Książki

„Na oceanie nie ma ciszy”, biografia Aleksandra Doby


Recenzje książek też żyją własnym życiem. Miałem w planach kolejny odcinek „Mola w bibliotece” i zacząłem opisywać biografię podróżnika Aleksandra Doby, pióra Dominika Szczepańskiego. I dodawałem kolejne informacje, ciekawostkę, informację o nowej podróży i … No nie. TAKĄ książkę opisać łącznie z inną? Bez sensu. Więc znowu pan Aleksander będzie na tej stronie samotny, jak na oceanie. Ale towarzyszyć mu będą, jak zawsze, nasze życzenia dobrej pogody i silnych prądów morskich – w dobrym kierunku, rzecz jasna.


Biografia „Na oceanie nie ma ciszy”. Aleksandra Doby to absolutne cacko. Tak ,tego Doby, który przepłynął kajakiem OLO Atlantyk. Emerytowanego inżyniera mechanika, Podróżnika Roku 2015 „National Geographic”. Dla którego „życie zaczyna się po sześćdziesiątce”.

Książka porywa niesamowitą pogodą ducha, optymizmem i wiarą w to, że z każdej opresji można wyjść obronną ręką. Że dla upartego człowieka (w sile wieku!) nie ma rzeczy niemożliwych.

Na kartach książki poznajemy historię wypraw kajakowych pana Aleksandra. O jego determinacji w realizacji kolejnych marzeń. Bajkał, Ameryka Południowa wreszcie ocean. Kolejne awarie sprzętu, mniejsze i większe problemy. Oczywiście jest też odpowiedź na pytanie, co na to żona pana Aleksandra. W końcu do przepłynięcia Atlantyku trzeba czasu. 12 tysięcy kilometrów to wielomiesięczna nieobecność w domu (167 dób podróży). Do tego brak kontaktu…

Książkę ilustrują wspaniałe zdjęcia.

„Uważam, że lepiej żyć jeden dzień jako tygrys, niż sto lat jako owca” 

tym stwierdzeniem Aleksandra Doby odsyłam Was na 335 stron wspaniałej kajakowej przygody.

Jeszcze jeden smaczek, który wywołał tak zwane „ciary”. Czytam sobie i czytam o przygodach na oceanie, bach, w okolicach Bermudów sztorm niszczy w kajaku ster. Po 141 dniach podróżnik ląduje na stałym lądzie. I na czas koniecznych napraw mieszka z „dwoma młodymi farmaceutami z Polski!”. Gdy pada nazwisko jednego z nich, rzucam się do sprawdzenia na Facebooku czy to aby na pewno mój znajomy z pewnego multigamingu! Tak… Przewijam kolejne fotki sprzed dwóch lat. No i są!  Jaki ten świat… mały?

Aleksander Doba już wkrótce, za trzy dni (29.maja) rusza w kolejną podróż, teraz płynie w drugą stronę – z Ameryki do Europy. Relacje znajdziecie na jego stronie: http://www.aleksanderdoba.pl/ ale przede wszystkim na jego stronie FB: https://www.facebook.com/OloDoba/

Choć trudno w to uwierzyć, jego start stał pod znakiem zapytania do ostatniej chwili, bo … „Amerykanie badają czy jego liofilizowana żywność, nie zaszkodzi… Amerykanom”. Żywność została zgodnie z przepisami „aresztowana”, ale na kilka dni przed startem – jak donosi polska korespondentka Onetu Alicja Wirwicka – już trafiła do podróżnika.

Żywność Aleksandra Doby

fot. z fanpage Aleksandra Doby

A tu zdjęcie autorstwa Marcina Wrony, korespondenta TVN w USA:

Aleksander Doba

fot. M. Wrona, Facebook


(„Na oceanie nie ma ciszy. Biografia Aleksandra Doby, który przepłynął kajakiem Atlantyk”, Dominik Szczepański, Agora, 2015).


13 Comments

  1. Pan Olo to mój krajan:) ze Szczecina. Bardzo jesteśmy z niego dumni i trzymamy kciuki za pomyślna podróż:).

  2. Świetnie to napisałeś. A to nie taka prosta sprawa napisać tak optymistyczną i pełną superlatyw recenzję, by nie wyszła na nieszczerą. <3 Zaczęłam tę książkę i koniecznie muszę ją skończyć (nie, nie przerwałam z nudów, po prostu czytam kilka książek jednocześnie, a raczej na zmianę :P).
    Pozdrawiam! :)

    • dziękuję :D No bo właśnie recenzja jak najbardziej od serca, jak można inaczej Taką Osobę potraktować? :D
      A jeszcze wczoraj spotkałem znajomych, którzy byli na jego wieczorze autorskim, stwierdzili krótko i na temat: „ciary”. Wychodzi taki brodaty gość i gdy zaczyna mówić… Odpłynęli. Facet nie zna przeszkód, entuzjasta pierwszej wody, „wieczne dziecko”, które jest ciekawe świata. Piękne, po prostu piękne :D

  3. Pan Aleksander jest też zdobywcą trzech nagród Kolosy. Podziwiam go. Kiedyś (całkiem niedawno, zanim jeszcze wyjechał na tę jego ostatnią wyprawę) słuchałam reportażu w trójce o nim i jego małżonce, że się martwi o niego. No ja myślę… Z drugiej strony tak się też zastanawiam, czy to nie jest rozwiązanie na stare lata, żeby małżeńskiej rutyny uniknąć…

  4. Uwielbiam takich pozytywnych wariatów. :-) Tak mi się w tym momencie przypomniał dzisiejszy wpis Blogierki. Wpis o Kryśce, która krytykuje wszystko i wszystkich. Myślę że gość miał całą falę krytyki, kiedy oznajmił innym, że wyrusza kajakiem na wielką wodę. Pewnie do tej pory część ludzi uważa go za idiotę. A on robi swoje,mimo że przecież sporo ryzykuje. Podziwiam bardzo takich ludzi, polubiłam jego profil na fejsie. Aleksander jest jeszcze dowodem na to , że stary człowiek i może… morze. ;-) Bo ograniczenia wiekowe nie istnieją.

    • Nawet nie tyle morze co ocean :D A z książki wręcz promieniuje pozytywna energia, pasja, miłość do przygody… Coś niesamowitego. No i trzeba podziwiać małżonkę.

  5. barbarian_de_softy

    Kajakiem przez ocean… wariat:/ W sumie jeżeli ktoś ma potrzebę bycia tygrysem to się nie dziwię, że jest zdecydowany na taki ruch. A jest coś w tej książce o chwilach kiedy na oceanie pojawiają się kilkumetrowe fale, bo zastanawia mnie jak sobie z tym problemem poradził:)

  6. Kajakiem przez ocean… wariat:/ W sumie jeżeli ktoś ma potrzebę bycia tygrysem to się nie dziwię, że jest zdecydowany na taki ruch. A jest coś w tej książce o chwilach kiedy na oceanie pojawiają się kilkumetrowe fale, bo zastanawia mnie jak sobie z tym problemem poradził:)

    • Też mnie to fascynowało- szczególnie w czasie sztormów. I jest pełna odpowiedź na stronie 177 :) Używał wyrzuconych trzech tryfkotew o średnicy 80cm, na linach 50m. To pozwalało „trzymać się” na falach i ustawiać poprzez naciąg na falach. Pisze, że w czasie sztormu woda „stoi” tylko fale rzucają kajakiem. Większy problem sprawiały prądy stale go spychająca :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén