SUPERHOT czyli powinni tego zabronić


Ten tekst ma za zadanie Cię ostrzec. Jeżeli jesteś typem gracza, który potrafi nad dobrym tytułem siedzieć do bladego świtu, jeśli kiedykolwiek przeistaczałeś się na czas nie-grania w zombie, rozmyślając nad tym, jak przejść dany poziom gry – bardzo Cię proszę. Zamknij tę stronę i zapomnij słowo na „S” z tytułu. Idź na spacer. Pogłaszcz kota. Poznaj jakąś kobietę, załóż rodzinę. Albo ugotuj obiad. Posłuchaj muzyki. Poczytaj jakiegoś bloga.

To było ostatnie ostrzeżenie. Więcej nie będzie. Za tą linią wkroczysz do świata, z którego może nie być wyjścia.


Ja ostrzegałem


O grze SUPERHOT, tak jak wspominałem w ostatnim „Rozbiegu”, napisał mi niezawodny Savon. Zaspamował mnie tajemniczym tekstem, który później znalazłem w grze: „SUPERHOT, the most innovative shooter EVER!”.

Cóż. Właściwie nie pozostawił mi wyboru. On gra w FPSy od bardzo, bardzo dawna i dobry w nie jest. Zresztą ten człowiek ma dar. Dar przekonywania. Czy gra, czy film czy może router. Gdyby sprzedawał maszynki do kręcenia śrub w prawą stronę, też bym kupił. Kiedyś opiszę Ci moją historię grania. Kiedyś.

Grę kupiłem, zainstalowałem i zagłębiłem się w niezwykły świat stworzony przez polskich (!) twórców. Z każdym krokiem w grze obrzucałem Savona coraz wymyślniejszymi obelgami. W końcu obraziłem się na amen. Zresztą, czat i tak przeszkadzał mi w graniu.

Co czyni dobrą grę?

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego jedne gry są świetne i wszyscy o nich piszą, w nie grają, a inne staną się niechcianymi „półkownikami” – będą leżeć i pokrywać się cyfrowym kurzem na naszych twardych dyskach?

Grywalność – czyli coś, co sprawia, że nasz umysł wskakuje do świata gry, stajemy się postacią, która żyje i walczy w świecie wirtualnym. A nade wszystko nie chcemy tego świata opuszczać! Nie potrzeba wymyślnych kolorów, muzyki, kosmicznych efektów specjalnych. Oczywiście te ostatnie są fajne ale… jednorazowe. To nie dla nich kupuje się grę.

Cóż z tego, że gracz otrzyma w grze piękną grafikę, bohater trafi do ciekawego otoczenia gdy okaże się, że przeciwnicy są tak tępi, że po 1001 trupie uznamy, że to nuda jest. I 1002 ludzik ocaleje, podobnie jak milion kolejnych. Bo już gry nie odpalimy nigdy. Wiemy wszystko. Dalej nie ma już niczego. Najwyżej trafimy do trybu multiplayer, gdzie jedynym wyzwaniem będzie inny człowiek sterujący postacią.

Całość świata powinna być spójna. B ma wynikać z A. Później C również ma być w podobnej konwencji. Jeśli zwolniony czas, to powolny ruch. Jeśli broń, to ograniczona amunicja. Jeśli jest fabuła to niech każde graczowi myśleć kombinować – na granicy frustracji. Wszystko albo nic.

Do tego gra musi mieć klimacik. Jeśli Matrix, to odpowiednie poruszanie się. Unikanie pocisków. Cyfrowy świat, który może w każdej chwili zniknąć sprzed oczu.

Prostota

SUPERHOT to shooter ale osadzony w pewnej konwencji. Taki truizm, chodzimy i strzelamy do uproszczonych sylwetek ludzkich ale… No właśnie. Konwencja jest skierowana do takich starych zgredów jak ja – którzy pamiętają graficzny interfejs Norton Commandera. Na monitorze kineskopowym. I gry wczytywane z taśm magnetofonowych, przy akompaniamencie cyfrowego szumu, pisków i trzasków.

Ekran Superhot

Gracz jest wciągany w pewną historię. Dialog z kimś lub czymś po drugiej stronie ekranu. Kolejne etapy gry są przygrywką pewnej historii. W pewnym momencie zaczynamy mieć wrażenie, że … ktoś się nami bawi. Że to nie jest … gra?

I tu podstępnie okazuje się, że gra nie jest tak prosta, jak się nam wydawało. Co prawda czerwone sylwetki wrogów są uproszczone, tak jak i świat wokół, co prawda przedmioty, którymi możemy się posłużyć są jasno oznaczone i można nimi właściwie tylko rzucić ale…

A propos rzucania - taki żarcik...

A propos rzucania – taki żarcik w grze

Zasada gry też jest prosta. Przechodzenie dalej przez hordy czerwonych postaci. Akcja dzieje się tylko wtedy, gdy nasza postać się rusza. Jeśli odłożysz myszkę świat zatrzymuje się. Wchodzisz do Matrixa, w którym to Ty decydujesz kiedy otaczające Cię zera i jedynki zaczną błyskać, mrugać i popchną akcję do przodu.

Jest tylko jedno ale. Twoi przeciwnicy też o tym wiedzą.

Mechanika

SUPERHOT to FPS, czyli widzisz świat oczyma postaci. Chodzisz, skaczesz, walczysz i strzelasz. I to tak, że ręka, noga, korpus na ścianie.

Superhot

nie widział pan gdzieś mojej nogi? A taaaak, jakaś przelatywała przed chwilą…

Pałka, łom, pistolet, karabin i najgroźniejsza w tej grze broń: śrutówka. Ograniczona liczba strzałów. Widzisz lecące przedmioty czy kule, śledzisz ich lot. Możesz się przed nimi uchylać. Matrix, siostry Wachowskie czy Tarantino. I to też by było proste, gdyby nie fakt, że szklani czerwoni przeciwnicy przewidują Twoją pozycję. To, że uchyliłeś się przed strzałem w prawo znaczy, że drugi strzał padnie w lewo – w miejsce, w którym prawdopodobnie się znajdziesz po uniku. Proste, prawda?

Traces

„dodge this!”

A co jeśli za plecami pojawi się nagle kolejny przeciwnik również przewidujący Twoje ruchy? No to wtedy dosłownie się możemy rozsypać.

temu panu już podziękujemy

temu panu już podziękujemy za dalszą grę

Twórcy świata gry pozornie grają nie fair. Wielokrotnie jesteś stawiany w sytuacji na pierwszy rzut oka bez wyjścia. Winda z kilkoma uzbrojonymi przeciwnikami. Klatka, w której jesteś otoczony przez „bejzbolistów”.

Ale jeśli kiedykolwiek oglądałeś dobre filmy akcji (John Woo) to jednak wiesz co robić. Bo to nie jest „tępa rąbanka” hord wrogów. Tu każdy ruch ma znaczenie. Każdy ułamek sekundy musi być wykorzystany. Króluje umiejętność walki w krótkim dystansie. A rozwiązań są… setki. Każde dobre, jeśli przeprowadza Cię do następnej sceny. Jeśli nie? Cóż. Wyłącz komputer. Odpocznij. Pomyśl.

Ta gra jest bezustannym tańcem. Kroki i figury przewidują rozbrajanie wroga uderzeniem bądź rozpaczliwie pochwyconym przedmiotem, taneczne pas, przechwycenie broni, strzał albo rzut. Jeśli jeszcze słabo tańczysz, z wahaniem robisz chwiejny krok za krokiem analizując sytuację. W miarę grania tańczysz płynniej. Panujesz nad otoczeniem, właściwie tak Ci się wydaje. Bo twórcy wprowadzili pewne niespodzianki. Dodatkowe możliwości. I jeszcze więcej przeciwników za plecami.

Jako biegacz też z przyjemnością zauważyłem, że biegnące postaci są tak dokładnie odwzorowane, że po pochyleniu ciała bardzo łatwo przewiduję dalszy tor ruchu. Zazwyczaj.

Koniec jest początkiem

W miarę grania coraz bardziej mi było żal, że gra się skończy. Ale uspokoję Cię, mój przyszły towarzyszu uzależnienia. Koniec staje się początkiem. Otwiera nowe tryby gry nowe lokacje i całą masę wyzwań. Gwarantuję jedno. Totalne wsiąknięcie w grę. Tylko osoby o tak bogatej historii uzależnień jak moja, są w stanie od gry świadomie oderwać się. Więc powtarzam – nie kupuj tej gry, jeśli wiesz, że nie dasz rady odejść od klawiatury. Ręce będą żyły własnym życiem restartując dany poziom. Again. And again.

end

Bo gra wciąga. Dodatkowe tryby rozgrywek, dołączane w miarę postępów, ciekawe „osiągnięcia” na platformie Steam.

told ya

Kolejne bronie. Te i dziesiątki innych smaczków do odkrycia. To bardzo uzależnia. Bądźcie na to gotowi.

Kłamałem

Kłamałem, bo prawda jest tak ponura jak atmosfera na spotkaniu przegranej wiodącej partii, po ostatnich wyborach. Ja nie jestem w stanie zaplanować końca spotkania z grą SUPERHOT. Początek tak. A potem widzę tylko wskazówki zegarka zmieniające się w wiatrak.

PUMPKIN LEVEL

Miarą mocy tej gry jest fakt, że po dwóch latach od jej zakupu ja wciąż w nią gram, twórcy gry dorzucają co pewien czas dodatkowe smaczki, ot, teraz pojawił się PUMPKIN LEVEL.

Pumpkin level superhot


Wesoła historyjka na koniec. Instalowałem grę na drugim, dużo słabszym komputerze. „tylko na chwilę”. „Tylko czat poczytam”. Bo gra ma przeróżne dowcipne dodatki. Na kuchence stało mleko. A ja

tylko kilka dialogów na czacie chciałem podczytać.

Rezultat? Ssssssssssssssyk palącego się na płycie kipiącego mleka.

mleko

Chwała Bogu soda (googlowy research mi bardzo pomógł) błyskawicznie wciągnęła spaleniznę, oszczędzając mi nocnego drapania pieca. Mogłem wrócić do gry. Gry, która łaskawie sama co pewien czas proponuje, żeby powrócić do życia. Choć na chwilę.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

23 komentarze

  1. Narwany pisze:

    Osiem miesięcy, to rzczywiście szmat czasu :D A uzależnionych na pewno było więcej, tylko kto Ci się do tego przyzna?

  2. Blogierka pisze:

    Hehe, no to przygoda z kuchenką i mlekiem iście w moi stylu ;).
    Swietna recenzja gry! I gdybym była graczem to bym nie posłuchała i też zaczęła swoją przygodę z matrixem.
    Ale ja swoje nałogi growe skończyłam : Mario Brothers, Prince of Persia o raz Jazz Jack Rabbit ;D

  3. Narwany pisze:

    Obawiam się, że wielu jednak po tą grę nie sięgnie. Przynajmniej jeśli chodzi o dzisiejszą młodzież. Pierwsza rzecz, jaka ich na starcie odrzuci to grafika. Przypomina typowe RPG z czasów, kiedy mając 8 lat szedłem do komunii. Na temat wciągania w wirtualny świat wolę się już nie wypowiadać, bo raz to przeżyłem i wystarczy :P

  4. Oj, ja też wolę nie zaczynać grać w tego typu wciągające gry – bo potrafię zapomieć o otaczającym mnie czasie i przestrzeni :)

  5. Monika Fiszer pisze:

    dawno nie grałam, bo jestem z tych co potrafią siedzieć noc całą o suchym pysku przed kompem. Znam się dobrze i wiem, że mąż nie zobaczy obiadu przez parę dni, jeśli go sobie sam nie zrobi. Ech, ale zaintrygowała mnie ta gra. Poza tym lubię takie smaczki, jak pokazałeś.

  6. Nie gram, bo gry wciągają. Poza tym nie lubię gier gdzie się zabija. W ogóle nie lubię zabijania: gry, filmy, książki. jedyna gra, którą czasami mogę „zabić czas”, którego i tak mam mało to Cand Crush.. Ha, ha, ha…

  7. Boję się zacząć, bo jak wciągnie, to kiedy znajdę czas na co inne. :)

  8. BlackDeer pisze:

    Brzmi ciekawie, mimo że za FPSami nie przepadam, to zaintrygował mnie Twój opis fabułą i tymi dodatkami. Boję się tylko, że jak ją odpalę i będzie dobra, znowu przegram cały weekend ;), tak jak parę po wyjściu Wiedźmina ;).

  9. Justyna Rolka pisze:

    Z gier to ja preferuję wyłącznie igraszki:)

  10. Artur pisze:

    Dziękuję Ci Pawle za bardzo wciągający tekst. Do gry mnie nie zachęciłeś. Nie wywołałeś we mnie dreszczu emocji i nie połknąłem bakcyla. Nie przeczytałem tego tekstu też po to by się zachęcić :) Sam nigdy nie miałem tendencji do wciągnięcia się w jakakolwiek grę, ale doskonale rozumiem uczucia, które towarzyszą w takich sytuacjach. Sam wpadam w wpadałem w wiele pułapek jakie wiążą się ze skupieniem na pracy przy komputerze. Dla mnie obsługa programów graficznych, muzycznych, social media czy gry niewiele w gruncie rzeczy się różnią. To tylko sposób na odprężenie, relaks i niestety ucieczkę od rzeczywistości. Szczególnie porusza mnie zdanie: nie jestem w stanie zaplanować końca… Doskonale je rozumiem :) Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za bardzo ciekawy wpis.

    • BasiaK pisze:

      A mnie poruszyło Twoje zdanie o tym, że to sposób na odprężenie ale i niestety ucieczka od rzeczywistości. Ten temat mnie ostatnio dręczy. :-)

      • Bookworm pisze:

        Chwilowa pauza, nie ucieczka przecież ;)
        Ludziki (czerwone) są tolerancyjne, poza tym już mieszkają w mojej głowie :D

        • BasiaK pisze:

          No wiesz, chwila może trwać chwilę a może i kilkanaście godzin. :-) Ja tu myślę o swoim czasie w necie, te chwile bardzo mi się wydłużają, mimo że nie ma w nich żadnych czerwonych ludzików. :-P

    • Bookworm pisze:

      Uff. Jeden ocalony!
      Cóż, nienawidzę (bo nie umiem obsługiwać) programów graficznych, więc odurzam się grami. Czy to ucieczka.. No jeszcze wracam. Ale teraz… Wybacz… ludziki czekają! Pooozdraaaawiaaaaam!

  11. BasiaK pisze:

    Ten tekst ma za zadanie Cię ostrzec? Haha, chyba zachęcić. :-) Mimo ostrzeżeń czytałam, bo Polak tak ma, jak ostrzegają to wchodzi. :-P Na szczęście nie jestem podatnym gruntem na tego typu ziarno, nie cierpię gier. :-) Ale przeczytałam z przyjemnością. :-) Ps. Ale oderwiesz się od niej czasami, nie tylko na posiłek? :-P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.