Jak zwalczyć epicki splin i napisać coś mądrego na bloga?


Jak wygląda bloger bez natchnienia? Siedzi sobie taka kupka nieszczęścia w kąciku jakiegoś ponurego pomieszczenia, łka, rozdziera szaty i zaklina się na wszystkie dostępne na Wikipedii bóstwa, że skasuje blog, nie opłaci domeny, ba — napisze do hostingu, żeby trwale usunęli z dysków (i z chmury) kopię zapasową dotychczasowego dorobku pisarskiego.

W tym samym czasie inni blogerzy, obgryzając końcówki markowych piór i modnych ołówków, skreślają nazwy konkurencyjnych blogów w swoich małych kajecikach (wszystko otrzymane w ramach „darów losu” od sponsorów spotkań blogowych).

Brak natchnienia to znany morderca blogów. Jak więc sobie z nim radzić?


Grupa KOT – blogi Komiczne Odważne Twórcze

Jestem członkiem grupy blogerów KOT. Charakterystycznym dla tej grupy trzymającej blogosferę jest to, że każdy z nas posiada kota lub koty.

Blogi KOT Komiczne Odważne Twórcze

Jeśli nawet nie są to żywe stworzenia, to kota mamy w głowie. I otwarcie do tego się przyznajemy.

I jak to KOTy — hołdujemy dość abstrakcyjnemu humorowi, złośliwi jesteśmy ponad miarę, w znanej i zazwyczaj stosowanej wobec takich przypadków skali MP (Monty Python) sięgamy cyfry osiem. Bywa, że nawet dziewięć, co już jest dla statystycznego psychiatry sygnałem do nagłej hospitalizacji i do próby szybkiego zawiązania przydługich rękawków u pacjenta.

Czasem sobie w grupie stawiamy zadania. I piszemy wspólnie na dany temat. Tym razem tematem było (w ogólnym skrócie) brak natchnienia do pisania tekstów (Jaki był pełen temat, poczytacie na samym końcu tekstu – lub w tytule wpisu).

Brak natchnienia. Co robić?

Idę biegać

Czasem w głowie rodzi się taka niepozorna myśl. Niepozorna niczym mała myszka maskotka, pracowicie wytaplana przez koty w miseczce z wodą i ustawiona w strategicznym miejscu w kuchni (to jest tak zwana „true story” – którą poznacie na fan page bloga pod tym linkiem).

mycha

Co robi statystyczny człowiek obudzony przez koty o 4.45 rano? Biegnie nakarmić złaknione chrupania potwory. Nie można wykluczyć, że po nadepnięciu umytej myszki nastąpi epicki ślizg i uderzenie czaszką o podłogę.

Arya kotka

Tak jest też z myślą — mnie taka myśl dopadła podczas bardzo intensywnego niedzielnego biegu. Gdy gnałem niczym chart, wraz z innymi dziesięcioma straceńcami po bieżni stadionu w Rybniku, starając się osiągnąć najwyższe tętno — osławiony HRmax, o którym napisałem całkiem lubiany tekst.

Że właściwie opowieść o bieganiu jest niezależna od odległości, którą się biegnie. Że czy to będzie kilometr, czy czterdzieści dwa kilometry, to same spotkania z biegaczami przed biegiem i po biegu wystarczą na zapełnienie równymi literkami kilku tematycznych wpisów. Biegacze to ludzie ciekawi świata, ciekawi siebie nawzajem, pozytywnie nastawieni do działania. I jest to bardzo, bardzo zaraźliwe.

Sam start i pokonywanie odległości wycisza wszystkie inne myśli. Pozostaję tylko ja, mój wysiłek, mój brak oddechu i całkiem czysta głowa, myślą nieskalana. Taki stan permanentnego resetu trwa aż do mety lub końca treningu. A potem… Potem system odzyskuje stabilność, ale jest rześki i świeży niczym rybka dla kota w kolejnym odcinku ulubionego serialu moich kotów: Ucho Prezesa.

Więc — skracając moje peany na rzecz biegania — jeśli nie wiem, o czym mam napisać — idę biegać. Jak bardzo nudne to wybieganie by nie było, wracam w głowie z pomysłem na tekst.

Idę pod prysznic

Mam w głowie kilka szarych komórek. Niestety, część z nich ma tendencje rewolucyjne. Z niczym się nie zgadzają, zawsze są przeciw — ba, nawet optymizmu u nich nie uświadczysz. Gdyby kiedyś któraś z nich dorwała się do władzy w państwie dysponującym bronią atomową, do dwóch dni apokalipsa stałaby się faktem.

Czasem nieudolnie próbuję opisać ich dokonania, roboczo nazywam je Gremlinem. Który wystąpił już w kilku tekstach na tym blogu. Kto nie pamięta, może kliknąć powyższy link.

Jak się pewno domyślacie, życie z taką komórką rewolucyjną nie jest proste. Gdzie tu myśleć o pisaniu tekstów, czy wymyślaniu tematów, gdy w głowie szaleje rewolucja i słychać nieustanne okrzyki na rzecz zniesienia obowiązującego porządku myślenia? Ale ja znalazłem na nią biblijny sposób.


Otóż, gdy Bóg miał już dość rozpierduchy wywołanej przez ludzi na planecie Ziemia, zatkał odpływ w basenie swojej willi na Atlantydzie i zostawił odkręcony dopływ wody. Zdecydowanymi ruchami, choć z pewnym widocznym żalem, zerwał kilka kartek z kalendarza ściennego Pirelli, dzięki czemu towarzystwo, które nie uczęszczało na zajęcia kółka pływackiego, znalazło się pod wodą. Spokojne już na zawsze.


Ja postępuję na mniejszą skalę i z mniejszym rozmachem. Wstępuję odważnie pod prysznic. A wiecie czemu odważnie? Bo jak podają zaufane źródła:

100 Amerykanów rocznie ginie wchodząc pod prysznic z prawie wrzącą wodą.

Czyli ja, nawet nie będąc Amerykaninem, również ryzykuję – nie dość, że śmierć na skutek szoku termicznego, to jeszcze tym, że z powodu braku obywatelstwa nie wejdę do powyższej statystyki!

W każdym razie, gdy już stoję pod lodowatymi strugami wody, kojący szum wody uspokaja moją rebeliancką szarą masę. I zaczynam mieć pomysły. I to jest mój drugi tajny sposób na przezwyciężenie pewnej niemocy twórczej.

Oczywiście nikogo nie namawiam do rozpoczynania przygody biegowej. Bo to i wydatki, i człowiek nader często się spoci.

Nie chcę też wpływać na zużycie wody w waszych domiszczach. Ale są to pewne i sprawdzone przeze mnie sposoby na znalezienie tematu na tyle interesującego, że nie zapominam go i potrafię rozwinąć w krótką formę literacką, którą właśnie skończyliście czytać.

Mały bonus na koniec

Być może łamię w tym momencie zasadę omerty. I przez moje gadulstwo odgadniecie kolejnych członków grupy blogerskiej KOT. To napiszę bardzo oględnie, że nie można wykluczyć faktu, że pod poniższymi linkami znajdziecie błysKOTliwe i poczytne teksty innych członków grupy.  Uwaga — lista będzie rosła, więc zapraszam tu również za pewien czas. Zwróćcie też uwagę na niewielką różnicę w tytule mojego tekstu. Bo piszemy prawie na ten sam temat. Miłej lektury!

Jacek – Dizajnuch.
Monika – Halmanowa.
Renata – Zaniczka.
Ewa – Przygoda Yvette.
Artur – Powoli po prostu.


I proszę, pamiętajcie zakręcić wodę, gdy planujecie kąpiel. Nie jestem dobrym szkutnikiem, a na arkę wprowadziłbym tylko dwa sterylizowane koty (i jedną wykąpaną maskotkę myszkę) – co raczej nie zapewniłoby odtworzenia natury w aspekcie animalnym.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

55 komentarzy

  1. Maciej Wojtas pisze:

    „Charakterystycznym dla tej grupy trzymającej blogosferę jest to, że każdy z nas posiada kota lub koty.”

    Trochę się przestraszyłem, kiedy to przeczytałem, bo kota u mnie nie uświadczysz (w zamian za to mam za płotem sarny, barany, kozy, owce i inne hipopotamy ;)

    Ale zobaczyłem, że kot głowny też jest ok – więc nie muszę się pakować i opuszczać tej grupy :)

  2. Bookworm pisze:

    Podcasty to dla mnie czarna magia, ale zerknę do Ciebie co i jak ;)

  3. Bookworm pisze:

    I kawa też!

  4. Bookworm pisze:

    Zacznij od prysznica, później przyjdzie czas i na bieganie :D Mnie wanna usypia choć jest rewelacyjnym miejscem do czytania książek.

  5. Dorian Gray pisze:

    Chyba zacznę biegać, bo od kilku tygodni nic nie mogę napisać. I to nie dlatego, że nie mam pomysłów na tekst, bo mam ich za dużo, ale nie mam siły na pisanie. A twój tekst… kurde ale to było dobre. Pozdrów koty. Ale te futerkowe a nie z grupy. :)

    • Bookworm pisze:

      Koty ostatnio mi się narażają tym, że mnie budzą w okolicach wschodu słońca, gdy całe moje „ja” żąda snu! Z tematami mam podobnie, kilka tekstów zaczętych ale brak sił, żeby je „dobić” ;)

  6. Dorian Gray pisze:

    Chyba zacznę biegać, bo od kilku tygodni nic nie mogę napisać. I to nie dlatego, że nie mam pomysłów na tekst, bo mam ich za dużo, ale nie mam siły na pisanie. A twój tekst… kurde ale to było dobre. Pozdrów koty. Ale te futerkowe a nie z grupy. :)

    • Bookworm pisze:

      Koty ostatnio mi się narażają tym, że mnie budzą w okolicach wschodu słońca, gdy całe moje „ja” żąda snu! Z tematami mam podobnie, kilka tekstów zaczętych ale brak sił, żeby je „dobić” ;)

  7. Iza pisze:

    Już wiem czemu mam problemy z weną – korzystam z wanny a nie prysznica. ;) I znowu wyszło na to, że powinnam zacząć biegać. :)

  8. Ja zamiast biegania wychodzę na spacery z podcastami i tak trochę mimochodem, wkrada mi się kilka pomysłów na wpisy. Nic tylko realizować :-)

    Po za tym, jak mam już taką kompletną blokadę, lubię zamknąć komputer i wpaść w wir spotkań z przyjaciółmi. Po jakimś czasie mam dość przyjaciół, a tęskie do pisania xD

  9. Blogierka pisze:

    Damn, chyba tylko je nie miałam czasu na wpis o wenie :P.
    I TAK!! BIEGANIE to najlepsza wena! <3

  10. Bookworm pisze:

    Ojć, ja to nie umiem. Renata potrafi fotki cudowne swoim futrzakom (?) robić :D
    Jeśli Tygrys to prawie tak jak Kot. O!

  11. Bookworm pisze:

    Długa gorąca kąpiel to z książką! Olejek… Hm, a smaczne toto?

    • Bookworm pisze:

      „Co ma wisieć…” a nie, to nie to hasło. Czemu ma utonąć? Ja sobie siedzę stabilnie w wannie, woda grzeje dupkę, ręce z książką mam poza wodą, czytam sobie grzecznie. Na czas zanurzenia czy ablucji książkę odkładam maksymalnie daleko i … bul… bul… :)

  12. Bookworm pisze:

    I jeszcze mordercze koty!

  13. Kuba Osiński pisze:

    Taka grupa może okazać się zbawieniem dla mojego bloga :) A bieganie pomaga w chęci tworzenia.

  14. Monika Dudzik pisze:

    Wiesz co, z tym prysznicem to coś faktycznie jest na rzeczy… W ogóle woda wyciąga z człowieka dobre pomysły – też to u siebie zauważyłam. A swoją drogą – codzienne życie to sport ekstremalny. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile zagrożeń we własnym domu na nas czyha :D

  15. halmanowa pisze:

    Pierwszy sposób odpada – fitness mnie wykańcza, a co tu o bieganiu mówić. Wyzionęłabym ducha, zanim moje palce zdołałyby dopaść klawiatury :D Za to prysznic? Genialne! Nie miałam pojęcia, że to jest aż tak niebezpieczne. Zawsze podziwiałam osoby zajmujące się sportami extremalnymi… a dzień w dzień, zupełnie nieświadomie, również podejmuję ryzyko! I faktycznie, w wodzie człowiek jakby zaczyna intensywniej myśleć.

    Jedyna rzecz, która jest lepsza od prysznica, to gorąca długa kąpiel z olejkiem lawendowym :)

    • Bookworm pisze:

      Długa gorąca kąpiel to z książką! Olejek… Hm, a smaczne toto?

      • halmanowa pisze:

        A wiesz, że nie wiem? :D Nie sprawdzałam, jak w smaku.

        Ale kąpiel z książką? A gdyby utonęła???

        • Bookworm pisze:

          „Co ma wisieć…” a nie, to nie to hasło. Czemu ma utonąć? Ja sobie siedzę stabilnie w wannie, woda grzeje dupkę, ręce z książką mam poza wodą, czytam sobie grzecznie. Na czas zanurzenia czy ablucji książkę odkładam maksymalnie daleko i … bul… bul… :)

          • halmanowa pisze:

            Oj, bo chłop to leży w wannie i relaksik na nieboszczyka ma. A kobieta a to peeling robi, a to coś innego. Ja zbyt ruchliwa jestem, jeden nieodpowiedni ruch i… Plusk!

  16. Dola pisze:

    Haha :D aj te Koty! Przyjadę na naukę robienia zdjęć kotom. Jak zawsze tekst powala na łopatki! A ja mam psa, wabi się Tygrys :D nadawałby się na Arkę co?

  17. Bookworm pisze:

    Będzie będzie o tej pogoni za własnym rytmem serca :) Właściwie to zacząłem o tym pisać ale… no pogubiłem się w tekście, na samym końcu dopiero się znalazłem.

  18. Bookworm pisze:

    O piwie jako o oczywistej oczywistości pisać nie muszę :) Czy o Kotach.

  19. Bookworm pisze:

    Ale że ja to taki destruktor? Będzie na mnie a ja nie cierpię puzzli układać, więc jak poskładam, to co rozwalone, to się niezła Incepcja z tego zrobi.

  20. Bookworm pisze:

    Tak się skupiłem nad wizualizacją, że prawie choroby morskiej dostałem ;)

  21. Bookworm pisze:

    Teresa ale Ty wiesz, że najpierw trzeba mieć co podłączać pod te cyberciała? Bo bezmózgów to u nas dostatek..

    • Teresa M. Ebis pisze:

      Liczę, że do tego czasu wyginą.
      Wiesz, śmierć na 1000 sposobów, selekcja naturalna i te sprawy ;)

  22. Zaniczka pisze:

    „gnałem niczym chart,” !! Ja chcę to zobaczyć :)) Tekścior jest dobry i od razu przypominają mi się osoby, które to nie są w stanie napisac poprawnego komentarza, bo to nie ich temat. Dobry bloger potrafi wszystko :D

    • Bookworm pisze:

      Będzie będzie o tej pogoni za własnym rytmem serca :) Właściwie to zacząłem o tym pisać ale… no pogubiłem się w tekście, na samym końcu dopiero się znalazłem.

  23. Arka, koty, KOTy, potop, łącze dobre do internetu, święcony spokój, o piffku zimnym nic nie piszesz, ale to pewnie niedopatrzenie. Chcę :)

  24. Bookworm pisze:

    Dziękuję, tak, jakby Ci to napisać, ale i Ty nie unikniesz swojego losu – już tego Twoje dwa kotuchy dopilnują :D

  25. Bookworm pisze:

    No ej, jeśli ja mogłem to TY nie? :P

  26. hahahahahahahahahahahahahaha :D :D To jest epickie! Rozwaliłeś internety. Rozwaliłeś mnie każdym akapitem tego wpisu. :D I ten splin. :D

  27. Zaniczka pisze:

    Ja ciesz pierdziele :)) To się nazywa napisać zajebisty post o … niepisaniu :)
    #KOTtubyl

  28. Ten prysznic to jakieś magiczne miejsce! Słowa napływają falami, zdania pięknie się plotą. Tylko szkoda, że po wyjściu jest BACH! i myśli nie ma :P

    .
    .
    .
    .
    Cholipka, jeszcze moja ujnia się musi epicko dokończyć :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.