Ingress – z pamiętnika gracza


Ingress jest grą społecznościową, o której można poczytać choćby na wikipedii. Słownictwa ani zasad gry szczegółowo nie tłumaczę, dosyć to skomplikowane, a nie sama gra jest bohaterem tego wpisu.


Dziennik biegowy:

Dzień pierwszy

Na zaprzyjaźnionym blogu znajduję spis aplikacji, które ożywiają długie wybiegania. Zombies, run! i jakaś gra „Ingress”.  To pierwsze wcześniej czy później kupię, to drugie jest darmowe… No dobra, instaluję. Wrzuciłem, profesjonalny interfejs, społeczność graczy, tutoriale, gra nałożona na mapy google i dobrze z nimi zintegrowana. Są portale, które należą do jednej z dwóch frakcji i które się atakuje, przejmuje, umacnia, łączy, dzięki czemu opanowuje się obszary. Do tego trzeba się fizycznie przemieszczać. Czytam i się naumiewam. Czy mnie to zainteresuje?

New

Dzień drugi

Już prawie wszystko wiem. W moim miasteczku jest masa nieobsadzonych portali. Które zdobędę ja! Wieczorem. Ok. 21.00 dopiero wychodzę pobiegać, duszno, upał, ciemno, biorę pas biegowy z bidonami, opaski odblaskowe. Włączam aplikację Ingress. Dobiegam w rejon nieobsadzonych portali. O, cmentarz. Portale są w różnych punktach, przy okazałych nagrobkach, montuję rezonator po rezonatorze. Niestety jestem „level 1” czyli totalny newbie. Na cmentarzu pusto. Przez chwilę wydawało mi się, że ktoś chciał wejść przez bramę cmentarza, ale zrezygnował. Tylko chwilę świecił latarką w moim kierunku. Czekaj, czekaj, przyniosę swoją „czołówkę” z diodą CREE to cię chłoptasiu wymiecie.

Biegnę w głąb cmentarza, ciemno jak gabinecie ministry oświaty. Jakieś dwa cienie za grobowcami kołyszą się, jakby wygrażając. Do tego czyżby  zaczynał kropić deszcz? Z rozgwieżdżonego czystego nieba? Nic. Biegnę dalej. Gdy wbiegam na rynek, widzę radiowóz zmierzający w kierunku cmentarza. Ciekawe po co? Bezskutecznie atakuję portale na rynku ale też zakładam swój 200m od miejsca zamieszkania.

Dzień trzeci

Rezultaty moich ataków na portale, znajdujące się na rynku, (level 6 i level 5) są żadne. Coś jakbym atakował lotniskowiec procą.

Pytki

Natomiast moje nocnie przejęte portale na cmentarzu już nie są moje. Zostały natychmiast obsadzone przez wrogie rezonatory lev. 6 i lev. 5.  Wczoraj tylko chodziłem, to dziś biegam. Łącznie nabiegałem 9km i stworzyłem sieć portali w miasteczku. Już jestem level 2. Połączyłem pierwsze pole. I zniszczyłem pierwszy wrogi portal, instalując swój. Nachodziłem się przy tym ostatnim, ciemna uliczka, jakiś sklep a żeby zniszczyć rezonator to trzeba stać nad nim.  I trzeba wszystkie 8 spalić w okręgu 40metrów. Ale nic. To zemsta za wczoraj. Gdy dobiegałem do następnego punktu, w uliczkę wjechała policja „na bombach”. Przecież tam niczego nie ma?

Dzień czwarty

Pięknie, lokalna ekipa przeciwnej frakcji już śledzi moje poczynania, jej wieczorny atak osłabił mój najdalej wysunięty portal 2,5km od miejsca zamieszkania. Dobrze go umocniłem tarczą i wieżyczką strażniczą, więc nie dali mu rady, ale uszkodzony jest.

Siec

Co prawda po wczorajszych szybkich interwałach (3×600/300m) bolą mnie mięśnie, ale muszę tam podskoczyć uzupełnić spalone rezonatory. Pobiegłem, powolutku. Chwilami tylko wolno, bo fajnie się w chłodnym powietrzu biega, automatycznie przyspieszając. A na miejscu postanowiłem obsadzić kolejny portal – to tylko 1,5km od niego. 7min biegu, inne miasto, to do dzieła! Na miejscu portale były dwa: kościół i lokalny krzyż misyjny. Poinstalowałem, choć ciemno wokół było strasznie. Dobrze, że proboszcz na plebanii ma czujkę ruchową z reflektorem; co przechodziłem przed, oświetlała mi okolice kościoła. Zrobiłem co zrobić miałem i  wracam do domu. Po drodze prawie wpadam na stojącą na trawniku policję w radiowozie. Czarne auto, w najciemniejszym kącie przykościelnego parku. Dobrze, że choć światłą postojowe włączyli. Łącznie kolejne 9km, trochę sporo jak na dzień po podobnym wybieganiu, ale trzeba szlifować wytrzymałość. W końcu w sobotę półmaraton.

(to be continued…)


Z notatnika dyżurnego komendy Policji w mieście X

Dzień pierwszy

Godzina 21:50. Podwójne wezwanie spod cmentarza komunalnego. Starszy facet twierdzi, że widział ducha. Poświecił w jego stronę latarką, duch rozjarzył się ponoć nieziemskim światłem od stóp do głów. I zniknął. Facet zaklina się, że niczego nie pił. Jego oddech jednak przeczy faktom.

10 minut później podobne zgłoszenie dwóch starszych pań. Trzeźwych. Zjawa przemknęła kilka razy koło nich. Trzymała w ręku miecz archanielski, wydzielający niebieskawą, pulsującą poświatę. Pokropiły go ponoć wodą święconą, i przeżegnały krzyżem, to zniknął. Anioł i boi się święconej wody? Dobrze, że „anioł” nie wpadł w ręce mohercommando, pewno by go wyskubały co do pióra i wysłały do Torunia. Dziwna sprawa.

Dzień drugi

Godzina 21:15. Wezwanie uczynnego sąsiada, że ktoś podejrzany – pewno złodziej – kręci się koło zamkniętego sklepu na ulicy Y. Dyżurny pyta na czym polega podejrzane zachowanie. Delikwent ponoć cały czas patrzy w komórkę i co kilka chwil robi kilka kroków na bok. I znowu. I znowu. Pewno szykuje skok! Podjeżdżamy, wysiadamy, żywego ducha. A sklep to pasmanteria. Gumkę do majtek by ktoś kradł?

Dzień trzeci

Wezwanie proboszcza kościoła z okolicznego miasteczka, podjeżdżamy bo jesteśmy najbliższym radiowozem. Ponoć ktoś kręci się wokół kaplicy cmentarnej i plebanii. Chodzi, patrzy w ekran komórki, coś naciska i patrzy na dzwonnicę kościoła, jakby oczekiwał wybuchu. Podjeżdżamy w najciemniejszy kąt parkingu pod kościołem, wyłączamy silnik. Obserwacja. Nikogo niebezpiecznego nie wykryliśmy, cisza, spokój. Tylko jakiś biegacz nagle wychynął zza krzaków i prawie wpadł na radiowóz. Ach ci biegacze. Nic, jedziemy – czas na kolejne wezwanie.

(to be continued)

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

20 komentarzy

  1. Narwany pisze:

    Czego to ludzie dziś nie wymyślą. Bieganie na laptopie… No, kto to widział :D

  2. Narwany pisze:

    Czego to ludzie dziś nie wymyślą. Bieganie na laptopie… No, kto to widział :D

  3. BasiaK pisze:

    Patrz, a ja myślałam, że te będzie post o jakiejś nudnej grze, a tu proszę, kolejna ciekawa historia i to z dwóch różnych punktów widzenia. :-) Genialne. :-) A słowo „mohercommando” mnie rozwaliło. :-D No i teraz już będę wiedziała co to jest gra Ingress. :-)

  4. Grać czy nie grać. Jutro mam godzinkę człapania w wolnym tempie…

    • Bookworm pisze:

      Uprzedzam lojalnie, że gra jest obłędnie prosta i jeszcze bardziej wciągająca. Spójrz u siebie na mapie jak wygląda sprawa portali, może masz ich tyle, że nie ma się co wahać… https://www.ingress.com/intel A i zaproszenie do gry mogę Ci wysłać, choć nie wiem czy to daje jakieś bonusy, bo ja z zewnątrz przyszedłem :)

  5. Rene O. pisze:

    hahaha :) no cóż Twój sarkazm mnie rozwala (jak zawsze) na obie łopatki a właściwie schodzi mi powietrze z kół :D

  6. Monika Dudzik pisze:

    Świetny tekst! I jakże ciekawe spojrzenie na bieganie – jak się okazuje, bywa nie lada wyzwaniem;)

  7. Nieidealnaanna pisze:

    Masz piękny i naturalny dar do pisania o wszystkim humorystycznie. Fajne :) Może zmotywuję tą apką męża do biegania? Kocha zombiaki to kto wie, bo póki co jak go biorę na bieg to prawie płacze :P

  8. Nieidealnaanna pisze:

    Masz piękny i naturalny dar do pisania o wszystkim humorystycznie. Fajne :) Może zmotywuję tą apką męża do biegania? Kocha zombiaki to kto wie, bo póki co jak go biorę na bieg to prawie płacze :P

    • Bookworm pisze:

      Bardzo Ci dziękuję i cieszę się, że Ci się podoba :) Ja mam w głowie takiego prześmiewcę, co nie może pisać na poważnie ;) Te zombiaki wcześniej czy później kupię, żebym tylko w nocy na cmentarzu zawału nie dostał :D

  9. Co_na_regale pisze:

    Wszystko, co ma związek z przenoszeniem gier do rzeczywistości wydaje mi się niesamowicie postępowe. Parę dni temu zachwycałem się opowieściami znajomego o laser tagu, o którym słyszałem już dawno, ale nigdy nie brałem udziału, ani nie miałem informacji z pierwszej ręki. Dzisiaj czytam o Ingress i jestem pod wrażeniem – może czas podbić Poznań. ;)

  1. 31 lipca 2018

    […] Niantic znana mi do tej pory była z gry Ingress, w którą również gra cały świat. Tylko Ingress jest grą zespołową, wymusza współpracę […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.