Zaczynam rozumieć psy

 


Wczoraj znowu biegałem w moim ulubionym krzyżkowicko-lubomskim lesie. Kolejne świetne zimowe warunki, kolejna radość z biegania na łonie przyrody, między drzewami – po leśnych ścieżkach i drogach.

Pewno wielu z czytelników miało lub ma psa. I dobrze wiecie jak to jest, gdy wychodzi się z psem na spacer. Psie oczekiwanie, aż nie padnie z ust właściciela magiczne słowo


Spacer

Albo czy gdzieś w przedpokoju nie szczęknie przypadkiem obroża zwiastując to co psy kochają najbardziej. Później szybkie wyjście na dwór, do parku czy do lasu i „poooooszedł” – futrzata kula, która jeszcze przed chwilą była śpiącym kanapowcem, skacze, biega, skamle i szczeka ciesząc się bogactwem doznań otaczającej przyrody.

A gdy do tego na dworze jest jeszcze śnieg… Uciecha jest podwójna: można skakać, turlać się, aportować śnieżki, zakopywać się w śniegu – chyba tylko jamniki tego nie lubią (bo futerka mało a i w łapki zimno).

Pies na śniegu

Po pierwszej treningowej pętli (z moim „ulubionym” podbiegiem), gdy już odzyskałem oddech i ruszyłem odkrywać nieznane mi jeszcze ścieżki leśne, zrozumiałem jedno, że

Bieg jest wszystkim

czego mi w tym momencie potrzeba. Cieszyłem się każdym leśnym odgłosem, śpiewem ptaków, chrzęstem lodu pod butami, upajałem się pędem i tym, że śnieg pryska na boki. Z przyjemnością wdychałem zapach ściętych drzew, syciłem oczy kolorami drzew i grą słońca z cieniami drzew.

Chyba właśnie to czują psy wypuszczone na spacerze. Radość z ruchu, radość bliskości z naturą – upojenie zapachami i tropami leśnych stworzeń. I radość z samego zmęczenia.

Co ciekawe, podczas tego niedzielnego wybiegania spotkałem wiele osób, część z nich wyszła na spacer z psem. Wszyscy pogodni, uprzejmi – nawet na widok biegaczy przytrzymywali psy, tak żeby nie zapolowały na przebiegających. Wszystko z uśmiechem, z miłym pozdrowieniem lub krótką rozmową.

Kończyłem bieg z uśmiechem na twarzy. Zziajany i mokry jak pies. I chyba równie szczęśliwy.

Pies na śniegu

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. BasiaK pisze:

    Podobne szczęśliwe odczucia mam, kiedy wsiadam na rower. Im bardziej zwiększa się prędkość pedałowania tym większy uśmiech mam na twarzy. Dobrze, że mam uszy, bo inaczej śmiałabym się dookoła głowy.
    :-D

  2. Blogierka pisze:

    Psiaki to takie bezkompromisowe stworzenia, które wszystko co robią i jak czują- robią całym sercem (trochę masło maślane mi wyszlo :P ). Nasz psiak biega jak szalony, goni inne psy aż padnie z barku tlenu (co rzadko sie zdarza bo kondycje ma niezmienska-gorzej z jego „ofiarą” zabaw ;); jak tylko może pływa, jak się cieszy to przewali Cię na podłogę (briard-cyli gigant) i zaliże na śmierć ;).
    Aczkolwiek koty mają charakter, sa cfane i to one pozwalają człowiekowi mieszkać ze sobą- not the other way round ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.