„Pilot F-16” – Marcin Modrzewski


Rzadko się zdarza, żeby książka, którą czytam, wywoływała „efekt WOW” już w chwili, gdy biorę ją do rąk. Zazwyczaj nie zwracam uwagi na szatę graficzną, lecz na treść, ewentualnie tylko podkreślam wygodę czytania, gdy czcionka i układ strony sprzyjają wygodnemu czytaniu.

Ta książka mnie uwiodła. Okładka, kolorystyka, jakość papieru, układ stron – a nade wszystko: magiczne fotografie! Bardzo, bardzo dawno czegoś takiego nie doświadczyłem, spotykając się z książką.


„Pilot F-16” – ppłk Marcin Modrzewski, pilot rezerwy

„Marcin Modrzewski rozpoczął szkolenie już w liceum lotniczym. Podążając za marzeniami o lataniu, ambicjami i prawdziwą pasją, pokonał długą drogę, by zasiąść za sterami polskiego F-16, przejść specjalistyczne szkolenia i wkroczyć do elitarnego świata figther pilots”, a w końcu zostać dowódcą eskadry Smoków” w Łasku.”

Na stronach książki otrzymujemy zdrową dawkę teorii lotniczej – ot choćby o manewrach w ramach formacji taktycznych, trzech prawach walki powietrznej, radius fight, rate fight, jest też sporo wesołych opowieści – ot, choćby o sposobie otrzymania callsignu (czyli lotniczej ksywki) oraz opowieść o zmianie rękawiczki lotniczej, czy też co robi polski pilot, gdy przydarzy się awaria w powietrzu – to taka walka z nasza postkomunistyczną rzeczywistością obecną również w siłach zbrojnych.

Autor odczarowuje mit, jakobyśmy nabyli jakieś stare, zakopane na pustyni wersje F-16, F-16 Block 52+ jest technologicznym cackiem o lata świetlne lepszym od tego, na czym nasi piloci mieli okazję latać uprzednio.

Piloci myśliwców to elita, a ich szkolenie nie polega jedynie na szlifowaniu jakiegoś „daru od Boga”, lecz jest to ciężka praca oparta na godzinach szkoleń, miesiącach zagranicznych staży kończonych wyczerpującymi egzaminami. Być może dobry pilot poleci i na wrotach ze stodoły, ale bez przećwiczonych procedur, nabytych uprawnień i godzin praktyki za sterami, pomimo najwyższego poziomu entuzjazmu i heroizmu, ani wysoko, ani daleko nie zaleci.

Z drugiej strony, to też nie jest tak, jak często autorzy poczytnych techno thrillerów piszą: walka lotnicza jeszcze nie jest wygrywana przez zaawansowane komputery zainstalowane w kokpitach samolotów myśliwskich. Rola dobrze wyszkolonego pilota, jego szybkiego analitycznego myślenia pozwala zdobyć przewagę.

Dla mnie książka „Pilot F-16” dzięki żmudnej pracy autora otworzyła też wrota do ciekawych historii wojennych – a to dzięki bardzo, bardzo licznym przypisom. Są tu przywoływani bohaterowie II wojny światowej, Wietnam, Korea – niesławny obóz jeniecki „Hanoi Hilton” w Wietnamie, w którym niektórzy amerykańscy żołnierze spędzili lata.

Autor podczas swoich licznych pobytów w USA spotykał żywe legendy lotnictwa, przy okazji podaje literaturę, do której być może kiedyś uda mi się sięgnąć.

Książka wywołała też u mnie przemiły powrót do przeszłości. Pułkownik Modrzewski pisze o tym, jak podczas pobytu w USA kupił sobie symulator Falcon 4.0 Allied Force. Przypomniało mi to moje godziny wylatane jako pilot F-15 Strike Eagle na Atari 65XE, przegrane walki powietrzne nad okopami I WŚ w Wings czy też zawiłe misje w F29 Retaliator na Amidze. Że już o symulatorach helikoptera Apache czy samolotów stealth nie wspomnę.

F-15 Strike Eagle

Pilot polskiego F-16 jest wytworem kompleksowego i, przede wszystkim, niezwykle kosztownego procesu szkolenia w Stanach Zjednoczonych. Swoje umiejętności i wiedzę w pewnej części zawdzięcza tym, którzy zapłacili za to szkolenie – polskim podatnikom. Niniejsza opowieść jest świadectwem, które tym podatnikom jesteśmy dłużni.

ppłk pilot rez. Marcin Modrzewski

„Pilot F-16” Marcina Modrzewskiego wydawnictwa WarBook jest jedną z najlepszych pozycji książkowych, którą miałem na przestrzeni ostatnich lat czytać. Jest idealnym prezentem dla każdego miłośnika lotnictwa czy fana wojskowych technikaliów. I zaręczam, że nie będzie to ozdobny „półkownik”, to książka, do której z przyjemnością będziecie wracać.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Asia pisze:

    Gierki na Atari były najlepsze! Tyle radości i emocji wywołanych przez kilka migoczących pikseli. Pozdrawiam serdecznie!

  2. Sitab pisze:

    Świetna recenzja! Chyba sprawię sobie audiobook do biegania :) Dzięki za tekst!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.