Byłem pod Verdun


Mija ponad piętnaście lat od czasu, gdy faktycznie „byłem pod Verdun”. Podczas jednego ze staży we Francji kolega wyciągnął mnie na spontaniczną wycieczkę autobusową z Nancy do Verdun. Wycieczka była absolutnie improwizowana, wiedzieliśmy tylko, ze „jedzie tam autobus i (chyba) wraca”, do tego koszt biletu (jeszcze we frankach) był dla studenta uciążliwy. Mieliśmy tylko stary przewodnik Michelina po całej Francji, ale szczegółowej mapy okolic Verdun to już nie.  Ale jakoś w tych czasach człowiek był bardziej zdany na siebie i całkiem dobrze na tym wychodził.

Poza tym, mój dobry kolega był przecież kwalifikowanym przodownikiem turystyki górskiej, co prawda na Beskidy, ale bez wątpienia nieobce mu były tajniki poznawania po mchu północnej strony oraz taktyk wzywania pomocy.


Damy radę!

Pojechaliśmy. W autobusie zapadliśmy w zasłużony sen (bo godzina wyjazdu była nieludzka). Kierowca obiecał nas dowieźć i po dowiezieniu obudzić. Po niecałych dwóch godzinkach dojechaliśmy i … no niefajnie. Otóż Verdun to jest miasto. A nas, maniaków historii wojen światowych interesowały wszelkie obiekty związane z I wojną, które znajdowały się w dalszych okolicach miasteczka. Do tego autobus powrotny był ok. 14.00. Mało czasu… No to ruszyliśmy „z buta” w kierunku okolicznych lasów.

Pogoda była dżdżysta, my szliśmy ścieżkami dość błotnymi, no wyglądaliśmy jak wyglądaliśmy. Tereny były podejrzanie pagórkowate, częściowo zalesione. Tylko te jary w ziemi. I tu nas olśniło, przecież te dość regularne wgłębienia to ślady po wybuchach pocisków dużego kalibru. Przez dziesiątki lat przyroda nie była w stanie zniwelować kilku lat regularnych ostrzałów działami ciężkiego kalibru.Wyglądało to upiornie.

Verdun, pole bitwy

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Battelfield_Verdun.JPG

Weszliśmy w las i …

Usłyszeliśmy strzały!

Nie, to nie żart, usłyszeliśmy strzały i … szczekanie psów. Okazało się, że w lasach odbywało się regularne polowanie z psią nagonką. A my w ubiorach dość kamuflującym, to nie były jeszcze czasy, w których każdy markowy ubiór jest do tego stopnia jaskrawy, że widać go z orbity okołoziemskiej. Nic, szliśmy starając się robić bardzo dużo hałasu. Ostatecznie minęliśmy kilku znudzonych myśliwych, mówiąc grzecznie „bążur” :)

I tak szybkim krokiem przechodziliśmy od fortu, do fortu. Transzeja bagnetów. Gdzie to niby salwa artylerii pogrzebała kilkudziesięciu żołnierzy szykujących się do ataku na bagnety. Po nawale ogniowej odkryto tylko wystające z ziemi bagnety. Później tę historię dementowano jako niemożliwą, ale oddającą atmosferę tamtych dni.

Ossuarium Douaumont, czaszki i szkielety. Cmentarz na którym pochowano ponad 25 tysięcy żołnierzy francuskich. Jeden z największych w Europie. Las krzyży rozciągający się na olbrzymiej przestrzeni.

Ossuarium

https://pixabay.com/pl/verdun-falls-cmentarz-645192/

Studiowaliśmy opisy walk, czas ich trwania, liczby ofiar po obu stronach bezsensownego konfliktu. Beznadzieja wojny. Gazy bojowe. Prymitywne czołgi, miotacze ognia. Żołnierze wyróżniani błyskotkami za heroiczną postawę. Ojcowie rodzin. I śmierć namacalna i wyczuwalna tuż obok, choć przecież kosząca ludzkie istnienia dziesiątki lat wstecz. Nastrój mieliśmy coraz bardziej minorowy.

Doszliśmy do wniosku, że każdego wojowniczego polityka powinno się prewencyjnie wysyłać na pieszą pielgrzymkę przez pola otaczające Verdun. Żeby dwa razy pomyślał o konsekwencjach wysyłania żołnierzy na bezsensowne misje „pokojowe” czy otwartą wojnę. Podczas bitwy pod Verdun zginęło przeszło 300 tys. żołnierzy francuskich i niemieckich. Łączne straty obu walczących stron wyniosły ponad 700 tys. zabitych, rannych oraz zaginionych.

Cmentarz Verdun

By Alf van Beem (Own work) [CC0], via Wikimedia Commons

Czas płynął szybko, my byliśmy kilka km od Verdun i żeby zdążyć na autobus mieliśmy dwa wyjścia – bardzo szybki pieszy odwrót albo …

Autostop do Verdun

Wybraliśmy „bramkę nr 2”. I  tu pojawił się problem. Domyślacie się pewno jaki? Dwóch brodatych, zakapturzonych facetów z plecaczkami machających ręką, liczący na zmiłowanie. Zatrzymalibyście się? Bo ja nie.

I tak mijały nas kolejne auta, co ciekawe, bardzo często z niemieckimi rejestracjami. Obrzucaliśmy kolejne wymuskane niemieckie bryki coraz wymyślniejszymi epitetami. Z których „germański najeźdźca” był chyba najdelikatniejszym. Widmo powrotu na piechotę do Nancy stawało się coraz bardziej realne.

Aż tu … jest, zatrzymał się Francuz. Tak, podwiezie nas. Nie ma problemu. Mało tego, po wysłuchaniu naszej historii krótko zapytał ile mamy czasu do odjazdu autobusu. 30 minut? Super, zdąży nas jeszcze obwieźć po Verdun! Jak powiedział, tak uczynił. Obejrzeliśmy szybko spory kawałek miasta. W tym specjalnie pozostawione uszkodzenia budynków. Ku pamięci. Szybkie podziękowania i biegiem na stanowisko odjazdów autobusów.

I po kilku chwilach ten sam co rano kierowca autobusu witał nas jak starych dobrych znajomych.


Znalazłem niedawno ciekawy artykuł na joemonsterze o tym, że te miejsca nadal niosą zagrożenie. Niewybuchy się stale usuwa wciąż jest ich bardzo dużo, giną saperzy. Problemem jest jednak też zanieczyszczenie ziemi m.in. chemicznymi środkami bojowymi, które przedostają się do wód gruntowych. Wojna sprzed niemal wieku nadal może zbierać swoje żniwo… Poczytajcie: joemonster.org


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. BasiaK pisze:

    Na zdjęciach widać, że ktoś dba o to miejsce. I bardzo dobrze. Ku pamięci dla potomnych. Ta ilość krzyży robi wrażenie i zmusza do refleksji. Przypomnialeś mi, że miałam odwiedzić podwarszawskie Palmiry.

    • Bookworm pisze:

      Oj daje do myślenia, daje. niestety ci, co wojny wywołują nie idą na czele ataku tylko siedzą bezpieczni i liczą zyski. Bo każda wojna to świetna okazja do zarobku.

  2. Katsunetka pisze:

    Trochę po ciele dreszcz przechodzi.

    • Bookworm pisze:

      Dobrze to ujęłaś. Właśnie dreszcz i taki smutek, że można być tak głupim, żeby wywoływać bezsensowne konflikty, które produkują „las krzyży”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.