Książki

„Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u”. Naval

Ostatnich gryzą psy okładka

Bardzo lubię czytać książki pisane przez operatorów zachodnich oddziałów specjalnych. Widać to po profilu recenzji książek na moim blogu. Niestety, polskiej literatury z tego gatunku jest niewiele, stąd tym bardziej niecierpliwie czekałem na książkę Navala.

Jego poprzednią książkę – „Przetrwać Belize” – dorwałem jeszcze w postaci e-booka i przeczytałem jednym tchem. Lekkość pióra autora, wyjątkowa kpiąca nuta, no i wspaniałe przygody polskiej ekipy gdzieś na końcu świata, w dżungli Belize.

Teraz przygotowywałem się na dużo trudniejszą przeprawę, bo już tytuł zapowiadał rozliczenie z przeszłością jednego z najbardziej znanych operatorów GROM-u. „Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u?” trafiło do mnie bardzo szybko dzięki przedsprzedaży.

Naval

Naval był operatorem najsłynniejszej polskiej jednostki – GROMu. Służył w niej czternaście lat, brał udział w zagranicznych misjach. Do wojska zgłosił się na ochotnika. Trafił do Lublińca, skąd nie wyniósł dobrych wspomnień, takie wtedy niestety było wojsko. Po odsłużeniu służby wojskowej w Lublińcu powrócił do cywila, już myśląc o selekcji do Jednostki Wojskowej GROM. Oczywiście przeszedł selekcję i służył w GROMie 14 lat. Za swoją odwagę był wielokrotnie odznaczany, jest też posiadaczem Złotej Odznaki GROMu.

Jeśli chcecie się czegoś więcej o Navalu dowiedzieć, poczytajcie wywiad z nim. Warto też zerknąć na jego fanpage na Facebooku. To właśnie Naval był jednym z dwóch pierwowzorów postaci operatora GROMu w grze Medal of Honor: Warfighter. W tym wywiadzie możecie się dowiedzieć kilku ciekawostek o tej komputerowej przygodzie. Jeśli dobrze poszukacie, to znajdziecie tych wywiadów dużo więcej  – ja polecę Wam jeszcze ten wywiad, jeszcze sprzed jego wyprawy do Patagonii.

Naval jest biegaczem. Przypadkiem (i poniewczasie) dowiedziałem się, że startował również w II BMW Półmaratonie Praskim w Warszawie. Ten półmaraton zapamiętałem bardzo dobrze z dwóch powodów. Raz – bo gdybym to wiedział, to już bym miał autograf Navala – choćby na czytniku ebooków, z załadowaną jego pierwszą książką. A dwa, bo w przeddzień startu spełniłem swoje marzenie i zwiedziłem Muzeum Powstania Warszawskiego, w tym czasową ekspozycję poświęconą J.W. GROM.

Ostatnich gryzą psy

Książka składa się z czterech części.

Pierwsza z nich, to krótki rzut oka na młode lata Navala. Aktywnego urwisa, którego wszędzie pełno – szczególnie w koronach najwyższych drzew. Dorasta w niewielkim Raciborzu, tu też znajduje zatrudnienie w RAFAKO jako ślusarz-spawacz. Zgłasza się na ochotnika do wojska i zostaje skierowany do Lublińca.

Druga część książki to szkolenie i praca w 1. Pułku Specjalnym w Lublińcu. Naval ukazuje wojsko takim, jakie wtedy było. Brak myślenia, fala, bezsensowne rozkazy i słabe szkolenie. Polecam akapit opisujący, jak Naval został strzelcem wyborowym – szczególnie w części poświęconej regulacji przyrządów celowniczych karabinu snajperskiego SWD. Jest to tak absurdalna perełka, że aż trudno w to dziś uwierzyć. Rzeczywistość na tyle Navala zniechęciła, że po zakończeniu służby powrócił do cywila i podjął pracę w RAFAKO. I tu się na chwilę zatrzymajmy.

Pewnego razu w Raciborzu…

Podczas moich politechnicznych studiów musiałem odbyć dwie wakacyjne praktyki. Marzyłem o praktyce (i późniejszym zatrudnieniu) właśnie w RAFAKO w Raciborzu. Spółka oferowała jeszcze wtedy stypendium dla studentów, którzy podpisywali umowę o w niej podjęciu po studiach. Gdy ja się udałem do kadr, niestety te umowy już wypowiadano – ale wywalczyłem bezpłatną praktykę studencką.

Codziennie, przez dwa tygodnie, dojeżdżałem do Raciborza z Wodzisławia. Dokładnie w tym samym czasie Naval dojeżdżał… z Raciborza do Wodzisławia, do „mojego” liceum, w którym uzupełniał swoje wykształcenie w trybie wieczorowym. Był właśnie wtedy zatrudniony w ochronie RAFAKO – kto wie, czy się nie mijaliśmy? Choć raciborska fabryka miała biura marketingu w innym zakątku miasta, daleko od samego zakładu produkującego kotły.

Dobrze pamiętam ostatni dzień praktyki, bo był to pierwszy dzień sławnej powodzi. Tego dnia przemokłem do cna, zmierzając z części produkcyjnej Rafako do biura marketingu, które znajdowało się na drugim końcu miasta. Tam doradzono mi ewakuację. Ostatnim niezalanym mostem wyjechał ostatni PKS. Fala powodziowa i widok zmierzających do miasta wojskowych amfibii do dziś powraca w moich snach. W Raciborzu pojawiłem się miesiąc później, przywożąc – tak jak prosił mój opiekun –suchą kartkę, żeby na niej uzyskać potwierdzenie odbycia praktyk.

Ale powróćmy do Navala, który uzupełnił wykształcenie i pojawił się na selekcji do J.W. GROM.

Selekcja i J.W. GROM

Część trzecia książki to opis samej selekcji. Jest to naprawdę jeden z najlepszych dostępnych opisów tego, jak wyglądała selekcja do tej elitarnej jednostki.

Część czwarta to bardzo wciągający opis szkolenia w GROM-ie. Prócz tego poznajemy meandry kursu podstawowego i szkolenia taktyk: czarnej, zielonej i niebieskiej. Jest też kilka słów o generale Petelickim. Zdradzę ciekawostkę, że nareszcie pojawiło się słowo pisane o kobietach w tej jednostce. Bo poza artykułami prasowymi i poza informacją na ekspozycji GROM w Muzeum Powstania Warszawskiego informacji o kobietach w GROM brak. A Andrzej K. Kisiel w „Trzynaście moich lat w J.W. GROM” nawet się o ich obecności w jednostce nie zająknął!

Książka kończy się niestety już na 22. rozdziale. Kończy się stanowczo zbyt szybko, wciąż mam wrażenie (i niegasnącą nadzieję!), że Naval jako autor dopiero się rozkręca i przygotowuje jeszcze jedną książkę, taką o codziennej służbie w J.W. GROM, jak i o misjach, w których brał udział.

Tu mała dygresja.

Naval napisał książkę całkiem sam. Na polskim rynku jest sporo literatury poświęconej zachodnim oddziałom specjalnym – szczególnie Navy Seals. Zazwyczaj książki te mają dwóch autorów. Jeden z nich jest byłym operatorem, drugi to specjalista, który – tu się mogę tylko domyślać – przekłada wojenne opowieści na bardziej zrozumiały i poczytny język. Tą drogą poszedł nawet Andrzej K. Kisiel we wspomnianej książce „Trzynaście moich lat w J.W. GROM”, której współautorem jest Marcin Rak.

Podsumowanie

Książkę Navala: „Ostatnich gryzą psy. Jak zostałem szturmowcem GROM-u?” polecam z całego serca. Warto ją kupić. Po jej przeczytaniu poczujecie pewien niedosyt – wtedy polecam sięgnięcie po „Przetrwałem Belize”, tego samego autora. Jeśli już ją czytaliście, cóż, pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce Naval zaskoczy nas kolejną pozycją swojego autorstwa.  Mam też cichą nadzieję, że nagra z obu książek audiobook – przypuszczam, że nikt poza nim tak dynamicznie nie zinterpretuje tekstu książki jak on sam. A będzie to zapewne bestseller na miarę innych superprodukcji Audioteki.

Gdzie kupić?

Tam gdzie najbliżej, bądź najtaniej. Jak zawsze polecam wyszukiwarkę Ceneo, która pokazuje, że:

 

5 Comments

  1. Zdecydowanie ta książka jak chodzenie po bagnach wciąga :)

  2. Poczułam się bardzo zachęcona do lektury:)

  3. Już wiem jaki prezent zażyczę sobie na Walentynki :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén