W oczekiwaniu na premierę „Zatoki”

Gdy w połowie sierpnia wyskoczyło mi na komputerze powiadomienie o rozpoczęciu przedsprzedaży nowej książki Navala: „Zatoka – GROM na wodach Zatoki Perskiej” nie wahałem się ani chwili. Kilka kliknięć myszką i już książka była zamówiona, sam odbiór niestety miał nastąpić dopiero po miesiącu, w dniu premiery.

Zatoka Navala zamówiona w przedsprzedaży

Nie popełniłem tego błędu, gdy kupiłem e-booka „Przetrwałem Belize” – pierwszą książkę Navala, który czytało się co prawda równie dobrze jak wydanie książkowe, ale nie da się go postawić na półkę, aby cieszył oko karnie stojąc obok pozostałych dwóch książek tego autora.

Wspomnienia operatorów jednostek specjalnych są pisane na dwa sposoby. Pierwszy to współpraca operatora z dziennikarzem czy też inną osobą potrafiącą ciekawie pisać. Tak spisano większość wspomnień Navy Sealsów, tą drogą podążył również inny GROMowiec –  Andrzej Kisiel w swoich XIII lat w GROM.

Druga ścieżka jest trudniejsza i występuje sporadycznie, ponieważ rzadko zdarza się aby operator potrafił również świetnie władać piórem. „Sprzedanie” swoich wspomnień czytelnikowi w sposób ciekawy i zajmujący to sztuka. W przypadku Navala możemy być spokojni, pisze świetnie, z humorem przechodzącym płynnie w ironię a do tego pisze sam.

Czas oczekiwania na premierę upłynął szybko a „Zatokę” połknąłem raptem w dwa wieczory, delektując się poszczególnymi rozdziałami.

„Zatoka”

Książka składa się z przedmowy (ostre spojrzenie na próby rozwiązania jednostki i na samą politykę dowodzenia) oraz z czterech części:

  • Trening w Polsce:  to przygotowania do misji, jest to też krytyczny rzut oka na naszą polską wojskową rzeczywistość, również od strony sprzętowej – czyli wyposażenia operatora GROMu.
  • Camp Doha to wstęp do misji i opis tym razem sposobu działania Amerykanów. Ale polskie wesołe akcenty też są, jak to u Navala z reguły bywa. Krótki pobyt w szpitalu, Myszlandia i Nadszyszkownik – sprawdźcie sami co stoi za tymi słowami.
  • Ramię w ramię z SEALsami – czyli część trzecia „Zatoki” – to „zgrywanie” się z elitą amerykańskich oddziałów specjalnych. Tą częścią gładko przeskakujemy w najważniejszy rozdział o znamiennym tytule.
  • Robota to już codzienność operatora GROM działającego na wodach Zatoki Perskiej. Kontrole statków, abordaże, pływanie na RIBach i MK V ale również wizyta na lotniskowcu USS Washington.

„Zatokę” czyta się szybko, nawet zbyt szybko, 274 strony lektury pozostawiają lekki niedosyt.

Na całe szczęście ostatnie zdanie książki daje mocną i uzasadnioną nadzieję na pojawienie się kolejnej części opowieści Navala o jego służbie w GROM.

Jak oceniam „Zatokę” Navala?

Gdy odkładam po przeczytaniu książkę na półkę podświadomie sprawdzam, co pozostało mi w głowie po przeczytaniu książki, prócz wspomnianego niedosytu.

W tym przypadku mam bardzo mieszane uczucia i pytania. Czy w wojsku nadal jest tak nieprzychylna atmosfera wokół jednostek specjalnych? Ile będzie jeszcze prób zrównania naszych jednostek eksportowych z „normalnym wojskiem”? Czy jeden z poprzednich dowódców GROMu rzeczywiście był taki jakim przedstawia go Naval (swoją drogą jest to mistrzowski opis tej generalskiej postaci).

Dominuje jednak podziw i szacunek dla tych, którzy służyli Polsce w tej wyjątkowej jednostce, którzy poświęcili jej zdrowie a nawet (niestety) oddali służąc w niej swoje życie. Na pierwszej stronie autor umieścił dziesięć pseudonimów operatorów GROMU, którzy odeszli na wieczną wartę.

Zastanawiam się też czy prócz Navala i snajperów z GROMu ktoś jeszcze opisze temat służby w polskich elitarnych jednostkach bojowych. Z punktu widzenia czytelników szkoda, że książek o naszych polskich jednostkach jest niewiele, wobec zalewu i zachwytu wspomnieniami operatorów elitarnych jednostek amerykańskich.

Z trzech książek Navala, w najlżejszym tonie jest „Przetrwać Belize„. Druga – „Ostatnich gryzą psy” nie jest już tak wesoła jak wyprawa do dżungli.

A „Zatoka”? To jest mocna pozycja, którą śmiało wszystkim polecam.


Tekst zakończę wesołym akcentem. Nie dawała mi spokoju okładka „Zatoki”. Na niej widzimy RIBa (czyli łódź hybrydową rigid-inflatable boat – o których sporo jest w książce, nawiasem pisząc). Nad nią unosi się helikopter Seahawk, który jest jednak nieproporcjonalnie mniejszy i który po prostu nie pasuje do tej perspektywy. Szukam źródła zdjęć i znajduję – to Naval. Jeśli to zdjęcie to czemu takie dziwne? Ale moment, ten helikopter jest przecież dziwnie znajomy. Otwieram książkę na stronie 220 i voilà – to stąd grafik skopiował helikopter wiszący nad lotniskowcem udramatyczniając zdjęcie na okładce.

A że perspektywa nie pasuje? Trudno, w końcu i tak nie powinno się sądzić książki po okładce, nieprawdaż?