Uśmiech biegacza za 50 zł


Kilka dni temu Bookworm opowiedział we wpisie historię o tym, jak przy okazji spotkania „Trzech Króli” musiał przypomnieć sobie antyczną japońską sztukę walki Uciekaido!

Jemu się udało, ja natomiast zostałem dziś pojmany… i było to raczej Złapaido! Ale po kolei…


Ledwo opublikowałem post o kolejnym tygodniu przygotowań do maratonu, w którym na końcu zachęciłem czytelników do zawiązania butów i ruszenia w drogę, gdy sam pomyślałem, że skoro tak zachęcam to też powinienem się jeszcze ruszyć.

Było już ciemno, biegłem ulicami miasta, na 7 kilometrze drogę jak zwykle zastąpiła mi jezdnia dwupasmowa, a do przejścia dla pieszych daleko. Patrzę w lewo – pojazdy daleko, patrzę w prawo – stoją na pobliskim skrzyżowaniu, no to hyc włączyłem wyższy bieg i jak lekko przyciężkawa sarenka w świetle reflektorów przebiegłem oba pasy jezdni, zgrabnie przeskakując przez zaśnieżony pas zieleni.

Biegnę dalej, jakieś 200 m, zakręt, droga pod górę, na uszach słuchawki, a ja skupiony na audiobooku. Nagle czuję, że obok mnie powoli jedzie samochód… myślę – może skręci i nie patrzę w jego stronę. Chwilę potem słyszę, że ktoś woła, ale lektor w słuchawkach mówi głośno, więc nie słyszę co.

W końcu zerkam w lewo przez ramię, a tu Pani policjantka przez otwarte okno radiowozu woła żebym się zatrzymał. Cóż było robić, stanąłem, wyłączyłem audiobooka i już wiedziałem o co chodzi :-)

7efc4de5329977a23ed48b8b9120503c

Najpierw była reprymenda… że pasy były obok, że niebezpiecznie… w sumie święta prawda. A potem pytanie :

A czemu Pan do tych pasów nie dobiegł ?

– A bo Proszę Pani tam są światła i trzeba stać i marznąć. Skądinąd teraz też marznę jak tu tak stoję.

– A to zapraszam do środka! Dokumenty Pan ma ?

– A skąd! Do biegania?


Potem kilka minut namierzania mnie w rejestrze. Dowiedziałem się, że ostatni mandat miałem 2 lata temu i że nie jestem ścigany. Ulżyło mi!

A gdzie to Pan tak biegnie? I jak daleko?

– A 10 km proszę Pani. I jeszcze mi 3 zostało.

– Naprawdę? No to proszę powiedzieć czy zgadza się Pan na mandat 50 zł i tu tu proszę podpisać.

Zgodziłem się, podpisałem, ogrzałem się w ciepłym radiowozie. Następnie zostałem wypuszczony, co wymagało wyjścia przez Panią Policjantkę z auta, bo drzwi były zablokowane, pewnie na wypadek gdyby się okazało, że jednak jestem ścigany. Na odchodne funkcjonariuszka spytała :

I dalej będzie Pan tak biegł ?

– Tak proszę Pani, nic innego mi nie pozostaje :-)

– To na do widzenia oprócz pouczenia powiem Panu, że Pana podziwiam!

Odbiegłem z kosztującym 50 zł uśmiechem na ustach :-) ale następnym razem chyba już postoję na światłach ! A póki co siadam i robię przelew….

mgr inż. Anioł

...tak zostałem "ochrzczony" po jednym z biegów. Mgr inż. jestem prawdziwy. Anioł ze mnie żaden :-) Zostałem zarażony przez przyjaciela pisaniem o swojej pasji i od czasu do czasu popełniam jakiś wpis związany z bieganiem i tym co wokoło i przy okazji.

Może Ci się również spodoba

42 komentarze

  1. A mówią, że uśmiech nie daje się przeliczyć na pieniądze :)

  2. Narwany pisze:

    Ta historia brzmi jak dobry podryw na mandat, chociaż pewnie trafiłeś na taką z poczuciem humoru. Zazdroszczę, bo rzadko się to zdarza :P

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Pani była śmiertelnie poważna i wyglądała na bardzo zmartwioną moim nieodpowiedzialnym zachowaniem :-) nie wspominałem, ale za kierownicą siedział jeszcze bardzo ponury Pan policjant, który nie brał udziału w tej scence, poza skierowaniem radiowozu na parking gdzie policyjny komputer namierzał mnie w czeluściach baz danych :)

  3. Masz ten uśmiech pewnie zniewalający :) Pozytywna historia i na dobranoc na szczęście happy end :)

  4. halmanmonika pisze:

    Lekko przyciężkawa sarenka jakoś mi nie pasuje do biegacza. A tym bardziej do anioła! Na pewno to kwestia zbyt krytycznego spojrzenia na siebie :D A przygoda z panią policjantką naprawdę ciekawa! Skoro ten uśmiech kosztował aż 50 zł, to ja dorzucę swój podziw – zupełnie za darmo ;-)

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Napisałem tak, bo sarenki mają nogi jak… kenijczycy :-) a ja to taka waga ciężka, ale nieustannie zmierzam do półciężkiej ! I wtedy będę mógł napisać że półprzyciężkawa sarenka :-)

      • halmanmonika pisze:

        Heheh, porównanie niezwykle trafne z tymi nogami :) a po maratonie, gdy już miniesz metę, to poruszasz się na dwóch nogach, czy na czworaka? :D ja bym pewno pełzała po tylu kilometrach….

        • mgr inż. Anioł pisze:

          Jeśli okres przygotowania przepracuję tak jak opisuję to w cyklu wpisów to jestem spokojny :-) moje doświadczenia pokazują, że sprawnie pozostaję na dwóch kończynach zarówno po maratonie jak i następnego dnia :-) ale…. przed pierwszym startem miałem spore obawy że będę wyglądał tak jak bofaterowie tego krótkiego filmiku https://www.youtube.com/watch?v=m-hCuYjvw2I :-)

  5. Justyna Rolka pisze:

    Ja też Pana podziwiam:))

  6. anjanka pisze:

    lepiej mandacik niz pyszny bigmaczek w maku po biegu :)

  7. Artur pisze:

    Dobra historia z morałem :) Brawo dla Twojej postawy obywatelskiej. Zawsze mogłeś powiedzieć, że biegniesz w krzaki albo na pocztę albo coś tam i próbować się wykręcić. A tu proszę. Odpowiedzialność i poszanowanie prawa. Wzór! Pozdrawiam :D

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Po przeczytaniu Twojego komentarza czuje się lepszym człowiekiem :-) hmmm… może dziś podczas wieczornego treningu też coś obywatelsko bym zapłacił ? :-)

      • Artur pisze:

        Hahahaha :D Wykup abonament na cały sezon :D Może jakieś raaty mają przewidziane dla stałych wzorowych obywateli :)

        • mgr inż. Anioł pisze:

          Właśnie wróciłem z treningu, znów biegłem tą drogą, radiowozu ani widu ani słychu, ale nadrobiłem 200 m do przejścia dla pieszych :-) pierniczę, wolę zasilać choćby WOSP niż nie wiadomo dlaczego Urząd Skarbowy w Opolu… co ja mam z Opolem wspólnego ? :-)

          • Bookworm pisze:

            W Opolu? Jeszcze w Oplu to bym zrozumiał, ale to pewno Kia była, co Cię złowiła. Teraz biedna policjantka błąka się po mieście z bloczkiem na autografy, legitymując Bogu ducha winnych biegaczy, licząc, że może znowu Cię spotka… :P

  8. Monika Dudzik pisze:

    Jak to dobrze, że nasza dzielna policja czuwa nad dobrem i bezpieczeństwem obywatlei! Tylko ja bym uważała jednak z tymi sluchawkami, bo co będzie, jak nastepnym razem (odpukać!!!) ktoś ryknie coś w stylu „Stój, bo strzelam!”, a Ty nie usłyszysz???

  9. BasiaK pisze:

    Oj też często mam pokusę przechodzenia tam gdzie nie trzeba, albo na czerwonym. Dobra, przyznam się, przechodzę :-), na małych uliczkach, gdzie ruchu zero, stanie na światłach wydaje mi się absurdalne. Jeszcze mnie nie dorwali, na szczęście. :-) Ale tak sobie myślę, że słuchawki w uszach nie do końca są jednak bezpieczne. Trzeba bardzo uważać, zwłaszcza na chodnikach i ulicach. I jeszcze jedno. Też jestem zdania, że mandaty należy płacić jak najszybciej. I mieć to z głowy. Oby ich jednak nie było. :-)

  10. Dotee pisze:

    Dostałam kiedyś mandat za przejście przez pustą ulicę przed własnym blokiem, po drugiej stronie park, cisza spokój. Skąd oni się biorą, może w krzakach czatują? Ach prawda, ich budżet na dany rok zakłada określony dochód z mandatów, dlatego każdy taki groźny przestępca to dla nich doskonała wiadomość. Problem by się raczej zrobił, gdyby wszyscy przechodzili na pasach, na zielonym świetle, i nie pili przenigdy piwa w plenerze :)

  11. Kant pisze:

    Powiedz mi, jak ty to robisz. Biegasz, pracujesz, piszesz kilka tekstów w ciągu jednego dnia, robisz przelewy, i jeszcze w tym wszystkim masz czas na podrywanie policjantek? Sprawdź, może wraz z uśmiechem na mandacie widnieje nr telefonu…

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Wszystko to prawda oprócz podrywania :-) ja tylko z pokorą przyjąłem mandat i czy to był on policjant czy ona policjantka nie miało znaczenia. Zrobię co mogę żeby tej Pani więcej nie spotkać. Chyba, chyba że Ona sie weźmie za bieganie i spotkamy się na jakichś zawodach :-)

  12. Iza pisze:

    Ach ta czujna policja, kolejnego przestępcę złapali – pogratulować. :P To mi przypomniało historyjkę, którą muszę przywołać u siebie.
    Następnym razem jednak trzeba wybrać pasy i truchtanie w miejscu, bo jak dla mnie to wygórowana cena za chwilę rozmowy, nawet z uroczą policjantką. ;)

    • Bookworm pisze:

      Ja to myślę, że on miał i tak szczęście, że nie biegł w swojej masce+kominiarce. By go antyterroryści po cały mieście gonili (o ile by dogonili) ;)

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Ja nic nie pisałem o uroku, spokałem się raczej ze stanowczością i nieugiętym ramieniem sprawiedliwości :-) I masz rację będę bardziej uważał. Lepiej teraz zapłacić 50 zł niż następnym razem zostać rozjechanym….

      • Bookworm pisze:

        To jest niewiarygodne, statystycznie taki praworządny i ugodowy obywatel jak Ty nie istnieje! I dane prawdziwe podał i mandat przyjął „na klatę”, mało tego – zapłacił! No, ale z drugiej strony – Anioł ;)

      • Iza pisze:

        A ja się będę upierała, że policjantka urocza była – do ciepłego wnętrza Cię zaprosiła, statystyki policyjne udostępniła, że podziwia się przyznała i teraz uważaj – drzwi przed Tobą otworzyła! Urocza kobieta, znaczy się policjantka. :)

        • mgr inż. Anioł pisze:

          Ha ha :-) te drzwi nie miały klamek :-) serio… tzn. przynajmniej dla mnie była to swego rodzaju niespodzianka :-) teraz już wiem, że w radiowozach (nie wiem czy wszystkich) jak już się siądzie z tyłu to nie da się wyjść bez pomocy :-)

  13. Esencja pisze:

    No coż, miło było i na 50 złotych się skończyło :-) Uważaj na siebie w tych słuchawkach ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.