Aż trudno uwierzyć jakie ciekawe książki można czasem, absolutnie przypadkowo, upolować w „Biedronce” za jedyne 25 złotych. Ta cena na całe szczęście nie rzutuje na jakość książki, którą pochłania się na jednym oddechu.

Stąd krótka filmowa recenzja książki – i trochę dłuższa – tekstowa – poniżej.


„Jerzy Dziewulski – o polskiej policji”

Jerzego Dziewulskiego zapamiętałem jeszcze z jakiejś audycji kilkanaście lat temu. Tłumaczył absurdalne umundurowanie policjanta, który podczas pościgu za bandytą musi jedną ręką trzymać ozdobną czapkę, drugą raportówkę, a trzecią ręką może sięgnąć po pistolet, tylko zanim wyklepie stosowne formułki i odpali strzały ostrzegawcze – nie będzie do kogo strzelać.

Dziewulskiego bardzo lubi kamera: mówi szybko, w sposób konkretny i bardzo przekonujący. Tak jest też w tej książce, która jest zapisem wywiadu dziennikarza Krzysztofa Pyzi, który bardzo zgrabnie wyciąga z byłego antyterrorysty historię jego życia. A jest o czym opowiadać. Jerzy Dziewulski to były milicjant, późniejszy policjant i antyterrorysta; trzykrotnie odznaczony Medalem za Ofiarność i Odwagę.

Służba wojskowa

Dla mnie zaskakująca była część pierwsza, a więc służba wojskowa autora, zakończona stopniem sierżanta, co dla służby zasadniczej było ewenementem. Ze „smaczków” jest tu spotkanie z generałem Edwinem Rozłubirskim – legendą polskich „czerwonych beretów”.

Milicja, wydział kryminalny

Część druga to praca w milicji w wydziale kryminalnym. Opowiada o honorze złodziei, o tym czym różnił się złodziej od zwykłego bandyty.

Wspomina też tu spotkanie z kasiarzem wszech czasów Adolfem Ruppem, człowiekiem legendą, otwierającym każdy sejf.

Akcja płynie wartko, są przygody śmieszne i wesołe, są też cienie pracy w policji. Całość jest wymieszania, raz czytamy o wejściu autora do mieszkania w którym miał przebywać uzbrojony bandyta – dla bezpieczeństwa „Dziewul” ubrał nowoczesną szwajcarską kamizelkę kuloodporną z hełmem – całość ważyła bagatela – 30kg. W innym rozdziale czytamy o sekcjach zwłok, by znowu powrócić do papierkowej roboty.

Antyterrorysta

Trzecia część jest najciekawsza, o pracy w jednostce antyterrorystycznej na Okęciu, której Dziewulski był szefem. Polska w roku 1981, tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego i już po jego zniesieniu, niepodzielnie przodowała w światowych statystykach porwań samolotów.

Stary dowcip mówi, że wg Niemców skrót LOT rozwijany był jako „Landet oft in Tempelhof” czyli „często ląduje na Tempelhof”. Tu jest też ciekawostka dlaczego sam lot do nieodległego od Polski Tempelhof był tak niebezpieczny i dlaczego piloci woleli ryzykować lądowanie na Okęciu, wbrew woli porywacza.


Książkę z całego serca polecam. Nie znajdziecie w niej ani chwili nudy. A do tego odniosłem wrażenie, ot, choćby przeglądając zdjęcia w książce, że lista tematów nie została wyczerpana i że możemy się spodziewać dalszej części biografii Jerzego Dziewulskiego.