Stało się

Kończę z bieganiem

Czas już odzyskać kontrolę nad moim życiem


Przyczyny

Pamiętacie te częste w Rosji przypadki, że adoptowany miły psi szczeniaczek rośnie w miarę karmienia i wyrasta na pięknego i głodnego niedźwiedzia, który pożera swojego zbawcę? No właśnie. Tak też bywa z milusim hobby, które niepostrzeżenie przejmuje stery naszego życia, które dopasowujemy do planów treningowych i startów w zawodach.

Hobby zwane bieganiem w moim przypadku przerodziło się w pasję, pasja w uzależnienie od biegania, które nie wzięło  zakładników tylko zamordowało czas wolny, rzuciło się na zdrowie, image oraz zagarnęło domowy budżet.

Przez ostatnich kilka miesięcy włączyłem coś w rodzaju trybu autoobserwacji. I doszedłem do wniosku jak na wstępie.

Jakie wykryłem u mnie symptomy? Zacznijmy od tych niewinnych.

Rewolucja w szafie

Znacie to pewno dobrze. Zaczynacie przygodę z bieganiem i z każdym kolejnym rokiem przybywa w szafie ubrań biegowych a ubywa tych „cywilnych”.

Rząd biegowych butów: tych nowych, tych starszych, tych co prawda rozklepanych i dziurawych, ale najbardziej ukochanych wypiera inne buty z przedpokoju. W szafie też stos podkoszulków z imprez biegowych, bluzy, gatki, kurtki, plecak biegowy – to wszystko jest tak wygodne, że żona musi na siłę, przed wyjściem do pracy, wyciągać mnie z ubioru sportowego i wrzucać w służbowy gajerek. Do którego cichaczem i tak zakładam biegowe buty, a co!

Zakrzywienie rozmiarów ubrań

Otóż im dłużej człowiek biega i intensywniej trenuje cywilny ubiór staje się w zagadkowy sposób coraz luźniejszy rozmiarowo, co jednak nie dotyczy spodni.

Mam problemy z noszeniem spodni, widać złośliwi producenci podczas prania zwężają mi je w udach, a rozciągają w pasie. Spodnie jeszcze niedawno firmowo leżące na biodrach wołają o pasek, szelki, zwężenia i przeszycia. Bo spadają!

To poniekąd wyrównuje się przy innych ubraniach, na przykład koszulach. Wiąże się to z zagadkową anihilacją moich pieczołowicie hodowanych fałd energetycznych na brzuchu.

Aż strach się bać, co się może zdarzyć, gdyby samolot wiozący mnie na wakacje rozbił się na bezludnej wyspie czy też w jakiś wysokich górach. Przedtem miałem zapas energii na czarną godzinę. A teraz? Może i byłbym zdolny do chyżego umykania przed drapieżnikami, ale już po kilku dniach niejedzenia umarłbym z braku zapasów tłuszczyku. Przerażająca perspektywa, prawda?

Oglądam się za biegaczami

Najstraszniejsze w bieganiu jest to, że ostatnio skupiłem się na oglądaniu biegaczy. Na analizowaniu ich techniki biegowej: od ruchów rąk, poprzez sposób stawiania i odbijania się stóp, aż po ruch całej sylwetki podczas wielokilometrowych zawodów.

No i sami powiedzcie czy to jest jeszcze normalne, żebym ja, ojciec dziecku i mąż swojej żony przyglądał się z uwagą biegającym facetom? Zdrowsza i naturalniejsza byłaby obserwacja biegaczek, prawda?

Biegactwo podstępnie wciąga i ewoluuje

Ostatnim argumentem na rzecz rzucenia biegania jest to, że im więcej się biega, tym więcej chce się biegać. Faza znużenia jest krótka i szybko przemija. A Tomasz nie próżnuje, to dzięki niemu przebiegłem półmaraton, maraton, pierwszy bieg górski. On przebiegł już kilka biegów ultra, jego relacje prowokują do zapisania się na coś powyżej 42kilometrów. Długo się przed tym nie dam rady bronić.

Treningi do biegów ultra niestety połykają w tygodniu długie godziny. Takie wybiegania treningowe już nie liczą 15-20 kilometrów, to są trzygodzinne sesje biegowe, wypadałoby odbywać je też w górach.

Już teraz moje domowe koty cierpią na chorobę sierocą, zapominając jak wygląda ich główny starszy nad kuwetą i sypacz chrupek.

Lekarska zmowa

Na całe szczęście w tej całej biegającej biedzie jest profesja, która pomoże ci uzależniony biegaczu w ucieczce od nałogu.

Możesz liczyć na… lekarzy! Co prawda niektórzy z nich są nadal nałogowymi palaczami, legitymują się słitaśnym brzuszkiem, ale nadal potrafią być skuteczni w obrzydzaniu biegania. I w gruncie rzeczy mają rację.

U mnie obrzydzanie wyglądało tak:

Lekarz sportowy (który badał mnie w ramach przedłużenia zdolności do pracy) już na samym początku biegania, gdy tylko śmiałem wspomnieć o tym sporcie, zaatakował mnie z wściekłością, że kardiomiopatia przerostowa to nie jedyna przypadłość, która mnie czeka. Zawał, wylew, połamane kości, wypalone wsie i wioski, amen. Tydzień chodziłem struty – wtedy z traumy wyleczył mnie Tomasz – dzięki niemu powstał wpis o >> bieganiu na przekór ZUS <<

Okulistka: dwa lata temu poszedłem skontrolować wzrok do pewnej bardzo zacnej pani okulistki. Która podczas badania twierdziła, że niestety ale mam słabo uwodnione oczy. Przydałoby się rzucenie biegania, picie więcej płynów. Rzecz w tym, że byłem już w fazie ostrego nawadniania przed startem w >> maratonie w Wenecji,<<  nie byłem w stanie pić WIĘCEJ płynów. Nawet piwa.

Internistka: przed wspomnianym maratonem w Wenecji potrzebowałem lekarskiej zgody na start – takie są przepisy we Włoszech. Ze względu na moją astmę całość stała pod znakiem zapytania – niezależnie od dawki leków moja przepustowość oddechowa wielokrotnie mierzona podczas >>spirometrii<< nie osiągnęła zdrowego poziomu. Cóż…

Dentysta: bieganie długodystansowe nie jest obojętne dla zębów, które ponoć rozpuszczają się podczas biegania. A dziesiątki tysięcy mikrowstrząsów luzują plomby. Nie wierzycie? Zapytajcie waszego zębologa.


Trudno oprzeć się mojej argumentacji, prawda? I wy pewnego dnia dojdziecie do bardzo podobnych wniosków. A ja, póki co, rzucam bieganie.

A jednak trochę żal

Nałóg powinno rzucać się szybko i zdecydowanie. Ja mam jednak jeszcze zapłacone dwa starty – w Półmaratonie Dąbrowskim za równy tydzień oraz w Żorskim Biegu Ogniowym. I w nich wystartuję, tam będziemy mogli przybić „piątki” po raz ostatni. Ale na tych startach zdecydowanie koniec.

Żal mi bardzo tego, że nie wystartuję w jakimś biegu ze znajomymi blogerami biegowymi, z Ewą (Przygoda Yvette) i Arturem (ArturKierzek.pl) z Łodzi, z Witkiem z Lublina (Zdolny ale Leniwy), z Jackiem z Warszawy (JackRuns), z Małgosią czyli Biegającą Babcią i wieloma innymi.Trudno. Może kiedyś uda mi się im pokibicować i zorganizować godny ich wyczynów doping.

Mapa blogerów biegowych


Za to kupiłem sobie kąpielówki i płetwy. Będę jeździł na basen.


Ach, wymyślić dobry żart na Prima Aprilis jest coraz trudniej, dwa lata temu nawróciłem się >>na wegetarianizm<<:

rok temu prawie wyjechałem na >>obóz biegowy w Kenii<<,

Obóz biegowy w Kenii

teraz niestety nikt się nie dał wkręcić w mój odwyk od biegania.

Ale tradycji stało się zadość, cieszę się, jeśli kogokolwiek udało mi się tym tekstem rozbawić choć troszkę.

(Mnie to najmocniej bawi reklama pod komentarzami, niestety użycie darmowego Disqusa wymusza obecność reklam środków na prostatę).