Rok temu na blogu pojawiła się recenzja poprzedniej książki Wiktora Pielewina – „Miłość do trzech zuckerbrinów. Zazwyczaj połykam książki jednym tchem – na podobieństwo osoby odurzonej, zanurzam się w świecie liter, wyobraźnia buduje mi te same obrazy, które pojawiały się w głowie autora, a ja czuję, że jestem blisko, bardzo blisko wydarzeń wykreowanych na kartach powieści. Tu napotkałem na spory problem, wejście, wniknięcie w świat Pielewina wymagało maksymalnego skupienia, a ja przygotowywałem się do maratonu, nie miałem na tyle sił i skupienia, by książkę przeczytać szybko. 

Podobnie było i teraz, po raz drugi zmierzyłem się z prozą Wiktora Pielewina – tym razem odpoczynek po wyczerpujących treningach maratońskich przed startem w Budapeszcie ubarwiał mi jego”S.N.U.F.F.”.

Wiktor Pielewin

Wiktor Pielewin (rocznik 1962), jako rzecze Wikipedia, to współczesny prozaik rosyjski, autor satyryczno-groteskowych utworów postmodernistycznych. French Magazine umieścił go na liście 1000 najważniejszych światowych twórców kultury. 

W roku 2011 wydaje „S.N.U.F.F”, który dopiero teraz, dzięki Wydawnictwu Psychoskok, zadebiutuje na rynku polskim.

S.N.U.F.F.

S.N.U.F.F. to powieść badająca konflikt pomiędzy cywilizowanymi mieszkańcami Bizancjum/Big Biz a dzikimi Orkami/Urkami mieszkającymi w kraju Urkana. Materiały filmowe zwane jako S.N.U.F.F.: Special Newsreel / Universal Feature Film (brutalne filmiki bez cenzury) tworzone przez – bohatera, pilota Damilola Karpova – mają na celu zaspakajanie potrzeby kultury Bizancjum, która to potrzebuje odpowiedniej liczby ofiar, do tworzenia obrazu obcego.

S.N.U.F.F. przenosi nas w przyszłość, w której „cywilizowane Bizancjum” pilnie obserwuje zdziczałą cywilizację Orków, z którą raz w roku toczy wojnę, filmowaną przez wysokiej klasy pilotów — operatorów ultranowoczesnych latających i uzbrojonych kamer. 

Historię opisuje nam Damian-Landu Damilola Karpow, kreator realu, wideografik, pilot kamery „Hennelore 25” zatrudniony przez CINEWS inc., którego losy pewnego dnia splatają się z dwojgiem filmowanych Orków — Chloe oraz Grymem.

Jazda bez trzymanki

Na jednym planie mamy orkowe losy Gryma w Orklandii, który trafia do armii, na drugim rozważania filozoficzne Karpowa, który przybliża nam coraz mocniej prawa obowiązujące w Bizancjum. Cywilizowany świat przyszłości jest zmanierowany i przesiąknięty poszukiwaniem rozpustnych rozrywek do głębi — trzeba być geniuszem, aby stworzyć tak skomplikowany, nienaturalny świat — z drugiej, już po lekturze kilkunastu stron, czytelnik przesiąka skomplikowanymi skrótami i słownictwem, które mości sobie w głowie wygodne gniazdko, przekładając bez problemu kolejne frazy w lot. 

Niesłychanie ważną rolę w dalszej części powieści pełni tu Kaja, sura Karpowa, będąca zrobotyzowaną lalką zaspokajającą potrzeby seksualne swojego właściciela. Teoretycznie Karpow w pełni nad nią panuje, może w dowolnej chwili wyłączyć, regulować jej zachowanie, może nawet nią zniszczyć, ale… 

… ale dopiero po przesterowaniu ustawień fabrycznych na maksimum  pewnych cech charakteru (m.in. suczowatości) sura zaczyna zaskakiwać swojego właściciela pełnią przemyśleń, zachowań nakierowanych na wzmocnienie doznań Karpowa. Stawia warunki i wpływa na jego zachowanie, a to wszystko prowadzi do  nieuchronnego splecenia losów Gryma, Chloe i Damilola. Orkowie trafiają do Bizancjum, w którym albo przystosują się do lokalnych zasad, albo… 

I tu geniusz Wiktora Pielewina gra z mocą kilku orkiestr symfonicznych. Dopiero w tym momencie zaczynamy rozumieć początek powieści, który wydawał się niezrozumiały i trudny do przebrnięcia, wątki wskakują na swoje miejsce, zaczynamy rozumieć jak skomplikowana konstrukcja społeczeństwa, religii, nienawiści, zazdrości przenika swoje płaszczyzny. 

Więcej napisać nie mogę, jakiekolwiek nieopacznie użyte słowo zdradzić Wam może kierunek, w którym potoczy się, zupełnie niespodziewanie akcja. Może nawet na horyzoncie pojawi się nadzieja na happy-end? Niemniej nie dajcie się zwieść pozorom.

Nie tylko akcja tu wciąga

Ciekawe, że w S.N.U.F.Fie Wiktora Pielewina najgłębiej wciągnął mnie wątek psychologiczny Kai. Rozważania Damilola na temat psychiki kobiecej w przełożeniu na programowanie zachowań Kai intryguje, gdzieś podświadomie pojawia się pytanie w którym momencie konstruowana obecnie przez ludzi sztuczna inteligencja uzyska pełną świadomość, zdolność decyzyjną, kiedy rozgryzie nas, jako rasę ludzką i najzwyczajniej w świecie przejmie nad nami sterowanie. 

A może wcale nie będzie tak źle i to właśnie sztuczna inteligencja zaopiekuje się nami, wyjaśni jeszcze nieodkryte tajemnice naszego świata, zapanuje porządek, ład i świetlana epoka, w którą wprowadzą nas mądrzejsze od nas automaty? 

Zawsze uważam, że dobra książka pozostaje w głowie i prowokuje dalsze myślenie. S.N.U.F.F. Wiktora Pielewina właśnie taki jest, na pozór niesłychanie skomplikowany (ach te nazwy i objaśnienia ze strony tłumacza – Aleksandra Janowskiego), odwołujący się do dziesiątek wątków historycznych, kulturowych, politycznych i literackich. 

Dla mnie najważniejsze jednak było nie śledzenie wspomnianych odniesień, ale coś, co jest głębiej – natura kobieca, odpowiedź na pytanie czym jest religia i dokąd nas może zaprowadzić przy użyciu najnowocześniejszych środków przekazu i kreowaniu przez media ułudy świata cywilizowanego. 


Dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za przekazanie mi egzemplarza przedpremierowanego, dzięki któremu mogłem po raz kolejny powrócić do Wiktora Pielewina w kolejnej odsłonie fantastyki postmodernistycznej

Logo Psychoskok
Wydawnictwo Psychoskok