Rozbiegi

Rozbieg 45. tygodnia


Wyglądam sobie przez okno i podziwiam grzejące słońce. W komplecie mamy porywisty wiatr, pogoda nieciekawa, ale skoro nie leje to znaczy, że to jest świetna pogoda biegowa. Trzeba się będzie więc dziś zmotywować i ruszyć wieczorem pobiegać. Na przekór dymom i smogowi. Ten akcent będzie się powtarzał w tym tygodniu, miesiącu, cóż, trudno.

Ostatni raz biegałem prawie tydzień temu, planowo zrobiłem sobie tydzień wyhamowania, poza tym to co wisiało w powietrzu było widoczne i odczuwalne wszystkimi zmysłami.


Polecam się

Co ciekawego w tym tygodniu? Na blogu pojawił się wpis mgr. inż. Anioła, jest to pierwszy gościnny wpis. Do tego chciałem jego tekst wzbogacić jego fotkami ale… przeglądarka mi się (tylko na tym wpisie!) zawiesza przy próbach edycji. Mało tego, on założył sobie konto na Disqusie i wrzucił genialną fotkę. Jestem pod wrażeniem dla jego poświęcenia, bo tak właściwie to on blogów nie zwykł czytać. Nie napiszę więc nic więcej – zachęcam do lektury:

Aniol

Bardzo też mnie cieszy, że w końcu opisałem genialną książkę (a właściwie e-book) Navala – jego wspomnienia z Belize. Jeśli są książki, dzięki którym można zyskać dobry humor, to właśnie jest ten przypadek. Mam szczerą nadzieję, że Naval jeszcze coś kiedyś napisze w podobnej objętości. Cierpliwie śledzę jego profil – zobaczymy.

Belize Naval Grom

No i patrzcie, bym zapomniał o ciastkach! Dwa proste przepisy a wiecie ile radości z pieczenia i konsumpcji?

Ciastka owsiane

Co ciekawego z wpisów na zaprzyjaźnionych blogach?

Savon na Crumbsofboredom jak zwykle „miga się” od dalszego pisania. W zeszłym miesiącu to były ledwo dwa wpisy, co nie przeszkodziło mu nadal być w Top 10 w swojej kategorii w październiku na zBLOGowanych. Wyżej niż niżej podpisany oczywiście. Gdy dojdzie do jednego wpisu na miesiąc, znowu wskoczy na podium. Wiem, że szykuje z takim jednym jeszcze lepszym blogerem świetną niespodziankę. Ale nie uprzedzajmy biegu wypadków. W oczekiwaniu możecie sobie obejrzeć, jak morduje (z zimną krwią!) kamerę.

Iza z fragmentator.pl puszcza do czytelników oko, że nigdy nie będzie poważną blogerką. Ja przykładowo zawsze twierdzę, że zawsze będę niepoważny, fajnie że ktoś myśli dość podobnie do mnie. A jej blog polecam za ciepło i za historie, które spokojnie sobie płyną. A to taki fajny odpoczynek w tym zabieganym świecie.

U Lifestylerki nowe wyzwanie blogowe, nie biorę w nim udziału, ale w środę będę temat pilnie śledził – „lunchbox” – coś w pracy jeść trzeba. Oczywiście, gdy przepis będzie zbyt skomplikowany, to wyrzucę całą zieleninę. Gorzej, gdy się okaże, że wszystko w pudełku, to zielenina była.

Polecę też Gendergosposia (bo to on nie ona) – bierze się za testowanie win, póki co na tapecie jak wybrać białe wino i ogólnie jak wybrać wino – może w końcu do czerwonego, mnie interesującego, dojdzie.

Na koniec jeden z najbardziej wartościowych wpisów blogowych, Renata z blogu zaniczka.blogspot.com tworząca cykl o Ponadprzeciętnych. Wpisy są zbudowane z odpowiedzi na 10 bardzo ciekawych pytań skierowanych do osób niepełnosprawnych. Dla mnie najważniejsze jest zawsze poznanie odpowiedzi na pytanie:

Trzy rady dla osoby zdrowej, dla której spotkanie z Tobą to pierwszy kontakt z niepełnosprawnością

Pewne rzeczy przyjmujemy w kontaktach z niepełnosprawnymi „z góry” i jest to bardzo fałszywe założenie.

W pogoni za lajkami

Zamiast podsumowania, takie moje zadziwienie. Spora część blogerów wrzuca wyskakujące okienka „z czymś”, które przeszkadzają mi w mniej lub bardziej wyszukany sposób w lekturze ich tekstów. Czytam sobie, przewijam i bach, mam przed oczyma okienko (lub jego nędzną resztkę pozostałą po wycięciu grafiki przez wtyczkę adblock) zachęcające do zalajkowania czy dodania blogu do ulubionych.  Wiecie co mam wtedy ochotę zrobić? Wyjść i nie wracać. Dlaczego? Bo już ja sam zadbam o to, żeby dodać blog do ulubionych, tego typu autoreklama jest zbrodnią. Bo przeszkadza mi w czytaniu i wymaga tego strasznego wysiłku, żebym kliknął w okienko i na powrót przewinął tekst do miejsca, w którym czytałem.

Zróbcie sobie eksperyment, przerzućcie przeglądarkę w tryb incognito i przetestujcie własny blog, jak bardzo taka wtyczka was wkurzy. Temat wart przemyślenia – i tu pewno mogę powtórzyć za Izą z fragmentatora – nie jest mi widać pisane zostanie „wielkim blogerem”.

To co, zaczynamy kolejny tydzień.

27 Comments

  1. Wielki Bloger z Ciebie bo liczysz dobrze ponad 1,80 m z tego co pamiętam :D Ja nadal czekam na 500 lajków, moja pupa i uda też :D Mąż również czeka na efekty przysiadów.. :)

  2. Z tymi wyskakującymi okienkami, pogonią za „lajkami” i w ogóle gonitwą dokądkolwiek, to ja osobiście uważam, że podstawą jest umiar i zdrowy rozsądek. Po prostu. Nie mam nic przeciwko wyskakującym okienkom, ale jeżeli nie są napastliwe. Ruch w sieci rządzi się swoimi prawami, a te prawa określa nie nikt inny jak użytkownicy. Gdyby okienka nie działały, w sensie globalnym, nie przynosiły realnych korzyści, to by szybko zniknęły. Gdyby znany był algorytm działania wyszukiwarek, to by nie były potrzebne żadne dodatkowe zabiegi, itd, itd. W tej całej „grze” najważniejszy jest nadal człowiek. Najważniejszy jest przekaz i jego wartość. Bez tego nawet najlepiej wykreowana czy skonstruowana strona prędzej czy później zniknie. Natomiast nawet najbardziej wartościowa treść bez dodatkowych działań, może nie zostać zauważona. Poza tym niezachęcony, statystyczny użytkownik sam z siebie rzadko coś robi. A jak wyskoczy okienko to statystycznie coś zrobi. Taka kalkulacja :)

    • Zgadzam się w pełni, ale ciekaw jestem na ile rzeczywiście skaczące okienka są skuteczne w łapaniu „lajków”. Kogo nie pytam to „nie, mnie to tylko denerwuje” a jednak są, jednak prawie każdy blog to ma, w tym szaleństwie musi być metoda. Której ja nie widzę wciąż :)

  3. też nienawidzę tego wyskakującego okienka z facebookiem :/ nigdy jeszcze niczego nie polubiłam w ten sposób, czasami z premedytacją, bo wcześniej miałam zamiar.

    • Ja porobię kiedyś zdjęcia tego, co zostaje mi z wyskakujących okienek, obciętych przez adblocka :) To dopiero jest kabaret ;)

  4. Iza

    Obym tylko jakiejś burzy nie wywołała ;) dobrze, że uprzedziłeś, że oko puszczam. :) Dziękuję za miłe słowa, kolejne miłe słowa. :) W pozostałe polecane miejsca z zaciekawieniem zajrzę, nawet mężowi podrzucę.
    A o ciasteczkach czytałam, nawet składniki kupiłam, ale obiecałam sobie, że jako komentarz zdjęcie zamieszczę, tylko ciągle coś mi wyskakuje i nie mam kiedy chłopców do kuchni zagonić. Dzisiaj np. z pralką walczyłam, która mi całą pralnię zalała. Bo u nas w domu ta ja wiem gdzie śrubokręty leżą. ;) Ale do kuchni też zaglądam, więc spodziewaj się zdjęć naszych ciasteczek Twojego przepisu. :)

    • Ciekaw jestem Waszego zdania o ciasteczkach :) A co zrobiłaś pralce? Czemu ona tak sama z siebie wodę wypuściła? :(

      • Iza

        Ona wodę wypuściła jak mnie nie było w domu, może z rozpaczy, że na tak długo ją zostawiłam ;) wróciłam, zagadałam, umyłam i dwa kolejne prania już poszły :) ale mój mąż twierdzi, że pralki same z siebie się nie naprawiają, no ale to po dopieszczeniu było, może jednak „się” naprawiają ;)

        • Fajna historia z tą pralką :) tzn. z tym autonaprawieniem się. Muszę z moim AGD ponegocjować, że inne sprzęty tak potrafią, a te moje jakoś nic – mechanik i mechanik :)

          • Iza

            Psyt… ;) wiesz, że wspomniałam wcześniej o śrubokręcie. :) Ja nie tylko wiem gdzie leży… ;) Ale głównie gadałam i zaklinałam o dalszą współpracę, więc pozostanę przy wersji, że to dobre słowo zdziałało cuda ;)

          • Czyli siła argumentów przeszła (prawie) w argumenty siły :)
            Już Murphy twierdził, że „nic na siłę tylko weź cięższy młotek” ;)

  5. Mam trochę blogowych zaległości do nadrobienia, więc chętnie poklikam w polecone przez Ciebie linki.
    O tych wyskakujących okienkach błagających „polub mnie, polub mnie!” trafnie napisałeś. Mnie też to przeszkadza. Podobnie jak z okienkami, które z założenia mają zachęcać do zapisania się na newsletter. Kuźwa, z takim podejściem to chyba i ja i nie dołączę do panteonu blogowych sław…

    • Nie przejmuj się. Założymy kółko wzajemnego pocieszania się, albo wsparcia, albo no nie wiem czego, ale i tak będzie wesoło ;)

  6. Iza i Ty nie potrzebujecie sławy i uznania, ale ona pojawi się naturalnie…I po tym poznać prawdziwego, wartościowego blogera, który nie czeka na oklaski, ale robi swoje i nie kalkuluje. Po prostu jest…

    • Sława, uznanie, czym to jest wobec wspaniałych internetowych znajomości? To pierwsze „bywa” a to drugie jest czymś wyjątkowym. I tego się nie kalkuluje tak jak piszesz. To się w jakiś magiczny sposób pojawia i .. jest :)

  7. No i co tak późno dziś ten rozbieg? Obijasz się. :-P Dobra, jesteś usprawiedliwiony weekendowym świętem. Twoje wpisy czytam na bieżąco, małe zaległości mam u Zaniczki, ale nadrobię, bo cykl naprawdę świetny. Na inne blogi też zajrzę. Co do wyskakujących okienek – nie lubię, bo irytują. Ale, że jestem niespotykanie spokojny człowiek, toleruję. Wielkim blogerem i tak zostaniesz, tylko błagam, nie zostawaj blogerem poważnym. ;-)

    • Późno, masz rację przepraszam! Obiecuję poprawę…
      Ja nie chcę wielkim blogerem – lęk wysokości mam, tam na górze to się będę bał… A powaga mi nie grozi, no gdzie ja i … poważny???

      • Iza

        Na górze masz znajomości (piję do mgr. inż. Anioła) może nie ma się czego bać ;) Ale ja nie namawiam, u mnie lęk wysokości pojawił się i rośnie wraz z wiekiem. Mam to po mamie, która wiaduktem nawet nie może przejechać, ale za to latać może. Mówi, że to już tak wysoko, że tam ten lęk nie sięga – i tym sposobem do nieba i mgr. inż. Anioła wróciłam. ;)

        • Z tym lataniem też różnie bywa. Niby się nie boję, ale gdy sobie wyobrażę jak wysoko jestem w samolocie… Podobnie przy pływaniu, gdy pode mną jest głębia, czasem się czuję…łyso. Że tyle metrów pode mną ;)

          • Iza

            Ja podczas lotu wyobraźnię zaczytuję a najchętniej przesypiam, ale przy pływaniu to nie działa ;) no, przynajmniej u mnie nie działa, bo ja tylko na plecach umiem pływać, a tak nigdy nie zasnę ;)

          • Przepraszam, że się wtrącę, ale chciałam zapytać, czy pływając na plecach potrafisz czytać? Bo mnie to ciekawi bardzo. Ja na plecach się topię, widocznie coś we mnie jest za ciężkie. Ale czytanie to chyba możliwe nie jest? ;-)

          • Iza

            Jest możliwe, przynajmniej dla mojego męża, ale mało praktyczne ;) Ja za wodą nie przepadam, wchodzę, chwilę popływam i już siedzę pod parasolem i wtedy czytam. :)

          • Ale czekaj, na plecach właśnie najtrudniej jest się utopić, może spróbuj powietrza nie wypuszczać do końca? Albo jednak nogami trochę powiosłować? :D

          • Etam, ja się góry nie boję. Nawet tak myślę, może by ze spadochronem skoczyć. :-) Ale jakby mi ktoś kazał wejść w głąb ziemi? Nigdy!! I głębin też nie cierpię!

      • No! Żeby mi to było ostatni raz! Bo jak tu zacząć tydzień bez rozbiegu, no jak? I przez Ciebie się do niczego dziś nie nadawałam i praca mi nie szła (koleżanka może zaswiadczyć). A jak po południu rozbieg wzięłam, to się zatrzymać teraz nie mogę żeby zasnąć. I co mam zrobić??

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén