„Preludium Słowiańskie” – to trzeba obejrzeć!


Jest wieczór. Kartkuję powoli pięknie wydany album Art Color Ballet, na jego stronach fotografie tancerzy zastygniętych w artystycznych pozach, lub uchwyceniu w ruchu. Każda z postaci to ruchome dzieło sztuki – skóra pokryta jest malunkami. Fotografie to wysmakowane obrazy. Trudno jest usiąść przed komputerem i skupić się na pisaniu relacji, bo trudno jest oderwać się od albumu.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że kilka wieczorów temu siedziałem, wraz z małżonką, na widowni Nowohuckiego Centrum Kultury, rozkoszując się „Preludium Słowiańskim”, spektaklem pełnym koloru, dźwięku, finezyjnego tańca i pozostawiającym w głębi słowiańskiej duszy ulotne wrażenie powrotu do czegoś, co jest nam bardzo kulturowo bliskie i podświadomie zrozumiałe.

A jeszcze w niedzielny poranek biegałem po lesie, w okolicach grodu Gołężyców, słuchając szumu strumienia i szelestu drzew, nie wiedząc, że atmosfera tajemniczego lasu powróci do mnie zwielokrotniona acz o wiele bardziej tajemnicza i magiczna.

Tłumaczę się

Aby obejrzeć spektakl musieliśmy pokonać ponad 150 km w jedną stronę. Dlatego o tym wspominam, bo jeśli po lekturze tego tekstu zapragniecie również doświadczyć wrażeń, które były naszym udziałem – nie patrzcie na odległość dzielącą Was od miejsca wystawiania „Preludium Słowiańskiego”. Skupcie się na błyskawicznym zakupie biletów (znikają bardzo szybko), no i na zaplanowaniu trasy do teatru. Warto, po tysiąckroć warto.

Trudno jest namalować słowami widowisko, które jest ruchem, światłem, dźwiękiem, śpiewem, tańcem ciał pokrytych skomplikowanymi malunkami; widowisko, które jest ucztą dla zmysłów. Dlatego będzie tu dużo cytatów z wspomnianego albumu Art Color Ballet, będą też zdjęcia z Instagramu.

Zachęcam również do wizyty na stronach grup artystycznych tworzących „Preludium Słowiańskie”, sporo filmów znajdziecie w sieci. Nade wszystko zapolujcie na bilety na sztukę. Warto. I żaden opis, zdjęcie czy film nie odda przeżyć i wrażeń obserwowanych z widowni.

Nam, jako widzom, nie wolno było nagrywać ani fotografować spektaklu, stąd jedynie zdjęcie w nagłówku i na końcu jest moje – zrobione przed rozpoczęciem i po zakończeniu „Preludium”.

Z „Preludium” zetknąłem się jeszcze przed naszą poprzednią wyprawą na spotkanie z Art Color Ballet, który wystawiał „Kryptonim 27″, widowisko oparte na twórczości Zbigniewa Beksińskiego. „Kryptonim 27” był w odbiorze trudniejszy, mroczny, jak cała twórczość Beksińskiego. A ja zacząłem zastanawiać się o czym też może być „Preludium”.

Czym jest „Preludium Słowiańskie”

„Preludium Słowiańskie” to spektakl muzyczny sięgający do korzeni kultury Słowian. Inspiracją do powstania scenariusza był Kalendarz Słowiański oraz symbolika przyrody zaklęta w czterech porach roku (…).

Dynamika żywej muzyki oraz pieśni słowiańskich, zilustrowana tańcem i plastyką przenosi widza na emocjonalnie głęboki poziom doznań i pierwotnych znaczeń, za którymi tęsknimy.

A teraz dajmy przemówić obrazowi:

Spektakl tworzą trzy grupy artystyczne, które na scenie stanowią jedność:

Art Color Ballet (Sztuka – Kolor – Balet)

Spektakle zespołu to rozbudowane widowiska malarskie zawierające nowoczesną choreografię, piękną muzykę, bodypainting, nowatorskie rozwiązania scenograficzne oraz najnowsze osiągnięcia techniki oświetleniowej.

W 1998 roku Agnieszka Glińska, zafascynowana tańcem, muzyką i malarstwem, założyła w Krakowie zespół Art Color Ballet. Zespół to profesjonalni tancerze, performerzy, akrobaci, muzycy, plastycy, charakteryzatorzy i fotograficy.

Wataha Drums 

Wataha Drums to oryginalna formacja perkusyjna wykorzystująca w widowiskach eksperymenty będące połączeniem synchronizacji  muzyki,  ruchu i światła z interaktywną wirtualną scenografią, generowaną z rzutników w czasie rzeczywistym.

WATAHA The Slavic Drummers, założona przez Marka „Smoka” Rajssa, to muzycy poszukujący pierwotnych, etnicznych brzmień i eksperymentujący z różnego typu instrumentami perkusyjnymi.

STROJONE pieśni tradycyjne

Stroimy w dźwiękach, tych nieuładzonych i szorstkich. Śpiew to nasz pomost między tradycją, ludowością a tym, co dotyka nas współcześnie. Szukamy, eksperymentujemy, badamy. Świat rodzimej Słowiańszczyzny jest początkiem naszej podróży.

Odrobina emocji przed spektaklem

Dla nas przedstawienie zaczęło się niespodziewanymi emocjami. Sam dojazd do Nowohuckiego Centrum Kultury, pomimo niedzielnego, wieczornego ruchu był bezproblemowy. Ba, zaparkowaliśmy przepisowo i nieopodal CK.

Po obowiązkowej wizycie w Bistro, w którym zawsze dostanie się dobre ciacho, udaliśmy się na nasze, oznaczone na biletach miejsca, na których niestety… ktoś już siedział. Pospieszna konfrontacja naszych, kupionych biletów z okazanymi zaproszeniami ukazała, że ktoś wypisał zaproszenia na jedno z naszych i dwa z sąsiadujących z naszymi miejsca. Udajemy się całą grupą do organizatorów (10 minut przed rozpoczęciem), którzy błyskawicznie potwierdzają pierwszeństwo biletów zakupionych przez internet, nad darowanymi, wypisanymi ręcznie. Uff, wyobraźcie sobie sytuację, że jedziecie przez dwie godziny na spektakl, który obejrzycie (albo i nie) z dostawek.

Na prawo od nas (o jakieś dwa miejsca) zainstalowany był realizator dźwięku, ze swoim wielkim mikserem i laptopem. Usłyszałem kolejnych zdziwionych niedoszłych widzów, którzy mieli wypisane te same miejsca, co realizator. Na całe szczęście (dla wszystkich widzów) realizator odmówił ustąpienia foteli, jak sprawę rozwiązano, nie wiem. Rozpoczęło się przedstawienie.

Widowisko

O czym jest „Preludium Słowiańskie” ? To obrzędy, to przepływająca energia, to bóstwa, to żywioły, pory roku, to szamani, to pulsujące kolorami i emocjami życie. To wszystko co pierwotne – woda, wiatr, pioruny, to walka i przemijanie, ale też to cykl życia, po zimie jest wiosna, co umarło, powróci żywe.

Spektakl rozwija się przed zmysłami obserwatora, otacza go dźwiękami, otula muzyką, kusi i mami zmysłowym tańcem, zwodzi podstępną grą cieni, oszałamia wieloplanowością dziejących się scen i finezyjną scenografią.

Wykorzystanie świateł i projekcji komputerowych podkreśla układy taneczne, rysuje cienie i sceny na najdalszym planie, pozwala też artystom bezkarnie podkradać się niezauważonym w mroku, na pierwszy plan, dopiero wtedy wydobywa ich z ciemności.

Dźwięki wędrują po sali, kapie i ciurka woda, szeleszczą przerażające szepty i szmery. Raz z lewa, prawa, innym razem za widzem, powiedziałbym – tuż obok.

Oczy sycą się feriami kolorów, płynnością, zdecydowaniem i nieomylnością ruchu tancerzy, również scenami walk. Wirujący balet raz przyspiesza, raz zwalnia, raz zamiera i zastyga.

Bogactwo dźwięków to nie tylko muzyka tła, to przede wszystkim bębny wybijające rytm, przyspieszające bicie serca, które sączą prosto do żył czystą energię zaklętą w dźwiękach i uderzeniach. Bębniarze są zsynchronizowani, to również tancerze, wirujący przy swoich instrumentach. Z każdego ich ruchu przebija radość życia i tworzenia. I profesjonalizm.


Tu podstępna dygresja. Moje myśli bardzo lubią podczas pisania relacji uciekać w przedziwnych kierunkach i kojarzyć pewne odległe porównania.

Pewno pamiętacie scenę galer z Ben Hura. Tam wioślarzom rytm podawał bębniarz. Choć historycy twierdzą, że niekoniecznie tak było (bo rytm wybijano bądź grano czym innym, taką galerę z bębnem by było słychać z kilometrów), to gdyby galera posiadała takich bębniarzy, jak WATAHA Drums, to i wiosła by były niepotrzebne – sama energia przekazu niosłaby jednostkę i niszczyłaby wrogie galery.

Moc rytmu i jego zmienność to jeszcze jedna filmowa scena, która mi się zwizualizowała podczas przedstawienia. Walka Achillesa i Hektora pod murami Troi. Jęki mieczy i tarcz, świst uników w śmiertelnym tańcu, a to wszystko podkreślone rytmicznymi uderzeniami bębenka. Aż do finału.


„Preludium Słowiańskie” to też śpiew grupy Strojone. Kobiecy, wielogłosowy, melodyjny. Otaczający słuchający fontannami czystych i pięknych dźwięków. Spróbujcie, po prostu spróbujcie się nie zasłuchać w tę pulsującą wokalną energię.

Spektakl wgniótł mnie w fotel. Byłem zafascynowany tym, co działo się na scenie i nie chciałem, żeby na końcu był finał. Gdyby się dało, połączyłbym początek z końcem i chłonął przedstawienie od początku i od nowa. Cuda niestety nie zdarzają się w tej okolicy Krakowa i spektakl zakończył się, jak to było do przewidzenia.

Preludium Słowiańskie koniec spektaklu

Burza niemilknących braw. Wstaliśmy, i z biliśmy brawo przez dobrych kilka minut.

Jeszcze szybkie spotkanie żony z jedną z tancerek, która była onegdaj jej uczennicą. Gratulacje, słowa podziwu, kilka pytań (a musiałem dowiedzieć się co jest sypane na scenie) zaskoczenie, że z bliska bodypainting wygląda tak, jak ubranie. Pobiegliśmy jeszcze kupić album i płytę CD z muzyką – dzięki zdecydowanej postawie małżonki, która chciała album kupić, a nie oglądać, dorwaliśmy ostatnią sztukę.

Tym bardziej warto było kupić, bo Marlena – jedna z charakteryzatorek w Art Color Ballet – choruje na rzadką chorobę i potrzebuje wsparcia w kosztownym leczeniu – dochód ze sprzedaży płyt i albumów jest formą cegiełki. Pomóc jej można również poprzez Fundację Avalon.

Przed nami były jeszcze dwie godziny nocnego przemykania autostradą do domu.

Naszą wyprawę dobrze pointuje wizjonerskie podejście twórców „Preludium Słowiańskiego”:

Obecny język sztuki pragnie zdobyć odbiorcę, uczestnika czy widza, poszukując nowego wyrazu, ekspresji i kodu. Łączy różne dyscypliny, integrując je. Obraz ujawnia się wspólnie z dźwiękiem (muzyką). To przenikanie potęguje odbiór dzieła. Działając na wzrok i słuch, pełniej i szybciej nas zdobywa. Dzisiaj obraz pragnie ujawnić się w ruchu, być żywy.

Na sam koniec, zerknijcie jeszcze, proszę, na wynotowane z albumu o Art Color Ballet wyjaśnienia czym jest bodypainting i dlaczego użyto w spektaklu również kolory UV. Jeszcze raz też Was zachęcę do odwiedzin na profilach twórców, czy na Instagramie Art Color Ballet.

Bodypainting

Czas zbiera swoje żniwo nie tylko w przekazach i tematach archetypicznych spektakli teatru, ale też poprzez pot, wysiłek i trud, które niweczą nietrwały obraz spływający z ciała. Pojęcie garderoby w tym teatrze nie istnieje. Kostiumy giną w ludzkim pocie zaraz po zejściu ze sceny
(Leszek Mądzik)

Bodypainting to nie „makijaż”, to obraz, który powstaje na moim ciele i staje się moją drugą skórą. Trzeba nauczyć się go nosić. Nie ma poczucia skrępowania; farba staje się kostiumem, a przyjemność wynikająca z całkowitej metamorfozy ujawnia się na scenie w tańcu. Bodypaintingu trzeba się nauczyć. Nie tylko jego wykonania, ale i sposobu bycia jego częścią (Renata Śkobo).

Iluzja światła UV nadaje kolorom inny wymiar. Migoczące, jaskrawe – przypominają żar. Są nieuchwytne, nietrwałe. Płoną
(Agnieszka Glińska)

 

Teraz, gdy relacja już napisana, mogę powrócić do delektowania się albumem i muzyką z „Preludium Słowiańskiego”. Pilnie będę też wyglądał następnych spektakli Art Color Ballet oraz Wataha Drums, kto wie, może się spotkamy na widowni?


 

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

16 komentarzy

  1. Bookworm pisze:

    Dziękuję Ci :) Art Color Ballet, tak jak i Wataha Drums, no i Strojone mają trasy objazdowe, pewno wystarczy ich troszeczkę przypilnować:) a się znajdą. No i żadne słowa nie oddadzą tej magii :)

  2. Monika Dudzik pisze:

    Ależ to pięknie opisałeś, jakbym siedziała na widowni… Cholera, no chciałabym to zobaczyć!!!

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję Ci :) Art Color Ballet, tak jak i Wataha Drums, no i Strojone mają trasy objazdowe, pewno wystarczy ich troszeczkę przypilnować:) a się znajdą. No i żadne słowa nie oddadzą tej magii :)

  3. Bookworm pisze:

    Tak, to jest piękne, właśnie gdy kopałem na YT za „Preludium…” nieraz zbaczałem ociupinkę słuchając „Laboratorium…” :)
    A Kraków fajne miasto, gdy nie tak dawno kuśtykałem po okolicach Rynku, podziwiałem afisze na słupach. No do jasnej zielonej, wypłatę bym bez problemu zostawił, gdybym poszedł tylko i wyłącznie na te kabarety/sztuki które MUSZĘ, MUSZĘ, MUSZĘ obejrzeć ;)

    • Bookworm pisze:

      Moje okolice biją Kraków na głowę niestety. Do tego Kraków jest już dobrze opomiarowany a u nas… Cóż, dopiero mobilne pomiary otwarły niektórym oczy :(

  4. Ania [PKNDL] pisze:

    Absolutnie doskonałe! Pomyśleć by, że ja, Krakus – i o tym nie wiedziałam! (Chociaż powiedzmy, że taki błąkający się po świecie Krakus – stąd też pewnie istotne braki w wydarzeniach kulturalnych). Cholera, narobiłeś mi smaka!

    Ja w słowiańskich klimatach gustuje od dawna. Niedawno natomiast wpadłam na tą formację i chętnie się podzielę moim odkryciem ;)

    https://www.youtube.com/watch?v=04fEWQOwUD4

    • Bookworm pisze:

      Tak, to jest piękne, właśnie gdy kopałem na YT za „Preludium…” nieraz zbaczałem ociupinkę słuchając „Laboratorium…” :)
      A Kraków fajne miasto, gdy nie tak dawno kuśtykałem po okolicach Rynku, podziwiałem afisze na słupach. No do jasnej zielonej, wypłatę bym bez problemu zostawił, gdybym poszedł tylko i wyłącznie na te kabarety/sztuki które MUSZĘ, MUSZĘ, MUSZĘ obejrzeć ;)

  5. Renata Orłowska pisze:

    Kurde miałam ciary czytając to, umiesz Ty chłopie pisać umiesz. :) Nie wiem jak to zrobię, ale muszę obejrzeć ten spektakl.

  6. Renata Orłowska pisze:

    Kurde miałam ciary czytając to, umiesz Ty chłopie pisać umiesz. :) Nie wiem jak to zrobię, ale muszę obejrzeć ten spektakl.

  7. Bookworm pisze:

    Z tego co słyszałem, Art Color Ballet śmiga po kraju i po Europie też :) Jest szansa, że i do Wrocławia zawitają :)

  8. Piękne… Zmotywowałeś mnie, żeby wreszcie obejrzeć we Wrocławiu Prometeusza, bo zbieram się od dawna. Szkoda, że Kraków tak daleko…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.