Bieganie, Gościnnie

Pokorna strona biegania


Dzięki uprzejmości Bookworma, znów mogę podzielić się w tym wpisie moimi około-biegowymi myślami. Tym razem trochę inaczej. Nie o treningach, nie o przygotowaniach do zawodów. Raczej w reakcji na to, co czytam o bieganiu i biegaczach w internecie, również na blogach.


W naszym kraju coraz więcej jest osób biegających. A może powiem szerzej, osób uprawiających różnorodną aktywność fizyczną i co za tym idzie, w większości przypadków, poprawiających w ten sposób kondycję i zdrowie. W mojej okolicy wystarczy w dowolny niemal dzień znaleźć się w lesie, na obrzeżach miasta, a czasem również w jego centrum, by zobaczyć jak wiele osób jeździ na rowerach, rolkach, uprawia nordic walking, czy wreszcie biega. Bardzo mnie zawsze cieszy ten widok.

Oczywiście jak to w Polsce, gdzie większość ludzi uważa, że zna się na wszystkim i jest pewna swoich racji w każdym temacie, wokół tych uprawiających sportową aktywność, pojawia się grupa takie działanie komentująca, pouczająca, lub nawet próbująca to wykorzystać dla swojej własnej korzyści. Pewien aspekt tego porusza bardzo celnie Witek, we wpisie Odczepcie się od biegania.

Pojawiają się również opinie ludzi, którym to bieganie (chyba dlatego właśnie bieganie, bo jest nas dużo) po prostu przeszkadza.

Biegaczom zarzuca się, że eksponują nadmiernie to co robią, że tamują ruch w miastach startując w zawodach, a niektórzy nawet zarzucają nam brak wymaganej pokory.

Zastanowiłem się ostatnio nad tymi słowami. Co by nie mówić, jestem żywym przykładem owego eksponowania swojej aktywności. Ja przecież nigdy wcześniej nie udzielałem się na blogu, nie korzystam niemal z portali społecznościowych. A tu nagle, ogarnięty moim małym biegowym szaleństwem, zachęcony i zainspirowany przez Pawła przez trzy miesiące regularnie opisywałem swoje biegowe życie, publicznie! Czemu to robiłem ?

Dlatego mianowicie, że uważałem, że mam coś do powiedzenia. Coś co może dotyczyć każdego. Nie pisałem o życiu prywatnym, bo dotyczy tylko mnie. Nie pisałem o swojej pracy, bo to również mało uniwersalne tematy. Natomiast pokonywanie własnych słabości, uparte dążenie do celu, które sprawiało i sprawia mi autentyczną radość uznałem na tyle istotne, że warto się tym podzielić, bo a nuż dzięki temu, ktoś jeszcze zarazi się tą pozytywną biegową energią :-)

Nie znam wielu biegaczy, znam dobrze kilkunastu. I nikt z nich nie biega dla podziwu innych. Mało tego, często irytujące staje się już słuchanie owego podziwu, jeśli się zdarza w przykładowej formie „to niesamowite! przebiegłeś maraton!? a ile tym razem miał kilometrów???”

Tak samo denerwujące bywa użalanie się nad biegaczem w stylu „taki deszcz, a Ty musisz iść biegać, że też chce Ci się tak męczyć”.

Biegający których znam, robią to nie dlatego, że komuś ma się to podobać, nie dlatego że muszą, albo że lubią się nad sobą znęcać. Biegają, bo autentycznie to lubią. Sprawia im to przyjemność. Ale wcale mnie nie dziwi, że większość ludzi których znam jednak nie biega. Uważam to za normalne. Ich życie – ich sprawa. Może lubią inne sporty, może mają inne pasje.

Ale Ci, którzy nie biegają, a biegaczy próbują pouczać, niech wiedzą, że bieganie to nie maratony czy inne zawody. Tam owszem, są czasem kibice, ktoś bije brawo, ktoś dopinguje. To niesie, dodaje energii, czasem zwykła, przybita przez małego kibica piątka daje więcej, niż żel energetyczny. Ale zawody to tylko wisienki na torcie, to chwile.

A naprawdę bieganie to wiele godzin spędzonych praktycznie w samotności. Żeby pobiec maraton, trzeba wcześniej wybiegać setki kilometrów. Czasem po, czasem przed pracą, często późno wieczorem. Jedynym kibicem bywa wtedy księżyc. Trudno więc mówić, że robi się to na pokaz. I bywa w tym wiele pokory. Wobec własnej niemożności, swojego lenistwa, czasem bólu. Ale jeszcze więcej niesamowitej radości, że można robić to, co się chce!

Bieganie to bardzo „równy” sport. Sprzęt pomaga niewiele. Trudno powiedzieć, że ktoś biega lepiej bo ma lepsze buty, albo koszulkę. To nie rower, łódka czy narty. Na zawodach nie rywalizuję o miejsca, bo co za różnica czy w biegu jestem 555 czy 588? Na podium nie będę nigdy, ale zupełnie nie mam takiej potrzeby. Liczy się tylko to czy wygrałem z sobą, ze swoim poprzednim wynikiem, a może z jakimś bólem który czułem, czy nawet ze zwykłym słabszym dniem.

Ten sport, jak wiele innych naprawdę uczy pokory. I to nie tylko podczas zawodów, gdzie można przegrać ze starszym, z mniejszym, z grubszym, z każdym właściwie. Ale przede wszystkim podczas dziesiątek godzin wybiegań, gdzie radość miesza się ze zmęczeniem, zwątpienie w siebie z wiarą, że można wszystko.

Tak, bieganie to nie maratony. To coś znacznie więcej :-)

mgr.inż Anioł


65 Comments

  1. Sylwester Prymula

    dla osoby która uwielbia biegać podczas pełni księżyca (czytaj ja)… „Jedynym kibicem bywa wtedy księżyc” brzmi poetycko pięknie :)

    • mgr inż. Anioł

      Nigdy tak na to nie patrzałem, ale faktycznie jak do tego przypomnę sobie opadającą mgłę to robi się całkiem magicznie :)

  2. Narwany

    Biegacz, albo inny zapalony sportowiec zawsze będzie na docinki reagował tak samo, czyli nie przejmował się nimi. Bo tutaj najważniejsza jest pasja. Dobrze Was się razem czyta ;)

  3. Biegacz, albo inny zapalony sportowiec zawsze będzie na docinki reagował tak samo, czyli nie przejmował się nimi. Bo tutaj najważniejsza jest pasja. Dobrze Was się razem czyta ;)

  4. Cudowny tekst Ci wyszedł drogi Panie;) Podziwiam biegaczy, szczerze podziwiam, i to nie dlatego, że biegają, ale właśnie dlatego, że mają siłę by walczyć z własnymi słabościami, zmęczeniem. I wygrywają! Dlatego, że lubią, że chcą, że czują, że warto. Nie dla publiki, oklasków i nagród, ale dla siebie…

  5. Patrycja | będękimś.pl

    W ogóle wydaje mi się, że wszystko co robimy, powinniśmy robić dla siebie. Czy o aktywność fizyczną chodzi, czy o dbanie o siebie… I na pewno bieganie, jak wszystko co wymaga wysiłku, wymaga pokory. Zazdroszczę walki z własnymi słabościami i zmęczeniem – ja zwykle jako pierwsza się poddaje. Gdy tylko pojawi się jakiś problem, uciekam gdzie pieprz rośnie.

  6. W ogóle wydaje mi się, że wszystko co robimy, powinniśmy robić dla siebie. Czy o aktywność fizyczną chodzi, czy o dbanie o siebie… I na pewno bieganie, jak wszystko co wymaga wysiłku, wymaga pokory. Zazdroszczę walki z własnymi słabościami i zmęczeniem – ja zwykle jako pierwsza się poddaje. Gdy tylko pojawi się jakiś problem, uciekam gdzie pieprz rośnie.

    • mgr inż. Anioł

      Aż tak ? no cóż… skoro o tym wiesz i tego nie zmieniasz, to widać taka Twoja droga… ja mam na odwrót bo jestem uparty jak osioł !

    • Kropla drąży skałę… Czasem słabościom powiedz nie i poobserwuj co z tego wyniknie. Może się okazać, że to Twoje słabości się przerażą i uciekną a zmęczenie skapituluję. Znam to z autopsji :D

  7. skoro biegasz dla siebie to super – gratulacje ..ja tez zawsze cwiczylem dla siebie a nie dla poklasku.. wiec dlaczego tak koniecznie wszyscy musza biegac w maratonach w srodku miasta ? zdajesz sobie sprawe ze te kilkaset osob ten raz na miesiac utrudnia zycie znacznie wiekszej ilosci ludzi ?

    • Bo to są zawody, biegacze zazwyczaj jadą tam, gdzie są dobrze zorganizowane zawody. Tak się też składa, że płacą za udział, płacą na miejscu za noclegi, wyżywienie, inne rozrywki, też promują daną lokalizację. Taka trochę transakcja wiązana. Gdy masz święta kościelne i są procesje, też jest blokada miasta utrudniająca przepływ ludzi. Blaski i cienie życia w metropolii :)

      • jasne – sa tez plusy.. ale skoro nie biegniesz dla miejsca, a jedyny rywal to ty i twoj poprzedni czas… no wez..

        • Pisząc „bo to są zawody” mam na myśli to, że konkurencja zawsze w dziwny czas pogania. Dzięki niej mam lepszy czas :) niż nawet na najbardziej wyśrubowanym treningu.

          • musisz miec tak zwanego zajaca .. wszystko rozumiem ale to jakby nie trafia w sedno dlaczego biegacz patrzy tylko przez pryzmat wlasnej egoistycznej checi biegania

          • Ach ci egoistyczni niegościnni i egoistyczni mieszkańcy i te straszliwe blokady ulic w dni najczęściej wolne od pracy :P

          • bo dzien wolny od pracy oznacza ze mam siedziec w domu albo biegac.. no tak.. i rest my case..

          • Ty, ale biegacze to Cię chyba w domu nie blokują? Dasz radę się wydostać i opuścić zagrożony bieganiem teren? :P

    • mgr inż. Anioł

      Zdaję sobie sprawę :) tak samo jak życie utrudniają blokując miasta ludzie wyjeżdżający na weekendy, urlopy, kotłujący się przed centrami handlowymi, chodzący w demonstracjach, procesjach, pogrzebach, jeżdżący na mecze piłkarskie, siatkarskie i inne imprezy, a nawet dzieci chodzące klasami za rączkę przez centrum miasta też trochę utrudniają :) takie uroki życia w społeczności, a zwłaszcza w dużym skupisku ludzi w jakim zapewne mieszkasz. Proponuję więc żebyś zajął się organizowaniem biegów poza miastami, bardzo chętnie będę uczestniczył jeśli będzie to w mojej okolicy :)

      • jasne.. „to nie moja wina” – tak najprosciej.. nie ważne gdzie, nie ważne jak, ważne że zorganizowali.. może warto spojrzeć na to z perspektywy drugiej osoby ? „takie uroki życia w społeczności, a zwłaszcza w dużym skupisku ludzi” – jest wiele zachowań których nie robisz ze względu na innych.. btw. pielgrzymki, manifestacje i procesje też mi nie w smak.. ale może ja jestm aspołeczny po prostu

        • Gdy idę do knajpy to mnie zupełnie nie interesuje czy zapach przyrządzanych potraw mięsnych właśnie nie doprowadza lokalnych wegan do stanów maniakalnych. Zakładam, że właściciel jakoś sobie ten temat rozwiązał, ma stosowne pozwolenia, zgody, ugody, opłacone haracze i poświęcił lokal. Też jestem więc aspołeczny :) i na dodatek społecznie mało wrażliwy…

          • tak tak.. my tylko wykonywaliśmy rozkazy.. – ta linia obrony chyba sie nie sprawdza..

        • mgr inż. Anioł

          No cóż, zapewne pozostaniem przy swoich zdaniach. My będziemy się cieszyć bieganiem, Ty będziesz się denerwował tym, że przeszkadzamy od czasu do czasu. Ze swojej strony obieguję że maratony będę biegał zagraniczne i członkom innych społeczności przeszkadzał :) ale z góry przepraszam za WingsForLife…. bo z tego co rozumiem to właśnie u Ciebie w mieście pobiegniemy w niedzielę… mogę mieć tylko nadzieję, że znając harmonogram imprezy tak ustawisz swój dzień, byśmy przeszkadzali jak najmniej. Pozdrawiam :)

          • o właśnie – harmonogram.. ktos kto nie jest biegaczem nie zna go.. i cos sobie planuje, gdzies jedzie a tu obiazd na pol miasta bo maraton.. wiec mimo ze nie biegasz i bieganie nie jest w zaden sposob zwiazane z twoim zyciem musisz wiedziec ze teraz wingsy, ze teraz pełny, a teraz PZU, ze triathlon, ze decathlon, ze… eehhhh..

          • mgr inż. Anioł

            Będę zatem pełen poczucia winy…. obiecuję że w czasie biegu poświęcę chwilę na myślenie o ofiarach naszej pasji… może choć to że biegniemy w charytatywnym celu jakoś złagodzi Twoje cierpienie :)

          • Czuje się ukontentowany zatem.

  8. Lepiej bigać niz chodzić na wódkę o! taka filozofia mnie dziś dopadła :)

  9. Ludzie są różni. Znajdą się fajni, motywujący, dobrze radzący. I znajdą się ci z przeciwnej strony barykady. Nieudacznicy, zawodowi malkontenci, lenie. Trzeba odsiać ich i robić selekcję. I robić swoje. Nie-egoistycznie (bo właśnie egoistycznie) robić – czyli np. biegać. Jak się komuś nie podoba to jego sprawa. Mam swój rozum i nie muszę się przejmować kimś, kto ma inne zdanie.

  10. Szczerze to nie lubię takich wpisów. Nie tyle co nie lubię, ja ich nie trawię. Nie znoszę. Nienawidzę! Przyjdzie taki autor i pozamiata temat tak, że nie ma co więcej napisać. :( Jedyne co człowiekowi zostaje to wyżalać się w komentarzach, że to nie on napisał. Na pocieszenie mam podlinkowanie w takim fajnym tekście. To jest nobilitacja. :) A jutro kolejny samotny trening. :)

    • mgr inż. Anioł

      Ależ Witku! Ja tylko rozwinąłem Twój wpis, a tytuł Twojego był esencją tego co chciałem napisać :)

  11. Starty w zawodach to tylko ukoronowanie biegania, trenowania, wyrzeczeń. Nie jest sensem, ale ważnym elementem społecznościowym i pewnego rodzaju egzaminem z naszych treningów. Odnoszę wrażenie, że znowu popadamy (blogosfera biegowa i nie tylko) w panikę bez sensu. To że jedna osoba się wypowiedziała w mediach (bo ma taką możliwość) to nic nie znaczy. Masa ludzi nam dopinguje i nie robi problemu. Narzekają tylko frustraci, którzy myślą tylko o sobie, a nie o tym, że inni zamiast jeździć po mieście samochodem od galerii do galerii wolą przeżyć coś niesamowitego. O!

    • mgr inż. Anioł

      Masz rację, panika niewskazana :) Jeśli chodzi o mnie to po prostu szlag mnie trafia jak mnie ktoś poucza. Za stary już na to jestem :-P

  12. Bieganie to styl życia :)

    • mgr inż. Anioł

      I to mi dało do myślenia… widzę w tym co mówisz pewien związek ze sobą. Otóż zawsze mówię, że biegam krokiem jak miś Yogi. To by tłumaczyło czemu mam takie misiowe tendencje do tycia i czeka mnie wieczna dieta :D

  13. Pani Anioł- przepiękny tekst! I mimo tego że raczkuję- zgadzam się w 100%!
    Pozdrawiam i miło było znowu zobaczyć/przeczytać :)

    • mgr inż. Anioł

      To jak Ty dopiero raczkujesz to co to będzie jak powstaniesz i zaczniesz biegać ? :) bo jak sobie przypominam Twoją relację z biegu to miałaś nieosiągalne dla mnie tempo !
      PS. ja tu cały czas się gdzieś czaję i lukam z boczku, tylko czasu za bardzo nie mam, ale wspieramy się z Pawłem nawzajem, już w niedzielę kolejne zawody :)

      • OO- to trzymam kciuki w niedzielę! A gdzie i co i na ile ten maraton? ;)
        ps. Fajnie że jesteś :*
        pps.To jakiś czysty przypadek bo ja nie umiem już tak szybko- winię adrenalinę :)

        • mgr inż. Anioł

          W niedziele biegniemy WingsForLife czyli jedyny bieg gdzie kazdy do mety dotrze bo ta sama go dopadnie! :)

          • Kojarzę z opowieści Pawła :). Mam nadzieję ze i ja kiedyś w czyms takim wystartuje- to musi byc niesamowite uczucie jak to Ciebie goni meta :D W końcu łatwiej jest uciekać niż tak o bezcelowo biec ;)

          • Ci dam zaraz „bezcelowo” :P

          • Ale przyznasz że meta „na karku” zmienia nieco perspektywę,hm?
            Ja osobiście wolałabym uciekać :)

  14. Babok

    Taka cicha refleksja po przeczytaniu mi się nasunęła, że wiele razy mi mawiano, że pokorne ciele dwie matki ssie, a ja nigdy nie potrafiłam tego zastosować i uwierzyć, że pokora może być cenniejsza i dać więcej niż butne „wyrwanie” swojego, a tu proszę chcąc nie chcąc nie mam wyjścia. W przypadku biegania nie mam co do tego żadnych wątpliwości, choć „biegaczem” jeszcze nie jestem i może nigdy nie przebiegnę tych większych dystansów, które tak pięknie wyglądają u innych, ale jeśli chociaż zacznę regularnie ruszać to już to będzie wielka dla mnie wygrana.

    • mgr inż. Anioł

      Właśnie to jest fajne w tym rodzaju aktywności, że wcale nie musisz robić tych jak mówisz większych dystansów. Już 30-40 min biegu daje niezłą satysfakcję :) pal sześć więc jak wyglądają liczby, jeśli zaczniesz biegać to życzę Ci przede wszytskim wytrwałości i żeby Ci to sprawiało radość :)

      • Babok

        Już sama myśl, że dzięki bieganiu mogłabym nauczyć się wytrwałości budzi moją radość ;) jeszcze raz dzięki serdeczne za Twój post

        • Moim zdaniem to nie liczby biegają a biegacze. Wciąż pamiętam radość z pierwszych przebiegniętych setek metrów, tak setek – a nie kilometrów. Potem granica możliwości zaczęła się przesuwać … i przesuwać… Ale radość podobna. Niezmiennie niezależna od cyferek, albo nie zawsze zależna od cyferek.

  15. „Warto się tym podzielić, bo a nuż dzięki temu, ktoś jeszcze zarazi się tą pozytywną biegową energią :-)”
    Prawda. Jestem na to dowodem. Zaraziłeś mnie. Nie sam oczywiście, ale miałeś w tym duży udział. :)
    Biegać dla podziwu innych? Jak na razie na swojej wsi jestem niezłym tematem do plotek, raczej bez podziwu. ;) Bo u mnie nikt nie biega. Owszem, czasami zdarza się tu zobaczyć biegającą młodzież, więc pewnie dlatego niektórzy myśleli, że moja córka wzięła się za bieganie. :P A jak się okazało, że to ja, to dopiero mieli o czym gadać. :D
    Co mi daje bieganie? Konsekwentnie pokonuję własne słabości, a każda przebiegnięta minuta, każdy kolejny kilometr daje mi tak ogromną radość i taką satysfakcję, że aż ciężko to opisać. :D Mimo, że czasami fizycznie się znokautuję, wracam do domu pełna energii i naładowana endorfinami. Tak, to nie jest mit, wiem już to. Zauważyłam, że samo włożenie moich butów do biegania wprawia mnie w dobry nastrój. :) Wciąż nie mogę uwierzyć, że biegam, bo byłam przekonana, że jestem totalnym antytalenciem w tym temacie. A jednak. :)
    Wkręciłam się w bieganie maksymalnie i mam nadzieję że ta „wariacja”mi nie minie. Mam gdzieś co gadają ludzie i u mnie na wsi i ci, którzy są u władzy i wszyscy inni. Cieszę się, że biegać mogę, że zdrowie mi na to pozwala. Biegam dla siebie, nie na pokaz, przecież ja nie mam żadnych gadżetów, nawet buty mam stare. :) Znalazłam coś co mi sprawia wielką radość, a energią podobno aż walę po oczach. :D Fakt, że mam wokół dużo osób, które trzymają kciuki za moje bieganie, to też mnie bardzo motywuje. Dobra, kończę, bo zrobię dłuższy komentarz, jak Twój wpis. Na koniec dodam, że oszalałam do tego stopnia, że zapisałam się na oficjalny bieg na 10 km. Cały czas się zastanawiam co ja najlepszego zrobiłam, ale w bieganiu podobno dobrze mieć cel. ;)
    A pisanie o bieganiu ma sens. To co dobre trzeba rozpowszechniać.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    • Tak. Bieganie to też cele i marzenia. Kciuki masz zawsze i nieustająco zapewnione :) Szaleństwo w bieganiu jest pozytywne. I nie ma się czego bać na zapas. Cała nasza moc i cała nasza słabość najczęściej mieszka w tej samej głowie. To od nas zależy z czego bardziej udaje się skorzystać :)

    • mgr inż. Anioł

      No to jakby Ci to powiedzieć…. skoro zapisałaś się na oficjalny bieg, to będzie już tylko gorzej :) Wciągnie Cię maksymalnie :) Spotkasz wielu takich samych naładowanych endrofinami i walących energią po oczach :) i nawet jeśli na 9tym km będziesz przez chwilę myślała „co ja robię i po co mi to”, to już wieczorem po biegu najprawdopodobniej będziesz planowała kolejny start :) czego Ci szczerze życzę i pozdrawiam :)

      • Czyli nie ma szans że mi przejdzie? No tak coś czułam, że wpadłam po uszy. :-) Dziękuję za życzenia i za przekazanie wirusa biegowego. :-D

  16. Świetny tekst – gratuluję i powiem brutalną prawdę, że ktoś kto nie biega – to nie zrozumie jego przesłania tak do końca, chociaż może i w jakimś stopniu zreflektuje przed dodaniem kolejnego zjadliwego docinka czy wypowiedzi.
    Żeby coś zrozumieć trzeba tego spróbować a później to pokochać i … być człowiekiem przede wszystkim.

    Też zauważyłam, że najwięcej biegaczy pouczają niebiegacze i ludzie, którzy sami gdzieś tam na pewnym etapie utknęli i nie wykorzystują w pełni swoich możliwości i potencjału. Zauważyłam, że gdy człowiek posiada jakąś pasję w którą wkłada serce i wypełnia mu dzień – w większym bądź mniejszym stopniu (czy to sportową czy nie) – to nie przeszkadza mu bieganie – nawet jeśli nie rozumie jego idei bo jest szczęśliwy dzięki temu zajęciu Oczywiście nie chcę tutaj podkreślać, że czuję się lepsza bo mam pasję i coś tam coś tam, nie o to chodzi w mojej wypowiedzi. Pokazuję tutaj mechanizm – jak to działa.
    Każdy z nas może w pewnym momencie utknąć, nie mieć radości i pogrążyć się w mroku – grunt to jednak być człowiekiem i nie sączyć jadu na tych – którzy coś robią/robią coś inaczej/robią coś dziwnego w naszym mniemaniu.

    A tak osobiście- to zawsze bawią mnie teksty typu :
    – która byłaś ? (po zawodach) i po co zapisujesz się na kolejne skoro nic nie wygrałaś – żadnej nagrody ?
    Co WY jeszcze za zawody płacicie ? :)

    Pozdrawiam i gratuluję tekstu :)

    • mgr inż. Anioł

      Znam takich, którzy bieganie spróbowali, uznali za nudne i zaniechali. Ale oni nie krytykują biegajacych tylko stwierdzają że to po prostu nie dla nich. Taką postawę szanuję zdecydowanie, bo mają własne zdanie, ale na podstawie tego czego spróbowali. Pozdrawiam również :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén