Mniam!

Zapiekanka ziemniaczana o smaku maratonu w Paryżu


To nie tak miało być! Rok temu Tomek biegł w Pradze a ja wtedy pichciłem lazanię. Która, dzięki jego uczestnictwu, nabrała smaku praskiego. W tym roku nie miałem ani weny ani składników do tworzenia czegokolwiek bardziej skomplikowanego niż ryż z jabłkami, cynamonem na obiad. Weny, bo przecież co ja ciekawego napiszę, przecież przy gotowaniu będzie jak zwykle – nudno. A Tomek pobiegnie przecież jak w zegarku, transmisja będzie planowa itp, itd.

Ale… Tomek przed wylotem na swój wymarzony maraton w Paryżu pożegnał się ze mną słowami:

…a ty ugotuj coś dobrego!

A to zobowiązywało przynajmniej do próby napisania tekstu. I ugotowania obiadu. Zważając na zawartość lodówki zrozumiałem, że niekoniecznie tylko Tomek podjął się trudnej misji.


Co my tu mamy – składniki

Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie jakaś zapiekanka. Postanowiłem więc „pójść na żywioł” i zrobić prostą i (taką miałem nadzieję) smaczną zapiekankę ziemniaczaną. Tylko, że przecież w niedzielę wypadałoby zjeść coś konkretniejszego – najlepiej o smaku mięsnym.

No to już dwa elementy bazy się już pojawiły.  Ziemniaki (1kg) oraz wędlinki w postaci namierzonej w zamrażarce pysznej białej kiełbasie, wraz z frankfurterkami (łącznie 40dag). Żeby im nie było smutno, jałowo, monotonnie postanowiłem ożywić potrawę kolorystycznie i smakowo. Szybko wrzuciłem do gorącej wody 4 niewielkie buraczki. Do parowara z ziemniakami w plastrach ukradkiem podrzuciłem kilka różyczek brokułów i pokrojone marchewki. No i sparzyłem i pokroiłem 2 pomidorki. Taki dressing ;)

Całość bazowała na tym oto przepisie Katarzyny – zapiekanka ziemniaczana z kiełbasą i cebulą.

Do posypania potrzebowałem jeszcze  125g startego żółtego sera i jakieś 300ml przyprawionej tłustej śmietany. Jajka nie dawałem.

Gdzie jest Tomek?

Otóż jednego byłem pewien. Że wybierał się do Paryża i że najprawdopodobniej tam dotarł. Już w słoneczny w Polsce poranek startu dostałem zaskakującą informację, że przeteleportował się z grupy startowej biegnącej maraton na czas 4:00:00 w sektor startowy 3:30:00. Logiczne posunięcie, w końcu zakładał, że będzie bił życiówkę a nie ją potwierdzał, tylko jak on tego przesunięcia dokonał? (Niecierpliwi znajdą odpowiedź w jego relacji).

Relację z maratonu mogłem oglądać albo w Eurosporcie,

Biegnie

albo w internecie, gdzie można było sprawdzać postępy zawodników na trasie, poprzez specjalny link dla oglądających. Wpisałem jego numer startowy 42512 oczekując na start. I tu się zaczął legalny cyrk na kółkach. Bo ta strona podawała wszystko, tylko nie prawidłowy czas poszczególnych zawodników.A zaczęło się oczywiście ok. Po numerze startowym bez problemu znalazłem dossier Tomka.

Live

Tylko cały czas system nie podawał mi godziny jego startu! Testowałem na innych zawodnikach, nic i nic. Zero. Brak aktywności. Potem jakaś dziwna inna godzina startu. Jaka 10:15?? No to klikałem, zmieniając przeglądarki i używając słów, które nawet miłosierni bracia talibowie uznaliby za uwłaczające głuchym kozom.

start

Aż tu nagle wskoczyła mi informacja, po której spadłem z krzesła

15km

Wg infografiki wyglądało to tak, jakby Tomek teleportował się z linii startu (brak godziny startu), przefrunął na skróty nad punktem pomiaru czasu na 5 i na 10km i nagle objawił sie na piętnastym kilometrze. Ale to też jeszcze nic – tempo, w jakim się pojawił na 15 km kazało podejrzewać, że przykleił swój czip  jakiemuś Kenijczykowi!

Tu zaczęły się moje rozważania czy może Tomek czegoś przede mną nie ukrył. Co prawda, jego treningi były publicznie dostępne i każdy mógł je zweryfikować, ale… Moja podejrzliwa natura uzupełniła nielogiczności spiskową teorią i stwierdziła, że widocznie przez okres przygotowań maskował się. I że teraz wytnie taki numer, jakiego jeszcze nikt przed nim i nikt po nim nie wytnie. Kolejne czasy pozwalały mogły to potwierdzać. Tomek stał się Kenijczykiem!

Dla uzmysłowienia rzędu przeskoku napiszę Wam, że Tomek miał biec w tempie ok. 5:20.-5:30.

15km1

Ta prędkość przeczyła prawom fizyki, konstytucji Republiki Francuskiej i kodeksowi drogowemu! Więc klikałem dalej.

Wciąż nieugięcie walczyłem na trzech frontach. Obiadowym. Komputerowym i przed ekranem TV – żeby uzyskać za pomocą negocjacji, prośby i groźby dostęp do Eurosportu. W którym komentatorzy w pewnej chwili potwierdzili, że organizatorzy mają problem z podawaniem czasu i nikt z nich nie wie gdzie kto jest aktualnie, z realizatorami transmisji na czele. Poza tymi, którzy już linię mety przekroczyli.

meta eurosportPróbowałem na rozmaite sposoby otworzyć prawidłowy pomiar czasu – dwie różne przeglądarki, różne tryby pracy – im bardziej próbowałem, tym częściej widziałem napis:

DNA

Aż nagle stał się cud. Wskoczyły wyniki Tomka! Tyle tylko, że ja musiałem skupić się na przygotowaniu obiadu.

Zapiekamy!

Ugotowane ziemniaki położyłem na dnie wysmarowanej oliwą przezroczystej formy. Posypałem je przyprawą do ziemniaków. Na to wyłożyłem ugotowane i chwilę podsmażone plastry buraków. Udekorowałem brokułami i marchewką. Kolejną warstwą były przesmażone wędliny. Na to powędrowała śmietana z dodatkiem gałki muszkatołowej, pieprzu i soli – całość została posypana startym żółtym serem. I to wszystko na 30 minut do piekarnika nastawionego na 180’C.

co i jak

Jak widać na powyższym obrazku, tu się nie ma co zastanawiać tylko poprzekładać i zapiec.

Finisz z opóźnieniem

Czasy Tomka wskoczyły z opóźnieniem zdążył już osiągnąć 30sty kilometr! Biegł może nie jak Kenijczyk, ale jakby był natchniony – to już mogę śmiało napisać.

tomek

On na nadgarstku miał tabelkę z planowanymi międzyczasami na kilometrach, ja szybko porwałem z półki książkę Jerzego Skarżyńskiego – otwarłem podobną tabelkę – też już wiedziałem wszystko!

tabela

Wystarczyło mi namierzyć jego poszczególne czasy na wypisanych kilometrach i zerknąć w szacowany czas ukończenia. Szedł pięknie!

finisz

Tak oto Tomasz osiągnął linię mety z pięknym czasem 3:48:44! Natychmiast, pomny jego oczekiwania na wyniki sprzed roku, wysłałem mu smsa z gratulacjami i czasem. I wtedy zerknąłem na godzinę w komputerze: 13:05. A czas zakończenia biegu w jego wypadku był – o , o taki! 

meta

Czyli w podawaniu wyników było opóźnienie prawie 10 minut!

No tom się wygłupił, on już dawno odebrał medal i pewno zmierzał do hotelu po rzeczy. Wkrótce zadzwonił, skrótowo i bardzo entuzjastycznie opowiedział jak mu się biegło. A ja w międzyczasie wyciągnąłem z piekarnika parującą zapiekankę. Rodzina zabrała się dziarsko do konsumpcji a mnie – gdy na dnie została jedna niewielka porcja – olśniło, że przecież fotkę miałem zrobić po wyjęciu zapiekanki z piekarnika! A niech to …


Poniższa fotka jest ocalałą porcją, którą zjadłem na obiad w poniedziałek. I wiecie co ? Nawet odsmażona całkiem smaczna była! Smakowała niczym jakieś wykwintne francuskie danie. Tak, zdecydowanie po parysku… 

zapiekanka day after

12 Comments

  1. Nie powiem…chętnie bym ciupnęła takie cudo:) Lubię zapiekanki:)

    • A ja bym zjadł te gołąbki Blogierki :) Do Ciebie to się boję zaglądać na FB, bo stanowczo zbyt dużo pięknych kulinariów wrzucasz :P

  2. No Tomek jest przekotem! :D
    A ja przyznaję się: chciałam zrobić Twoją zapiekankę dzisiaj, ale..wygrały gołąbki! :D
    Tak wiem, to powinno się leczyć :P

    • I bardzo dobrze! Też bym wybrał gołąbki. Z tego co pamiętam ich nie robiłem jeszcze, a mógłbym jeść codziennie i w konkretnych ilościach :)

      • A wiesz jak można kombinować z farszem? Polecam- jak się wkręcisz to pomysły same przychodzą do głowy! :)

  3. Ziemniaczane zapiekanki, to jedno z moich ulubionych dań. Robię je bardzo często i w najróżniejszych konfiguracjach. Oj kiedy to ja się wybiorę do Paryża na biegi?;) Na razie tylko do pobliskiego parczku, runda dookoła placu zabaw i do domu:).

  4. A mówiłam sobie: nie czytaj w nocy, bo to o jedzeniu będzie. Przeczytałam. I skręca mnie teraz z głodu. W środku nocy. Oczywiście jestem zdania, że człowiek powinien jeść wtedy, kiedy jest głodny, ale nie chce mi się wyjść z łóżka. :-P Ty pracowity bardzo jesteś, bo tu dużo roboty było, najpierw ugotować, usmażyć, potem upiec. No ale smak pewnie boski? :-)
    Jakieś dziwne odgłosy słyszę. No tak, burczy mi w brzuchu…
    Ps. Taki czas jak osiągnął Tomek to ja wykręcam na rowerze. :-D No chyba, że przycisnę, to wtedy jestem jak biegnący Kenijczyk. Szybciej mój rower już nie potrafi. :-P

  5. Woow !! Gratuluję Tomkowi pięknego czasu i daru teleportacji – no cóż technika jest zawodna i lubi figle płatać tak jak ostatnio Facebook właściceilom fanpage’ów ;) A zapiekanki kawałek poproszę :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén