Przeklikacze


Istnieje pewien typ użytkownika internetu, który śmiało można nazywać użyszkodnikiem. Siedzi taki ktoś i klika, bo ma misję. Misję jak najszerszego i bezkrytycznego rozpowszechnienia tego, co na jego internetowej drodze trafi mu na ekran. Dlaczego? „Bo to jest fajne”.

I pewno to dzięki nim operatorzy internetowi zwiększają pakiety danych, to dzięki nim hostingi oferują więcej i więcej miejsca na maile i nasze dane ukryte w rozmaitych chmurach. Dziękujemy wam o Przeklikacze!


Łańcuszek w kopercie

Rok 1984. Koperta w skrzynce. W środku kartka w kratkę, skreślony nerwowym pismem typowy łańcuszek. Koniecznie trzeba go przesłać dalej, do określonej liczby osób. Bo inaczej spotka nas koniec świata, popękają kaloryfery, złamiemy nogę a w nasze osiedle uderzy meteoryt, o bocznym numerze SS20, pochodzący z Magadanu.

Lepsze wersje listu podawały nawet adresy osób, do których trzeba było wysłać drobną kwotę (!) wraz z listem. Sami mogliśmy się łaskawie też dopisać z naszym adresem. Powodzenia!

W krainie maili i komunikatorów

Rok 2003, internet wyraźnie przyspiesza. Na tyle, żeby rozsyłanie łańcuszków opanowało maile. „Wyślij dalej bo jeśli nie…”. Wiem, wiem. Meteoryt. Co prawda mieszkam już w innym miejscu, niż w latach osiemdziesiątych, ale obawa bezpośredniego trafienia meteorem pozostaje. Maile kasuję i czekam końca świata. Na wszelki wypadek dzwonię do pewnej upartej rozsyłaczki spamu łańcuszkowego, że jeśli umrę, to to będzie jej wina. Ona przecież przeżyje – rozesłała tekst do 20 osób. Wielokrotnie.

Codziennie mruga słoneczko komunikatora. Codziennie lecą kolejne łańcuszki. Nie przesyłam ich dalej. Zaczynam się obawiać czy zostanę pochowany w poświęconej ziemi – jako było nie było, samobójca. Bo jak to tak świadomie nie rozsyłać dalej śmiercionośnych łańcuszków. A może jednak przesłać dalej? Nie prześlę. Wypchajcie się.

Piszę testament.

Spamer hurtownik

2010 rok. Uczestniczę w spotkaniu pewnej lokalnej grupy inicjatywnej. Wymagana jest sprawna komunikacja, podaję swój mail. W ferworze wymiany maili nie zwracam uwagi na to, że inicjator spotkania rozsyła do nas maile nie ukrywając maili dwudziestu innych osób. Po kilku miesiącach dostaję od niego mailem życzenia świąteczne wraz z elektroniczną prezentacją życzeń w załączniku.

zyczenia

Mój mail jest jednym ze  184 odkrytych adresów. Zresztą prezentację też otrzymał od kogoś innego, mail zawiera kilkadziesiąt dodatkowych maili – cały niewycięty łańcuszek kto komu co przesyłał. W ślad za mailem dostaję tony spamu, to był czas, gdy niektórzy uważali, że antywirus jest tak zbędnym programem jak program ochrony turkuci podjadków w Bombaju.

Piszę dość długi tekst do nadawcy z prośbą o zaniechanie takich wysyłek, ewentualnie o używanie pola „UDW” czyli ukryte do wiadomości. Ewentualnie o wyrzucenie mnie z kontaktów. Na jakiś czas pomaga, choć nasze kontakty pokrywają się dziwnym lodem.

Pomóżmy dziecku!

Facebook rok 2015. Znajomi publikują na tablicach kolejne fotki cierpiących dzieciątek. Rakowe narośle, sale szpitalne.  „Zalajkuj”, „udostępnij”, „pomóż”, „miej serce”. Same fotki, bez jakichkolwiek opisów, namiarów, numerów kont. Używam opcji Google – „szukaj grafiką”. Natychmiast wyskakuje informacja, że sprawa nieaktualna a fotka nawet nie pochodzi z Polski. Piszę to u kolejnych „wrzutkowiczów”. Ale oni nawet nie czytają komentarzy. Weryfikacja zajęła mi minutę (wliczając czas pisania komentarza).

Choroba zwana „przeklikiem” wymaga tylko regularnych skurczy palca wskazującego na myszce. Nie angażuje mózgu. Nie uruchamia procesów kojarzenia czy czytania ze zrozumieniem.

Za każdy lajk sponsor zapłaci…

Wkrótce rusza kolejna fala „klików”. Należy powielać i lajkować następne fotografie. Bo za każdy „lajk” bądź udostępnienie sponsor zapłaci potrzebującemu dziecku na konto wskazanej fundacji określoną kwotę. Wrzucam informację do Googla. Oczywiście „fejk”. Nikt nie zamierza płacić.

A klikacz nawet nie zadał sobie trudu, żeby przemyśleć kwestię technicznej weryfikacji czy jest możliwe zweryfikowanie przez ewentualnego sponsora liczby udostępnień i lajków. Nade wszystko celowości takiego działania, co to by była za reklama?

Zgubiona kamera, portfel, potrzebna krew

Czasem ktoś coś znajdzie, kamerę, telefon, portfel. Wrzuca informację do facebooka i się zaczyna. Zasięg rażenia takiej informacji jest olbrzymi, bardzo często i całkiem szybko zguba znajduje właściciela, ku uciesze internautów. Nie wszystkich. „Przeklikacze” nigdy nie sprawdzają źródeł. Przeklikacze nie analizują otrzymywanych informacji. Przeklikacze automatycznie przeklikują informację dalej. Jak tamtamy. Jak telegrafy. Jak lemingi.

Pół biedy, gdy chodzi  o rzecz. Czasem grozą wieje, gdy trafi się na przeklikany wpis sprzed kilku lat, w którym był apel o oddawania krwi dla konkretnego pacjenta. Podany numer telefonu, szpital. Przeklikacz nie sprawdzi, przeklikacz przeklika. Część osób chwyta za telefon i stara się zweryfikować przeklikaną informację. W szpitalu, u lekarza bądź pod podanym numerem telefonu. Bywa, że wspomniany pacjent od dawna nie żyje. A telefon był do bliskiej rodziny. Która nie chce go zmieniać i błaga w internecie, żeby wreszcie zaprzestać dystrybuowania tego nieszczęsnego wpisu o potrzebnej krwi.

Portale brukowe

Na sam koniec zostawiłem przypadek szczególny, mnie najbardziej irytujący. Celują w tym procederze niestety portale prawicowe. Zamieszczają krótki artykuł, stanowiący najczęściej kalkę z niemieckich czy angielskich brukowców. Ale bywa również informacja rosyjskojęzyczna. Na nim bójki, burdy, imigranci, gwałty i inne akty terroru, które przyciągają uwagę czytelników. Bo nic tak dobrze się nie sprzedaje jak „ostre” tematy.

Są oczywiście opatrzone sugestywną, soczystą fotografią. Gdy z ciekawości weryfikuję źródło informacji i fotografii okazuje się, że:

Fotka jest ściągnięta z internetu i dotyczy zupełnie innego wydarzenia!

Wojna ma na tyle uniwersalne i powtarzalne kadry, że trup jest trupem i jest jeden do drugiego podobny. A rosyjski najemnik ma całkiem podobną brodę do bojownika ISIS. I obaj prują z kałasza.

Na moje nieśmiałe uwagi na stronach znajomych prawicowców widzę nieodmienny komentarz: „co tam fotka, liczy się wydarzenie, że się coś takiego wydarzyło albo mogło wydarzyć„. I tu jest pies pogrzebany. Bo wcale się nie wydarzyło. Albo nie wydarzyło ale mogłoby. Wcale Rosjanie nie obili gwałcicieli dziewczynki. Wcale grupa uchodźców nie zaatakowała w nocy miasteczka w północnej Francji. W Doniecku wcale nie złapano polskich terrorystów.  Wielokrotnie szukając źródeł trafiałem najpierw na zachodni brukowiec, który w tekście źródłowym powołuje się na … film bądź komentarz z Rosji, ojczyzny ustawionych zdjęć i informacji znalezionych na dnie ostatniej flaszki bimbru.

To co mnie zdumiewa za każdym razem, to fakt absolutnej niemożności i braku chęci zweryfikowania przez klikaczy tego, co wrzucają na swoje „social media”. Moje miniśledztwa trwają najwyżej kilka minut. Zazwyczaj kilkadziesiąt sekund. Nie trzeba znać języków (bo jest google translator). Nie trzeba być mistrzem domyślności i logiki. Wystarczy chcieć klikać. A nie „przeklikać”. Przy okazji też wychodzi brak myślenia i jakieś upiorne niemyślenie. Często wystarczy „na chłopski rozum” zweryfikować realność wydarzenia. Ale nie. Przeklik nie weryfikuje. Przeklik ma misję.

Nie znalazłem jeszcze dobrego sposobu na Przeklikaczy. Na facebooku jeśli nie usuwam ze znajomych to wyciszam, żeby ich nie widzieć w głównym wątku informacji. Z mailami uprosiłem, ubłagałem, w krańcowym przypadku zasypałem całym śmieciem, jaki znalazłem w swoich przepastnych archiwach. Pomogło. Choć…


Przed Wielkanocą 2015 otrzymałem kolejne życzenia świąteczne. Domyślacie się od kogo.

Zyczenia2015

Od wspomnianego zaraz na początku tekstu miłego pana. Życzenia otrzymało 295 osób prócz mnie (wrzuciłem w arkusz, który policzył dostępne na liście rozsyłkowej maile). Wszyscy znamy już teraz swoje adresy mailowe i możemy się czuć jedną wielką internetową rodziną. W której kilka osób ma zawirusowane komputery i teraz wszyscy jesteśmy źródłem a i nadawcami spamu. Bo wirusy biorą losowe adresy z książki adresowej i katapultują różności w świat.


Aktualizacja. Święta Wielkiej Nocy 2016. 186 osób na liście. Ja też!

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

46 komentarzy

  1. Hehe, pamiętam jeszcze erę łańcuszków na gg. Powinien już kilkadziesiąt razy umrzeć patrząc na to ile pecha sobie nagromadziłem :-) Mnie z kolei najbardziej wkurzają telemarketerzy, którzy mają Twój numer niewiadomo skąd i GIODO im nie straszne.

  2. Lifestylerka pisze:

    Takie to są niestety uroki tego, że świat stał się globalną wioską. Powiem Ci Paweł, że jak na facebooku widzę, że ktoś nagminnie wrzuca takie super newsy z hmmmm pupy wzięte, to staram się blokować treści, a jak to nie pomaga, to użytkownika. Jestem zwolenniczka nie oglądania i nie czytania wszelkich newsów zarówno tych nieprawdziwych jak i wiarygodnych, więc nie chce miec z nimi pod żadną postacią do czynienia;).

  3. Lifestylerka pisze:

    Takie to są niestety uroki tego, że świat stał się globalną wioską. Powiem Ci Paweł, że jak na facebooku widzę, że ktoś nagminnie wrzuca takie super newsy z hmmmm pupy wzięte, to staram się blokować treści, a jak to nie pomaga, to użytkownika. Jestem zwolenniczka nie oglądania i nie czytania wszelkich newsów zarówno tych nieprawdziwych jak i wiarygodnych, więc nie chce miec z nimi pod żadną postacią do czynienia;).

  4. Pierwsza Dama pisze:

    Lajki lajkami, ale najgorsze w głównym wątku na FB są bezmyślne udostępnienia niezweryfikowanych informacji, o których napisałeś. Co jakiś czas zauważam nową falę udostępniania tych samych zdjęć, tylko z ewentualnie innym opisem.

    A w ramach nawiązania do spamu mailowego podzielę się ciekawostką. Brałam udział w konferencji biznesowej dla kobiet, było dużo networkingu, dużo wymiany wizytówek. Jedną z osób, które wizytówki gorliwie zbierały, była Poseł Aldona Mlyńczak. Zamieniłyśmy dwa słowa, wymieniłyśmy się wizytówkami i zniknęła w połowie konferencji.
    Kilka tygodni później dostaję maila od Pani Poseł. Zachęcający do głosowania na nią (to było tuż przed wyborami). Tę samą wiadomość dostało również ponad 30 innych osób, ponieważ wszyscy zostali wpisani w pasku adresowym. Wiele adresów mailowych zawierało nazwiska i nazwę firmy, część to były adresy prywatne.
    Oczywiście odpisałam, grzecznie zwracając uwagę, że to trochę spam, trochę niezgodne z prawem i brzydko wygląda. Odpisał mi (podobno) praktykant Pani Poseł (chociaż pierwszy mail był podpisany jej nazwiskiem) i głupio się tłumaczył.
    Planowałam trochę nagłośnić sprawę, ponieważ bardzo nie lubię czuć się wykorzystana – a odniosłam wrażenie, że Pani Poseł na tej konferencji tylko zbierała kolejnych wyborców, a także nie lubię tak brzydkiego maskowania własnej niekompetencji. Nawet jeśli wysyłał wiadomości praktykant, to podpis był jej, nie jego.
    Żałuję, że jednak wtedy spasowałam.

    • Bookworm pisze:

      Z posłami to wiesz jak jest, za nic nigdy nie odpowiadają. Tak jak przypadek jednej z naszych pań posłanek – przeleciało przez media jak to pozatrudniano całą jej rodzinę. I co? I nic. Ech :(

  5. Niestety, też mam wiele spamów. Ale przyznaję się, raz wysyłając wiadomość do kilku osób, musiałam nie kliknąć UDW, choć na 100 proc. jestem przekonana, że to zrobiłam (a może była jakaś przerwa w dostawie internetu) i tak poszło. Od tego momentu już nie wysyłam maila do kilku osób. Nauczka;-)

  6. Czasami odnoszę wrażenie, że tacy przeklikiwacze robią to na jakiś akord, jakby chcieli zaklikać cały internet. Kotek – like, dziecko – like, wypadek – like.
    A z tymi mailami i wyślij do wszystkich bez ukrywania adresów to jest plaga. Mało tego, nadawcy takich maili są przekonani o swojej zajebistości.

  7. A taką ładną i milutką nazwę ma ów klikach, a tu taki z niego szkodnikowiec internetowy pospolity, z łac. szkodnikus internetus vulgaris.

    A tak swoją drogą, co do maili rozsyłanych grupowo w poprzedniej firmie mój bardzo były kierownik był w tym procederze przodownikiem – rozsyłał, przekierowywał, dodawał. Tragedia. Aż w końcu skrzynka odmówiła mu posłuszeństwa. I wszystko utracił :D Oczywiście ku wielkiej rozpaczy publiki :D

  8. Justyna Rolka pisze:

    Piszesz w tak świetny sposób, że człowiek marzy o tym, aby dostać od Ciebie ciepły i aktualny SPAM:)

    • Bookworm pisze:

      Hm, dzięki Tobie mam pomysł na „specjalną paczkę świąteczną” – tylko po czymś takim to stanę się w wyszukiwarkach głównym polskim spamerem ;)

  9. Monika Dudzik pisze:

    Nic dodać, nic ująć. Takie to po trosze odzierciedlenie tego, w jakich czasach żyjemy. Pustej bezmyślności jest mnóstwo – a internet tylko dobitnie to pokazuje.

  10. BasiaK pisze:

    Dodałabym jeszcze klikanie z pozoru niewinnych smsów konkursowych, po których przychodzi masa informacji o tym, jaką to kasę możemy otrzymać wysyłając kolejne. Ludzie wciąż się na to łapią, a potem narzekają. ;) Ja nie jestem przeklikaczem. Ale mam znajomą, która wchodzi na fejsa w zasadzie tylko po to by przeklikać kolejną informację o chorym dziecku. I uważa, że tak pomaga, oczywiście nie sprawdzając, czy informacje są aktualne.

  11. O kurcze, Kominek pisal w swojej ksiazce o blogerze, ktory zwracal sie z propozycja wspolpracy do roznych agencji czy wydawnictw, tylko ze do wszystkich wysylal jednego i tego samego maila i wszyscy wiedzieli o wszystkich. Informacje rozchodza sie szybko na takich portalach, tylko ze sa nie do konca prawdziwe, a czasami o to chodzi, by bylo bardziej emocjonujaco. Pozdrawiam serdecznie Beata

  12. Iwona Eriksson pisze:

    Jeszcze są dodawacze, którzy namiętnie na blogach, na YT „komentują” dodając link swojej strony internetowej wierząc nadal, że Google to kupi i będą mieć linki zwrotne…

  13. Jeszcze są dodawacze, którzy namiętnie na blogach, na YT „komentują” dodając link swojej strony internetowej wierząc nadal, że Google to kupi i będą mieć linki zwrotne…

    • Bookworm pisze:

      Oj są. A Disqus w standardowym ustawieniu każdy komentarz z linkiem „zawiesza” do akceptacji admina. I dobrze im tak :) Są jeszcze lepsi, wprowadzający w obieg dodatkowe konta FB, na których publikują swoje blogowe wpisy powiększając zasięg :)

      • Niestety nie ma tego wszędzie – nie na YouTube…
        A o tych kontach na FB to nie słyszałam – oj czego to ludzie nie wymyślą… Zeby w innym kierunku czasami skierowali swoją kreatywność to pewnie by już góry dzisiaj przenosili… ;)

  14. Blogierka pisze:

    Przeklik nie weryfikuje. Przeklik ma misję. <3
    Genialny tekst! I wiesz co- ulżyło mi trochę bo wiem że nie tylko ja jestem "zimną i nieczułą suką/tudzież nieczułym gnomem" który powątpiewa w sens i prawdziwość przeklikiwanych informacji ;). Mi już macki dawno opadły i też poukrywałam natarczywych przeklikowców.
    A z tymi mailami to szczerze współczuje, Aczkolwiek nie jestem świętoszkiem bo gdzieś coś musiałam kliknąć kiedyś bo ilość spamu jaki dostaję codziennie na maila jest przerażająca..

    • Bookworm pisze:

      Wiesz, wystarczy, ze ktoś wrzucił też Twój mail do rozdzielnika. A potem, że gdzieś komputer był zainfekowany – automatyczna rozsyłka spamu podszywającego się m.in. pod Twój mail. Ile to ja razy się tłumaczyłem z maili, których nie wysyłałem, a to akurat było widać, tylko w głębi źródła maila. Tylko komu się chce to weryfikować? Winny i już!

      • Blogierka pisze:

        O rany, nawet nie zdawałam sobie sprawy z mechanizmów działania spamo-ataku?! To jest ZUO w czystej postaci! A jak już ktoś stwierdził żeś winny- wiadomo że się nie wywiniesz ;)

  15. Savon pisze:

    Generalnie jestem przeciw łańcuszki i innym internetowym akcjom.. Ale ta ostatnia ze zdjęciami z przed 15 lat okazała się naprawde fajna i dzięki niej ludzie zrobili sobie fajną wycieczkę w przeszłość :)

    • Bookworm pisze:

      Ale to jest zabawa a nie publikowanie jakiś tematów, które już dawno są nieaktualne albo po prostu idiotyczne – „pomagam choremu dziecku publikując post i zbierając lajki” ;)

  16. Zaniczka pisze:

    Nie znoszę ich po prostu. Zawsze ale to zawsze sprawdzam apele o pomoc i inne takie. Na spamerów zyczeniowych. … dziś właśnie otrzymaliśmy email z urzędu właśnie z taką doczepka stu patu adresów innych użytkowników sieci. :/ Myślenie boli.

    • Bookworm pisze:

      Dla mnie do dziś hitem jest sytuacja sprzed lat kilku, dostałem opeer, że nie doszedł Bardzo Ważny Załącznik mailem. No nie i już. Zadzwoniłem. A tam się okazało, że pani sekretarka miała zablokowany odczyt załączników w Outlooku, bo „jest ryzyko wirusów” :D

  17. Przecież wcale nie ma internetu a ten wpis wcale nie istnieje :-D

  18. Wiedźma Wie pisze:

    Ja myślę, że w sytuacji gdzie ludzie w imię wyznawanej ideologii są w stanie sprokurować informację wymaganie od nich weryfikacji to jak żądanie gwiazdki z nieba. Ja mam pod tym względem nieczułe serce i wolę dać żebrakowi na piwo niż zainteresować się „charytatywnymi przeklikami”. Tyle tylko, że klikam w Pajacyka i podobne. Innymi się nie interesuję, chyba, że pierwszym źródłem takiej informacji jest mój autentyczny znajomy.

  19. Hai Le pisze:

    Ja myślę, że w sytuacji gdzie ludzie w imię wyznawanej ideologii są w stanie sprokurować informację wymaganie od nich weryfikacji to jak żądanie gwiazdki z nieba. Ja mam pod tym względem nieczułe serce i wolę dać żebrakowi na piwo niż zainteresować się „charytatywnymi przeklikami”. Tyle tylko, że klikam w Pajacyka i podobne. Innymi się nie interesuję, chyba, że pierwszym źródłem takiej informacji jest mój autentyczny znajomy.

  20. Kocham DW i UDW, a także wszelkie inne psikusy z pocztą w tle. Często dostaję przez to na maila szczegóły dotyczące negocjacji zleceniodawcy z innymi copywriterami, a także wewnętrzne rozmowy w firmie na mój temat. Generalnie staram się być czujny jak pies potrójny, by tego nie czytać, ale w większości przypadków „co się zobaczyło, to się nie odzobaczy” :) Takie perełki jak „Stasiu, ten Pan nie da się wych**ać, płacimy ile chce”, czy „Dobry jest, k**as”, wcale nie należą do rzadkości. Nie mówiąc o flircikach i innych takich :) Szefowie prężnych firm nie zawsze potrafią w internety :)

  21. halmanmonika pisze:

    Szczerze mówiąc człowiek nie może się swobodnie poruszać w sieci, by nie natrafić na różnego rodzaju spam, łańcuszki, fałszywe informacje… Jesteśmy tym wręcz atakowani. Jeszcze jakiś czas temu miałam pocztę na Wirtualnej Polsce. No masakra, ile dziwnych wiadomości reklamowych do mnie przychodziło! W końcu się wkurzyłam. Akurat zmieniałam nazwisko – mężu, o dzięki Ci! :D No i zmieniłam też pocztę. Na yahoo spamu zero. Na gmailu bardzo bardzo rzadko. Uff… przynajmniej tę kwestię mam z głowy. Póki co…

  22. Artur pisze:

    Bardzo Ci dziękuję za ten artykuł. Świetnie, że poruszasz ten temat. Ostatnio bardzo mnie irytuje kwestia udostępnienia zbyt dużej ilości wpisów o określonej tematyce, a przecież nie ma żartów z tymi przeklikaniami. Z jednej strony przekazywanie adresu mailowego bez zgody jego posiadacza. Tutaj myślę, że GIODO miałby pole do popisu. Z drugiej strony to przypomina mi się stara bajka o chłopcu, który dla zabawy wzywał pomocy i gdy w końcu naprawdę jej potrzebował ta nie nadeszła. Natarczywe pojawianie się w SM apeli o pomoc wywołuje u mnie odruch obojętności. Nie jestem w stanie zweryfikować i wyłuskać tych, które są prawdziwe. Dlatego odruchowo ignoruje wszystkie. Aż mnie paraliżuje przerażenie gdy pomyśle o ludziach którzy rzeczywiście potrzebują wsparcia i gina w odmętach naciągaczy. Niestety to kolejny dowód na to, że jesteśmy nadal w fazie raczkowania. Internetowi ząbki się dopiero wyrzynają :) Kolejne pokolenie mysle będzie bardziej ogarnięte :) Dziękuję i pozdrawiam!

    • Bookworm pisze:

      Z mailem prywatnym jest jeszcze jeden problem. Dzięki niemu możemy zostać zidentyfikowani w wielu serwisach, w których użyliśmy tego maila do rejestracji A nie zawsze tego chcemy. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.