Biblioteki zabijają czytanie?

 

Jak każdy mól książkowy lubię zapach książek. Lubię tę chwilę, gdy przychodzę do biblioteki i jeszcze nie wiem co wybiorę. Bardzo lubię ten moment oczekiwania, gdy żadna z książek nie może być pewna czy to ona nie pójdzie ze mną do domu, czy nie spędzimy razem tygodnia, a może nawet miesiąca?

Obecne ceny książek są dla mnie nie do przyjęcia. Paradoksalnie swobodniej kupowałem książki dwadzieścia lat temu. Dziś każdy zakup musi być strzałem w dziesiątkę – inaczej żal wydanych pieniędzy.

Zaopatrzenie bibliotek zmienia się. Biblioteki dysponują coraz większymi środkami na nowości. Bibliotekarki chętnie słuchają „głosu ludu” i zamawiają bestsellery.

Dostęp do katalogu książek mam przez internet – bez problemu mogę rezerwować interesujące mnie pozycje, czy przedłużać termin oddania książek.

Tylko za każdą wizytą w bibliotece nasuwa mi się pytanie – jak długo jeszcze taka spirala nonsensu będzie się kręcić. Książki są zbyt drogie, by je kupować. Więc wypożyczamy je w bibliotekach – co znowu ogranicza zapał do kupowania. Cena książek jest wysoka, ale autor otrzymuje niewielki ułamek ceny końcowej. Więc jak długo będzie mu się jeszcze chciało książki pisać?

Pamiętam też któryś z wywiadów z A. Sapkowskim, że z samego pisania bardzo trudno jest się utrzymać. A mówił to jeden z najpoczytniejszych pisarzy SF w Polsce. Jest więc jeszcze jakaś nadzieja dla czytelnictwa?

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

8 komentarzy

  1. Bookworm pisze:

    Jest jeszcze akcja „uwolnij książkę” – coś w stylu wymian książkowych, które robiłeś, tylko stacjonarne ;)

  2. Bookworm pisze:

    Masz rację. Od czasu gdy Michał Szafrański czyli „Szaffi” ukazał czarno na białym jak wyglądają umowy z autorami, to już wiemy, że jeżeli coś wydawać, to tylko i wyłącznie własnym sumptem. No i przywoływany już Sapkowski, nawet on się z pisania nie mógł utrzymać.

  3. Ja bardzo długo nie kupowałem książek zadowalając się moim i tak dużym księgozbiorem, z którego powoli sczytywałem wszystko, aż poza encyklopedią nie zostało nic, czego nie przeczytałem (tak, nawet Coelho zmęczyłem). Potem kupowałem na wyprzedażach w marketach albo w księgarniach z przecenionymi książkami – są we Wrocławiu dwie o których wiem, a pewnie i dużo więcej, ceny na pół, a czasami i lepiej. I dopiero udział w #5na1 ponownie mnie niejako zmusił do tego, żeby kupować książki. Do tego stopnia, że mi się Legimi spodobało i ebooki, bo rzeczywiście kwoty za książki są spore, jak za jeden-dwa wieczory czytania.

  4. Szymon | pomensku pisze:

    Parę lat temu (z 6-7) kupowałem książki nałogowo. Mieszkałem niedaleko Krakowa i każdorazowa wizyta w tym mieście kończyła się zakupem kilku książek. Brałem głównie te, które miały najładniejsze okładki, to moje główne kryterium zakupu :D Miesięcznie kupowałem kilkanaście książek i niektórych do dziś jeszcze nie przeczytałem ;) Teraz książki kupuję niemal wyłącznie na prezent i takież prezenty też dostaje.

    Na co dzień korzystam z bibliotek, bo wydatek kilku dyszek za da wieczory rozrywki to dla mnie zbyt duży luksus, tym bardziej, że moje regały i półki już pękają w szwach. Wydaje mi się też, że ceny poszły mocno w górę. Dawniej do trzech dyszek można było kupić dobrą, tłuściutką książkę, a teraz wołają sobie za dwustustronnicowe cienizny z czterdzieści złotych.

    Oczywiście pokusa zakupu jest wielka, dlatego wprowadziłem z moją kobietą zasadę, że na początku miesiąca kupujemy sobie po jednej książce. To bardzo motywuje do tego, by nie kupować na oślep, tylko wyłonić jedną perełkę :)

  5. halmanowa pisze:

    Zgadzam się, książki są drogie. Raz na jakiś czas mogę sobie pozwolić na zakup, ale muszę pilnować budżetu. To wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Jedna książka w miesiącu – tak. Kilka – nie. Dlatego z bibliotekami jestem w stałym kontakcie, że tak powiem. Zresztą, uwielbiam tam spędzać czas. Biblioteka ma niepowtarzalny klimat! Nie wiem, czy to się opłaca pisarzom pod względem finansowym, nie sądzę. Chyba tylko mogą się cieszyć z zadowolonych czytelników. W Polsce pisarze w ogóle mają trudno.

    • Bookworm pisze:

      Masz rację. Od czasu gdy Michał Szafrański czyli „Szaffi” ukazał czarno na białym jak wyglądają umowy z autorami, to już wiemy, że jeżeli coś wydawać, to tylko i wyłącznie własnym sumptem. No i przywoływany już Sapkowski, nawet on się z pisania nie mógł utrzymać.

  6. BasiaK pisze:

    To prawda, książki są za drogie. Jeżeli już koniecznie chcę coś kupić, to korzystam z księgarni internetowych, które mają spore rabaty (czasami można zaoszczędzić nawet 10 zł na książce). Za to uwielbiam korzystać z biblioteki, zwłaszcza, że z uwagi na to, że jestem tam stałym i dość częstym klientem, mogę wypożyczać ile chcę i na jak długo chcę (to biblioteka w małym miasteczku, więc nie robią problemów). Oczywiście staram się nie trzymać książek zbyt długo, z szacunku dla wspóczytaczy. Wypożyczam nie tylko dla siebie, ale też dla pewnej starszej osoby, która czyta z prędkością światła, więc poprawiam bibliotece statystyki. :)
    Lubię ten moment, kiedy wchodzę do biblioteki z taka ekscytacją pt. „co ciekawego dziś upoluję?” :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.