Zapach biegania


Podczas biegania przyroda atakuje wszystkie nasze zmysły bogactwem doznań.  Cudowne zachody słońca. Nocny taniec cieni splątanych konarów drzew na chodnikach. Szemrzące cicho leśne ruczaje. Krzyk zdziwionych ptaków. Ale również feerie, a czasem eksplozje zapachów. I o tym ostatnim jest ten wpis.


Podczas godzinnego biegu pokonujemy około dziesięciu kilometrów. Przebiegamy obok domów, osiedli, zakładów przemysłowych, dróg, pól, lasów i jezior. Wyostrzone zmysły rejestrują przeróżne zapachy. Warto się skupić na jednym ze zmysłów i ze zdziwieniem zapamiętać ile podczas wspomnianej godziny można wyczuć. Krzew, zapach biegania

Wiecie po co w perfumeriach wystawione są pojemniki z ziarnami kawy? Żeby „zresetować” zmęczony poprzednimi zapachami nos. Nasz zmysł powonienia szybko się męczy. Czujemy dany zapach bardzo krótko – kilka minut. Później przestajemy go rozpoznawać. A podczas biegania, szybko przepływające powietrze szybko oczyszcza nam nos i możemy przez cały czas wybiegania cieszyć się (albo cierpieć) zapachami, bądź fetorkami.

Zapach natury

Najpiękniejsze są zapachy lasu. Są czyste i pierwotne. Zapach drzew, zapach drewna, zapach ziemi. Przebiegając przez nasłonecznione polany wpadamy w stojące zapachy krzewów, ściółki, czasem nawet ziemi.

Harcbieg III, Radlin

Chwilę później otacza nas chłodne powietrze, które jest wilgotne, domyślamy się pobliskiej obecności strumienia czy małego jeziorka. Zapach potrafi być też dziki, zupełnie jakby za kępą drzew czyhał na nas drapieżnik.

Polna droga, zapach biegania

Wybiegamy na polną drogę. Powietrze staje się ciężkie od słońca, niczym podbieg na wzgórze, na szczycie którego spotkam się z oszałamiającym zapachem rzepaku. Kilometr dalej spotkam się z zapachem nawozu… Olbrzymia pryzma nawozu leży sobie od kilku miesięcy, ona żyje już własnym życiem, ostatnio machała mi jedną z dwudziestu macek. Wyczuwam jej obecność na dobre sto metrów przed punktem zero. Niestety, takiego dystansu nie potrafię przebiec bez oddychania. Ale już dwieście metrów za strefą nawozu trafiam na intrygujący ostry zapach zaoranego pola. Za którym zaczynają się ludzkie siedziby.

Zapach domów

Zbiegam z pola. Wieje wiatr przenosząc zapach gospodarstw. Domy mają przeróżne zapachy. Niestety, najczęściej dominującym zapachem jest dym i spalenizna. Szczególnie zima to bardzo niedobry czas dla biegaczy, bo to czas smogu. Nie ma tu czasu na delikatne letnie zapachy ogródka czy kwiatów; atakuje nas ciężki fetor palonych najtańszych gatunków węgla.

Góry, zapach biegania

W wielu przypadkach to są palone śmieci, w tym plastiki i guma. Niektóre domy palaczy śmieci jestem w stanie wskazać i w lecie. Ale bywa i przyjemna odmiana, są strefy zapachu palonego drewna. Zapach ogniska potrafi nagle urwać się i ustąpić agresywnej woni przydomowej oczyszczalni ścieków.

Zapach potraw

Kilka razy przebiegałem obok piekarni. Dobrze, że nie byłem głodny, dosłownie widziałem, czułem zapach drożdżówek z serem, zapach chleba i ciasta. Coś niewiarygodnego. W takim momencie przełączam się z oddychania paszczowego na nosowe. Warto!

Jedna z moich stałych, nocnych tras prowadzi przez rynek miasteczka, obok … kebabu. Nigdy to nie jest niestety miły zapach. Stary olej, spalone mięso – wczoraj biegałem przed kolacją i byłem zwyczajnie głodny. Ale nie na tyle, żeby z aprobatą czy przyjemnością wwąchać się w zapach tej jadłodajni.

 Czasem ktoś w ogródku grilluje, a wyobraźnia podsuwa mi przed oczy skwierczące soczyste kawały mięsa, z delikatną nutą grillowanej cukinii i papryki. Czyżbym czuł też zapach jasnego, chłodnego piwa?

Zapach nocy

Najwyższy stopień zapachowych doznań przynosi noc.

Noc, zapach bieganiaW nocy biegnę wzdłuż dróg, po ulicach wokół których statecznie rozłożone są okazałe rezydencje. Mijam spóźnionych, zygzakujących na chodnikach barowych spacerowiczów (kwaśny zapach piwa i cięższych alkoholi), randkujące pary epatujące przez kilkadziesiąt kroków biegowych wymieszanymi perfumami. Mijam przystanki. Najgorzej, gdy przebiegam obok palacza. To niewiarygodne, ale dławiący zapach dymu papierosowego czuję przez długi czas przed stojącym na przystanku palaczem i za nim też.

Zapach zawodów

Ostatnia grupa to zapachy zawodów biegowych. Setki, jeśli nie tysiące osób stłoczone na niewielkim, przedstartowym obszarze. Pot. Na ten zapach jestem odporny, to zapach kimona, które z racji częstotliwości treningów swój stosowny zapach posiadało. I to była ostatnia rzecz, którą bym się przejmowałem,  gdy moje zwłoki po raz enty lądowały z hukiem na parkiecie sali gimnastycznej.

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, toi toi, bwotr.pl

Podczas zawodów najbardziej uciążliwą wonią wcale nie jest zapach toi-toiów. Te najczęściej są bezwonne. Mój nos najbardziej męczą … damskie perfumy. Pamiętam bieg Korfantego, podczas którego wyprzedzałem kilka pań, które najprawdopodobniej przed samym startem oblały się flakonem bojowego zapachu paraliżująco-duszącego. Przepięknie wyglądały w kolorowych strojach biegowych, miały wspaniałe tipsy, fantazyjną fryzurę i markowe ciuchy oraz akcesoria. Wytrwale acz powoli sunęły środkiem trasy, wraz z nimi sunął zapach. Kogo pochłonął, ten ze zdziwienia szeroko otwierał oczy i zaczynał dyszeć szeroko otwartymi ustami, niczym ryba wyrzucona na brzeg. Bo powinni tego zabronić. Ale wydzielać niewielkie ilości, żeby nie utrudniać oddychania współbiegaczom.

Po zakończeniu zawodów, wszystkie zmysły krzyczą zachwycone bogactwem doznań. Znane zapachy czujemy dużo intensywniej. Rynek miasta, woń restauracji, pizzerii, słodki zapach lodów czy kawy.


Spróbujcie podczas kolejnego biegu skupić się na tym, co wypełnia Wasz nos. I oby to jak najrzadziej były muszki-biegostopowiczki.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

32 komentarze

  1. OlaKombinuje pisze:

    Przez Twój wpis zachciało mi sie biegać a przecież nie lubię :P Dawniej zdarzało mi sie biegać. Jako mieszkanka wsi otaczały mnie typowo wiejskie zapachy. Tu ostry obornik, tam woń kiszonki. Jednak pamietam, ze najbardziej lubiłam biegać w około stawów tuż obok jeziora, Uwielbiam ten orzeżwiający zapach wody.

  2. OlaKombinuje pisze:

    Przez Twój wpis zachciało mi sie biegać a przecież nie lubię :P Dawniej zdarzało mi sie biegać. Jako mieszkanka wsi otaczały mnie typowo wiejskie zapachy. Tu ostry obornik, tam woń kiszonki. Jednak pamietam, ze najbardziej lubiłam biegać w około stawów tuż obok jeziora, Uwielbiam ten orzeżwiający zapach wody.

    • Bookworm pisze:

      Bo to złośliwie kuszący tekst jest ;) Bieganie na wsi kojarzy mi się z duchotą, kurzem z drogi ale też lasem… Odurzającym zapachem łąki :) Obornik też, ale śladowo ;) No i zapach palonego drewna, bardzo przyjemny swoją drogą.

  3. Karolina pisze:

    Świetny tekst :) Osobiście nie mam w pobliżu lasu, którego zapach uwielbiam ale jest rzeka, dość duża przy której idzie bulwar, biegnąc czy jadąc rowerem po bulwarze czuć zapach wody – bardzo odprężające :)

  4. Karolina pisze:

    Świetny tekst :) Osobiście nie mam w pobliżu lasu, którego zapach uwielbiam ale jest rzeka, dość duża przy której idzie bulwar, biegnąc czy jadąc rowerem po bulwarze czuć zapach wody – bardzo odprężające :)

    • Bookworm pisze:

      Chwała Bogu zapach wody – u nas mało jest jeziorek, które pachną, niestety stojąca woda, błotniste dno = nieciekawe zapachy i oczywiście stada krwiopijców ;)

  5. BasiaK pisze:

    W czasie moich wycieczek rowerowych często zwracam uwagę na zapach. Las jest bezkonkurencyjny. Aż się zatrzymuję żeby się nawdychać na zapas. :-) Uwielbiam zapach lasu. :-)

  6. Uwielbiam wszystkie te zapachy przyrody – i budzącej się wiosny i ziemi po deszczu, i trawy i ziół i to wszystko wieczorami przy zachodach słońca :)

  7. Wczoraj biegłem akurat koło kilku kebabów. Normalnie zawsze jak je czuję mam ochotę wyskoczyć na piwo i zagryźć jednym kebsem. Bieganie sprawiło, że kebabowe zapachy były mi dziwnie obojętne. Aż się sam sobie dziwiłem.

    • Bookworm pisze:

      Mój organizm musi po bieganiu ochłonąć, życiowe potrzeby przełączają się na tlen i płyny :) Choć ta piekarnia jest diablo niebezpieczna, bo zapach bardzo podstępny…

  8. Iza pisze:

    Czytało się jak powieść. Tak to opisałeś, że wszystkie zapachy poczułam, momentami niestety wszystkie. ;) Ja mieszkam prawie na wsi (pola, krowy, owce widzę z każdego okna mieszkania), prawie w lesie (sarny u nas między blokami biegają, a lisy spacerują z małymi po ulicy) i prawie w mieście (do autostrady, dworca i najbliższej fabryki mam jakieś 5 minut jazdy samochodem) i jestem pewna, że od czasu jak tu zamieszkaliśmy stałam się bardziej wrażliwa na pojawiające się w powietrzu zapachy. Gdy mieszkałam w Łodzi zazwyczaj nic nie czułam, a jeżeli coś się wybijało, to wolałam tego nie czuć. :P

  9. Chyba nie ma nic przyjemniejszego niż zapach lasu …:)

  10. Nieidealnaanna pisze:

    Zdecydowanie kocham zapach lasu i kocham biegać po plaży nad naszym polskim morzem. Twój wpis trochę przeniósł mnie dzisiaj do wspomnień z okresu trenowania judo. I wiesz co? niestety, ale mimo 13 lat na macie i hektolitrów wylanego potu były takie momenty w mojej karierze sportowej, że zapach spoconego kimona doprowadzał mnie niemal do omdleń. Warunki spartańskie, z dwutygodniowego obozu zrobiło się cztery, upał i trzeba było sobie radzić… Co ciekawe nigdy, żadnego cholerstwa zakaźnego na macie nie złapałam. Uff :)

    • Bookworm pisze:

      13 lat, nono. Niech Ci ktoś na ulicy spróbuje podskoczyć :D
      Na macie coś zakaźnego? Przecież to pot uświęca dojo, mój instruktor czasem podchodził do ścian sali gimnastycznej, przejeżdżał po nich palcem i „nieeeee, słabo coś dzisiaj z wami, cieniarze, pot to ma po ścianach płynąć!”.

  11. Justyna Rolka pisze:

    Zapach grilla przyciąga mnie najmocniej:)))

  12. Katsunetka pisze:

    Jestem przeciwniczką biegania, ale po tym co własnie przeczytałam nagle mam ochotę wyjść chociaż na spacer szybkim tempem. Zazwyczaj tylko skupiam się na tym co widzę, albo nawet nie przejęta rozmową. Przypominam sobie czasami skupienie na zapachu, ale zawsze musi być inny niż ten jakiego sie spodziewam.

    • Bookworm pisze:

      Tacy w życiu jesteśmy zabiegani, że nie mamy czasu poczuć bogactwa natury wszystkimi zmysłami. Pogładzić drzewo, poczuć zapach wiatru czy smak górskiego powietrza :)

  13. Ja uwielbiam biegać na łonie natury – chłonąć, odkrywać, zatrzymać się w biegu by móc podziwiać i być bliżej swojego wnętrza, bliżej siebie :) Cudowne uczucie :)

  14. Ehdi Mars pisze:

    Ha ha ha nigdy nie myślałam o zapachach podczas biegania ! Genialne !!! Najśmieszniejsze jest to, że na zawodach na perfumy to ja jestem odporna ale najbardziej rozwalają mnie ludzie którzy palą w niewielkiej odległości od strefy startowej albo tuż przy trasie biegu. Zdarzyło mi się to kilkukrotnie i myślałam, że puszczę pawia :(.

    • Bookworm pisze:

      Bardzo dobrze Cię rozumiem z irytacją wobec palaczy. Mnie jednak w najwyższą furię wbijają „kopcidymy”. Jeszcze może jakoś rozumiem to u mnie, na Śląsku, gdzie to jest koszmar. Ale gdy podczas „połówki” w Żywcu wyraźnie poczułem smród palonych śmieci, to mi nos, ręce, wszystko opadło. Potem doczytałem, jak to „eko” są nasze kochane Beskidy, płakać się chce :(

  15. Ale piękny tekst. Będę go czytać za każdym razem, gdy nie będzie mi się chciało wybiec z domu :)
    I noc i świt to są dobre pory do rozsmakowania się w zapachu powietrza.
    Z mniej przyjemnych historii zapachowych najbardziej wspominam tegoroczny półmaraton z Kruszwicy do Inowrocławia, gdzie trasa prowadziła wzdłuż pól, z których unosił się niepowtarzalny „zapach” nawozu. To był chyba jeden raz w życiu, kiedy podczas biegania miałam wątpliwości, czy powinnam oddychać :)

    • Bookworm pisze:

      Śmiesznie, bo dzięki mojemu wczorajszemu zwycięstwu nad lenistwem wwiało mi ten tekst do głowy, chyba częściowo przez nos ;) Cieszę się, że Ci się spodobał. Inowrocław kocham miłością bezgraniczną, bardzo często tam spędzałem kilka tygodni wakacji… Ech… Z tym półmaratonem to chyba złośliwie użyźnili glebę przed biegiem ;)

  16. Pięknie napisane. Uwielbiam zapach natury. Czy zauważyłeś, że inaczej pachnie ranem, a inaczej wieczorem? Zapach piekarni też uwielbiam – szkoda, że w moich okolicach nie ma takiego… Uwielbiam zapach jeszcze ciepłego pieczywa… Piszesz pięknie. „krzyk zdziwionych ptaków”. U nas ptaki przestały się już dziwić, że obok biegają lub chodzą ludzie – nawet niektóre jedzą z ręki ;)
    Piękne zdjęcia. Uwielbiam :)

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję, zdjęcia to tak przypadkowo czasem coś wskoczy, robione telefonem :) Cieszę się, jeśli Ci się podobają.
      Ptaki, o tak. Kilka dni temu pokazałem synkowi gołębia, który pił wodę przy basenie. Podeszliśmy bliziutko, bliziutko na wyciągnięcie ręki. Zdążyłem zrobić zdjęcie a syn chciał go … pogłaskać. Tylko gołąb nie chciał, z furkotem wystartował :)

  17. zazwyczaj skupiam się na widokach. nie zapachach nawet nie pomyślałam ;)

  1. 23 listopada 2018

    […] głową. Niemy świadek kropel potu, które w nocy spływają ze mnie niezauważone przez nikogo. Zapachy biegania przesuwające się za osobami, które mijam. Obszary chłodniejszego powietrza, które pojawiają […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.