Rowerek biegowy


Przychodzi taki dzień w życiu mężczyzny, gdy opuści matkę swoją i … wsiądzie na rowerek. Na początek może to być rowerek biegowy. Taki bez pedałów. A przynieść to może znaczącą… poprawę kondycji rodzica. W końcu to rowerek biegowy, nieprawdaż?


 Czym jest rowerek biegowy?

To taki uproszczony rower. Bez układu napędowego (a więc bez przerzutek, trybów, pedałów, linek, łańcucha) oraz bez hamulców (choć tu różnie bywa).

Konstrukcja roweru jest lekka, często drewniana. Różna wielkość i sposób wykonania kółek i opon. Regulowana wysokość siodełka, czasem kierownicy.

Idea jazdy jest bardzo prosta, dziecko siada i w pierwszym etapie nauki dostojnie się przemieszcza podpierając nogami. Ale dziecko bardzo szybko wpaja sobie koordynację i łapie równowagę. I co się wtedy dzieje? Dziecko odpycha się mocniej i przyspiesza.

Early Rider

Kupiliśmy juniorowi „wypasiony” rowerek biegowy. Drewniany (sklejka i drewno) i dzięki temu bardzo lekki. Do tego wersja early rider „chopper” o różnej wielkości kółek. Opony duże, kółka dobrze łożyskowane – koła obracały się bezszelestnie. Do tego sprytny mechanizm ograniczający skręt kierownicy do 10 stopni na każdą ze stron. Dzięki temu dziecko nie postawi kierownicy w poprzek i nie wywróci się tak łatwo.

Rowerek biegowy Early Rider

Młody wsiadł i już nie chciał zejść. Bardzo szybko zrozumiał ideę rozpędzania się, wkrótce też opanował na tyle równowagę, że zaczął „sadzić susy” zwiększając prędkość.

Co ciekawe, rowerek biegowy (na równej drodze) nie pozwala dziecku rozpędzić się do prędkości nad którą nie zapanuje. Bo błyskawicznie zahamuje nogami, bez wpadania w poślizg. Dosłownie dziecko zatrzymuje się w miejscu. Nawet jeśli jest górka i dziecko musi się zatrzymać to staje i … dziecko stoi a rowerek jedzie sam jeszcze kawałek. Wszystko bezpiecznie.

Do tego na osiedlu młody był pionierem jeśli chodzi o rowerki biegowe. Wokół masa pociech kulających się dostojnie z dokręconymi kółkami (wymysł szatana swoją drogą) a tu dziecię śmiga i lawiruje między nimi rozwijając duże prędkości.

Dosłownie nie było rodzica, który się nie obejrzał za dzieckiem na rowerku biegowym. Plus tego komentarze rodziców oraz dzieci. Z cyklu:

„patrz mamo rower bez pedałów”

Wyraz twarzy rodziców – bezcenny.

Wycieczki biegowe

Dzięki rowerkowi zacząłem biegać. No może tak nie do końca – bo biegi nie były wyczerpujące i na długich dystansach. W każdym razie dzięki spacerom rowerkowym zażywałem dużo więcej ruchu. Prędkość przelotowa dziecka wzrastała a i mój stopień zasapania również. Stąd jasno i czytelnie wszystkich informuję, rowerek biegowy wymaga dobrze wybieganego rodzica. No chyba, że się pociechę wypuści na zamkniętym terenie. W każdym innym przypadku należy nastawić się na wycieczki biegowe.

Boczne kółka, dlaczego nie?

Niestety nadszedł moment przejścia na „prawdziwy” rowerek. I tu pojawił się duży problem. Kolejny rower był metalowy i niestety ciężki. Dziecko potrzebowało dużo więcej siły, żeby jechać. Przez to pojawiły się problemy z łapaniem równowagi i skutkowało to powrotem na rowerek biegowy.

Do tego nieszczęsnym trafem do roweru w komplecie były boczne kółka. Otrzymałem nakaz przykręcenia ich i się zaczęło. Akurat ja, będąc dzieckiem, nie uczyłem się jeżdżenia z bocznymi kółkami. Ponoć dosyć szybko złapałem równowagę i pojechałem. I zjawisko „bocznych kółek” nie było mi znane.

Boczne kółka moim zdaniem nie mają żadnych zalet. Żadnych! Nawet mocno przykręcone nie utrzymają dziecka, które się przewraca. Mało tego, naturalny upadek na rowerze to upadek w bok. Upadek z kółkami to upadek skośny do przodu – właściwie na twarz. To raz.

Dwa – przez nieszczęsne kółka dziecko uczy się źle zakręcać. Naturalne wejście w zakręt zawsze wiąże się z pochyleniem do wewnątrz. A z kółkami? Z kółkami nie da się odpowiednio pochylić do wewnątrz. Jeśli więc dziecko się rozpędzi i skręci musi się wywrócić – bo się nie pochyli. Praw fizyki się nie oszuka. Więc co? Uczy się nie pochylać i rozpędzać tylko na wprost. Może też być gorzej bo się pochyli, kółko wtedy odbije i kolejna skomplikowana kraksa gotowa.

Jedyną „zaletą” bocznych kółek jest ta, że rowerek, z którego się zejdzie dalej stoi. Nie trzeba go opierać o nic czy rozkładać stopki.

I na tym koniec historii, rowerek biegowy trafił już, poprzez serwis OLX w ręce nowego użytkownika.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. Ewa pisze:

    Bardzo fajna sprawa te rowerki aż żałuje że jak moje dziecię było małe ich jeszcze nie było. Ale pobiegałam trochę za malcem na dwóch kółkach, bo był bunt totalny na boczne kółka :) które tak jak piszesz są na nic, zwłaszcza na polnych drogach :) gdzie dzięki nim rower zamienia się w stacjonarny ;)

    • Bookworm pisze:

      Jeeeju, przypomniałaś mi właśnie o tym „zawieszaniu” się roweru z bocznymi kółkami. Do tego po zawieszeniu nad kałużą (nie muszę pisać, że celowemu?) można szybko kręcąc ręką przemieścić większość zawartości kałuży do tyłu… Ku uciesze dziecka, ku mniejszej radości rodzica.

      • Ewa pisze:

        Cha Cha, kałuże to już w ogóle rewelacja, przyznam że moje dziecko uwielbia przez nie przejeżdżać cały czas :) No frajdę ma że hej :) a ja prania że HO HO :)

  2. Nigdy wcześniej nie słyszałam o rowerku biegowym. Cenna recenzja :)
    Pamiętam ze swojego uczenia się jazdy na rowerze, że szło mi opornie. Jak w końcu wszystkim wydawało się, że złapałam równowagę i nauczyłam się jeździć bez dokręcanych kółek, to wjechałam w piękną rabatę lilii, niszcząc wszystkie kwiaty. Pamiętam ten dzień jak dziś :)

    • Bookworm pisze:

      O, jak dziś to ja pamiętam jak już jako rowerowy „mistrz kierownicy” zjeżdżałem z osiedlowej górki z kolegą. „Tylko się nie zabij” powiedziałem i ruszyłem pierwszy. Na dole górki był kamień, który wyhopsał mi rower na bok a ja wylądowałem na rękach, brodzie, na jednym łokciu i kolanach na chodniku. Kolega legalnie umarł ze śmiechu :D A ja wyglądałem jak po ataku wściekłych krokodyli brocząc z licznych ran ;)

  1. 21 sierpnia 2018

    […] moja skuteczność sprzedaży na OLX. Ot, na przykład udało mi się sprzedać za fajną cenę rowerek biegowy, który wydawał się (z racji ceny) niesprzedawalny. Sprzedałem też … starą lodówkę […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.