Jak kot do światła


Nie wiem jak Wy, ale ja zamartwiać się nie zamierzam, więc zawsze u mnie na blogu znajdziecie odrobinę humoru i stosowną do zasług dozę tekstowej złośliwości. Szczególnie dotyczy to zakładki „humor” – nieśmiało twierdzę, że jej zawartość podnosi poziom humoru we krwi i przegania smutki i depresje.


Ktoś kiedyś wymyślił powiedzenie, że ćmy lecą do światła. No bo lecą, jak głupie. Oczywiście tak to jest stworzone, że ćma, choć to byt nieszkodliwy, do płomienia świecy poleci, ale komarzyca albo nietoperzyca wampirzyca to nie poleci (pewno wtedy słodko śpi, śniąc o kolejnych grzdylach ludzkiej krwi czy wkrętce w kobiece loki).

Do płomienia świecy za to ciągnie jedną z naszych kotek. Czasem palimy w mieszkaniu świeczki zapachowe, dzieki którym ciężka i nerwowa atmosfera zmienia się w zapach łąk umajonych, górskich hal wypełnionych krowami marki Milka oraz powiew morskiej bryzy i łopot parawanów z okolic Helu.

Wielokrotnie wracaliśmy do pomieszczenia, w którym paliła się świeczka po to tylko, by stwierdzić, że świeczka zgasła w zagadkowych, anonimowych rozbryzgach stopionego wosku. Początkowo nie kojarzyliśmy dziwnego swądu coś-jakby-palonej-sierści, Sophie wylizującej łapę czy przysmażonych wibrysów (kocich włosów czuciowych), ale seria ostatnio przeprowadzonych eksperymentów stwierdziła, co następuje.

Do 30 sekund od zapalenia świecy w pomieszczeniu pojawia się Główna Zainteresowana, która rozpoczyna Procedurę Podejścia do Płomienia (PPdP). Kot jest oczywiście absolutnie niewykrywalny przez radary, ba, jest wręcz niewidoczny.

Jedynie Ogromne Oczyska (jak pięć złotych), w których rychło pojawia się odbicie blasku świeczki, potwierdzają nieuchwytną obecność kociego, jeszcze nie przysmażonego futra.

Ostatnim etapem jest słynne Pac Znikąd, które kończy krótki żywot płomienia.
Dobrze tyle, że wspominany pac nie jest już poprzedzany Czujną Obserwacją, która prowadziła do skrócenia wspomnianych wibrysów.
Całość procesu kończy ogromna Nadzieja, że człowieki (gdy już zetrą rozchlapany wosk) znowu zapalą świeczkę i mówiąc trywialnie: „będzie co pacać”.

Na poniższej fotce procedura zaznajomienia z tosterem, jako uznanym Źródłem Ciepła (nie wiem jak Wy, ale ja tostowanych kocich łapek nie jadam).

Kocie medytacje nad tosterem.


***************
Absolutnie Wam nie napisze, kto mi wczoraj zlikwidował 1/3 mojego strategicznego zapasu piwa, no nie napiszę. Butelka poszła w drobny maczek, zostawiając zapach chmielu w kuchni.

Zapędy destrukcyjne kotów są szeroko znane, jeśli jednak nie, polecam jeszcze jeden za(KOT)ek tego bloga: https://bwotr.pl/category/opowiesci-pogodne/miau/



Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.