Pokemon Go poradnik dla rodziców


Małe kolorowe stworki bez reszty zawładnęły umysłami dzieci (i nie tylko dzieci). Serialowe Pokémony skaczą na ekranach telewizorów, tabletów i telefonów komórkowych.

Pokemony
Mój tekst o Pokemon Go pokazuje moje podejście, jako rodzica, do tego fenomenu. Ma na celu ułatwienie rodzicom pierwszego kontaktu z tą grą i kontaktu z grającym w Pokémon Go dzieckiem.

Dzięki mojemu poświęceniu, nad Wielkim Kanionem Rodzicielskiej Niewiedzy  o Pokemonach pojawi się kładka, po której z gracją pędzącego kota przeskoczycie na  stronę tych, „co umieją w Pokémony”. Nagrodą jest podziw ze strony pociechy. I stado wesołych stworków w telefonie.

Możecie zacząć lekturę tego tekstu od końca – od mini słowniczka gry. Bo bez niego trudno wam będzie zrozumieć przykładową rozmowę pod tym tekstem podpisanego ojca, wracającego do domu z nowymi Pokemonami:

– Co ciekawego złapałeś? 

– Squirtla, uciekł mi z Great Balla, to mu dorzuciłem malinkę, poprawiłem podkręconym Ultra Ballem no i trafiłem go za Great!
Ma ponad 400 CP, szkoda że nie mam dość cukierków, żeby go ewoluować, bo ma fajny pierwszy atak i będzie z niego fajny Wartortle, z wysokim HP. 

Pokémon Go podejście pierwsze

Firmia Niantic znana mi do tej pory była z gry Ingress, w którą również gra cały świat. Tylko Ingress jest grą zespołową, wymusza współpracę przy tworzeniu pól i budowaniu portali – a w Pokémon Go aspekt współpracy jest potraktowany bardzo po macoszemu.

Kilka miesięcy temu, z ciekawości, zainstalowałem Pokémon Go, żeby wiedzieć o czym się mówi i pisze. Złapałem kilkadziesiąt Pokémonów, pokręciłem trochę Pokestopami obserwując kolorowe kulki Pokeballi, szybko awansowałem o kilka poziomów i odinstalowałem grę, bo uznałem ją za nudną.

Podczas intensywnych treningów biegowych, wymagających długich przedmaratońskich wybiegań, często przebiegałem obok wspomnianych Pokestopów i Gymów, które były oblegane przez młodzież. Raz nawet prawie mnie rozjechała ekipa gnająca Pokémony na rowerach, po chodniku. Polowanie z nagonką, psiakość.

Brrr, paskudztwo te Pokémony.

Odinstaluj Pokémon Go!

Mój syn zainstalował grę Pokémon Go na swoim telefonie rychło po otrzymaniu tegoż własnego przenośnego urządzenia telekomunikacyjnego, o niestety zbyt wielu rdzeniach i zbyt wypasionej pamięci RAM. Gdy to odkryłem, tak długo marudziłem i go męczyłem, aż z żalem, ale usunął tę aplikację. Odetchnąłem.

Towarzyszył mi za to dzielnie w graniu w Ingress. Podczas powrotów z jego dodatkowych popołudniowych zajęć wytrwale hakowaliśmy i niszczyliśmy portale wrogiej frakcji. Wydawało mi się, że Ingress pochłonie go, tak jak mnie. Tym bardziej, że błyskawicznie przyswoił sobie zasady tej gry, zapamiętał lokalizacje najbliższych portali i pseudonimy najlepszych okolicznych graczy obu frakcji.

Jaki ojciec, taki syn

– z dumą myślałem.

A jednak znowu Pokémon Go

Ale nadszedł pewien wesoły dzień, w którym syn zbyt późno przełączył ekran telefonu, na którym wesoło skakały jakieś stworki i …. Dotarło do mnie.

– Synu, ty grasz w Pokémon GO?
– Tak!

Wsiadłem za kierownicę auta i podczas jazdy długi czas nie mówiłem ani słowa, tylko rozważałem co z tym fantem uczynić.

Zakazać grania? Bez sensu. Junior interesuje się Pokémon Go, ogląda jakieś seriale z tymi stworkami, a przecież nie tak dawno temu, jakieś trzydzieści pięć lat wstecz, sam też oglądałem „Załogę G” (czyli sławną „Wojnę Planet”) – z kolorowymi japońskimi animacjami.

I tak rozmyślając coraz intensywniej i dłużej, wdrożyłem chytry plan.

Otóż nic nie mówiąc Juniorowi…

Powróciłem do Pokémon Go i ja

Zagłębiłem się w poradniki na temat grania, zacząłem też pilnie słuchać i podpytywać Juniora o samą grę. Po cichu zacząłem też łapać Pokémony, starać się zrozumieć zależności w grze, a nade wszystko – rozpędzić się i szybko „levelować”, czyli przeskakiwać poziomy jak najszybciej.

Jako zacięty wróg „czitowania” czyli oszukiwania, wszystko czyniłem jak w poradniku, ale bez używania niedozwolonych programów. Bo bardzo prosto można oszukiwać w grze i szybko zdobyć wysoki poziom, nawet nie ruszając się zza biurka.

Równocześnie, żeby sprawa się nie wydała zbyt szybko, przy Juniorze grałem w Ingress, ale pilnie słuchałem co też mądrego mówi o grze. Ale to nie wszystko.

Zasłona dymna, czyli teraz ja gram w ukryciu

Wyłapywałem fachowe zwroty i słówka, przekręcałem je utwierdzając syna w tym, że Pokémon GO to nie moja bajka. Myliłem rewolucje z ewolucjami, zamieniałem nazwy Pokémonów, celowo częstowałem syna łakociami, żeby podkarmił te swoje stworki – jedno mogę powiedzieć. Lekko to ze mną Junior nie miał.

Tatusiu, znowu nic nie rozumiesz, to nie tak…

Za to z przyjemnością doceniłem inicjatywy dłuższych spacerów – Junior potrzebował kilometrów, żeby „jajka się wykluwały”.

Jajka w Pokemon GO i inkubatorNo to OK. Każda forma ruchu mile widziana. Sam wytrwale podnosiłem poziom mojej postaci, dobijając ostatecznie do 19. poziomu trenera w Pokémon GO (bo gracz jest de facto trenerem Pokémonów).

Po powrocie z dodatkowych zajęć, często podjeżdżaliśmy pod jeden z Gymów. Tam syn próbował go przejąć, wzdychając co pewien czas, jak to by było fajnie, gdybym ja miał Pokémon GO, to bym mu pomagał w walce z obcą frakcją, której Pokémony blokowały mu obsadzenie Gymu.

Przed Gymem w Pokemon Go

Pewnego dnia byłem już gotów na pierwszą próbę współdziałania. Gdy syn i jego wesoła gromadka Pokémonów wszedł do akcji, ja ukradkiem też włączyłem się do gry, eliminując wrogie Pokémony wraz z nim.

Atak grupa Pokemonow w Pokemon GOCzujny byłem, aby nie zerknął na mój ekran, niczym polityk w gabinecie prezesa kartkujący kalendarz z posłankami przeciwnej opcji. Gdy Junior spostrzegł, że ktoś mu w grze pomaga, byłem oczywiście pierwszym podejrzanym.

Ale gdzie tam, przecież za krzakami stoi grupa chłopaków – to pewno oni grają.  Ja w żadne Pokémony nie gram!

Kłamałem jak z nut, śmiejąc się w duchu.

Bo czekałem na sprzyjający moment. Podczas walki odkryłem, że muszę mieć jeszcze wyższy poziom postaci i lepsze Pokémony, żeby być bardziej pomocnym.

Wzmogłem za to akcję dezinformacyjną, myląc już w rozmowach o Pokémonach wszystko ze wszystkim. Zmyłka zadziałała, bo syn z politowaniem stwierdził:

Ty rzeczywiście nie możesz grać w Pokémony, bo nic nie ogarniasz.

Ja natomiast, po kolejnych dwóch dniach łapania „Poksów” i ewoluowaniu ich, byłem gotów.

Ewolucja Pokemonów

Ujawniłem się

Ujawniłem się podczas kolejnego odbijaniu Gymu.

Radość była wielka, warta tej całej wcześniejszej maskarady. Syn był szczęśliwy a i ja byłem głęboko zadowolony, bo plan się udał. Wreszcie mogłem mu towarzyszyć w jego pasji!

To nic, że nadal nie znam ewolucji poszczególnych stworków. To nic, że atakuję w Gymach nieskutecznymi atakami moich Pokémonów, bo za Chiny Ludowe i pół Stepów Akermańskich nie rozumiem strategii nasyłania pewnych rodzajów Pokémonów na inne. Te ich „pierwsze ataki”,”drugie ataki”, może to i ma sens, ale mój rozum tego nie potrafi poskładać w logiczne zasady.Exeggutor Pokemon GO

Ale za to rozumiem o czym zemną syn rozmawia, sam jestem w stanie w podobnym narzeczu się wypowiadać. Chodzimy na niedzielne dłuższe spacery (3-4km) podczas których łapiemy wszystko, co się pod komórki nawinie. Wracamy podpięci kablami do zapasowych źródeł energii, ale za to syci wrażeń i wygadani na wszelkie tematy, wcale niekoniecznie związane z grą.

Syn poznaje jeszcze dokładniej sieć ulic i skrótów w mieście, zabytki i ważne miejsca (bo tam umiejscowione są Gymy i Pokestopy). Chodzi tak daleko, jak tylko się da, żeby przejść wymaganą do wyklucia się Pokémona liczbę kilometrów.

Czy podoba mi się Pokémon GO?

To pytanie zadał mi Junior. I odpowiedziałem najzupełniej szczerze:

Nie, sama gra nie jest bardzo interesująca, ale sprawia mi przyjemność wspólne granie i wspólne spacery.


Moim zdaniem każda minuta wspólnie spędzona z dzieckiem, to najważniejsze chwile na świecie. To, że nie oglądam serialu i nie gram w inne gry o Pokémonach, daje synowi okazję do tłumaczenia mi pewnych skomplikowanych niuansów ewolucji i historii o Pokémonach. Jemu to sprawia przyjemność i się takich rozmów domaga. A ja doceniam to, że syn chce z taką skamieliną jak ja o tym rozmawiać.

Bo chyba od tego są ojcowie, co nie? „Jaki syn taki ojciec?”. 

You win Pokemon GO

A tak przy okazji, to mój Trainer Code to:

0726 0798 2346

Możesz zawsze dodać mnie do przyjaciół…


20 najważniejszych pojęć w Pokémon GO

Przy tworzeniu poradnika nie ucierpiał żaden Pokémon. Poniższe definicje są bardzo proste, łopatologiczne, dla takich graczy jak ja. Nie szukajcie tu skomplikowanych strategii. Tak widzę grę Pokemon Go ja, ojciec syna, który na pewno wie więcej. Jeśli macie pytania – z chęcią przekażę je dalej, a odpowiedź oczywiście zamieszczę.

Buddy: Pokémon, którego wybieramy na towarzysza wypraw. Pokonując wspólnie kilometry my „wychodzimy” jajka, Buddy zbiera cukierki niezbędne do ewolucji.

Coins: czyli monety. Otrzymywane za dołożenie Pokémona do Gymu i jako premia za utrzymanie się Pokémona przez 21 godzin. Premie się odbiera w sklepie (shop). Coinsy można też kupić za prawdziwe pieniądze, ale tego rozwiązania nie polecam.

Cukierki: niezbędne do ewolucji Pokémonów. Otrzymywane przy łapaniu danego Pokémona, od Profesorka (za odesłane Pokémony) i podczas ewolucji. Cukierki „wychodzi” też nasz Buddy, czyli Pokémon, którego wybraliśmy na towarzysza.

Drużyny: są trzy – czerwona, niebieska i żółta. Wybór jest symboliczny bo na nic nie wpływa poza znaczkiem przynależności do danej frakcji.

Ewolucja: większość łapanych Pokémonów może ewoluować w swoje wyższe (i mocniejsze) formy. Do tego są niezbędne cukierki.

Gymy: miejsca „starć” Pokémonów z przeciwnych frakcji. Walki są bezkrwawe, dzielą się na treningowe (podnosimy poziom Gymu), umożliwiające dołożenie naszego Pokémona, walki mające na celu eliminację Pokémonów obcej frakcji, do których należy Gym. Pokemon wyeliminowany wraca do właściciela, który musi go uzdrowić.

Inkubatory: rzecz cenna i rzadka. Każdy gracz ma jeden inkubator o nieskończonej liczbie użyć, otrzymuje też czasem zużywalne inkubatory (3 wyklucia Pokémonów).

Jajka: to z nich wyskakują najlepsze Pokémony. Są jajka 2km, 5km i 10km. I taki dystans trzeba przejść z włączoną aplikacją Pokémon Go z jajkiem w inkubatorze, aby z jajka wykluł się Pokémon.

Level gracza: czyli poziom zaawansowania postaci. Im niższy, tym mamy słabsze pokemony. Do 5 poziomu nie możemy walczyć w Gymach. Poziom podnosi się zyskując punkty za łapanie Pokemonów, ich ewoluowanie itp.

Malinka: owoc który rzucony Pokémonowi uspokaja go, ułatwiając złapanie.

Pokeballe: kulki, którymi łapiemy Pokémony. Uzupełniamy ich zapas kręcąc tarczą Pokestopów. Są trzy rodzaje kulek, te rzadziej otrzymywane stosujemy na te trudne do złapania Pokémon. Kulkę można podkręcać. Im celniej ją rzucimy, tym pewniejsze jest złapanie Pokémona (i otrzymanie premii punktowej).

Pokedex: katalog Pokémonów. Tu mamy zaznaczone ile Pokémonów przeszło przez nasze ręce, ile widzieliśmy a jeszcze nie złapaliśmy.

Pokémony: małe i duże stworki na które polujemy za pomocą Pokeballi. Złapane możemy poddać ewolucji, bądź odesłać do Profesora (otrzymując cukierki przypisane dla danej odmiany Pokémona). Każdy z nich należy do jednego z typów i podtypów (wodne, ogniste,powietrzne itp.) co wpływa na strategię walki w Gymach.

Pokestopy: to stąd wypadają Pokeballe, Malinki, Potionsy. Zazwyczaj wypada wcale nie to, czego najbardziej potrzebujemy w danej chwili. Uwaga, nie da się kręcić Pokestopami jadąc autem (tzn. kręcić się da, ale nic nie wypadnie).

Powerbank: niezbędny atrybut każdego gracza Pokémon GO. Ta gra pożera wręcz baterię, przy w pełni naładowanym telefonie czas aktywnej gry to około godzina. Tak więc im większy powerbank, tym lepiej.

Radar: informacja o najbliżej występujących Pokémonach. Radar podaje zarówno Pokemony w nieodległych Pokestopach („nearby”) jak i czające się niedaleko w trawie („sightings”).

Sklep: to tu odbieramy premię za dokładanie Pokémonów do Gymów (10 coins), to tu dokupujemy inkubatory czy rozszerzamy nasz zasobnik na niezbędne wyposażenie. Uwaga, to tu można mikropłatnościami dokupić Coinsy za prawdziwe pieniądze.

Stardust: gwiezdny pył. Zbierany przy łapaniu Pokémonów, niezbędny do podnoszenia mocy Pokémonów („pałerapowanie”).

Walki w Gymach: Proste niczym filozofia Pokémonów. Atakujący wybiera sześć swoich stworków, z którymi wpada do Gymu. Każdy Pokémon ma dwa rodzaje ataków, oraz możliwość uników. W zależności od liczby pokonanych Pokémonów zwiększa się (w Gymach swojej frakcji) lub zmniejsza się (we wrogich) prestiż. Co umożliwia wcześniej lub później dodanie swojego Pokémona do Gymu. I otrzymanie premii. Sama walka to dość rozwinięta gra kamień-nożyce-papier bo każdy ze stworków ma swoje słabe strony i te mocniejsze. Tu należy wiedzieć którego Pokemona brać do drużyny, którego nie.

Wskaźniki HP, CP i inne. Każdy Pokémon ma swoje charakterystyki. HP czyli siła życiowa (leczona potionami), CP czyli zdolność walki, ogólnie im większa liczba, tym lepszego Pokémona mamy. Podczas podnoszenia jego zdolności (power up) rośnie HP i CP.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

24 komentarze

  1. Qursantka pisze:

    „Niestety” znam wszystkie zwroty, mój syn zamęcza mnie tym CODZIENNIE,a gdy raz przeszkodził mi w czytaniu książki ( wreszcie po kilku tygodniach znalazłam 5 minut wolnego na książke!) i powiedziałam że mam gdzieś jego pokemony, zostałam wrogiem publicznym nr jeden, i – przecież go nie kocham!!! To na co były te godziny wysłuchiwania o Gymach, nowych poksach i zatrzymywanie się gdy tylko jakiś unikta (!) się pojawi ! Skoro wszystko zostało zapomniane w ciągu sekundy ! :P

  2. naszebabelkowo.blogspot.com pisze:

    Nie przepadam za jakimikolwiek tego typu grami – i chyba trudno będzie mi się do nich przekonać. Akurat w tej kwestii jestem tradycjonalistką – wolę stare dobre planszówki i literaturę :) Niemniej jednak bardzo możliwe, że mój synek dokona w przyszłości innych wyborów ;)

  3. Iza Ce pisze:

    Wszystko ma swoje plusy i minusy :-) Na pewno wyjście z domu i chodzenie (co obecne dzieci rzadko robią), to ogromny plus. Jeśli jeszcze spędza się czas razem, to dlaczego nie?
    http://www.mojaszkolaangielskiego.wordpress.com

  4. Bookworm pisze:

    Dziękuję :)
    No tak, 17 latkowi to już nie wypada a trzylatek jeszcze nie ma własnego telefonu :)

  5. Gosia pisze:

    Świetny wpis, rewelacyjnie się Ciebie czyta. Co do pokemonów to mam w domu 17 latka i 3 latka i na razie żaden z nich nie zapałał miłością do Pokemonów.

  6. Bookworm pisze:

    Pięknie napisane. To całkiem fajny pomysł, podpowiedziałaś mi co zrobić na kolejnych wakacjach, dziękuję :)

  7. Iza pisze:

    Ja doceniłam Pokemon Go na jesiennym wyjeździe z chłopcami. Nawet im internet udostępniałam ze swojego telefonu, bo dzięki temu bez szemrania wychodzili ze mną z hotelu i pokonywali nawet najdłuższe trasy, bo zawsze była nadzieja na złapanie lub wyklucie się Pokemona. Po powrocie nawet po okolicy dzięki temu chodziliśmy. I to prawda, że w trakcie takich spacerów rozmowa wcale nie toczy się tylko wokół gry. Dlatego też uważam, że warto skupić się na jej plusach i wykorzystać okazję do przebywania z dzieckiem, bo jednak ani się obejrzymy, to nawet Pokemony nie przekonają ich do wspólnego spaceru z rodzicem. ;)

  8. Bookworm pisze:

    Tak się chwilami zastanawiam właśnie, przerzucając się hasłami z Juniorem, na ile my jesteśmy normalni. Te wszystkie wskaźniki, cyferki, nazwy. Dziwna sprawa, ale wciągająca ;)

  9. Bookworm pisze:

    No ja zupełnie fenomenu Pokemonów nie łapię. Ale to „łapię” jest dobrym słowem. Może jeśli wszystkie wyłapię, zrozumiem?

  10. Wiesz, ja to się jednak cieszę, że gdy moje dzieci były małe, jedyne co robiły z pokemonami to oglądały, zbierały naklejki i rysowały je. :-) Prościej było dopilnować co robią. :-) Nie lubię gier, ale sam pomysł świetny. Spryciarzu. :-D

  11. Blogierka pisze:

    Paweł- jesteś niezłym Wariatem ale też świetnym ojcem! Totalnie się wzruszyłam!
    Oczywiście czytając początkowy dialog – zeskrolowałam na dól- tojest jak rozmowa szyfrem :D

  12. Bookworm pisze:

    Otóż to. Samemu to nuda, ale z kimś to chociaż temat do pogaduchy jest ;)

  13. Bookworm pisze:

    Lure działa (?) bardzo prosto. Odpalasz i przez 30 minut (teraz przy kończącym się evencie 6h) wokół pokestopa latają jakieś cudasie, które niby mają powodować, że będzie wysyp Pokemonów. Jakoś gdy wchodziłem w te cudze, to nigdy cudów nie było. Swoich jeszcze nie odpalałem, bo mam tylko pięć. Podobnie z tym całym incestem, ma niby zanęcać a jakoś poza gołąbkami i myszami to nic fajnego nie lata za mną :(

  14. halmanowa pisze:

    Ja pykam tylko od czasu do czasu, ale już ze 2 miesiące będą, jak nie zajrzałam do gry. Może jak wiosna przyjdzie, to znów się trochę zabawię, ale… samej trochę nudno :)

  15. anjanka pisze:

    Nie wiem, jaki był zamysł twórcy gry, ale moja myśl o tej grze się sprawdziła kolejny raz. Dla wyjścia z domu warto, dla spędzenia czasu na miłej zabawie w towarzystwie warto. Też grałam, torby nie gram, nie mam czasu na spacery, a wieczorem aura nie sprzyja. Zacznę znów wiosną.

  16. anjanka pisze:

    Nie wiem, jaki był zamysł twórcy gry, ale moja myśl o tej grze się sprawdziła kolejny raz. Dla wyjścia z domu warto, dla spędzenia czasu na miłej zabawie w towarzystwie warto. Też grałam, torby nie gram, nie mam czasu na spacery, a wieczorem aura nie sprzyja. Zacznę znów wiosną.

  17. Zaniczka pisze:

    Muszę się ujawnić, też gram :D No szacun kolego :) Szkoda, ze tak daleko mieszkacie :) powłóczyłabym się z Wami. Dzięki za słownik ale… zapytaj Juniora po co są Lure Module i jak to działa do diaska :D

    • Bookworm pisze:

      Lure działa (?) bardzo prosto. Odpalasz i przez 30 minut (teraz przy kończącym się evencie 6h) wokół pokestopa latają jakieś cudasie, które niby mają powodować, że będzie wysyp Pokemonów. Jakoś gdy wchodziłem w te cudze, to nigdy cudów nie było. Swoich jeszcze nie odpalałem, bo mam tylko pięć. Podobnie z tym całym incestem, ma niby zanęcać a jakoś poza gołąbkami i myszami to nic fajnego nie lata za mną :(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.