatny.

Sposób przygotowania napoju jest bardzo prosty, choć można korzystać z poradników internetowych doradzających właściwe potrząsanie suszem w naczyniu, wbijanie słomki pod określonym kątem jak i wlewanie wody o dokładnie nakazanej temperaturze.

yerba mate

Dlaczego warto pić yerbę i jak yerba podczas tego mojego krótkiego okresu fascynacji (miesiąc) wpłynęła na mnie – opiszę w punktach.

Yerba mate naukowym okiem

Bardzo dokładny i rzetelny opis działania yerby można znaleźć pod tym linkiem: >>>> właściwości i działanie yerba mate <<<<

Co mnie zainteresowało?

  • Ma działanie pobudzające, znosi zmęczenie psychiczne i fizyczne (hurra, więcej pobiegam!),
  • Jest przeciwutleniaczem (antyoksydantem) – ja się czuję przez te cztery dekady życia bardzo cywilizacyjnie sponiewierany, może odmłodnieję?
  • Zapobiega otyłości, wspomaga odchudzanie – no dobra, ja raczej nie chciałem chudnąć, ale skuteczniej trawić – czemu nie. 
  • Obniża poziom złego cholesterolu (LDL) (i tu mnie yerba złapała – mam podwyższony cholesterol).
  • Działa przeciwnowotworowo.
  • Działa przeciwzapalnie (zakwaszone i obolałe mięśnie już się ucieszyły)

A to wszystko dzięki temu, co yerba kryje w sobie: a są to:

  • Kofeina,
  • Polifenole,
  • Saponiny,
  • Witaminy,
  • Minerały.

Działanie yerby było potwierdzane podczas badań i to szczegółowych, myślę że można im wierzyć.


Podsumowując:

yerba dostarcza witaminki, minerały, ogranicza łaknienie, obniża zły cholesterol (wg badań ok. 10%), podnosi dobry (HDL), ułatwia nawadnianie, działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo. Wzmacnia odporność i wydolność.


No to popatrzmy co u mnie ciekawego wystąpiło:

Yerba a kawa

Odstawiłem kawę. Do tej pory w pracy piłem jej sporo, dzień zaczynałem kawą do śniadania (i tę piję nadal), później jeszcze dwie, trzy czasem (no dobra, przyznam się) – nawet cztery kawy. Uzyskiwałem dzięki nim pobudzenie, ale też podrażnienie żołądka. Po każdej kawie następował powolny „zjazd” energetyczny – stąd decyzja o kolejnej. i tak mogłem do wieczora.

Teraz w pracy piję już tylko yerbę, w zależności od temperatury albo jej wersję tradycyjną, zalaną gorącą wodą, albo wersję terere czyli yerbę zalaną zimną wodą.

Od razu się przyznam, że nie czuję specjalnego „kopa” jak przy kawie, ale z przyjemnością sobie popijam yerbę, ciesząc się jej smakiem.

Yerba a smak popielniczki

Wielokrotnie spotykałem się z pytaniami czy yerba smakuje jak zawartość popielniczki. Odpowiem tak: nigdy nie piłem naparu z petów, więc moja odpowiedź nie będzie miarodajna. Moim zdaniem – nie.

Yerba parzona tradycyjnie ma intensywny, odrobinę cierpki smak. Być może dzięki suszeniu dymem (choć coraz częściej używa się gorącego powietrza) można smak uznać za jakąś pochodną papierosów. Ale nie do tego stopnia, żeby to było prawdziwe.

Yerba a energia

Nie stałem się dysponentem żadnej dodatkowej energii, ale też im dłużej nad tym się zastanawiam, zniknęły „dołki energetyczne”. To chyba zasługa yerby.

Są odmiany yerby z różnymi energetycznymi dodatkami, w tym z Guaraną, ale mi do szczęścia wystarczają yerby smakowe.

Co mi dała yerba?

Jestem dużo lepiej nawodniony. Podczas ośmiogodzinnego dnia pracy wypijam około litra chłodnej yerby. Powoli sobie popijam kolejne łyczki napoju. Trudno mi sobie wyobrazić taką ilość pochłoniętej zwykłej herbaty czy kawy – a warto wspomnieć, że kawa wypłukuje minerały, co z punktu widzenia biegacza nie jest zdrowe.

Podobnie podczas dni wolnych, używam zimnej wody z lodówki – spokojnie zużywam litrową butelkę na terere czyli yerbę na zimno.

Yerba gasi pragnienie i dobrze przygotowuje na upał – często po powrocie z wybiegań muszę uzupełnić wypoconą wodę, mając wrażenie, że wodę mogę pić i pić i niczym Smok Wawelski – chcę jeszcze. Ten stan trwał zazwyczaj, aż nie rozrobiłem sobie lekkiego izotoniku z carbo zawierającego minerały i witaminy. Teraz piję yerbę, potem wodę, ale nie mam ochoty pochłonięcia kanistra wody.

Tak jak wspomniałem – piję znacząco mniej kawy, ale też zauważyłem swoiste wyostrzenie smaku kawowego. Jeśli już mam ochotę na kawę, to dobrą. Smakuje mi teraz tylko dobrze zaparzona kawa – wolę małe espresso, niż filiżankę kawy – to za mało smaku!

Picie yerby jest dużą przyjemnością. Po prostu jest fajny cały proces przygotowań: sypanie suszu do naczyńka, kolejne zalewanie wodą, pachnący płyn wciągany przez słomkę.

Za kilka tygodni zrobię sobie badania krwi, zawsze miałem przekroczony cholesterol, pomimo dbałości o to co jem i intensywnego wysiłku fizycznego. Jeśli mi spadnie cholesterol – to właśnie to uznam za zasługę yerby.

A wszystko co inne, związane z yerbą, potraktuję jako swoisty bonus, bo zupełnie nie wiem jak zbadać jej wpływ na moje ciało, skłamałbym pisząc, że przez miesiąc jej picia schudłem, poprawiłem życiówkę o minutę oraz, że z siwiejącego blondyna stałem się ognistym brunetem o imieniu Fernando.

Choć kto tam wie, co nowy dzień z yerbą przyniesie?

Yerba na pokładzie samochodu

Gdy kupowałem drugie matero wybrałem wersję drive – czyli taką, żeby weszła w miejsce na kubek w samochodzie. Planowałem pić yerbę podczas naszej samochodowej wyprawy do Włoch – w jedną stronę 1050 kilometrów – ponad 12 godzin przemieszczania się. Z czego wyjazd do Włoch zaczynaliśmy o 4.00 nad ranem – potrzebowałem napoju, który przegoni senność. Kawa na mnie działa wątpliwie, podobnie coca-cola – nawet jeśli występuje pobudzenie, to później następuje zjazd i ziewanie. A to za kierownicą nie jest wskazane…

Na wyjazd do matero nasypałem pomieszaną mocną yerbę oraz yerbę smakową. Zalałem gorącą wodą, zabierając jako zapas półlitrowy termos. Podczas jazdy sukcesywnie uzupełniałem wodę, pijąc napój tak długo, aż występował jakiś smak – ostatnie zalanie robiłem już wodą gazowaną.

Uwierzycie, że ani razu nie ziewnąłem podczas trzynastogodzinnego przejazdu?

Podobnie było z drogą powrotną, która zakończyła się o godzinie 23.00. Yerba trzymała smak aż do godziny 18:00, dojechałem skupiony aż pod drzwi garażu, ziewając symbolicznie i dla towarzystwa.

Powtórzę to co napisałem: nie stwierdziłem żadnych nadprzyrodzonych mocy, superpobudzenia. Natomiast cierpki i intensywny smak yerby okazał się idealnym towarzyszem podróży.

Yerba na urlopie

Wziąłem ze sobą zapas yerby, do lodówki wstawiałem kolejne butelki z wodą, prawie codziennie delektowałem się smakiem napoju, choć oczywiście nie przechodziłem obojętnie obok lokalnych specjałów: wina i zaskakująco smacznego piwa.

Yerba we Włoszech

Co kupić na początek?

Potrzebujemy matero (naczynie), bombillę (rurkę z sitkiem) oraz samą yerbę.

Jak ja kupowałem? Cóż, po przeczytaniu „całego internetu” zgłupiałem od nadmiaru informacji i rodzajów naczynek i yerby. Choć zaglądałem też do sławnego sklepu Wojciecha Cejrowskiego, do Czajnikowego.pl (skarbnica informacji – polecam jego filmiki) oraz vlogera BNT. Ale komentarze mnie zdezorientowały (to za małe, to za duże, to znowu niedostępne), więc ostatecznie pierwsze matero i bombillę kupiłem w lokalnym sklepie z herbatami.

Matero kupiłem zbyt duże a yerbę (która miała być delikatna – taka dla nowicjusza) okazała się wyjątkowo mocna. Potem poszedłem po rozum do głowy i zerknąłem na allegro oraz na ceneo.pl.

Wtedy kupiłem kolejne matero – ceramiczne „yerba drive” (ponoć pasuje do uchwytu w samochodzie) – jest poręczne, takie „akurat”. A ceramiczne dlatego, że w tym klasycznym – z drewnem palo santo w środku – mógłbym mieć problemy z zachowaniem higieny (może zwyczajnie pojawić się pleśń czy inny grzyb).

Jaką yerbę? Mnie bardzo smakują yerby z dodatkiem pomarańczy, grejfruta i owoców lasu. Być może będę eksperymentował z dodawaniem owoców do klasycznego naparu, tu można zgnieść listki mięty, kawałki cytryny, pomarańczy – co nam w ręce wpadnie i będzie smakowało.

Potem wystarczy nasypać yerby do naczynka (na początek mniej niż do połowy), wbić do środka słomkę, zalać zimną lub gorącą wodą (ale nie wrzącą!) wodą, odczekać kilka minut i pociągnąć pierwszy łyk. I jakie wrażenie?

Dla mnie na początku smak był zbyt intensywny, ale coś podejrzanie szybko mi zasmakowało. Jeszcze sporo smaków przede mną, półkilogramowe opakowanie yerby wystarcza mi na około dwa tygodnie, więc być może polecę konkretne smaki czy też rodzaje yerby. Mi się nigdzie nie spieszy…

Yerba spokojnie na mnie czeka…


 


2 Comments

  1. Piłem yerbę i nie było źle. Wylądowałem w szpitali i jedna z sugestii lekarza prowadzącego była yerba. Dowód ? Pseudonaukowy, nie przekonał mnie. Kawę piję niemal codziennie ale nie do śniadania :-) Dopiero w pracy. Z wypłukiwaniem minerałów … sporo info na YT po nowych badaniach (Polski Instytut Żywienia – wywiad)
    Widzę na załączonych obrazkach, że kilka z prezentowanych herbatek mam na rozkładzie.
    Zawsze uważałem, że wszystko jest dla ludzi. Z umiarem, bez przepału.

    Pozdrawiam

    • I dlatego ja się nie przejmuję dowodami pseudo/naukowymi, po prosto piję, bo mi smakuje :) – no i jestem dużo lepiej nawodniony, co w przypadku biegania jest bardzo, bardzo pożądane…

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén