I Ty możesz upiec pizzę!


Jeśli chcesz zdobyć szacunek teściowej, jeśli lubisz pizzę i nie boisz się ubrudzić rąk w kuchni – to właśnie jest wpis dla Ciebie. Wg poniższego przepisu robię pizzę „od zawsze” i jak do tej pory zawsze znikała do ostatniego okruszka.


Przepisów na pizzę jest w internecie cała masa. Od klasycznej pizzy włoskiej, po wielopiętrowe zapiekanki „a la pizza”. Co położymy na pizzy zależy tylko od naszych (i rodzinnych) preferencji kulinarnych. Zajmij się więc szybkim rachunkiem sumienia co lubisz za dodatki a ja w tym czasie wpiszę przepis na ciasto.

Tak wiem, to nie jest blog kulinarny ale … to jest blog człowieka, który lubi dobrze zjeść. Bo do biegania potrzebuje kalorii.

Ciasto na pizzę

Jest bardzo proste.

500 g mąki pszennej
40 g drożdży
250 ml ciepłej wody
płaska łyżeczka soli
pół łyżeczki cukru
2 łyżki oliwy/oleju

Drożdże rozprowadź z cukrem i letnią wodą (byle nie zbyt ciepłą!), wymieszać z 4 łyżkami mąki (odlicz od wspomnianych 500g), przykryj (np. schowaj do piekarnika) i odstaw na 15 minut do wyrośnięcia. Uważaj, bo przy tej ilości drożdży w 15 minucie będzie agresywny atak rozczynu na brzeg naczynia – bądź gotów do działania!

Co prawda by można było zmusić drożdże do pracy z całością składników, ale to jest ryzyko. Ostatnio miałem sytuację, gdy po 15 minutach rozczyn literalnie „ani drgnął”. Szybko przygotowałem drugi, z drżącym sercem odstawiłem do wyrośnięcia i … Ten pierwszy ruszył. Tak więc skończyło się na pizzy na 2 blaszki. W każdym razie po rozczynie poznamy czego się można spodziewać dalej.

Po 15 minutach wrzuć rozczyn do mąki z solą, wymieszaj całość i zagnieć z oliwą/olejem. Ciasto odstaw do wyrośnięcia (nie zapomnij o przykryciu).

Nadzienie i sos

Co lubisz mieć na pizzy? Przemyśl temat szybciej tak, abyś już po wyrośnięciu ciasta mógł je szybko umieścić na blaszce i przykryć tym, co lubisz najbardziej. Spektrum dodatków jest nieskończone. Pieczarki, sery, papryka, kukurydza, oliwki, mięso, wędliny, cebula – itd, itp.

Oczywiście równie ważny jest sos – zawsze przygotowuję sos pomidorowy. Dwie puszki z krojonymi pomidorami, zioła prowansalskie, czosnek, oliwa. Nawet całości nie trzeba gotować, tylko przepuścić przez blender. Sos i tak powstaje z ugotowanych pomidorów i trafi do piekarnika. Ale oczywiście można sos gotować.

W internecie jest cała masa przepisów na sosy – dopasujcie je do dodatków.

Hop do pieca

Blachę do pieczenia smaruję olejem (ale oczywiście można wyłożyć papierem do pieczenia – kiedyś tak robiłem, ale czasem jest problem w oddzieleniu papieru od ciasta), przekładam ciasto i rękami równomiernie wygniatam ustalając jednakową grubość ciasta. Szybko nakłuwam całość widelcem (żeby uwolnić ewentualne bąble powietrza) i smaruję ciasto sosem pomidorowym. Spotkałem się też ze smarowaniem ciasta oliwą (lepiej izoluje ciasto od nadzienia pizzy). Później nakładam wszystkie dodatki, często wprowadzając „rejonizację” – dla każdego coś miłego, np wg schematu:

Północny zachód dla syna (bo nie lubi pieczarek, kukurydzę toleruje ale oliwek też nie lubi)

Północny wschód dla żony (bo lubi oliwki, za kukurydzą nie przepada no i brzeg ma być chrupiący, z zawiniętą podsmażoną wędliną),

Południowy zachód to będzie kawałek teściowej, po trochu z każdego składnika nadzienia,

Południowy wschód będzie mój, będzie miał dużo więcej sosu i wyląduje na nim ostra papryka.

Całość przysypuję startym żółtym serem. Na kilka minut przed wyjęciem posypię pizzę startą mozarellą.

Pizza by bwotr.pl

Piekarnik nagrzewam do 220’C, na programie „pizza” – z termoobiegiem. Pizza ma to do siebie, że najlepiej wychodzi, gdy się ją piecze krótko i w jak najwyższej temperaturze. W domowych warunkach niestety nie osiągnę klasycznych 400’C, stąd 220’C i termoobieg. Czas pieczenia dla mojego piekarnika to ok. 20 minut, ale należy pizzę obserwować. Jeśli brzegi zaczynają się szybko robić brązowe, to lepiej bądźcie gotowi na ewakuację pizzy ze środka.

Pizza by bwotr.pl

Możecie jeszcze poeksperymentować z ilością drożdży, mąki, z pieczeniem na specjalnym kamieniu do pizzy, z odkładaniem ciasta na 24h do lodówki, z cienkim ciastem i wyższą temperaturą pieczenia. Ja Wam podałem mój sprawdzony przepis, którego nie ośmielam się modyfikować znacząco – konsumenci się przyzwyczaili do tej wersji i nie będę wprowadzał rewolucji, tracąc poparcie domowników ;)

No to wrzucajcie pizzę do pieca – życzę udanej konsumpcji – jeśli skorzystacie z przepisu, pochwalcie się w komentarzach, jak Wam wyszło.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. BasiaK pisze:

    Mam taki sam przepis, tylko wodę leję na oko. Tzn. na czuja (bo do oka wody lać nie lubię). No i u mnie wszystko leci po całości, nakrywam ściereczką i w cieplutkie miejsce wstawiam na wzrost. Raz mi tylko nie wyrosło, jak miało być dla gości. Wykazać się wtedy chciałam, więc mi ciasto udowodniło, że niewiele tu ode mnie zależy. Pizza domowa kucharza wychowa. ;-) Ale i tak jest najlepsza. :-)

    • Bookworm pisze:

      Z pizzą to ciekawa historia była. Nad morzem w pewnym ośrodku były zajęcia dla dzieciaków. Pewnego dnia – pieczenie pizzy. Kucharz przygotował dla kilkudziesięciu (!) dzieciaków ciasto, dodatki. Pilnie działaliśmy, wałkowaliśmy, smarowaliśmy sosem, sypaliśmy dodatkami. On to wszystko wziął i upiekł (numerki były). Wiesz jaką radość sprawił nam wszystkim? :D Bardzo, bardzo mu dziękowaliśmy, czasem tak niewiele potrzeba, żeby i dzieciaki i rodzice w swoje sprawcze możliwości uwierzyli :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.