Humor, Opowieści pogodne

Blender w opałach czyli historia pewnej zupy

zupa blendowana tytuł

Mężczyzna w kuchni, jeśli nie posiada specjalistycznych certyfikatów i kierunkowego wykształcenia, to zawsze jest postać zabawna. Choć nawet najzagorzalsze feministki przyznają, że i takowy czasem potrafi coś jadalnego ugotować. Zaznaczają wtedy jednak  szybko, że matematyczne szanse to są nawet na to, że rozłożony zegarek w szufladzie, na skutek rytmicznego otwierania i zamykania szuflady, może zostać złożony w funkcjonującą całość, ale … No właśnie. Teoria teorią a bywa tak, że kuchnia staje się polem bitwy, w którym wizg umierającego blendera staje się powszedniością i dosyć przewidywalnym skutkiem męskiej aktywności kulinarnej. Tak jak i pamięć o nie do końca zblendowanej zupie.

Jak naprawić blender to historia o ponownej skutecznej naprawie sprzętu na co dzień używanego w kuchni.


Tajna zawartość zupki

Jak wiadomo zupy dzielą się na te zblendowane oraz te niekoniecznie. W te pierwsze można wrzucić i skutecznie ukryć wszystko, cokolwiek dziatwa zwykle do paszczy nie zamierza wsadzać. Brokuły, marchewki, pietruszki, ba – nawet pieczarki czy kalafior! Robimy bzzzzt i do takiej zmiksowanej mazistej całości możemy dodać dla niepoznaki makaron czy pyszne grzanki. Do chrupania. Do młodych żołądków trafiają wtedy wszystkie niezbędne warzywa w których mamy błonnik. A to dla dziecięcych, przeładowanych słodyczami żołądków jest zbawienne. Nie próbujcie tylko podobnego numeru z wątróbką. 9/10 dzieci wyczuje podstęp a to dziesiąte wyleje rodzicowi zupkę na głowę. I słusznie. Nawet podstępne działania nie mogą wykraczać poza pewne wyznaczone historycznie granice.

O skutecznym blendowaniu słów kilka

I pewno większość osób, których z kuchni nie odganiano skoordynowanym ogniem maszynowym, rozpoznaje urządzenie kuchenne o dźwięcznej nazwie: blender. To jest takie przemyślne hałaśliwe urządzenie, do czego się wlewa zupę zawierającą „tajne cosie”. Po czym gdy dzielny operator blendera naciśnie jeden z trzech guzików, to blender robi bzzzzz, zupa daje się wtedy zahipnotyzować, krąży w kółko (zgodnie z kierunkiem obrotu wskazówek zegara oraz jelita prostego) i po pewnym czasie zupa sama traci wszelkie opory i bezwiednie powtarza jak mantrę bzzzz zmieniając jednocześnie konsystencję z płynu z „tajnymi cosiami”  w maź bez „tajnych cosiów”. w środku.

Większość zup tak postępuje, niestety moja wieczorna zupa tylko do pewnego momentu powtarzała zgodnie z blenderem „bzzzz”. W pewnej kolejnej, następującej po sobie nieoczekiwanie nanosekundzie blendowania, coś zrobiło gromkie: WRRRR – PIERDUT i wtedy stałem się Ajnsztajnem. Bo odkryłem nowy kierunek przepływu zupy! Otóż zupa postanowiła (czyżby pod moim edukacyjnym wpływem?) popłynąć sobie przez środek blendera a konkretnie przez jego silnik.


Już raz kiedyś moja Kochana Małżonka, (na skutek podstępnego pozostawienia kielicha blendera w stanie nieskręconym – tak jam to tak uczynił) zapodała jakiś płyn do środka blendera. Ale w ilości śladowej. Dzięki temu odkryłem też metodę rozkręcania blendera, który to rozkręcić się w teorii da – czyli zdejmujemy podstawę i łypiemy nieufnie do środka. Niestety z rozmontowaniem całości na czynniki pierwsze już łatwo nie było – producent tradycyjnie zostawił pewną sprytną pułapkę utrudniającą rozłączenie części silnika. A to jest zazwyczaj konieczne, żeby wysiedlić zupę radośnie osadzającą się wewnątrz miedzianych zwojów. 


Ale co tam, wróćmy do pasjonującej historii zupy płynącej przez silnik. No więc moje zaskoczenie było pełne, nagle zupa zaczęła znikać z kielicha i falami wypływać dołem blendera, opanowując z pasją nadziabanych Wikingów wrzącymi falami nowe okoliczne terytoria kuchenne. Przytomnie odciąłem zasilanie, z gracją odskoczyłem od blatu kuchennego i przystąpiłem do dekontaminacji siebie. I okolic. Rodzina zwabiona moimi wściekłymi porykiwaniami pojawiła się w kuchni w asyście dwóch kotów. Pokiwawszy ze zrozumieniem głową, oddalili się dyskretnie współczując „narobienia sobie roboty”. I tracąc nadzieję na posiłek nazajutrz.

Blender w proszku

I co dalej?

Składniki całości zwanej kiedyś mądrze blenderem schną, część zupy niestety zabarykadowała się w środku w części nierozbieralnej. Negocjacje trwają – rozważam rozgonienie oportunistów wodą. Konsultacje telefoniczne z osobą dalece bardziej wtajemniczoną w arkana prądowe przeniosły nas w świat zadumy nad złożonością problemu przypadkowego naoliwienia wnętrza silnika elektrycznego zupą jarzynową.

silnik blendera

Fakt zblendowania jej prawie do końca przenosił problem w wymiar absolutnie nierozstrzygalny przez dotychczasowo spisaną teorię nauki i praktyki inżynierskiej. Że nie wierzycie? To wpiszcie w google pytanie „jak wyczyścić silnik blendera z zupy”. Bądź: „czy blender po zalaniu silnika zupą zadziała”? No, wpisaliście i co mądrale?

Tymczasem nastawiłem wodę na drugą zupę, którą po ugotowaniu zblendowałem blenderem ręcznym. Skutecznie!

Ale tak już zupełnie na marginesie zaznaczę, że i pierwsza zupa wyszła pyszna! Tylko niestety nie tym wyjściem…

Epilog

Każda wesoła historia ma swój koniec. Zupę gotowałem przed wyjazdem na bieg Wings for Life. Siłą rzeczy (i suchego powietrza) składniki blendera suszyły się (wietrzyły?) kilka dni. Po powrocie dziarsko przystąpiłem do skręcania o tyle o ile wyczyszczonych i wyschniętych elementów w zbiorczą całość.

silnik blendera i przełącznikiSkręciłem. Wyczekałem na dogodny moment, aby dokonać próby zniszczeniowej w dzień. Ewentualne wybicie bezpieczników czy spalenie instalacji domowej wolę przeprowadzać za dnia i w czasie, gdy jest pełna obsada najbliższej jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej, jak i gdy okoliczny szpital przyjmuje w standardowym trybie. Dla kurażu chciałem znieczulić się środkami powszechnie uznanymi za wyskokowe, ale nie umiem niestety dokręcać śrubek skacząc.

Wycofałem rodzinę do pomieszczenia obok, nalałem do kielicha blendera wody (żeby przytłumić ewentualny szybko rozprzestrzeniający się ogień) i nacisnąłem przycisk startu. Ten pierwszy od dołu.

Blender po naprawie

I sam nie wiem czy głupi ma zawsze szczęście (jak w znanym Wam przypadku wysuszonej reklamacji) czy to mój inżynierski geniusz. Bo powiem Wam, że blendowana zupa ma swój urok i smak, nawet bez przepuszczania jej przez środek silnika. Choć waham się wciąż czy smaczniejsza jest z grzankami, czy z makaronem.


A blender? No tak, zapomniałem napisać. Blender po prostu działa.

26 Comments

  1. Basia / Pociąg do życia

    Minęło dwa lata. Czy blender działa? :-D

  2. Mistrz :) ja nie dałabym mężowi do reperacji…wyrzuciłabym po prostu.

    • Dobrze znam te objawy, po naprawie odkurzacza też mam wyrzuty sumienia, bo by był piękny i nowy a tak? Stary wciąż działa…

  3. Przyznam szczerze, iż w takim wypadku, blender bym wyrzuciła. W tych czasach, gdzie wszystko się robi na raz, zamiast skręcić to się skleja ciężko jest coś naprawić.

  4. Dobra- jak coś mi się schrzani do dzwonię do Ciebie :D
    ps.A jaką blendowaliście zupę? I czy to nie sciema że dla dzieci ta metoda?:P

    • Jarzynowa. Nie, to nie jest ściema. Małe dzieci nie posiadają (albo posiadają śladowe ilości) zębów, taka zupka przechodzi i przez smoczek z większą dziurą, albo się karmi łyżeczką. Poza tym w tej zupie znikają i brokuły, i mięsko, i kalafiorek – żadne zdrowe dziecię tego nie ruszy po dobroci. A tak? Masa błonnika trafia do brzuszka co bardzo wspomaga trawienie. Tak się skłąda, że w większości gotowych potraw dla dzieciaków jest sporo żelaza, co znowu bardzo skutecznie je zatyka…

  5. Ej, to blender ta się rozkręcić? A w ogóle to nie wyczyściłeś przycisku start do tego ostatniego zdjęcia!!! co z Ciebie za Gender Gosposia??? Fuj!
    P.S. Niestety kurna podziwiam umiejętności, u mnie jak się coś zepsuje to się wyrzuca albo oddaje do miłego pana, co to już zanika jego fach, czyli złotej rączki i pan za dwie dychy naprawia, albo nie naprawia.

    • No nie jestem Gender Gosposia, po uruchomieniu sprzętu reszta stała się problemami trywialnymi – tako twierdził mój ulubiony matematyk, gdy sposób rozwiązywania był znany, reszta to była artymetyka :)
      Fajnie mieć pana złotą rączkę, tu miałem po prostu farta ;)

  6. Bo silnik też chciał spróbować Twojej zupy, wiesz? Jak Ty byś mi tak kazał tylko mieszać i miksować i tylko wciągać te piękne zapachy, tak całe życie, to też bym się zbuntowała i w końcu zrobiła pierdut. Może zmiksuj dla odmiany coś niesmacznego?
    Ps. Ciekawe czy będzie aktualizacja ostatniego zdania. :-P

  7. ja chciałbym oprotestować pierwsze zdanie tego wpisu.. a tak poza tym to gratuluję reanimacji blendera :)

  8. Iza

    Blender blenderem, cieszę się, że działa :D ale przy okazji ilu trudnych słów się nauczyłam, np. dekontaminacja. Za to złożoność problemu przypadkowego naoliwienia wnętrza silnika elektrycznego zupą jarzynową – to już poezja. No kto tak pisze, kto? I to o blenderze! Ja to proponuję opublikować, ale najpierw opatentować. <3

  9. Piękne zakończenie. Choć dostanu epickiego zabrakło padążania w stronę czegoś tam.. Najważniejsze – CO Z SĄSIADEM ?!?

  10. to był ten inżynierski urok i geniusz. Na 100%!!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén