Rozbieg 6.


W rozbiegu nr 5 słusznie oprotestowaliście liczbę linków. Kiedy to przeczytać? Ja tu tydzień pilnie gromadzę ciekawe linki a Wy macie w ramach krótkiego rozbiegu wszędzie zajrzeć? Dziś spróbuję innego podejścia. Będzie trochę… Luźniej. Zaczynamy więc!


 

Na początek reklama, która niesłychanie mi się spodobała. Bo…

Najpierw obejrzyjcie filmik.

https://youtu.be/yB8tgVqmKzw

Fajna? A wychwyciliście pewien motyw muzyczny? Tak… To był… Pięknie dobrana piosenka a do tego (niestety) bardzo, bardo na czasie… Jeśli jednak go nie rozpoznaliście, to w momencie, gdy zaczyna grać muzyka – użyjcie shazama. O którym kiedyś pisałem tu:

Shazam vs Soundhound

Do muzyki wrócimy jeszcze na końcu wpisu.

Polecam bardzo fajny „obrazkowy” wpis o pewnym adoptowanym psie. Jeden z naszych adoptowanych kotów przez jakiś czas był kotem podwórkowym. Gdzieś tak dopiero po 6 miesiącach bytności u nas odważył się wskoczyć nam na kolana, sam z siebie. I tak się przeraził swojej odwagi, że natychmiast uciekł. A do końca swoich dni miał pewne nawyki i pewnych odgłosów się bał. Miał biedak prawo.

To teraz znany i lubiany Crumbsofboredom i recenzja filmu „Karbala”. Savon pisze jak jest, za to go właśnie bardzo lubię i polegam na jego wyborach filmowych. http://crumbsofboredom.pl/honker-w-ogniu/. Raz jakoś do jego recenzji nie byłem przekonany. Ale obejrzałem film po raz drugi i przyznałem mu rację.

Trenujemy?

I tak powoli przechodzimy do trenowania. Przemo pisze o spinningu, nie, tu nie chodzi o łowienie ryb ale o jazdę na rowerze w klubie fitness. Polecam, bo temat ciekawy, może kiedyś Blogierka wreszcie jakiś konkretniejszy wpis na ten temat opublikuje.

Jeśli porządny, planowy trening to oczywiście możemy liczyć na punktualnego jak w szwajcarskim zegarku Tomka czyli mgr. inż. Anioła. To już szósty krok do Paryża. Aż przyjemnie poczytać jak cały jego chytry plan jest dopracowany w szczegółach.

paris 6 tydzien

A co ja? Ano pobiegałem sobie w tym tygodniu. 40,5km, więc jestem na biegowym poziomie grudnia. Tylko, że w grudniu to taki kilometraż zrobiłem w ciągu 31 dni. Teraz w 7. Ciekawe, bo im więcej biegam tym mam więcej energii. Do tego już dwa razy pobiegałem w masce Totobobo. Recenzja już się pisze. Póki co jestem przerażony tym, co się osadziło na filtrach maski.

Tekstem tego tygodnia bez wątpienia jest tekst Basi z bloga pociagdozycia.blogspot.com. Po lekturze jej tekstu, gdy już skończyłem się śmiać poczułem się… No właśnie. Z jednej strony, jakby coś mi się coś bardzo ważnego udało. Z drugiej strony – że jestem za coś współodpowiedzialny. A jak pięknie przetłumaczyła akronim „bwotr”, normalnie, proszę siadać… Dostało się też Aniołowi!

Tymczasem do Żywca, na Półmaraton Dookoła Jeziora Żywieckiego, zapisało się już 1800 zawodników! A na Rybnicki Półmaraton Księżycowy zapisy też już są – zmieniona trasa, ale to wciąż Rybnik, wciąż nocny bieg. Oba bardzo polecane.

A teraz, patrząc w listę ciekawych biegów w tym roku, zastanawiam się czy nie zrezygnować z biegu Korfantego w Katowicach na rzecz biegu Fortuna w Cieszynie. Dzięki temu bym (przy sprzyjającym bezkontuzyjnym układzie rzecz jasna) zaliczył „Puchar Beskidów”:

20.03.2016 r. XVII Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego /21,097km/
24.04.2016 r. 8. Cieszyński FORTUNA Bieg /10km/
29.05.2016 r. 24. Bieg Fiata /10km/.

Tym, co biegają w nocy polecam ten filmik, jak wielką rolę w życiu (!!!) biegacza pełnią odblaski. Popatrzcie:

Robiłem podobny test w ubiegłym tygodniu, zostawiałem moją mrugającą opaskę LED na drzewie odbiegałem pewną odległość, próbowałem to sfilmować ale, no własnie. Telefonem nie udało mi się osiągnąć zadowalających rezultatów niestety.

Muzycznie

Akcent muzyczny. Nawet nie wiecie jak dużą frajdę (i stres?) daje mi cotygodniowe poszukiwanie tego „czegoś”. Muzycznego. Czasem znajduję już na początku tygodnia. Bywa, że wynajdę coś nowego, bywa, że gra mi w duszy jakiś stary motyw muzyczny. A czasem szukam godzinę i nie potrafię niczego znaleźć.

Dziś francuskojęzyczny duet: Natasha Saint Pierre i Pascal Obispo „Umrzeć jutro”. Bardzo mi się spodobał tekst o tym, co by się działo, gdyby miał się skończyć świat… Dynamiczny teledysk. A w tym wszystkim skacze fajna energia. Jeśli chcecie, tańczcie, jeśli tak Wam w duszy gra – zamyślcie się. Pełen tekst zapewnia portal tekstowo.pl. Poniżej fragment:

Są tacy, którzy wsiedliby do samolotu
Inni, którzy zamknęliby się w domu i zamknęli oczy (…)
Są tacy, którzy chcieliby znowu zobaczyć morze
Inni, którzy chcieliby jeszcze się kochać
Ten ostatni raz (…)
Są tacy, którzy przeżywaliby swoją przeszłość
Niektórzy, którzy chcieliby pić i świętować
Aż do rana
Inni, którzy by się modlili
Tacy, których to nie interesuje i którzy oddawaliby się przyjemności
I inni, którzy chcieliby jeszcze odejść
Przed końcem
A ty, co ty byś zrobił ?


Na sam koniec fajny wpis Justka. To co motywuje, to własnie dobry przykład. Nawet nie wiecie jak bardzo to, co robi mgr inż. Anioł jest motywujące do pracy nad sobą. Jest żywym (i zadowolonym z życia!) motywującym przykładem.

Ale wróćmy do Justka i jej miesięcznej walki z samą sobą. Z wagą. To się nazywa metamorfoza. Wytrwałość, walka, co prawda nie jest to Rambo V, ale … Właściwie to już blisko. Ja podziwiam, bo wiem ile walki kosztuje utrata kilogramów i centymetrów. Poczytajcie jej tekst.


Udanego tygodnia nam wszystkim życzę, teraz możemy raźno skoczyć do przodu…

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

42 komentarze

  1. Basia to nasza gwiazdeczka, wpadam do niej dzisiaj i znów brzuch mnie rozbolał… ze śmiechu. Historia z adoptowanym kotem – poproszę o rozwinięcie w notce na blogu :) 17 lutego jest Dzień Kota – z tej okazji proszę opisać żywoty swoich „dzieci” :)

  2. No to lece do Basi, u Justka juz bylam, Pawel o widze u Ciebie umilowanie do francuskojezycznej piosenki? Pozdrawiam serdecznie beata

  3. Justyna Rolka pisze:

    Dziękuję cudowny Pawełku, kolejny raz o mnie wspominasz…Ja chyba muszę Ci jakieś podium zbudować, nie wiem jak się odwdzięczę;)

    • Bookworm pisze:

      Nie dziękuj tylko pisz :D Polecam tylko najlepsze i najciekawsze teksty, więc nie bardzo wiem za co to podium, no chyba, żeby mnie sturlać – faktycznie, wtedy rozpęd/rozbieg by był jeszcze lepszy :)

  4. Witaj :) Dla mnie jako kierowcy najważniejszy jest ten filmik z odblaskami… No i gratuluję Łotra :D Ja pozostanę Ewą. W Polsce to imię nie jest jakoś specjalnie negatywnie odbierane, natomiast we Włoszech, gdzie miałam przyjemność mieszkać przez jakiś czas, ludzie składali mi wyrazy współczucia.
    :D O spinningu poczytam, bo nie wiem z czym to się je.

  5. anjanka pisze:

    łomatko! nienawidzę spinningu! Słowo! Uwielbiam pump & tone. Płaski brzuch, kickboxing itd
    Spinning nie. Zdecydowanie!

  6. BasiaK pisze:

    Dobrze, że są te Twoje rozbiegi, przynajmniej wiem, że nowy tydzień się zaczął. ;) No i że wrzutę do skarbonki czas zrobić. :) Reklama świetna. Komiks o adoptowanym piesku również. Profil Przemo polubiłam, bo interesuje mnie to, co związane z rowerem i z podróżowaniem. A ostatnio też z bieganiem. :) Tekst Justka czytałam, też jestem z niej dumna, wiem co to znaczy ćwiczyć przez miesiąc dzień w dzień. :) Natomiast to co się osadza na Twojej masce przeraża mnie. Niby się wychodzi na świeże powietrze, zażywa się ruchu na świeżym powietrzu, a efekt taki jakby wyszedł na papierosa. Straszne. Mam nadzieję, że nazwa Bardzo Łotr się nie przyjmie, bo żaden z Ciebie łotr. :D I nie martw się, nie jesteś odpowiedzialny za to, co ja, czy ktokolwiek inny zrobi ze swoim bieganiem. Twoją rolą jest biegać dalej i dalej o tym pisać. :) Twoje działania, no i oczywiście mgr inż. Anioła inspirują bardzo, ale każdy sam musi wstać i zrobić ten pierwszy krok, żeby sprawdzić, czy to rzeczywiście jest dyscyplina dla niego. Być może nie, ale zawsze warto sprawdzić. :) Także spoko, zero odpowiedzialności, nie będę Cię dręczyć jak mi coś nie pójdzie. :P Puchar Beskidów brzmi nieźle, ja na Twoim miejscu zamieniłabym te biegi. :) Dobrze, że podkreślasz sprawę widoczności na drodze, to ważne. Piosenka fajna. Co bym zrobiła przed końcem? Muszę to przemyśleć. Świetnego tygodnia życzę, najlepiej bardzo uśmiechniętego. :)

    • Bookworm pisze:

      Bardzo łotr mi się niezwykle podoba, niedługo się okaże, że chrzestną zostaniesz ;) Uśmiechu i miłego tygodnia również życzę :)

      • BasiaK pisze:

        Tak? Podoba Ci się? To będę rozpowszechniać. :) Zwłaszcza, ze nazwa ta może ułatwiać ludziom zapamiętanie adresu Twojego bloga. :)
        hmm…ten ciekawy blog… jak on się zwał? no tego biegacza… jak to szło? coś z łotrem…bardzo łotr, o! już wiem! bwotr.pl :D
        Chrzestną zostanę bardzo chętnie. A będzie imprezka? :P

  7. Artur pisze:

    Witaj w nowym tygodniu :D Bardzo ładnie mi się zaczyna, również dzięki Tobie :) Teksty Basi i Justyny to również moje faworyty poprzedniego tygodnia. Tyle w nich radości i motywującego zdrowego rozsądku, że aż rozsadzają mnie od wewnątrz :) Film robi piorunujące wrażenie. My nie biegamy ani w nocy, ani poza oświetlonymi chodnikami, ale jeździmy samochodem i niekiedy zdarza nam się dostrzegać (!) pieszych, rowerzystów i biegaczy. A przecież w przypadku potrącenia, niezależnie od tego czyja będzie wina, zdrowie lub życie może stracić człowiek. To pobudza wyobraźnię. Dziękuje i pozdrawiam!

    • Bookworm pisze:

      Fajnego tygodnia Wam życzę :) Z tym oświetleniem to pamiętam historię z jednego z forów, gdy kierowca prawie rozjechał jakąś babulinkę kilka km przed jej wioską. Wsadził ją do auta (i nie, nie wywiózł do lasu i nie zakopał) ale zawiózł bezpiecznie do domu. Pokazywał po drodze, jak bardzo NIE widać innych pieszych. Biedaczka myślała, że gdy ona widzi światło reflektorów, to kierowcy ją tak samo wyraźnie widzą jak ona blask… Ech ;)

      • Artur pisze:

        Świetnie, że o tym wspominasz. Ja sam wiem, że w danym miejscu jestem, ale nie muszą tego wiedzieć inni użytkownicy drogi. Poza tym odblaskami dbam nie tylko o swoje bezpieczeństwo. Strach pomyśleć co by się stało jakby taki maluch wpadł w moje 90 kilo z brodą! Carmageddon! :D

        • Bookworm pisze:

          Rozśmieszyłeś mnie na amen :D Gdyby to był trabant, to byś powiedział: panie, bierz pan stąd te wafle, ale maluszek? A wiesz, jeszcze nie tak dawno też mogłem rzec: ponad 90kg z brodą, teraz ciut mniej ale broda pozostała ;)

  8. Piotr Stanek pisze:

    1800 biegaczy/czek w Żywcu?
    To ładny tłum. Jak my się tam odnajdziemy ;) ?

    Co do odblasków to pilnuję ich bardzo. U siebie i u innych bliskich.
    Lampek nie stosuję. Jak wychodzę pobiegać i wiem, że nawet otrę się o zapadający zmrok
    za oba ramiona zakładam opaski. A czasem jako ostatnią warstwę białą kamizelką z odblaskami.
    W Bielsku często biegam po ulicy, nie ma chodnika to cóż zrobić. Choć takich terenów unikam po zmroku.
    pozdrowienia :)

    • Bookworm pisze:

      Damy radę, tak sobie myślę, że nawet wspólne zdjęcia sobie porobimy :)
      Odblaski to jeden temat, ja biegam teraz również z opaską LEDową. Jako kierowca pamiętam swoje zdziwienie – co to tak mruga kilkaset metrów dalej. Opaski zaświeciły się później (odblaskowe). A „czołówka” to z dbałości o … nogi. Bo nawprowadzali genialnych latarni, które się włączają dopiero, gdy obok nich przebiegam. Dziury powstają za to na bieżąco ;) Co do opaski to może się przekręcić, przesunąć, LED mruga bardzo wytrwale. Aha, brałem też na nocne biegi odblaskową minikamizelkę, od prania biedna już wyblakła.

  9. Monika Fiszer pisze:

    wreszcie dostałam się do Ciebie na bloga. Czyli nie mam bana na internet, fajnie.
    No i dzięki za porcję rekomendacji. Bowiego z reklamy poznałam od razu, bez shazama, kocham ten kawałek.
    Aż mnie skręca, kiedy patrzę na te filtry z maski. Co my wdychamy? korci mnie, żeby u siebie sprawdzić podczas biegania. A biegasz w mieście, przy ulicach? czy raczej po bezdrożach?

    • Bookworm pisze:

      Biegam głównie po miasteczku i okolicznych miastach. Kończy się jedno, zaczyna drugie, głównie to są drogi powiatowe i niestety osiedla domków jednorodzinnych. Bezdroża to tak gdy mnie wygna wiatr do lasu ;)

  10. halmanmonika pisze:

    Historia czarnego psa chwyta za serce… :-) I wiesz co? Dziwnym trafem na jednym z obrazków czarny pies jest nadzwyczaj podobny do pewnego Meksykanina, w którego wcielił się pewnego biegowego dnia Bardzo Łotr ;-)

    • Bookworm pisze:

      Bardzo Łotr potwierdza. Rodzinne podobieństwo! :D

      • halmanmonika pisze:

        Ha! Tak myślałam. Jestem ciekawa, kto dołączy do Twojej rodziny w następnym biegu po moczkę i makówki. Jak tylko się dowiem, też pobiegam… po Internetach, w poszukiwaniu sobowtórów :D

        • Bookworm pisze:

          Dzięki Ci, wiedziałem, że na Ciebie mogę liczyć! Ukryta rodzino… odezwij się!

          • halmanmonika pisze:

            Piotrze Łotrze, ja tylko żartowałam. A tak w ogóle to współczuję Ci, że do biegania musisz nakładać tę maskę. Na moim osiedlu też mam parę przypadków, gdzie ludzie palą śmieciami i czym się da (bieda…). Ale to pojedyncze osoby i ogólnie na powietrze nie mogę narzekać. Mam las, morze, nawet jeziorko, czyste powietrze. Wszystko co trzeba, żeby zacząć biegać… i nie biegam. A Ty przedzierasz się mimo wszystko przez ten smog i zasuwasz po kilkanaście kilometrów. Ot, taki paradoks… ironia losu… Normalnie wstyd mi!

          • Bookworm pisze:

            Pytanie czy to bieganie Ci do szczęścia jest potrzebne ;) spacery też są fajne, a ja mam swoje, ehm, zbyt duże zapasy kalorii, które staram się ozięble pożegnać. Bezskutecznie…

          • halmanmonika pisze:

            Tak? Bo nie wyglądasz :D Najchętniej to bym męża wyciągnęła, ale on się na bieganie nie da namówić, chociaż kiedyś biegał dużo. Zdrowia mu brak. Teraz biega od lekarza do lekarza, ale nikt mu nie chce pomóc.

          • Bookworm pisze:

            Dzięki :) No tak, do chorowania to trzeba mieć zdrowie z naszym NFZ :( A jakieś terapie naturalne?

          • halmanmonika pisze:

            Nieee… takich rzeczy medycyna naturalna nie wyleczy. Przede wszystkim nikt nie chce stwierdzić co mu dokładnie dolega. Podstawowe badania na krew, wyniki w normie, do widzenia panu, proszę przyjść jak się pogorszy. Przyszedł. Po 2 tygodniach męki (4 dni bólu, 2 dni przerwy, 4 dni ból itd.). I teraz czeka 3 miesiące na rezonans magnetyczny ze skierowaniem PILNYM. Woreczek żółciowy miał rok temu usuwany, ale silne ataki bólu nadbrzusza nie minęły, podejrzewamy że to nadal drogi żółciowe, ale to nasze dywagacje, bo lekarze mają w nosie. Za dobre wyniki, nic nie widać, odsyłanie do kogoś innego. Na pewno wiesz, o co chodzi.

          • Bookworm pisze:

            Bardzo współczuję, to się nazywa „jakość” leczenia :( i „troska” o pacjenta.

  11. Nawet sobie nie zdajemy sprawy jak bardzo zanieczyszczone jest powietrze, człowiek idzie na rodzinny spacer do parku, niby po zdrowie. :(

    • Bookworm pisze:

      Ano właśnie. Wg krakowskich raportów przy podniesionym poziomie zanieczyszczeń wchłonięta dzienna dawka jest równa wypaleniu kilku papierosów. Dzienna :)

  12. Dola pisze:

    Ta maska mnie przeraża, to straszne ile zanieczyszczeń jest :/

    • Bookworm pisze:

      Najbardziej przykre jest to, że mało komu na czystości powietrza zależy. Pal licho dorośli, przeżyjemy jeszcze jakiś czas pewno. Ale chodzi o dzieci, które nie są tak odporne. Potem są alergie, astmy, niekończące się kaszle.
      W weekend czytałem informację, że przy przekroczonych wysoko normach pogotowie wyjeżdża 5-10% częściej do pacjentów z problemami oddechowymi.

  13. Blogierka pisze:

    Szanowny Bardzo Łotrze ;)), czuje się przywołana do tablicy :P. Ze mnie żaden spec spinningowy i myślę że to Przemo wyczerpał temat ;).
    I chciałam delikatnie napomknąć że mnie również napromieniowałeś tą biegową energią tfu zarazą ;). Nadal lamerskie dystane sobie biegam interwałem na bieżni ale muszę przyznać że lubię to i nawet muszę min.3 razy w tygodniu podreptać :)
    tekst Basi i Justa- świetne! Anioła zaraz nadrobię ;).
    A reklama rewelacja! Mjuzik „Over the Rainbow” dobrane idealnie :)

    • Bookworm pisze:

      Żaden, żaden, „tańcząca z rowerami” ale nie, absolutnie się nie zna :P
      No nie, nie ma czegoś takiego jak „lamerski dystans”. Dla mnie kiedyś 100 metrów to było wyzwanie na granicy palpitacji :) A że cieszę się, że też Cię bieganie wciągnęło, to już zupełnie insza inszość. 3x w tygodniu to jest sporo ;)

      • Blogierka pisze:

        Nawet jeśli dystans jak już ustaliliśmy „lamerski”? ;)
        Ja przejeżdzam po 15-20 km dziennie i takie truchtanie tylko 5tki to dla mojej ambicji MAŁO ale wiecej poi co nie robię- oswajam stawy kolanowe :)

        • Bookworm pisze:

          A daj spokój z dystansami :) Popatrz, ćwicząc interwały po kilku kilometrach dostaniesz dużo mocniej w kość niż przy „nabijaniu kilometrów”, podobnie z podbiegami ;) Nie ilość się liczy, jakość i przyjemność w czasie i po ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.