Czy Anioły czytają blogi?

 


mgr inż. Anioł. Przemówił. Ile mu zawdzięczam, kiedyś opiszę. Wierny biegowy druh. Niestrudzony kompan. Guru. Ale to przez niego wielokrotnie płakałem. Łza kapała za łzą. Ze śmiechu, bo jego opowieści pozbawiały mnie tchu. To on towarzyszył mi przy najważniejszych biegach. Jeśli dobrze liczę – przebiegliśmy razem jedenaście biegów. Oczywiście w każdym z nim to mgr inż. Anioł cierpliwie czekał na mecie na mnie. Bo jest szybszy. Dużo szybszy. Dzięki niemu zrozumiałem, że przebiegnięcia półmaratonu nie przypłacę życiem.

To on wspierał mnie podczas mojego pierwszego oficjalnego startu w Rybniku. przybił mi „piątkę” na kilkadziesiąt metrów przed finiszem. Pewno, żebym nie pomylił drogi do mety. Do dziś to pamiętam i za to jestem wdzięczny.

Mój pierwszy blogowy wpis gościnny. Jego autorstwa. Dziękuję!


Czy Anioły czytają blogi?

Pierwsza nasuwająca się odpowiedź na powyższe pytanie brzmi „nie”. Choćby z tego powodu, że w Niebie jak sądzę nie ma netu, a poza tym Bozia zapewne daje im ważniejsze zajęcia. Z drugiej jednak strony jest tam być może net wszechobecny i wszechwieczny, a mieszkańcy mają wystarczająco dużo czasu by i tą czynność podejmować.

Skoro jednak do prawdziwych Aniołów nam daleko i poznanie odpowiedzi na ich przykładzie może okazać się zbyt trudne, spróbujmy się pochylić nad przypadkiem zasymulowanym. Ten co prawda z oryginałem ma dokładnie tyle wspólnego ile przysłowiowy piernik z wiatrakiem, został jednak powołany do życia przez biegającego blogera Bookworma. Na dodatek przydzielono mu przydomek mgr inż. co zapewne w zamiarze autora powinno dodać powagi. Zabieg to skądinąd słuszny, gdyż przedmiotowy osobnik miewa jej widoczne braki. Któż to bowiem widział, żeby stary chłop biegał po mieście w białych kalesonach, na dodatek w rękawiczkach służących dziewczynkom w czasie pierwszej komunii, że już o sukience z firanki nie wspomnę. Jedynym usprawiedliwieniem jest to, że w chwili tych ekscesów w pobliżu znajdowało się kilkuset podobnych dziwaków, poprzebieranych za rozmaite monstra.

Bieg po moczke i makowki

Prawdziwy, czy nie prawdziwy, pozostaje pytanie czy czyta blogi? Otóż nie czyta. A raczej nie czytał dopóki po trzydziestu kilku latach nie spotkał swojego kolegi z dzieciństwa, wspomnianego wcześniej blogera.

Przed tym znamiennym wydarzeniem blogi były dla mgr inż. „A” krainą nieodkrytą. Było to być może dziwne, gdyż z racji zawodu wciąż obraca się w świecie wszystkiego co internetowe, mobilne i powiązane z wymianą informacji w cyfrowym świecie. A przecież blogowanie to nic innego niż dzielenie się ze światem pewnym rodzajem informacji.

Niemniej, urodzony w czasach telewizorów lampowych „A” nie czuł nigdy potrzeby zaglądania do miejsc, gdzie sprytnie poruszający się w gęstwinie Internetu blogerzy, dzielą się z czytelnikami swoimi mniej lub bardziej poukładanymi myślami.

Tak było do chwili, gdy przed dziesięcioma miesiącami wspomniany wcześniej Bookworm podsunął mgr inż. relację z biegu Barbórkowego, w którym wspólnie uczestniczyli. Doświadczenie było interesujące. Czytanie o wspólnym doświadczeniu opisanym przez kogoś innego sprawiało wrażenie spoglądania w przeszłość czyimiś oczyma. Przeczytał raz, drugi, trzeci i pomyślał… fajne !

X rybnicki bieg barbórkowy

Wrażenia spotęgował opis z przedświątecznego biegu, gdzie sam pojawił się jako element opowieści, co stało się przyczyną kilkukrotnego oplucia monitora oraz szerokiego uśmiechu na twarzy na wspomnienie niektórych celnie dobranych przez autora konstrukcji słownych.

Od tej chwili czytanie blogowych relacji ze wspólnych biegów stało się dla „A” elementarną częścią tych zawodów. Przyzwyczaił się do tego, że Bookworm, przed, w trakcie i po biegu zapamiętuje szczegóły, które większości umykają. Przestał dziwić się temu, że zapalony bloger fotografuje biegnąc. Nie zdziwił go nawet fakt tego, że współbiegacz na mecie krakowskiej połówki był co prawda stanie utrudniającym dotarcie do wodopoju, niemniej nadal dzielnie dzierżył dziennikarskie narzędzie i ani przez chwilę nie spoczął w eksploracji otoczenia, będącej ciągłym zbieraniem danych, które potem lądują na blogu.

Dziś z pewnością można więc powiedzieć, że dla zasymulowanego przedstawiciela żyjących wśród błękitnych przestworzy, czytanie Bookwormowego bloga stało się czynnością tak samo oczekiwaną jak sam start. Dzięki temu nie musi się martwić o fotografie, zapamiętywanie szczegółów, czy późniejsze opowiadania innym o tym co, gdzie i jak. Zrobi to za niego Bookworm. A przy tym dowcipnie, celnie i nie pomijając niczego.

Doprowadza to oczywiście do zabawnych myśli gdy dla przykładu zagubiony mgr inż. jadąc windą w podziemiach Tauron Areny zastanawia się tylko przez ułamek sekundy, kiedy owo wydarzenie zostanie zarejestrowane i sfotografowane przez niestrudzonego blogera, celem uwiecznienia w cyfrowej przestrzeni.

Podsumowując przydługi wywód, stał się przedmiotowy osobnik blogowym przedszkolakiem, który z zainteresowaniem oczekuje kolejnych wpisów. To z kolei stanowi podstawę do postawienia tezy, że nawet jeśli prawdziwe Anioły blogów nie czytają, to z pewnością powinny spróbować. Kto wie czy nie było by dobrym pomysłem wysłanie w przestworza napełnionych helem baloników z napisem BWOTR.PL ?

                                                                                                                      gościnnie

mgr inż. Anioł

mgr inż. Anioł

...tak zostałem "ochrzczony" po jednym z biegów. Mgr inż. jestem prawdziwy. Anioł ze mnie żaden :-) Zostałem zarażony przez przyjaciela pisaniem o swojej pasji i od czasu do czasu popełniam jakiś wpis związany z bieganiem i tym co wokoło i przy okazji.

Może Ci się również spodoba

17 komentarzy

  1. O kurczaczek Anioł tez ma talenta do pisania, cudnie :) Zafundowałeś nam raj na ziemi :)

  2. Ciekawe pytanie :) Ja tam nie wiem, czy anioły czytają blogi, ale wymyślił je chyba szatan :D Żebyśmy nie mieli czasu na nic innego :D

  3. Każdy powinien mieć swojego Anioła, (TU WSTAW TYTUŁ). inż .

  4. Justyna Rolka pisze:

    Anioły czytają blogi, my nimi jesteśmy:)

  5. Blogierka pisze:

    Hehe- jestem ZA balonikami!! ;) Fajnie przeczytać słowa samego Magistra Inzyniera Anioła ;). Widać że nadajecie na tej samej fali- a nawet jesteście „lekko”poświrowani na temat biegu i nie tylko ;).
    ps.Ja mimo że nie uczestniecze w tych biegach również czekam na relacje Bookworma :D

  6. Iza pisze:

    Kto z kim przystaje… ;) świetny tekst. :) Nie ma nic lepszego od wzajemnego dopingu i motywowania się, najwyraźniej działa to w obie strony. PS. Ja nie miałam wątpliwości, czy Anioły czytają blogi, po to są dobre blogi… i Anioły. ;)

  7. Hai Le pisze:

    To ja z prośbą, Panie Magistrze Inżynierze, żeby Pan tak tego Bookworma poganiał, coby szybciej biegał, ludzi wyprzedzał i potem nam pokazywał fotki z przodu. Bo my proszę Pana, to tak bardzo aż pleców nie lubimy oglądać.

    z wyrazami szacunku i uznania,
    Krasnoludki

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Drogie Krasnoludki, los biegaczy środka stawki już taki jest, że zawsze jest ktoś przed nami :) Niezależnie czy biegniemy w drugiej, trzeciej czy piętnastej setce – przed nami są czyjeś plecy. Mało tego, nawet gdyby Bookworm niespodziewanie przeistoczył się w Kenijczyka i zaczął biegać jako pierwszy, to żeby pokazywać biegaczy z przodu musiałby jeszcze nauczyć się biegać tyłem :) No chyba, że zamontujemy mu GoPro tyłem w jakiejś cudacznej instalacji na biegowej czapce ? Bookworm co Ty na to ? :)

      • Bookworm pisze:

        Rany boskie Anioły na Disqusie, ja się chyba dziś zbyt dużo dymów ze zniczy nawdychałem, albo jeszcze śnię! Próbowałem, jak boganoga, strzelać fotkami do tyłu i:
        -raz trafiłem we własne pięty,
        -raz sfotografowałem niebo,
        -trafiłem również w przydrożny słup z reklamami.
        Marna sprawa z tym strzelaniem fotek…

        • mgr inż. Anioł pisze:

          A zatem fotografuj Niebo Synu ! Fotografuj Niebo ! Nie widzę w tym nic złego, no chyba że My na górze uznamy Cię za paparazzi :)

  8. BasiaK pisze:

    No jak to? Prawdziwe Anioły nie czytają blogów? Bzdura! Oczywiście, że czytają. Pytałam swojego Anioła Stróża. Przyznał się, po tym jak go przycisnęłam, że czyta blog bwotr.pl, co oczywiście skutkuje całkowitym zaczytaniem się, przez co nie do końca się wywiązuje z obowiązku pilnowania mnie. Ha ha. Właśnie wtedy ciągnie mnie do niecnych uczynków. :-) Bardzo mi miło, że mogę dostąpić zaszczytu wirtualnego poznania słynnego mgr inż. Anioła, a ujrzenie go w jego niebiańskim mundurku wywołało salwy śmiechu i u mnie, i u mojego Anioła Stróża, który to właśnie zapuszcza aureolę zza mojego ramienia. I daje mi specjalne znaki, żebym od niego przekazała specjalne pozdrowienia dla mgr inż. Anioła. Pozdrawiam więc serdecznie. :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.