..kilka słów wprowadzenia – jestem fanem zespołu House of Pain i bardzo ubolewałem nad tym, że zespół ten rozpadł się już wiele lat temu. Ich muzyka towarzyszyła mi przez wiele lat mojego życia i była tłem wielu miłych wspomnień, dlatego gdy tylko usłyszałem, że Everlast, Danny Boy i DJ Lethal zrobili reunion na 25-lecie swojego flagowego utworu „Jump Around” i zagrają na Woodstocku, to powiedziałem sobie „now or never”, jadę ich zobaczyć i usłyszeć, bo więcej okazji już penie nie będzie..

..i tak pojechałem na Woodstock..

..bo jakoś tak się złożyło, że nie byłem tam nigdy wcześniej.. nie wiem.. nie było parcia na tego typu imprezę.. no ale o tym, że mam czego żałować dowiedziałem się dopiero na miejscu.

..bo Woodstock mnie zauroczył..

..i nie chodzi tylko o muzykę, o koncert na którym miałem możliwość posłuchania po latach jednego z ulubionych zespołów, czy o inne koncerty, które oferowały niesamowite doznania.. chodzi o atmosferę

„porzuć wszelkie konwenanse”

tu nie jest ważne kim jesteś.. tu nie jest ważne ile masz lat.. tu nie jest ważne co masz na sobie, lub też to, czego nie masz, bo zupełnie nie jest również ważne to, jak wyglądasz

nikt się niczym nie przejmuje.

Wiem, że dla tych, co byli na Woodstocku to co pisze to trivia.. ale to co piszę adresuję do tych którzy nigdy tam nie byli.. albo obawiają się tam puścić swoje dzieci – to miejsce jest wspaniałe !

masa niesamowitych ludzi – kolorowych, roześmianych i pozytywnych ..różnych, przeróżnych ludzi.. obok siebie bawi się rasowy punol w glanach i skórze, gość w polówce i raybanach, gotycka królowa ciemności, pakerek w koszulce „żołnierzy zziębniętych”, dziewczyna w hipisowskiej sukience i grubasek wyglądający jak gracz WoW z Southpark, starszy pan w koszuli, ktoś w stroju Kubusia Puchatka.. całe społeczne spektrum, dla którego ważna jest tylko muzyka i dobra zabawa.. nie ważne czy gruby, czy chudy, czy młody czy stary, czy piękny czy szpetny .. to tu nie ma znaczenia.

Woodstock cały czas tętni życiem – przepływający tłum pełen uśmiechu, pozdrowień, przybitych piątek i darmowych uścisków, nieznajomych z którymi można się napić, porozmawiać, pośmiać ..dosłownie chwila zabawy pod sceną wystarczyła, żebym po chwili pił piwo z mega sympatyczną Niemką i jej dwoma kolegami ..po chwili dostając wiadomość od dawno nie widzianego znajomego „jesteś na Woodstocku ? może piwko ?” ..potem następny koncert, następni ludzie.. oprócz tego godzinami spacerowałem sobie po terenie festiwalu obserwując to miejsce pozbawione codziennego pędu ..takie małe szczęście w pigułce

..no dobra – ale tak poza tym co trzeba wiedzieć więcej o festiwalu ? jest świetnie zorganizowany to po pierwsze

..oczywiście, jeżeli jesteś w stanie porzucić swoje gniazdko z mega wygodnym materacem podtrzymującym część lędźwiową, nieskazitelnie czystą podłogę na którą nie tylko możesz położyć bez obaw stopę, ale również (gdyby doszło do takiej sytuacji oczywiście) wypadłoby ci na nią twoje oko chirurg bez dodatkowej dezynfekcji mógłby ci je włożyć z powrotem, jeżeli nie przeszkadza ci korzystanie z publicznej toalety i to w jej najbardziej przerażającym wydaniu czyli ToyToya, jeżeli nie przeszkadza ci godzinna kolejka pod prysznic.. to możesz jechać :) ..ale uwierz mi na słowo – to miejsce wynagrodzi ci te wszystkie tak naprawdę urojone niedogodności

namiot, materac, koc, kurtka przeciwdeszczowa (na wszelki wypadek), jakaś latarka, wygodne i raczej wytrzymałe buty i strój w jakim będzie ci najwygodniej (tak – szlafrok też może być) – to wszystko co potrzebujesz ..jedzenie można ogarnąć samemu, ale można też żywić się na miejscu, bo zaplecze gastronomiczne jest ogromne, a jedzenie w przystępnych cenach ..no i warto wziąć kilka butelek wody ..generalnie wszystko jak na biwak.

Czy na Woodstocku jest brudno ? – tak ..mimo wielkich starań ekip sprzątających jest tam mnóstwo śmieci ..jest tam również błoto, brud i kurz ..jak to na pikniku pod namiotem ;)

czy na Woodstocku jest bezpiecznie ? – w mojej ocenie tak.. czułem się o wiele bezpieczniej, niż na niejednym rynku czy imprezie ..cała ta akcja z zakwalifikowaniem festiwalu jako imprezy podwyższonego ryzyka to ewidentna próba wykończenia Owsiakowej idei ..jak by taka atmosfera była wszędzie to świat byłby piękniejszy ..tyle w temacie

..podwyższonego ryzyka choroby psychicznej są ci którzy wydali takie decyzje

niestety musiałem szybko wracać

..będąc już w Poznaniu patrzyłem na mijających mnie ludzi ..spiętych, pędzących, z kołnierzykami koszulek zapiętymi na ostatni guzik, w jakimś takim kieracie..

dobrze, że są takie festiwale gdzie można choć na chwilę od tego uciec

..tak wiem.. kręciłem telefonem w pionie.. dałem już sobie w pysk za to..