Ja, Sowa


Bardzo żałuję, że nie posiadam magicznego głosu Krystyny Czubównej. Ten wpis powinien być odczytany właśnie jej głosem. Skupcie się, uruchomcie wyobraźnię, może wam się uda. A ja zaczynam czytać na głos.


Osiedlowe życie

Mieszkam na osiedlu złożonym z rzędów pudełkowatych bloków. Kilka lat temu administracja wpadła na genialny plan i wycięła większość krzewów i przycięła rosnące drzewa do wielkości kikucików. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Widać kiedyś jakiś bezpański krzak zaatakował prezesa, który z tego przestrachu uderzył się głową w pień wierzby. I zapłakał a z tych łez powstała koncepcja odroślinnienia osiedla. W końcu gdy piorun uderza w drzewo, to może je rozłupać. I jakaś część ponownie może przydzwonić w czaszkę prezesa.

Jedyne co to działanie poprawiło, to akustyka. Rośliny mogą być wspaniałymi ekranami akustycznymi. Pod warunkiem, że występują w innej postaci niż trawa czy też bratki zasadzone w kwietnikach.

Dźwięki osiedlowego życia szybko stają się więc wspólnymi dźwiękami wszystkich mieszkańców. Poniżej kilka przykładów:

Awantura na parkingu – słyszymy w kuchni każde słowo i też jesteśmy zdania, że „ten ciul krzywo zaparkował”.

Pani w bloku obok ugotowała zbyt słoną zupę – komentarze męża odbijają się od kolejnych bloków. Jej odpowiedzi również. Tak jest, też uważamy, że miesiąc bez seksu jest słuszną karą. 

Nocny powrót z imprezy nastolatków... po wycięciu wulgaryzmów nie ma czego komentować.

Wszystko przebija motorowerzysta przejeżdżający uliczką osiedlową – głowy podskakują na poduszce w rytm dwutaktowego silnika.

Jedyną oazą zieleni jest mały zagajnik drzew rosnących obok pobliskiego hotelu a właściwie gościńca. Kilkadziesiąt drzew na obszarze 50m x 50m.

Sowa ja

I tu tak naprawdę zaczyna się historia.

Cosiek

 Od kilku tygodni, gdy tylko zapadał zmrok, nocne powietrze przeszywał dziwny dźwięk kojarzący się z … No właśnie, z czym? Pierwsza myśl: jakiś drapieżny ptak. Pamiętam pokazy ptaków drapieżnych w Hiszpanii – latające przeróżne sokoły i jastrzębie, które gdzieś tam podniebnie wydawały groźny dźwięk, który powodował, że wszystkie okoliczne ptaki udawały, że ich nie ma.

Ale żeby u mnie, w mieście coś takiego grasowało? Wykluczone. Wróble, gołębie, kosy – ewentualnie papużki faliste, wystawiane w klatkach na balkonach.

Ja sobie mogłem dumać a rytmiczne – co ok. 10 sekund – „tiiiiiiit” rozchodziło się w cichym nocnym powietrzu. Przy bieżących upałach bardzo trudno jest nie spać przy otwartym oknie.  A „tiiiit” stało się upiornie uciążliwe.

Korzystając z kolejnych nocnych biegowych wypraw namierzyłem  skąd dobiegały przedziwne dźwięki. Wspomniany zagajnik. Który znajduje się na tyle blisko gościńca, że podejrzewałem jakieś sprytne elektroniczne urządzonko zamontowane przez nudzącą się obsługę – coś w rodzaju elektronicznego odstraszacza. Tylko własnie, odstraszacza czego? Klienteli?

A cosiek miał swoje „echo”, które siedziało gdzieś dalej na osiedlowym drzewie. I odpowiadało na głosowe wyzwania. W nocy wyraźnie natężenie dźwięku się zmieniało. Ciszej – głośniej – odstraszacz przecież by się w nocy nie przeprowadzał z drzewa na drzewo, prawda?

Mam cię!

Pewnej nocy, gdy wróciłem z wybiegania postanowiłem sprawdzić za pomocą zmysłu wzroku (wspomaganego moją wielokrotnie chwaloną „czołówką„) co na drzewie siedzi.

Poszedłem namierzać. Stanąłem pod drzewem skąd rozlegał się głos, skupiłem promień światła i rozpocząłem poszukiwania igły w stogu … liści.

Po kilku minutach… BINGO! Namierzyłem kuper ptaśka.

sowa na drzewie

Ale że co, nie widzicie sowy? To ta Wyraźnie jaśniejsza plama na tle liści. O tuuuuuu:

Sowa_oko

Teraz lepiej? Chciałem jakoś uwiecznić dla potomności mój „czołówkowy” łup. Ale jak tu fotografować ptaka, w nocy, który na dodatek jest pionowo nade mną jakieś 10 m powyżej? Wturlałem się na skarpę i zrobiłem fotkę jedną, drugą trzecią. Co na nich widać? Ewidentnie sowę. Tzn. widać to ją było za pomocą narządu wzroku. Bo na fotkach robionych smartfonem to widać to co widać powyżej. Czyli niewiele.

Sowa absolutnie nie była zrażona moimi zabiegami, rytmicznie, co ok. 8 sekund wydawała z siebie „tiiiiiiiiiiiiiiit”, łypiąc i charakterystycznie kręcąc łebkiem. Gwiazda w świetle reflektorów. Dokładnie taka.

No i co? I tu koniec opowieści. Wróciłem do domu sprzedając wszystkim informację, że tak, to są sowy. Co z nimi można zrobić? Podziwiać. I życzyć smacznego, zakładając że sowy jedzą myszki a nie na przykład inne małe ptaśki.

Wczoraj wieczorem obiegałem miasto i słyszałem głosy w innych lesistych zakątkach, widać to jakaś zmasowana inwazja sówek.

Jeśli mimo moich wspaniałych fotek czujesz niedosyt, proszę, oto sowa. Tyle tylko, że w Hiszpanii. Nawet można było pogłaskać.

sowa

Dla tych, którzy dotrwali do końca opowieści proponuję jeden z najlepszych utworów grupy Hey. O sowie.

 

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

15 komentarzy

  1. Ewa Olborska pisze:

    Ostatnio na wsi słyszałam sowę, ale nigdy na żywo jej nie widziałam. Nie mówiąc już o tym, żeby spotkać ją na osiedlu pośród bloków. Jedyne zwierzątka jakie u nas są często spotykane to jeże :)

    • Bookworm pisze:

      Jeża mieliśmy na działce (ogródki działkowe), zimował sobie grzecznie. Po osiedlu snuje się też nocami dziwne stworzenie, taki mały lis (?) wielkości średniego psa z grubą kitą. Buszuje w śmietnikach i sporo osób go widziało, nikt jeszcze fotki nie zrobił ;)

  2. Nieidealnaanna pisze:

    Fajny wpis, zabawny naprawdę się wczułam i wyobraziłam sobie, że pani Krysia mi go czyta… Ale najbardziej rozwalił mnie rysunek sowy na zdjęciu :D Sowy kocham gównie ich motyw na t-shirtach, na wisiorach, kolczykach, gdzie się da a nawet na paznokciach :P

  3. Nieidealnaanna pisze:

    Fajny wpis, zabawny naprawdę się wczułam i wyobraziłam sobie, że pani Krysia mi go czyta… Ale najbardziej rozwalił mnie rysunek sowy na zdjęciu :D Sowy kocham gównie ich motyw na t-shirtach, na wisiorach, kolczykach, gdzie się da a nawet na paznokciach :P

  4. monotema pisze:

    Reakcja Ryśki (spała) na dźwięk sowich śpiewów ;) Stosownie do okoliczności sowie uszy ;)

    • Bookworm pisze:

      Ryśka jest Piękna! Rozważałem wzięcie ze sobą na nocne łowy na „cosia” dwa koty, zgodnie z zasadą triangulacji: jeden kot na lewo, drugi na prawo a ja na środek, ale żona stwierdziła, że to nie jest dobry pomysł i że szkoda kotów (a mnie to sowa mogła rozszarpać, tak?) ;)

  5. Monika Dudzik pisze:

    Na moim osiedlu trochę drzew rośnie i czasem słychać sowie pohukiwanie:)

  6. Blogierka pisze:

    Sowa-to moje alter ego. Mam przecudna nawet na ramieniu juz na całe życie ze mną ;).
    ps. Syndrom detektywistyczny ;).
    Ja takie sledzctwo robiłam w zimie bo pod oknem w najwiekszą chlupę i ziąb jakiś oszołom robił mi przebiezki pod oknem rozbryzgując lekko rozpuszczony śnieg na boki-a ja chciałam SPAĆ. Włączył mi się syndrom zabójcy-no bo o tej porze w kólkopod blokiem HAŁASOWAĆ?!! Po dłuższych riserczach okazało się że to taka folia zamontowana na słupku wydaje takie odgłosy..:P

  7. mamlata pisze:

    A to sówka :-) Mieszkając w familoku – gdzie familok obok familoka – problemy sąsiadów nie są obce i u mnie.

  8. mamlata pisze:

    A to sówka :-) Mieszkając w familoku – gdzie familok obok familoka – problemy sąsiadów nie są obce i u mnie.

  9. MisCatalina pisze:

    U mojego taty na wsi to normalka :) Sowy kochają jego ogromy ogród, a ja w nocy nie mogę spać :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.