Kilka słów o piwie


Dziś zapraszam Was na wpis z zupełnie innej beczki. Takiej z kranikiem, z której lać się będzie pachnący chmielem, bursztynowy, niepasteryzowany i niefiltrowany napój. Na bazie niemieckich odmian słodów.

Browar Sulewski piwa

Tekst dotyczyć będzie naturalnego napoju, który ludzkość warzy od tysięcy lat, który nie zawiera żadnych konserwantów, którego termin przydatności do spożycia liczy się w dniach, a nie latach, który dostarcza spożywającym (również biegaczom) zestaw witamin, składników mineralnych i … wiele radości. Oczywiście przy zachowanym rozsądnym poziomie nawadniania.


Piwo? A jest tego wszędzie pełno

Nigdy nie byłem koneserem piwa. Lubiłem piwo za walory chłodzące i relaksujące. Trochę mniej za skutki uboczne, w tym usypiające. Coś jest w powiedzeniu, że spożywający piwo w pubach rzadko się awanturują, szczególnie w porównaniu do amatorów cięższych trunków, które po przedawkowaniu wzmagają agresję.

W dostępnym bogactwie nazw, rodzajów i opakowań gubiłem się. Stąd procedura zakupu bywała prosta – sklep, półka, zakup jednej z „wiodących marek”. Lodówka i konsumpcja. Z różnymi późniejszymi skutkami ubocznymi. Bo czasem ból głowy pojawiał się już po spożyciu jednej butelki. Podobnie jak po lekturze naukowych dzieł kto i z czego wytwarza piwo. Przecież wszystkie są podobne, różnią się tylko ceną i opakowaniem. 

Napój piwny gazowany

Jeden ze znajomych pracował w pewnym koncernie browarniczym i w przypływach szczerości twierdził, że on tego płynu, co u niego jest hurtowo produkowany, to by nie spożywał, nawet gdyby mu kazano. Dlaczego? Bo płyn tam produkowany nie powinien nazywać się piwem. Tylko napojem gazowanym zbliżonym smakiem do piwa. Ale co ja tam wiem? Nic. Posłuchałem, pokiwałem głową i … poszedłem do sklepu uzupełnić zapasy piwa tej marki.

Jakakolwiek wiedza o piwie pozostawała dla mnie nadal wiedzą tajemną.

A tymczasem w Belgii…

Podczas jednej z konferencji, która odbywała się na terenie Belgii – krainy piwem płynącej – słuchałem ciekawej rozmowy Belgów, którzy ze smutkiem konstatowali, że gdy na ich rynek weszły amerykańskie koncerny, które wykupiły większość lokalnych browarów, to jakość piwa spadła do „średniego” poziomu. Albo i poniżej. Bo żaden producent nie pozwoli sobie na to, żeby nie flagowe produkty były lepsze, niż te najmocniej reklamowane. Jakaś logika w tym była, ale ja różnicy w smaku nie czułem, bo i co z czy miałem porównywać? Piwa belgijskie są po prostu zdecydowanie smaczniejsze niż te nasze. Niektóre nawet skuteczniej zwalają z nóg, ze względu na podniesioną zawartość alkoholu. Przy okazji wspomnę, że każde z nich jest serwowane w swojej własnej „markowej” szklanicy. Co u nas nieczęste.

Nie pij byle czego

Przed biegiem Wings for Life w Poznaniu, Michał zaprosił mnie na szklaneczkę irlandzkiego piwa. Jego teoria była dość podobna do poprzednich. Nie należy pić byle czego. Sam został skutecznie przekonany do tej zasady przez swojego znajomego, który pracuje w koncernie piwowarskim. Tamten twierdził, że

unikając picia typowego piwa z marketu podziękujesz mi podwójnie, raz – podczas picia piwa, bo to piwo ma smak, w przeciwieństwie do piw totalnie komercyjnych. Dwa – nazajutrz, gdy wstaniesz bez bólu głowy i sensacji żołądkowych.

Coś w tym było, bo irlandzkie smak piwo miało wyborny, sączyłem je z wielką przyjemnością i z rozsądnym umiarem.

Swój udział w moim poznawaniu smaków piwa miał również Tomek, niezawodny mgr inż. Anioł. Ten uraczył mnie kiedyś trunkami przywiezionymi z Austrii – a było to piwo pszeniczne. Takie też sączyliśmy przed startem w Zawoi oraz przed i po starcie w maratonie w Wenecji.

Browar Sulewski

O Browarze Sulewski usłyszałem przypadkiem, że warzą w nim fajne i „naturalne” piwo. Podobna opinia trafiła do mnie z kilku źródeł. Trafiłem kiedyś na ich fanpage, przejrzałem instagram, sprawdziłem co też ciekawego piszą na stronie internetowej http://www.browarsulewski.pl.

Fajne zdjęcia, klimat, organizacja rozmaitych wydarzeń, opinie zadowolonych konsumentów złocistego czy bursztynowego płynu. Świetnie. Tylko rzecz w tym, że ten browar znajduje się o pół tysiąca kilometrów ode mnie, więc ich produktów spróbować nie miałem jak.

Ale w starych porzekadłach jest wiele prawdy, jedno z nich mówi, że przypadki chodzą po ludziach. A ja mam szczęście do zawierania znajomości z wyjątkowymi osobami, więc gdy niespodziewanie pojawiła się propozycja spróbowania piw z Browaru Sulewski, to nie broniłem się.

Kurier przyniósł tajemniczą paczkę a w niej… Zestaw majestatycznych ciemnych butelek o ciekawej etykiecie i zagadkowej zawartości.

Browar Sulewski piwaJednak butelki, zgodnie z otrzymaną „instrukcją obsługi”, póki co schowałem do lodówki, a sam z dużą ciekawością zacząłem sprawdzać (póki co teoretycznie) czym wyróżnia się piwo z lokalnego browaru od tego, które kusi nas z półek okolicznych marketów.

Co w prawdziwym piwie siedzi

Od dawna mówi i pisze się o tym, że najwięcej walorów zdrowotnych ma piwo niefiltrowane i niepasteryzowane, a do tego to z krótkim terminem przydatności (do kilku tygodni). Proces filtrowania czy pasteryzacji oczyszcza piwo z aktywnych składników, pozwalając na przechowywanie miesiącami.

Ale te procesy też pozbawiają piwo wszystkich korzystnych dla konsumenta elementów. Nawet o piwie niepasteryzowanym, o dłuższym niż miesiąc terminie przydatności do spożycia, pisze się że jest to zabarwiona woda z domieszką alkoholu – bo tu, po mikrofiltracji, już nie znajdziemy wartościowych składników.

Oczywiście odrębną kwestią jest smak piwa, bo każdemu smakuje coś innego. Ale skupmy się na wartościowych składnikach, które możemy w dobrym piwie niepasteryzowanym znaleźć.

Bazuję tu na danych pochodzących ze strony poradnikzdrowia.pl

Witaminy

tiamina (wit B1) – 0,005 mg
ryboflawina (wit B2) – 0,025 mg
niacyna (wit B3, PP) – 0,513  mg
witamina B6 – 0,046 mg
kwas foliowy – 6 μg
witamina B12 – 0,02 μg

Minerały

wapń – 4 mg
żelazo – 0,02  mg
magnez – 6 mg
fosfor – 14 mg
potas – 27 mg
sód – 4 mg
cynk – 0,01 mg

Trudno mi było zweryfikować te dane, bo choćby na stronie US Department of Agriculture znalazłem jeszcze wyższe wartości witamin i minerałów.

Ale nawet porównując te zacytowane, do składu jakiegokolwiek kupnego izotoniku, wychodzi na to, że piwo niefiltrowane i niepasteryzowane jest istną kopalnią naturalnych witamin i minerałów!

Nie powinno to dziwić, bo co jest bazą dobrego piwa? Same naturalne składniki, woda, słód dobrej jakości, drożdże i chmiel. A takie szyszki chmielowe zawierają ponad 150 substancji aktywnych. Tego się nie da „wsadzić” do żadnego napoju podczas produkcji z chemicznych składników.

Jak przechowywać piwo

To, co mnie też zawsze zastanawia, to kwestia na ile napój ukryty w puszce czy butelce jest prawidłowo przechowywany i transportowany zanim trafi do mojej szklanicy. Wielokrotnie po otwarciu i pociągnięciu pierwszego łyku krzywiłem się, bo smak był daleki od smaku piwa. Przechowywanie piwa na zapleczu blaszanej budki z piwem czy w magazynie, przy 40’C podczas lata, musi wpłynąć na jego smak.

W przypadku piw niefiltrowanych i niepasteryzowanych jest nakaz przechowywania ich w warunkach chłodniczych, bez dostępu światła. No chyba, że chcemy powołać do życia jakieś nowe formy cywilizacji. Tylko wtedy konsumpcja takiego wytworu nie będzie zalecana przez ONZ i inne agendy chroniące życie w krajach trzeciego świata.

Ale dość tej teorii, wróćmy do przesyłki, którą otrzymałem.

Browar Sulewski

Niebo w gębie!

W środku przesyłki znalazłem zestaw rozmaitych butelek. Z ciekawością przestudiowałem etykiety, ponownie odsuwając dzięki temu w czasie moment degustacji. Fajnie tak móc odwlekać chwilę, po której nastąpi konsumpcja.

 A później był już tylko pssssyk i pachnący płyn wypełniający szklanicę. I piana, która z uporem Rejtana broniła dostępu do płynnej zawartości szkła.

Zapach niespodziewanie przypomniał mi woń piwa sprzed wielu dekad, gdy ja jeszcze nie znałem jego smaku – był to czas, gdy nasze browary produkowały piwa mniej z nastawieniem na ilość (a na rynku i tak go zawsze było zbyt mało) ale bardziej celując w jakość. Choć może to mit?

W każdym razie pierwszy łyk próbowanego piwa zastanowił mnie. Bo w pierwszych ułamkach sekund poczułem tylko zwykły smak piwa. Ale było to złudzenie, bo fala smaku dopiero nadciągała całą symfoniczną lawiną. Kubki smakowe zostały zaskoczone i przeładowane intensywnością doznań. A każda kolejna porcja piwa potęgowała wrażenia smakowe i wciągała w jego głębię.

Każde z próbowanych podczas tego tygodnia piw urzekało smakiem w odmienny sposób.

pils

Pils

Pils to bardzo jasne piwo, o wyraźnej goryczce i delikatnej słodowości pochodzącej ze słodu pilzneńskiego (skład: woda, słód jęczmienny, chmiel , drożdże),

weizen

Weizen

Weizen czyli piwo pszeniczne (51% zasypu stanowi słód pszeniczny) na wzór bawarski o lekkim smaku owocowo cytrynowym,

lager

Lager

czy też Lager o bursztynowym kolorze, o wyraźnym i charakterystycznym smaku słodowości, z odcieniem goryczki.

dunkel

Dunkel

I na końcu Dunkel – piwo o ciemnym głębokim kolorze i wyraźnym, wytrawnym smaku. Wyczuwa się w nim palone nuty pochodzące z ciemnych słodów jęczmiennych.


Każde piwo wyjątkowe i różne, ale w jednym podobne. To piwo domagało się poświęcenia uwagi, wymagało uważnego podania i wgłębienia się w smak. Była to podróż w poszukiwaniu tego, co w smaku i w jego odcieniach jest istotne.

Z przyjemnością pociągałem delikatne i niewielkie łyki płynu, piło się je zupełnie inaczej niż dotychczas. Tu dominantą nie był chłód i zawrót głowy po spożyciu. Piwo z Browaru Sulewski po prostu imponowało pełnym, wyrazistym smakiem a właściwie zakresem rozmaitych smaków.

Czy muszę pisać, że wszystko co dobre, szybko się kończy?

Ze smutkiem ponownie sprawdziłem na mapie, że do Browaru Sulewski dzieli mnie całe pół tysiąca kilometrów. Niestety, nie zapowiada się, żebym w najbliższym czasie znalazł się w okolicach Hrubieszowa.

Jeśli jednak Was dobre wiatry doprowadzą w tamten region, nie wahajcie się odwiedzić Browaru Sulewski i zakupić zestawu prawdziwych niepasteryzowanych i niefiltrowanych piw. Być może te piwa można znaleźć na półkach okolicznych sklepów czy w pubach. Jeśli tak – należycie do grona szczęśliwców, doceńcie to!

Choć jestem piwnym  laikiem, to jednego jestem pewien. Ile byście zapasów tego piwa nie zakupili, skończą się stanowczo zbyt szybko. Szczególnie jeżeli delektować się nim będziecie w miłym towarzystwie. Bo kolejna znana maksyma mówi, że dobrym smakiem warto się dzielić. Bo smaczny posiłek smakuje jeszcze lepiej w zacnym towarzystwie.

I tak pozostawiam Was w lekkim oszołomieniu, ale też i zadumie nad pełnym smakiem prawdziwego piwa. Ostatnie twierdzenie, które przytoczę również uważam za bardzo prawdziwe.

Ktokolwiek spróbował smaku prawdziwego lokalnego piwa, nie będzie chciał już pić tego z półek popularnych marketów.

Ale o tym przekonajcie się już sami.


 

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

12 komentarzy

  1. Magneto pisze:

    Moim zdaniem jak pić lagery to tylko czerwone i z kija. Jednak pszeniczne też jest dobre. Kiedyś mi je kolega polecił i nie powiedział, że trzeba je nalać do szklanki i wymieszać żeby się osad zmieszał z resztą piwa. Wtedy nie ma smaku. Jak się wymiesza to nabiera lekkiego i słodkawego smaczku :)

  2. Babok pisze:

    Mam problem z piwami rzemieślniczymi, brakuje mi wśród piw mało-browarniczych, takiego, które byłoby słodkawe, lekko karmelowe. Mocno ciemne trochę jak stary czekoladowy Magnus. Wszystkie co spotkam na półkach są wytrawne, mocno chmielone, goryczkowo-cytrusowe. I nawet jeśli czytam na etykietce o słodkich aromatach „czegoś” tam w praktyce dalej jest to piwo ostre. Ciekawa jestem tych Sulewskich. Jeśli kiedyś wypatrzę je gdzieś na półkach albo będę w okolicy nie omieszkam sprawdzić. Na pewno polecę mojemu Januszowi browarnictwa ;)

  3. Piotr Stanek pisze:

    Pawle!
    Witaj w końcu po radosnej stronie prawdziwego piwa!
    Smacznego piwa :)
    Szkoda życia na pseudo wyroby robione na odwal się i bez pasji.

    Ja wyszedłem z prostego założenia, mianowicie:
    – piwo piję rzadko.
    Zatem jak rzadko to po co mam się męczyć z niesmacznym piwem. Wtedy też aspekt ceny też odpada, bo jak rzadko piję to te kilka zł per butelka to nic.
    Dlatego od kilku lat w moim gardle królują dobre piwa :)

    • Bookworm pisze:

      Wczoraj przeszedłem z ciekawości po dziale „piwa” w jednym z hipermarketów. I nie znalazłem żadnego piwa, które by nie było pasteryzowane. Niefiltrowane były. Więc pozostaje jednak zaprzyjaźnić się z lokalnymi niewielkimi browarami o istnieniu których się słyszało, ale się nie odwiedziło :)

  4. Mniam!
    Odkąd spróbowałam piw rzemieślniczych te sklepowe zupełnie mi nie podchodzą. Fakt, z braku laku, wypiję, ale to jednak dobry craft robi robotę.
    Od lata jestem wielką fanką Górnika z małego browaru w Rudawach Janowickich. A jak ktoś postawi przede mną napitek z browaru Ursa Maior to aż mi się oczy świecą. <3

  5. halmanowa pisze:

    Baaardzo Ci dziękuję za ten wpis, to dla mnie wielka wskazówka. Nie chodzi o mnie, bo ja z alkoholu toleruję jedynie wino. Ale wkrótce do Polski przyleci mój wujek, który to jest wielkim koneserem piwa. Mam już dla niego dwie butelki tego złocistego płynu. Z lokalnego rodzinnego browaru Amber, który znajduje się pod Gdańskiem. Chciałam jednak znaleźć jeszcze coś ciekawego. I chyba czas zacząć poszukiwania tego trunku Sulewskiego :) Będę zawiedziona, jeśli go nigdzie nie dostanę, ale spróbuję!

  6. Bookworm pisze:

    Zacne hobby, mmmm, taka randka to rozumiem :D Tylko taksówka po randce wskazana albo nocleg na miejscu :)

  7. Przywieźć Ci? Do Wrocławia masz bliżej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.