11 faktów o mnie – Liebster Award 2016


No i stało się. Zostałem nominowany do zdradzenia moich najskrytszych tajemnic w ramach Liebster Blog Award 2016! I bardzo serdecznie za tę nominację dziękuję Pierwszej Damie.

Liebster-Award-Large

Pierwsza myśl? Oczywiście zaskoczenie:

o nie, ja w tym nie wezmę udziału!

Ale już grzecznie po chwili siedziałem na środku salonu przeglądając zdjęcia rodzinne, zapiski, notatki i czarne teczki, aby mieć podstawy do tego, aby napisać wielopunktową opowieść.

Ciekawe czy będziecie zdziwieni tym, czego się o mnie dowiecie?


Liebster Award 2015

Rok temu wziąłem udział w zabawie – odpowiadając na zestaw skomplikowanych intymnych pytań. Sam też – jak większość nominowanych – przerobiłem wg własnej melodii grającej w duszy zasady Liebster Award. Nominowałem co prawda (zgodnie z tradycyjnymi zasadami) wybrane blogi – ale  „dostało mi się” za niestandardowy, złośliwy pomysł.

Liebster award

Ci, którzy podjęli rękawicę, świetne poradzili sobie z nietypowym wyzwaniem, a te kosmiczne teksty na pewno na wskazanych blogach odkryliście.

Zasady zabawy

No i tu pojawia się problem. Z prostym i jednolitym określeniem czym jest wspomniane wyróżnienie. Bo internet podaje tak różne definicje i sposoby działania w ramach Liebster Award, że trudno się na cokolwiek wiążącego powołać. Chyba najpełniej opisano zasady tu (po angielsku).

Jakie są ogólne zasady Liebster Award? Otóż grzecznie dziękujemy za nominację (lub ją odrzucamy) i piszemy, kto nas nominował. Sami odpowiadamy na zadane przez nominującego pytania lub też piszemy to i owo o sobie. Nominujemy innych blogerów (zaleca się nominować te mniej znane blogi) i zabawa jest kontynuowana. Dla jednych to łańcuszek. Dla drugich – świetna okazja do promocji. Tak więc to absolutnie od Was zależy jak do takiego tematu podejdziecie.

Bo można też przecież podziękować i odmówić. Nic na siłę.

Dizajnuch.pl

Aha, powinniśmy też opisać nasz ulubiony blog. No to i ja zdradzę, że mam taki. Moim ulubionym jest blog prowadzony przez Jacka eM.

dizajnuch

Jest to blog, który jest pisany przez cholernie inteligentnego faceta. Do tego autor używa nie tylko rozumu ale też elokwencji – a teksty przepuszcza i modyfikuje przez filtry swojego dość zgryźliwego (acz nie stetryczałego) humoru. Na wyjściu otrzymujemy pokaźną grupę logicznie ułożonych literek, które po przeczytaniu wywołują u mnie ulotne wrażenie odurzenia i relaksu. Gdy odurzenie mija odczuwam nieodparte pragnienie skomentowania – co też (ku rozpaczy autora) często czynię w dość losowych miejscach na jego blogu.

Żeby nie było zbyt cukierkowo, to Dizajnuch ma jedną bardzo poważną ułomność. Otóż jest już żonaty. I nie ma kota! To pierwsze pozbawia nadziei jego żeński fanklub, to drugie uniemożliwia strącenie z panteonu blogerów trzymających władzę w polskiej blogosferze. Bo każdy wie, że porządny bloger ma kota lub koty.

Zdradzę Wam też po cichu, że czytam wiele blogów. I jeśli historia mnie wciągnie, to w danym momencie i miejscu czasoprzestrzeni twierdzę całkiem szczerze, że najlepszy jest ten, który właśnie czytam.

A teraz czas na ciekawostki o mnie.

11 ciekawostek o Bookwormie

1. Prąd mnie lubi

Ja go może trochę mniej, ale niewątpliwym sukcesem jest to, że wciąż jeszcze chodzę po tej ziemi. Choć czasem potrafię znienacka kopnąć. Spokojnie, to tylko ładunki elektrostatyczne. Całość moich osiągnięć z uporządkowanym ruchem elektronów płynących przez moją osobę opisałem w tekście „Prądem go!”

2. Trenowałem sztuki walki

A ze dwadzieścia lat temu z okładem. Przez długie cztery lata. Była to doba fascynacji aikido, tym co Steven Seagal wyczyniał z przeciwnikami. Poszedłem, zapisałem się, było nas chyba dobra setka. A później z każdym tygodniem grupa zmniejszała się, pojawiali się nowi. Jakoś nie zawsze byłem najgorszy, choć tworzyliśmy wraz z dwoma kolegami „dream team”, który zawsze coś potrafił spieprzyć. W najbliższy piątek „moja” sekcja obchodzi jubileusz ćwierćwiecza działalności i mój syn będzie brał udział w pokazach. Fajnie, co?

3. Pracowałem w telewizji

Regionalnej. Pracowałem kilka lat, jako obsługa techniczna. Będąc studentem, rzecz jasna. Tak, w tej TV, w której zaczynał Durczok. Niezapomniane czasy „Telefoniady” i tasiemcowatych seriali brazylijskich. Przez długi czas byłem w rodzinie synonimem braku odbioru, jeśli na ekranie rosyjskiego TV pojawiały się zakłócenia, padało hasło: „Aaaaa to znowu Pawełek coś zepsuł”. Nie zawsze to była akurat moja wina.

4. Powiedziałem aż 4 słowa

W pewnej audycji radiowej. Wracałem wieczorem do domu, spotkałem kumpla – szedł jako ekspert od sieci internetowych (1998 rok!) do studia radiowego na audycję. „Spoko, wkręcę Cię jako drugiego eksperta”. No tak, zawsze w coś się musiałem wpakować – więc poszedłem. Miło było, ale jedyne co powiedziałem, to dwa słowa na początek audycji i te same dwa słowa – czterdzieści minut później. Jakie słowa? Podałem imię i nazwisko. Taki był ze mnie gadatliwy ekspert.

5. Grałem w klanie gier komputerowych

Na dodatek będąc miernym graczem. Wszystko przez to, że miałem nogę w gipsie i się w domu nudziłem jak mops.

Najbardziej wciągnęło mnie administrowanie serwerami gier. Poznałem reguły zabezpieczania ich i zająłem się skutecznym łapaniem „cziterów”. Mało tego, stałem się jednym z naprawdę niewielu w Polsce członków międzynarodowych (a właściwie amerykańskich) organizacji antycheaterskich. Oni naprawdę traktowali poważnie kwestię „fair play” w internecie. Ale wytłumaczenie im fenomenu „zmiennego IP” Neostrady przerosło nawet mnie. W klanie „dochrapałem” się  całkiem wysokich stanowisk. Był to swego czasu największy multigaming w kraju. A zaczynaliśmy od grona kilku zaufanych osób. Dziś już jestem tylko „operatorem honorowym”. Ale klan istnieje nadal.

6. Jestem żeglarzem jachtowym

Znam (znałem?) całe stado trudnych wyrazów marynistycznych. Refbanta. Refsejzing. Luwers.  I dowcipów żeglarskich też. Niestety nie pływałem jeszcze po morzu ani po oceanie. Może kiedyś?

7. Uczyłem się języka rosyjskiego

Wiem, że nie jest to żadna supermoc, bo dla moich roczników to było normalne, ale ciekawym jest, że ja sporo z tej nauki zapamiętałem. Dwadzieścia lat po zakończeniu edukacji tego języka byłem w stanie skutecznie dogadać się z lekarzem, którzy przyszedł ratować mnie w Doniecku, gdy mnie zmogła grypa z wysoką gorączką. Tak na marginesie, to warto znać choć podstawy języków naszych sąsiadów. I to nie tylko tych zachodnich.

8. Piszę bezwzrokowo na klawiaturze

A jakoś tak się nauczyłem, jeszcze na poczciwej Amidze. Umiejętność ta bardzo się przydaje, jeśli jeszcze jej nie opanowaliście, to nigdy nie jest za późno, jest w sieci sporo darmowych programów do nauki. Uprzedzam: im bardziej macie zakorzenione pisanie „wzrokowe”, tym będzie trudniej. Będą momenty zwątpienia, gdy „wszystko się kiełbasi”. I wiem, że Google umożliwia już dyktowanie tekstu. Ale po prostu warto się takiego magicznego pisania nauczyć.

9. Dostałem kiedyś „wierszówkę”

Pierwszy i ostatni raz. Za krótki tekst w Gazecie Wyborczej – w roku 1998! To już pełnoletnia wierszówka by była, gdyby nie fakt, że natychmiast ją na coś tam wydałem…

10.  Uwielbiam humor i „wkręcanie”

Ale to już pewno zdążyliście zauważyć. Jeśli nie – to polecam Wam lekturę dwóch tekstów opisujących moje naprawdę niewiarygodne „wkręty” w prima aprilis. Gdyby nie świadkowie, to bym nie uwierzył, że aż tak mi się to zgrabnie udało przeprowadzić. Poczytajcie:

Jak zostałem wegetarianinem oraz Obóz biegowy w Kenii.

11. Nie cierpię zjazdów i większych spotkań

Prościej jest wyszczotkować aligatorowi zęby wiodącą pastą do zębów, niż mnie namówić do spotkania, w którym uczestniczyć ma więcej osób, niż liczba moich palców. I nie pytajcie proszę czy u jednej czy dwóch dłoni. Obojętnie czy ma to być zjazd rodzinny, czy spotkanie klasowe po latach. Kłapouchy też miał swój Ponury Zakątek, w którym czuł się wystarczająco nieszczęśliwy. Bardzo mnie cieszy idea spotkań, zjazdów – najbardziej, gdy mnie na nich brak.

Nominacje

I tu przechodzimy do najweselszej części Liebster Award 2016. Czyli nominacji wybranych przeze mnie blogów do napisania czegoś więcej o sobie. Możecie sami sobie zadać dziwne pytania, możecie wpisać 10, 11, 128 ciekawostek o Was. Piszcie, ale piszcie tak, żeby podniósł się poziom radości wśród naszych czytelników. Możecie pisać na Waszych fejsbukowych profilach, możecie na blogach, możecie pisać nawet chmurkami dymu na niebie. Byle skutecznie! I z humorem.

Do dalszej zabawy nominuję (kolejność przypadkowa):

Monikę z bloga Moja Sztukoteka, bo ciekaw jestem niesłychanie co też jeszcze mogłaby odsłonić z ukrytych kart jej ciekawego życiorysu.

Renatę piszącą na Zaniczka.pl; ja wiem, że ona ma misję. Ja wiem, że ma 2 cudowne koty unikalnej rasy (gdzie są do cholery ich nowe foty, no gdzie?) ale mało mi jej szyderczych i złośliwych tekstów. To niech coś powymyśla. Proszę.

Klaudynę z Kreatywa.net. Bo ma to blogerskie „coś” i bardzo szerokie zainteresowania. Poza tym lubię za nią trzymać kciuki. (A tu poczytacie jak wypełniła trudne blogowe zadanie).

Ewę z PrzygodaYvette.pl. Bo ona potrafi takie cudeńka tworzyć w przerwach na bieganie. Ale wiem też, że wiele ciekawych (a nieznanych) akcji się już podejmowała podczas swojego osiemnastoletniego życia. Jestem pewien, że ma o czym pisać. Jeśli tylko zechce.

Artura z powolipoprostu.pl. Któż, jak nie on tak cudownie pisze o magicznych potrawach! Teraz na chwilkę odstawi rondle i gary, zdejmie swój strój biegowy i cosik tajemniczego zdradzi o swojej osobie. Co prawda z jakiś dziwnych powodów stracił zarost, ale może da radę.

Małgosię zakochaną w bieganiu. Za to, że słowami tak pięknie opisuje czynnik ludzki w bieganiu, za to, że muszę czekać zbyt długo na jej nowe biegowe opowieści. Może coś szybciej napisze po mojej nominacji, kto wie?

Bartosza z Bizqu.biz. Znanego również w pewnych kręgach jako Gender Gosposia. W uznaniu dla jego wiedzy o social media, w nadziei, że będzie można, dzięki mojej nominacji, coś ciekawego u niego poczytać.

Agnieszkę czyli blogierkę. Specjalistkę do zadań specjalnych, tylko ona wie jak pognębić Arabów jeżdżąc na rowerze. Jej wartość w ich oczach rośnie, myślę że niedługo doczekamy lądowania specjalnego Boeinga, którym poleci, za sporą ciężarówkę petrodolarów do Emiratów, ćwiczyć Szejków w jeździe na jednym kole po bieżni w klubie fitness. Do spółki z Dizajnuchem testuje na swoim żołądku produkty wiodących sieci spożywczych, poświęcając się dla ludzkości. Niejedno w życiu robiła, w ciekawych krajach była. Ale już coś o sobie w ramach podobnych nominacji pisała, więc czy ja wiem, czy się skusi? (Skusiła się. A oto jej wpis a właściwie film: http://www.blogierka.pl/qa/)

Niezwykle tajemniczą i crossfitowo zakręconą Ehdi Mars. I nie marudź proszę, może Frania się chce również wypowiedzieć.


I tak oto dotarliśmy do końca moich nominacji. Kilku blogerów chciałem nominować, ale… Odpuściłem im. Tym razem mogą spać spokojnie. Albo nominowałem ich ostatnio, albo wiem, że jeszcze teraz nic na wesoło nie napiszą.

A Wy – moi mili laureaci – jeśli przyjmiecie nominację, to piszcie – ku uciesze czytelników, którzy czekają na Wasze niepublikowane jeszcze detale, szczególiki i nieujawnione kompromitujące fakty- czyhają z pasją i zaangażowaniem Indianina polującego na lotopałanki w mrocznych i wilgotnych ostępach puszczy amazońskiej.


Dobrej zabawy! 


 

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

62 komentarze

  1. Bookworm pisze:

    Tu Cię zadziwię. Podczas biegu w tłumie biegaczy można być samotnym. Taki paradoks. Bo w rzeczywistości zostajesz sama ze swoim zmęczeniem, czasem bólem. Przestaje się rejestrować obecność innych. Kojarzę chyba tylko jeden bieg górski, podczas którego spory kawałek biegłem ze znajomymi. A tak, to „samotność biegacza” to jest bardzo prawdziwe stwierdzenie :)

    • Bookworm pisze:

      Tak po cichu to bym Ci zdradził że też chodzę na zajęcia grupowe (core stability), grupa mała ale bardzo ambitna :) Bywa wesoło – no ale oczywiście wszystkiemu zaprzeczę, bo by to kolidowało z tym, co napisałem powyżej…

  2. Pierdoła saska (Marša) pisze:

    Ad. 7: Widzisz, ja dla odmiany cholernie mało pływałam po jeziorach, bo mnie szybko rzucili na głęboka wodę xD A teraz mam problem, bo tak, mogłabym wziąć łódkę na jezioro, ale nie ma z kim. Chętnych znajomych mam takich co nie wiedzą czym się różni szot od fału, a tak choć jedna dusza, co choć nieco ogarnia temat by się czasami przydała xD

  3. Marša pisze:

    Ad. 7: Widzisz, ja dla odmiany cholernie mało pływałam po jeziorach, bo mnie szybko rzucili na głęboka wodę xD A teraz mam problem, bo tak, mogłabym wziąć łódkę na jezioro, ale nie ma z kim. Chętnych znajomych mam takich co nie wiedzą czym się różni szot od fału, a tak choć jedna dusza, co choć nieco ogarnia temat by się czasami przydała xD

  4. halmanowa pisze:

    Co do podpunktu 11… zastanawiam się, jak Ty maratony i półmaratony przeżywasz, skoro tam pełno ludzi wokół. Jakoś nie chce mi się wierzyć, żebyś był odludkiem :D Już tyle razy udowodniłeś, że nie! Każdy poszczególny medal o tym świadczy.

    • Bookworm pisze:

      Tu Cię zadziwię. Podczas biegu w tłumie biegaczy można być samotnym. Taki paradoks. Bo w rzeczywistości zostajesz sama ze swoim zmęczeniem, czasem bólem. Przestaje się rejestrować obecność innych. Kojarzę chyba tylko jeden bieg górski, podczas którego spory kawałek biegłem ze znajomymi. A tak, to „samotność biegacza” to jest bardzo prawdziwe stwierdzenie :)

      • halmanowa pisze:

        W sumie masz rację! Nie patrzyłam na to w ten sposób, bo nie biegam. Ja należę do osób, które wolą sport grupowy, np. zajęcia fitness. Ludzie to dla mnie motywacja, a i wesoło bywa :)

        • Bookworm pisze:

          Tak po cichu to bym Ci zdradził że też chodzę na zajęcia grupowe (core stability), grupa mała ale bardzo ambitna :) Bywa wesoło – no ale oczywiście wszystkiemu zaprzeczę, bo by to kolidowało z tym, co napisałem powyżej…

          • halmanowa pisze:

            Rozumiem… w takim razie lepiej nie mów :) Cicho sza! Ja przecież się nie upieram, po prostu chciałam poznać Twoje zdanie. Nie sądziłam, że będzie takie dualistyczne :D

  5. Ja się przyznam bez bicia – jak zobaczyłem w tytule Liebster Blog Award, to nie czytałem, bo ostatnio przerobiłem to na sobie i chyba zacząłem cierpieć na przesyt, o braku czasu przed podróżą życia nie wspomnę. A tutaj czytam i się tak zarumieniłem normalnie, jak po całym dniu na plaży, tylko tak bez skutków ubocznych, bo mi skóra z paszczy nie złazi.
    Pokornie dziękuję i obiecać mogę dwie rzeczy – na pewno zastanowię się nad zmianą stanu posiadania kota i na pewno nie zastanowię się nad zmianą stanu posiadania MałejŻonki :)

    PS. Trenowaliśmy aikido wspólnie i chyba mniej więcej w tym samym czasie, choć w innej przestrzeni. Ja odpadłem jakoś po roku chyba, ale upadać to już chyba będę umiał do końca życia :)
    PS.2.Się tych zjazdów tak nie zapieraj, bo wiesz, tu siły działają… :)

  6. Pawel, fajnie bylo dowiedziec sie czegos blizej o Tobie, zawsze napisane z takim nieustajacym poczuciem humoru. Oj, ale Ty masz bogaty zyciorys: i telewizja, i poliglota. Wielkie WOW. Pozdrawiam serdecznie Beata

  7. BasiaK pisze:

    Protestuję! Bookworm jako wybitna jednostka blogowa powinien ujawnić podwójną liczbę ciekawostek. :-)

  8. Lifestylerka pisze:

    Paweł, z Ciebie, to prawdziwy człowiek orkiestra:). A widzisz, jak byś dłużej w tv posiedział i nie rozstrajał rosyjskich telenowel, to może byś zapuścił w tej instytucji korzenie jak Durczok;). A z tymi gromadnymi spotkaniami, to doskonale Cie rozumiem, ja mam już problem od 4 – 5 osób.

  9. Lifestylerka pisze:

    Paweł, z Ciebie, to prawdziwy człowiek orkiestra:). A widzisz, jak byś dłużej w tv posiedział i nie rozstrajał rosyjskich telenowel, to może byś zapuścił w tej instytucji korzenie jak Durczok;). A z tymi gromadnymi spotkaniami, to doskonale Cie rozumiem, ja mam już problem od 4 – 5 osób.

  10. Dola pisze:

    Uff nie ma mnie :D Sztuki walki? Umiem obsługiwać szlifierkę :D

  11. Dorian Gray pisze:

    Dobra, trenowałeś sztuki walki, ale czy potrafisz kopnąć prąd tak jak Chuck Norris? To poważne pytanie.

  12. Zaniczka pisze:

    No pięknie – za kare jedziesz na spotkanie! jak ja się nie lubię wywnętrzać :( cholerka no

  13. Lubię Liebstery:) Też piszę bezwzrokowo – nauczyłam się 18 lat temu na komputerze bez windowsa :) Wow, właśnie to policzyłam. Ale nawet na łożu śmierci pamiętać będę: asdf fadsad adf fadadfdsads… :D

    • Bookworm pisze:

      Taaak, palce same skakały w sobie znanym rytmie. Ponoć jest też podobna metoda „rozmowy” z podświadomością – pisze się sobie pytania prawą ręką, odpowiedzi lewą. Po którymś ponoć wyniki zadziwiają…. Dla mnie największym wyzwaniem było „przeprogramowanie” klawiatury w głowie z polskiej na francuską, z zamianą „qwerty” na ich „azerty” – bo potrzebowałem takiego obłożenia do ich akcentowanych literek. I … zadziwiająco szybko poszło ;)

  14. Blogierka pisze:

    Paweł ten wpis jest czaderski! Pokazuje a raczej udowadnia, jakim niesztampowym , ciekawym i świrniętym człowiekiem jesteś (to komplement btw;)! A z tą przeszłością boxera to mnie zaskoczyłeś! Wormie aka Rocky?:D

  15. halmanowa pisze:

    Cóż, każdy Twój wpis coś o Tobie mówi, ale tylu informacji na raz chyba jeszcze nie było :) Że masz poczucie humoru, to wiedziałam – ale że nie lubisz zjazdów i spotkań? W życiu bym nie pomyślała!

  16. Też grałem w klanie COD :)
    Zwał się EBS. Jest możliwe, że odbyliśmy kiedyś jakiś mecz? ;)

  17. Pierwsza Dama pisze:

    Pięknie wywiązałeś się z zadania, jestem z Ciebie dumna! <3 W jakie gry grał Twój klan?

    W ogóle to ja też potrafię pisać bezwzrokowo – niech będzie, że z tego zrobię swoją ciekawostkę w komentarzu. Nabyłam tę umiejętność lata temu, spędzając aż za dużo wolnego czasu na Gadu-Gadu. Ale, co jest głównym elementem mojej ciekawostki, używam do tego łącznie tylko sześciu palców: wskazujący środkowy (jedynie do backspace) oraz kciuk prawej dłoni (ten ostatni wyłącznie do spacji), a z lewej: wskazujący, środkowy i mały (mały tylko do shifta).

  18. N,no faktycznie dużo newsow,ta wierszowka wow,czemu nie robisz kariery w TV?

  19. Monika Dudzik pisze:

    Mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego;)
    Przyznaję, że w tym roku miałam dać sobie spokój z tą zabawą, ale skoro to Ty mnie zapraszasz do zabawy, nie odmówię;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.