Nie przepadam za oglądaniem telewizji a w niej “gadających głów”. Może to dlatego, że jako student kilka lat dorabiałem w katowickiej TVP na stanowisku technicznym, przysłuchując się z obowiązku słowom polityków, pilnując też, aby różne mądre mierniki i wskaźniki potwierdzały nienaganną jakość emitowanego sygnału.

Nie oglądam programów publicystycznych z racji ziejącej z nich nudy i bezpłciowości. Każdy kanał telewizyjny ma swoich politycznych ulubieńców, którym redaktorzy spijają z dziubków mądrości i którym zadają ugrzecznione pytania, aby ulubieńcy mogli wygłaszać formułki i frazesy.

Tego nie da się oglądać.

Są jednak prawdziwe osobistości telewizyjne, które mają charyzmę i nie dają zwieść się gładkimi, cukierkowymi sloganami rozmówców.

Do nich należy Kamil Durczok, niewątpliwe “zwierzę telewizyjne” – z gatunku drapieżników, który niczym tygrys dopada rozmówców, kilkoma pacnięciami łap odziera maski i fałsz z nadmuchanych kłamstwami wypowiedzi.

A Ty czytelniku możesz teraz wybrać czy wolisz moją „mówioną” recenzję książki czy też podążysz za poniższym tekstem.


Każdy program prowadzony przez Kamila Durczoka, każdy wywiad, oglądało się niczym film akcji. Profesjonalizm, zaangażowanie, konkrety, szczerość, dramaturgia. Atak, próba dotarcia do sedna sprawy, odskok, chwila oddechu dla rozmówcy. Ponowny skok do gardła, uderzenie w czuły punkt, gem-set-mecz – kolejne trofeum do powieszenia na ścianie apartamentu redaktora.

Aż z perspektywy lat żal, że nie było mechanizmu eliminowania przyłapanego na kłamstwie (czy głupocie) polityka z dalszej kariery politycznej.

To się działo do czasu.

Niestety, pewnego dnia wybuchła afera, w której Kamil Durczok został oskarżony zestawem zarzutów wagi ciężkiej. Po nich nastąpiła cisza i tytułowa “przerwa w emisji”. I o niej jest ta książka.

Upadek

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być na szczycie i z niego w najmniej spodziewanej chwili spaść? Gdy absurdalność zarzutów poraża, ale mimo tego “przyjaciele” odwracają się, media wydają wyrok, a każda próba obrony poczytywana jest za słabość i nieudolną próbę tuszowania sprawy?

Gdy z przerażeniem obserwujecie, że organizm nie wytrzymuje stresu, a nadszedł czas mobilizacji do walki, choć się jeszcze się nie wie z kim i dlaczego przyjdzie się potykać?

Trudno jest walczyć o dobre imię w sądzie, to proces mozolny, długotrwały, tymczasem cierpi rodzina, a życie biegnie tuż obok. I żyć trzeba, podejmować decyzje, planować przyszłość, tym razem z dala od stolicy, w cieniu, czytając w oczach przechodniów oskarżenie lub litość.

Właśnie o tym wszystkim jest książka. Tekst jest pełen napięcia, gniewu, irytacji – na całe szczęście dla czytelników są rozdziały dające możliwość spokojnego zaczerpnięcia oddechu.

Kulisy

Poznajemy kulisy pracy Kamila Durczoka w TVP i jego przejście do TVN. Widzimy tę stację od środka. Na kartach książki pojawiają się ciekawostki, autor tłumaczy mechanizmy obrzucania błotem i pokazuje, jak trudno jest się przed nim bronić. Jeden z rozdziałów nosi tytuł: “poczet wrogów moich”. I już wiemy, że nastąpi ciąg dalszy pisany przez życie na sali sądowej, może będzie też kolejna książka.

Silesion.pl

Książka się kończy, ale Kamil Durczok pisze zupełnie nowy rozdział w swoim życiu – na portalu Silesion.pl. Jestem wiernym czytelnikiem tego śląskiego portalu od pierwszych dni jego działania. To tam pojawiają się krótkie, konkretne teksty informacyjne. To właśnie tam rodzą się celne filmowe komentarze redaktora. Również jego wywiady z lokalnymi politykami nie straciły nic na ostrości.


Bardzo podoba mi się ostatni akapit książki. Podsumowanie nowej generacji Ślązaków, którzy nie mają nic wspólnego z “dupowatym” (jak mawiał Kazimierz Kutz) Śląskiem. Jesteśmy nową generacją.

Tak panie redaktorze, po przebudzeniu włączam Twittera, tak – zaglądam na Silesion.pl. Bo to jest mój Śląsk, w którym moim ulubionym komentatorem rzeczywistości jest Kamil Durczok. Pomimo “przerwy w emisji”.