Bieganie na północy o północy


Po raz kolejny, korzystając z gościny Pawła, postanowiłem podzielić się moimi biegowymi przygodami. Tym razem nie będzie o tempach, tętnach, rodzajach wybiegań. Będzie zupełnie wakacyjnie, bo przecież jesteśmy w środku tego przemiłego okresu roku.

Wakacje to odpoczynek od pracy, ale nie od biegania. Jednak urlop stwarza możliwość pobiegania inaczej. Gdzie indziej i o innych porach.

Mój plan treningowy na okres wyjazdu, poza stałe miejsce zamieszkania, obejmował, według złożeń, 10 jednostek treningowych w 14 dni. Rozmowa z trenerem przed wyjazdem pokazała jasno o co Mu chodzi, cyt :

„Na urlopie zrobisz z planu tyle ile będzie się dało. Czyli wszystko :-)”


W dwóch poprzednich latach, podczas urlopów, również biegałem. Miało to jednak miejsce w krajach gorących, gdzie godzin treningów należało poszukiwać wczesnym porankiem, żeby później nie padać na ryjek w wielostopniowym upale.

W tym roku celem wyjazdu była północna Europa, Norwegia, a w szczególności obszar za kołem podbiegunowym, gdzie o tej porze roku panuje dzień polarny, oznaczający nie mniej nie więcej, tylko fakt, że nie ma nocy.

Zanim tam jednak dotarłem, już pierwszego dnia po przylocie odbyłem trening na ulicach Trondheim. Urocze miasto, łączące w sobie skromność typowych norweskich zabudowań oraz nowoczesnych budynków, położone na skraju morza i jak większość tego kraju w terenie mniej lub bardziej górzystym.

 Trondheim w Norwegii Trondheim domki

Biegając tam, po raz pierwszy poczułem, że trenuje się jakoś inaczej. W klimacie było powiem coś, co wyjątkowo mi odpowiadało.


Jednak dopiero bardziej na północy, na archipelagu Lofotów zrozumiałem w czym rzecz. Było chłodno i rześko. Zupełnie inaczej niż w czerwcu czy lipcu w Polsce.

Przez pierwsze dwa dni bieganie utrudniał deszcz. Choć czy ja wiem czy utrudniał ? Po prostu lało :-) Ale mimo wszystko nogi niosły, byłem zachwycony otaczającym mnie krajobrazem, choć wiedziałem, że z powodu chmur nie widzę go w całej okazałości.

deszczowe Lofoty

W butach chlupała woda, krople deszczu zalewały oczy, ale było jakoś magicznie. I znów inaczej niż w Polsce, bo pusto. Potrafiłem przebiec 10 kilometrów drogą asfaltową, nie spotkawszy nie tylko człowieka, ale nawet przejeżdżającego samochodu.

Później, gdy pogoda nieco się poprawiła odkryłem bieganie nocą. Ale jasną nocą. Niezależnie czy była 23:00, północ, czy 02:00 w nocy, było wciąż jasno, słońce przebijało się zza chmur. Organizm szalał nieco zdezorientowany, ale można było biegać.

Wyruszałem więc z rybackiego domku zwanego rorbu i zagłębiałem się w okolicę.

Lofoty


Krajobraz przypominający scenerię z Władcy Pierścieni hipnotyzował tak, że zupełnie zapominałem o planach treningowych. Po raz pierwszy od biegu na Babią Górę, bardziej liczyła się przyroda niż tempo. Tyle, że zamiast biegać krócej biegłem dłużej, zamiast trzymać założone tempo 6’00 nogi wykręcały 5’10 z zadziwiającą lekkością.

Lofoty krajobrazy Lofoty Tomasz na trasie

Porzuciłem nawet słuchanie książek podczas biegania. I tak nie byłem w stanie się na nich skupić. Wybierałem się na wycieczki i zachwycałem krajobrazem. Choć pogoda wciąż nie była moim sprzymierzeńcem, to nie narzekałem podczas biegania. Zaś stały dzień i możliwość wyboru dowolnej pory treningu, sprzyjały niezakłócaniu wspólnego pobytu z rodziną swoją i przyjaciół.

Lofoty Krajobraz 4_lofo 8_lofo

Co ciekawe na Lofotach zupełnie nie spotykałem biegaczy. Choć może nie do końca mówię prawdę :-) Zdarzało się, że spotykałem. Nawet całe grupy. Próbowały one wytrzymać moje tempo, jednak po czasie poddawały się stopniowo, dziwnie patrząc na dużo wyższego od siebie biegacza z południowego kraju. Oto krótkie nagranie ze wspólnego biegu z tymi osobliwymi współbiegaczami :-)


Druga część wyjazdu to treningi w innych miejscach, w środkowej Norwegii. Zmieniły się krajobrazy, poprawiła pogoda. Nadal jednak wybiegania często urozmaicane były deszczem. Nadal biegałem po wąskich krętych drogach, niemal pozbawionych ruchu.

11_Skane 12_geira

Widoki niezależnie czy z biegowej trasy czy z samochodu, wciąż były majestatyczne. Woda, lasy, skały, góry, śnieg na wysokości. Czułem się jak podczas biegów górskich. Łamałem plany biegowe, zmieniałem długości i tempa, ale to wszystko jakby nie miało znaczenia. Wiedziałem, że do weneckiego maratonu zdążę się jeszcze przygotować w sierpniu i wrześniu.


To jednak nie oznacza, że leniuchowałem :-) mało tego, treningi bywały cięższe niż planowane, ze względu na ukształtowanie terenu. A płaskich dróg było jak na lekarstwo. Zdarzało się, że podczas 10 km biegu, najpierw przez połowę dystansu błyskawicznie zbiegałem w dół, a następnie przez drugą część mozolnie wspinałem się pod górę.

10_gory


Wciąż jednak było przyjemnie jeśli chodzi o temperaturę. Powietrze rześkie i czyste tak, że aż chciało się oddychać. A woda ? Woda była wszędzie. W strumykach, małych i dużych wodospadach. Praktycznie nie zabierałem nic do picia na treningi, bo smaczne i zdrowe nawadnianie było na wyciągnięcie ręki.


Podsumowując, bieganie w nowych dla mnie okolicznościach przyrody było niezwykłym przeżyciem. Pod kątem treningów dużo przyjemniejszym niż wspomnienia z południa Europy. Śmiem powiedzieć, że takie okolice to dla biegacza raj. Zarówno pod kątem klimatu, urozmaicenia terenu jak i niezwykłych widoków.

14_lodo 16_tecza


A ponieważ na urlopie mimo wszystko nie tylko biegałem :-)

13_geira 15_ryby

i miałem możliwość zakosztowania innych, nowych dla mnie aktywności, to czas minął tak niezwykle szybko, że ani się obejrzałem, dzień po powrocie już trenowałem na mojej przydomowej trasie. Dziwiąc się, że jest tak gorąco, że jeździ tyle samochodów. Ale również ciesząc się, że mijają mnie inni biegacze, pozdrawiając się nawzajem :-)

mgr inż. Anioł


mgr inż. Anioł

...tak zostałem "ochrzczony" po jednym z biegów. Mgr inż. jestem prawdziwy. Anioł ze mnie żaden :-) Zostałem zarażony przez przyjaciela pisaniem o swojej pasji i od czasu do czasu popełniam jakiś wpis związany z bieganiem i tym co wokoło i przy okazji.

Może Ci się również spodoba

10 komentarzy

  1. Iza pisze:

    Piękne zdjęcia. W Norwegii byłam wiele lat temu. Co prawda na szczycie mojej listy jest Islandia, ale do Norwegii też bym wróciła. Chociaż nie biegam tylko spaceruję. ;)

  2. Iza pisze:

    Piękne zdjęcia. W Norwegii byłam wiele lat temu. Co prawda na szczycie mojej listy jest Islandia, ale do Norwegii też bym wróciła. Chociaż nie biegam tylko spaceruję. ;)

  3. Zazdrość do potęgi entej!!! ;)
    Niesamowite widoki no i Norwegia, która już od dłuższego czasu jest na szczycie mojej listy miejsc do odwiedzenia.

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Polecam, bo kraj piękny :-) tylko jedzenie trzeba wziąć jak pod namiot, bo ceny na miejscu są zadziwiające :-)

  4. Zacięcie i konsekwencja godna olimpijczyka. Brawo. Być może takie warunki naturalne podziałałaby mobilizująco i na mnie :) A urlop trzeba spędzać tak jak się lubi, czyli aktywnie :)

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Tak, to prawda. Choć na codzień prowadze aktywne życie nie moge sobie wyobrazić odpoczynku w sposób hmmm…. statyczny :)

  5. BasiaK pisze:

    „Czy ja wiem czy utrudniał? Po prostu lało. ” – genialne. :-D Jeśli na coś nie mamy wpływu, to po co się tym przejmować. Robić swoje i już. Bardzo mi się podoba takie podejście do sprawy. :-)
    Pomyślałeś choć przez chwilę, że z uwagi na ten klimat, mógłbyś tam zamieszkać? Dla mnie chyba byłoby trochę za pusto. No i ten ciągły dzień. :-)

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Ciągły dzień to jeszcze mogłbym znieść. Ale później będzie tam przez jakiś czas ciągła noc, a to byłoby przygnębiające :-) więc póki co, jeśli chodzi o stałe mieszkanie, pozostanę w bardziej ludnym kraju :-)

  6. Zazdroszczę treningów w takich pięknych okolicznościach przyrody! :)

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Chętnie bym przeniósł niektóre elementy krajobrazu do Polski :-) no może poza opadami deszczu :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.