A pies z tym lodowiskiem


Wkurza mnie smog. Strasznie. Wisi taka śmierdząca chmura przekroczeń normy. Jeśli bieganie – to tylko w lesie a tam mogę jechać tylko w niedzielę. Wobec tego wyciągnąłem łyżwy i poszedłem na lodowisko. Akurat ono jest oddalone od emitentów kominowych. Wieczór wcześniej zastanawiałem się czy brać telefon, bo może jakąś fotkę ciekawą zrobię. Ale, że na lodowisku? Przecież to jest nudne jeżdżenie w kółko. Co tam ciekawego sfotografować? Chyba mnie, gdy leżę wpasowany w barierkę. Zapomniałem o jednym. Że to JA będę na lodowisku. Co to znaczy? Że jednak będzie ciekawie. Bo przyciągam śmieszne wydarzenia. Tak mi się wydaje. Poczytajcie.


Nie umiem jeździć na łyżwach

To znaczy, nie umiałem. Jakoś ta przyjemność w czasach młodości ominęła mnie. Basen, i owszem, narty biegowe – jak najbardziej. Żeglarstwo – w całej jachtowej okazałości. Ale nie łyżwy. Miasteczko w którym mieszkam, słynie z lodowiska i z tego, że młodzież świetnie na łyżwach jeździ. Kiedyś, dawno temu, było lodowisko, później się zrujnowało, ostatecznie przygotowano projekt unijny i voila, lodowisko, zadaszone, z zapleczem.

Lodowisko w Pszowie

Więc kilka lat temu, licząc na życzliwe porady Małżonki, ruszyłem z nią i jeszcze dodatkowo koleżanką na lód. Łyżwy miałem darowane od kolegi, który kupił nowszy model. Założyłem je, ruszyłem na lód no i … krowa na lodzie to delikatne określenie. Ona sobie choć pomuczeć by mogła, ja to tylko – siąść i płakać. Ani w te, ani we wte. No a ile się można trzymać band lodowiska? Dziewczyny próbowały mi pomóc, na tym się skończyło, że one z nudów pojechały w siną dal, ja odważnie odepchnąłem się od bandy i … fiknąłem koncertowo głową w lód, dach hali rozbłysnął tysiącem gwiazd a ja zębami skrzesałem iskry. Stacje sejsmologiczne zanotowały solidne tąpnięcie, wszystko i tak ostatecznie zrzucono na fedrującą w okolicy kopalnię.

Resztę wykupionej godziny spędziłem na przesuwaniu się z dostojeństwem i pewną taką ostrożnością wzdłuż otoczenia lodowiska. I na liczeniu zębów. Łyżwy wylądowały na strychu.

Umiem jeździć na łyżwach!

Po kilku latach pojawił się temat wizyt juniora na lodzie, w ramach zajęć przedszkolnych. Była konieczna obecność rodziców, niestety moja obecność, bez butów z kolcami, by była bezużyteczna. Zawziąłem się. Jeżdżenie albo śmierć! I co? Ruszyłem dzielnie na lód. W tych samych nieszczęsnych łyżwach. Po przeczytaniu całego internetu. Pierwszy wyjazd, to była tragedia. „Nie jadą”. Ale Żona doradziła:

„wypożycz sobie i spróbuj na normalnych a nie takich z ubiegłego wieku”.

I zamiast wypożyczyć, pojechaliśmy do sklepu i kupiłem jakieś normalne, zwykłe łyżwy. Oddałem do naostrzenia. Wyszedłem na lód i … Pojechałem! Przeskok był jak z dziurawej łódki rybackiej na sportowy kajak. Co prawda najlepiej mi jeżdżenie wychodziło znowu przy wspomnianej bandzie, ale udało mi się dokonać kilku okrążeń bez upadku. Przejawiałem tylko dziwny lęk do puszczenia się boków i ruszenia na środek. Coś jakby strach przed przestrzenią. Przestrzenią bez oparcia. A wokół mnie śmigały dzieciaki przodem, tyłem, w podskokach.

Lodowisko noc

Po kilku tygodniach śmigałem już w miarę swobodnie. Ćwicząc dodatkowe elementy, przekładankę, zakręty, hamowanie. Nawet lustracja Małżonki wypadła pozytywnie – mogliśmy juniora wprowadzić na lód, byłem pewien, że dam radę się nim zaopiekować. A i same jazdy sprawiały mi niesamowitą przyjemność, przerywaną niestety trudnościami z oddechem – astma swoje prawa ma, szczególnie przy mroźnym powietrzu. Lodowisko tak mnie wciągnęło, że w większość wolnych dni rano meldowałem się na tafli. 26 grudnia o 8.00 również. Było nas wtedy … dwóch. To była frajda.

Pies

Wczoraj poszedłem, po ponad rocznej przerwie, pojeździć. Założyłem sobie pas z pulsometru i odpaliłem swojego Polara M400. Kiedyś próbowałem jeździć z endomondo – niestety nie łapał pozycji satelitów – lodowisko co prawda jest przykryte dachem bez ścian bocznych, ale złapanie namiarów endomondo było utrudnione. Polar sobie poradził bez problemów (chyba), bo „coś” pokazywał. Pod koniec jeżdżenia mój „utarg” wyglądał tak.

Dystans

Z racji obecności innych jeżdżących nie dało się jeździć szybciej, ja też potraktowałem wyjście na łyżwy jako rozrywkę. Stąd średnie tętno nie weszło w „zakres pracy”.

Jazda

Za to gwiazdą tafli stał się … pies. Wesoło szczekając biegł do swojego pana, który go łapał, wynosił poza obiekt a pies… znajdował tajemne przejście pod lód i wbiegał ponownie. Dwa razy. Lodowisko ma tak skonstruowane bramki, że jeśli wejście na taflę jest otwarte, to małe zwierzątko przemknie się pod blokadą i wejdzie bez problemu na lód.

Za trzecim razem nie wytrzymałem i wyjąłem aparat i nakręciłem dziką pogoń właściciela za psem. Który perfekcyjnie przebiegł kółeczko na lodzie – co pazury, to pazury. Popatrzcie:

Pies został złapany, odstawiony  i… po pięciu minutach w każdym zakątku lodowiska można było usłyszeć smętne ujadanie i piski. Co zrobił piesio? Popatrzcie:

Otóż czworonóg pognał na trybuny, wybrał dogodne miejsce i tam urbi et orbi wygłaszał swoje dezyderaty i żal.

Nie było osoby, która by schodziła z lodu bez uśmiechu.


Lodowisko mam pod oknem. Przyjemnie popatrzeć, jak ludzie tam śmigają, od tych najmniejszych, wspierających się na różnych zimowych zwierzaczkach:

pandy lodowisko pszów

Pingwiny lodowisko Pszów

po dorosłych a bardzo często też emerytów. Są i tacy, co się uczą jeździć, są i prawie profesjonaliści. Wieczorami odbywa się „disco”

Disco Lodowisko Pszów Disco1

a później jeszcze wchodzą na lód hokeiści.


Więc jeśli jeszcze nie jeździcie na łyżwach, nauczcie się – bardzo polecam taką formę ruchu. Nauczyłem się jeździć w czwartej dekadzie swojego żywota. Więc i Wy dacie bez problemu radę.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

33 komentarze

  1. lawyerka pisze:

    Pies zdecydowanie skradł wszystkim jeżdżącym show! Świetnie radził sobie na lodzie! I ta determinacja! Po przeczytaniu wpisu naszła mnie ochota, żeby pojeździć sobie na łyżwach. Ostatnio miałam tego typu osprzęt na nogach jakieś kilkanaście lat temu ;)Pewnie też przed wypadem na łyżwy musiałabym najpierw „przeczytać cały internet” celem zdobycia przynajmniej teoretycznej wiedzy w tym temacie :)

  2. Dyrdymala pisze:

    Co prawda fazę fascynacji łyżwami mam już z sobą – teraz zdecydowanie faworytem są narty, ale w 100% wiem o czym mowa. Łyżwy własne, a łyżwy wypożyczone to jak niebo, a ziemia :).
    Pozdrawiam!

  3. Co prawda fazę fascynacji łyżwami mam już z sobą – teraz zdecydowanie faworytem są narty, ale w 100% wiem o czym mowa. Łyżwy własne, a łyżwy wypożyczone to jak niebo, a ziemia :).
    Pozdrawiam!

  4. Bookworm pisze:

    Ja z podziwem patrzę na młodzież, która już chyba wszystko potrafi :D Z nudów bałwanki budują z szronu powstałego po ostrych hamowaniach ;)

  5. Bookworm pisze:

    Piękne, po prostu piękne świadectwo. No to wychodzi na to, że nie umiałem nauczyć się jeździć na figurówkach, za to na hokejówkach poszło mi dużo lepiej :)

    • tomasz pisze:

      Wiesz, po blisko pięćdziesięciu latach jazdy na łyżwach „przodem tyłem i w podskokach” myślałem, że moja przyjaźń z pozycją pionową podczas jazdy jest już wieczna. Niestety stare nawyki ruchowe nie pasowały do nowych łyżew :), ale trudności już dawno opanowane. Wczoraj znów byłem na lodowisku, było super. Polecam łyżwiarstwo i z podziwem patrzę na wszystkich którym chce się nauczyć tego pięknego sportu.

    • tomasz pisze:

      tak było w 2013

  6. tomasz pisze:

    Na Gwiazdkę dostałem piękne łyżwy, przykręcane do butów, na pudełku wizerunek dwojga niemieckich mistrzów łyżwiarstwa figurowego, cztery dni przed moimi trzecimi urodzinami. Kilka dni później Tata posadził mnie na sanki i pojechaliśmy nad naszą miejską rzeczkę, która każdej zimy zalewała przybrzeżne łąki i tworzyły się tam naprawdę duże naturalne lodowiska nazywane Wylewami. Przykręcił mi łyżwy do butów, sam założył swoje i powiedział ,, patrz i próbuj sam”, a kiedy już przestałem się przewracać zrobił mi fotografię. Mam ją do dzisiaj z napisem ołówkiem ” I 64″

    Później jako najmłodszy w rodzinie jeździłem na łyżwach z których powyrastały starsze kuzynki i siostra. Przeważnie były to figurówki i kiedy wszedłem w wiek dorosły kupiłem sobie właśnie łyżwy figurowe. Jeżdżę, umiem i lubię, ale kiedy trzy lata temu wymieniłem stare łyżwy na pierwsze hokejówki i poszedłem na lodowisko, lód przypomniał mi o swojej twardości. Takie jest moje świadectwo :)

  7. tomasz pisze:

    Na Gwiazdkę dostałem piękne łyżwy, przykręcane do butów, na pudełku wizerunek dwojga niemieckich mistrzów łyżwiarstwa figurowego, cztery dni przed moimi trzecimi urodzinami. Kilka dni później Tata posadził mnie na sanki i pojechaliśmy nad naszą miejską rzeczkę, która każdej zimy zalewała przybrzeżne łąki i tworzyły się tam naprawdę duże naturalne lodowiska nazywane Wylewami. Przykręcił mi łyżwy do butów, sam założył swoje i powiedział ,, patrz i próbuj sam”, a kiedy już przestałem się przewracać zrobił mi fotografię. Mam ją do dzisiaj z napisem ołówkiem ” I 64″

    Później jako najmłodszy w rodzinie jeździłem na łyżwach z których powyrastały starsze kuzynki i siostra. Przeważnie były to figurówki i kiedy wszedłem w wiek dorosły kupiłem sobie właśnie łyżwy figurowe. Jeżdżę, umiem i lubię, ale kiedy trzy lata temu wymieniłem stare łyżwy na pierwsze hokejówki i poszedłem na lodowisko, lód przypomniał mi o swojej twardości. Takie jest moje świadectwo :)

  8. W zeszłym roku zupełnie nie skorzystałam w zimie z żadnych lodowisk. Może nie umiem jakoś bardzo dobrze jeździć, ale lubię. W tym roku się w końcu wybiorę!
    Dużo lepiej mi idzie na rolkach, ale za to już sto lat nie mieszkam w okolicach sprzyjających takiemu jeżdżeniu. Coś za coś :)

  9. Monika Dudzik pisze:

    Pies rozwalił system :D
    Jeśli chodzi o jazdę na łyżwach, to kiedyś – w bardzo dawnych czasach, kiedy kury miały kły;) – śmigałam całkiem nieźle. I od tamtej pory nic, choć córka niejednokrotnie mnie na lodowisko usiłowała wyciągnąć. Może się w końcu przełamię – nie wiem nawet, z czego wynika taka blokada.

  10. anjanka pisze:

    ja love rolki. Kiedyś w Poznaniu była rollarena. Od lat już nie ma. Właśnie tam zaliczyłam naukę jazdy. Po latach poszłam z jeszcze wtedy nie mężem na rolki do parku i koncertowo wybiłam mu zęby. Ale i tak się ze mną ożenił :)

    • Bookworm pisze:

      Wiesz, z tymi zębami to jestem pełen podziwu i dla Ciebie (ach ta damska rączka), i dla Twojego męża – ale on też chyba wpadł w podziw? :D
      Może kiedyś się nauczę też jeżdżenia na rolkach :D

  11. Blogierka pisze:

    Rasowy blogger nie rusza się z domu bez aparatu/smartfona! ;) A z tymi łyżwami to trochę jak z butami biegowymi zdaje się -należy dobrać odpowiednie;)
    Ja szykuje się za tydzień po chyba 3 letniej przerwie i już się boje..;)

  12. Uwielbiam łyżwy, choć żadna ze mnie łyżwiarka figurowa a może lepiej figurantka „gra słów” :D Pies mnie rozbawiło, wariat nie pies, raz że umie po lodowisku śmigać to jeszcze urodziny kibic.. :D

  13. Justyna Rolka pisze:

    Kurcze, ja z łyżwami to nigdy się nie pokochałam, ale po Twoim cudownym opisie mam ochotę spróbować raz jeszcze. Szczególnie disko mnie zaintrygowało i te 500 spalonych kalorii:)

    • Bookworm pisze:

      A spróbuj, bo fajna zabawa. Do tego jazda w chłodku to samo zdrowie moim zdaniem, pięknie ćwiczy się stabilizację, mięśnie nóg, choć ja mam potem koszmar z kolanami ;) Może coś źle robię, ale zabawa jest :)

  14. Monika Fiszer pisze:

    bardzo lubię łyżwy, nauczyłam się jeździć dopiero na studiach – jeździłam wtedy sama na lodzie, o 7 rano,niemal dzień w dzień. Tak rano, żeby uniknąć wstydu kiedy lądowałam na kości ogonowej co kilka sunięć nogą. Potem, jak się już nauczyłam, to lubiłam te poranne jazdy, bo ja po prostu nie lubię tłumów. Mam swoje łyżwy, ale w ubiegłym sezonie ani razu nie byłam. Wstyd mi :( w tym sezonie muszę się w końcu wybrać.

    • Bookworm pisze:

      O, ja też zeszły sezon odpuściłem, tak mnie bieganie wkręciło no i bałem się kontuzji przed zimowymi biegami. A z porannymi wejściami to w sobotę miewałem loterię – od pustej tafli (góra 10 osób) po trzy klasy gimnazjalne, no i to był koszmar :)

  15. BasiaK pisze:

    Też nauczyłam się jeździć na łyżwach w 4 dekadzie życia, choć nauczyłam się to zbyt duże słowo. ;) Za pierwszym razem było ciężko, ale za to było sporo śmiechu. Potem trochę pojeździłam na rolkach w ramach ćwiczeń w łapaniu równowagi. Za drugim razem było już łatwiej, choć szału nie było. Bo żeby się czegoś dobrze nauczyć, to trzeba ćwiczyć. W tym sezonie mam zamiar zaliczyć lodowisko kilka razy. Ponieważ dawno nie miałam łyżew na nogach, znów może być wesoło. :) Fajnie, że masz lodowisko pod blokiem. Nic tylko korzystać. :) Ja muszę w tym celu robić specjalnie wypad do stolicy, albo zostać po pracy.

    • Bookworm pisze:

      Rolki to było marzenie mojego dzieciństwa. Ale teraz nawet gdybym kupił, to nie mam gdzie jeździć. Już z hulajnogą młodego był problem – chodniki mają szpary, asfalt dziury bądź jest chropowaty :) A z lodem się przeproszę, fajnie tak się śmiga :)

      • BasiaK pisze:

        U mnie jest chyba najgorsza droga w powiecie, od kilkudziesięciu lat tylko łatana, ale przy torach położono nowy asfalcik, mało uczęszczany, trzeba go na wiosnę wypróbować. :-)

  16. Barni pisze:

    Kompletnie nie umiem w łyżwy. Zaczęło się od tego, że jako szczyl zapragnąłem jeździć na rolkach – w końcu wylali mi asfalt pod domem, zamiast piachu i błocka witała mnie pełnoprawna, równa ulica, więc czemu nie? Ano, szybko się okazało czemu. Bo jakoś, kurna, złapanie równowagi okazało się ponad moje siły. Stoję, stoję i nagle bum, czuję, jak chodnik uderza mnie w plecy. Cwany był, nie potrafiłem zrobić przed nim uniku.
    Jakiś czas później, chyba w liceum, wybrałem się na łyżwy. Dwa razy. I nie mam pojęcia, z czego to wynikało – za chude łydki mam, oni za szerokie łyżwy, czy może po prostu jestem kaleką, ale kostki mi się do środka uginały, wyglądałem, jakbym walczył z pełnym pęcherzem, a nie próbował jeździć na łyżwach. Wyrżnąłem się raz, drugi, trzeci, aż w końcu się nauczyłem. Nauczyłem się, że łyżwy nie dla mnie i muszę poczekać na wiosnę, kiedy można wziąć deskorolkę albo rower. ;)

    • Bookworm pisze:

      Nie poddawaj się! Może to kwestia zawiązania odpowiedniego łyżew? W tych darowanych wypisz-wymaluj miałem tak jak Ty :) Też mnie znienacka lód w plecy atakował. Może to ten sam podstępny gatunek lodu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.