Jak ocaliłem Wszechświat


W ramach Liebster award, ku swojemu miłemu zaskoczeniu, zostałem nominowany do odpowiedzi na szereg dociekliwych pytań.

Liebster award

Oczywiście, odbiłem piłeczkę –  wybrałem najbardziej pozytywnie zakręcone blogerki i blogerów zadając im … nie, nie pytania. To by było zbyt proste. Zlecając im (powstań!)  MISJĘ (spocznij!) Misję o kryptonimie:

„jak ocaliłem wszechświat”

Rezultat misji wkrótce opiszę i akcję podsumuję. W każdym razie przypominam sobie moje zdziwienie, gdy po raz pierwszy wrzuciłem zapałkę na wylane resztki benzyny. Wszystko w zbożnym celu rozpalenia ogniska. To zdziwienie, że taka mała drzazga z płomyczkiem może wywołać erupcję wulkanu i niemalże tsunami.  Ale posumowanie wkrótce, cierpliwości.

Dziś sam zmierzyłem się z moim zadaniem, a wszystko dzięki Basi z blogu „Pociąg do życia”, która – w odpowiedzi na moje wyzwanie – stworzyła obrazkowe opowiadanie o swojej misji ocalenia wszechświata. Tak mnie jakoś ciąg obrazków zainspirował. Opisywany już Gremlin od rana coś w łepetynie przetwarzał, przeliczał, pilnie notował na wystrzępionych kartkach. I oto – drodzy czytelnicy – przed Wami również stawiam zadanie. Bo tekst opowiadania jest poniżej ale ilustracje są u Basi na blogu. Więc…

Jak ocalilam wszechswiat


Jak ocaliłem wszechświat

Życie podobne jest do ognia: zaczyna się od dymu, a kończy się popiołem. 

(przysłowie arabskie)

 

Ze stanu czuwania wybił mnie ostry ostrzegawczy pisk Hef-Bety aktywującego kolejne systemy obronne mojego spodka, zakamuflowanego na orbicie stacjonarnej nad Paryżem. Systemy emitowały w atmosferę planety zasobniki sfer absorbujących dym oraz rozpraszających energię.

Podstępne dwunogi zamieszkujące tę kolorową planetę po raz kolejny próbowały ją zniszczyć. Kilka pozorowanych pokazów lotniczych miało zapewne na celu odwrócić uwagę systemu od łańcuszkowej eksplozji jądrowej, która została zapoczątkowana na zaciemnionej obecnie stronie planety. Pewno znowu któryś z lokalnych kacyków został obrażony przed drugiego zbyt niską łapówką.

Przyspieszyłem taniec moich macek na klawiaturze panelu rozdzielczego, kierując dodatkową sieć kryształków wygaszających reakcje energetyczne w kierunku eksplozji jądrowej. Z umiarem rzecz jasna, nie chciałem doprowadzić do nadmiernego wessania energii cieplnej planety, co już się onegdaj mojemu poprzednikowi udało.

Błysk wybuchu przygasł, wystrzelone sfery zasysały wytworzone zanieczyszczenia cząsteczkowe i rozpraszały promieniowanie elektromagnetyczne. Świat został ponownie uratowany. Jeszcze osiemdziesiąt siedem takich skutecznych interwencji i dostanę zasłużony urlop. Trzy tysiące trzysta – wrócę na rodzinną planetę i otrzymam upragniony awans i dołączę do energii kosmosu, jako najwyższy byt energetyczny…

W życiu każdego kosmity są lepsze i gorsze momenty. Te krótsze mijają niczym słoneczny rozbłysk, te gorsze trwają z uporem godnym przyczajonej czarnej dziury. Są kleiste, wywołują czarne myśli, ma się wrażenie, że czas biegnie do tyłu, nucąc po drodze marsze żałobne i zrywając z galaktycznych trawników owoce ponurych krzewów goryczy.

Tak niestety było w moim przypadku – odrabianie służby politycznej w najdalszym krańcu galaktyki Drogi Mlecznej, na posterunku Zelmerix IV, zakotwiczonym na orbicie geostacjonarnej nad Paryżem, przy planecie zwanej przez mieszkańców Ziemią, przypominało banicję, a może nią w istocie było? Jeszcze kilkaset gwiezdnych cykli i będę mógł wrócić do macierzystej galaktyki, wyciągnę wygodnie swoje macki i zapomnę o żywocie Nadzorcy tej samobójczej planety.

Codzienność Nadzorcy to przepatrywanie kolejnych ekranów w poszukiwaniu anomalnych emisji energii bądź dymu. Federacja BeCo za humanitarny punk honoru przyjęła utrzymanie przy życiu ras i gatunków planet, na których występował „poziom zagrożenia III i wyższy” – w skrócie PZIII oraz PZIII+. W rzeczywistości nie było wielu planet PZIII, a pod oznaczeniem PZIII+  kryła się wyłącznie planeta Ziemia, na której tubylcy robili wszystko, dosłownie wszystko, żeby ją w możliwie skuteczny sposób zanihilować.

Jakiż tu panował spokój, dopóki zamieszkiwały ją dinozaury. W tych miłych czasach jedyną troską Nadzorcy był okresowy przegląd zapisów z powierzchniowych sond pomiarowych. Sielanka trwała krótko, na jednej z planet (PZ III) sąsiadującego układu doszło do rewolucji na tle różnych systemów politycznych. Zwaśnione frakcje, każda w tajemnicy przed wrogiem, skradła księżyc. Plan polegał na „przypadkowym” obrzuceniu się okolicznymi księżycami – niestety po kosmicznym zderzeniu dwóch kosmicznych skał jeden z odłamków zerwał się z grawitacyjnej uprzęży, przeleciał do Układu Słonecznego i – jakżeby inaczej – przedzwonił w Ziemię na pełnej prędkości, przenosząc dinozaury w czas przeszły archeologiczny.

W ramach zadośćuczynienia formom życia tej planety, Federacja przyspieszyła rozwój  wybranego w konkursie gatunku – zdejmując małpy z drzew. Po takiej kuracji małpy przestały obrzucać się wzajemnie guanem i lotopałankami na rzecz dzid i kamieni,  a ostatecznie pocisków i rakiet a także – odrobinę później – rozszczepionymi atomami. A było przyspieszyć rozwój delfinów czy podobnych nam z wyglądu charakteru i sposobu rozmnażania – ośmiornic.

Po pierwszych incydentach dwunogów z ogniem, wprowadzono stały monitoring powierzchni, wkrótce Nadzorca przestał się nudzić, co rusz zapobiegając próbom cywilizacyjnej autozagłady. Co ciekawe, najskuteczniejszym systemem ochronnym okazał się autonomiczny system pochłaniający dym i energię o nazwie Hef-beta.

Sprawność systemu  pozwalała na impulsowe rozpraszanie energii aż do 95%, co zazwyczaj wystarczało do hamowania destrukcyjnych zapędów dwunogów. Automatyka pozwalała na spowalnianie większości procesów, lecz to własnie do Nadzorcy należało logiczne rozpoznanie przyczyn powstania energii. Antyczny parowóz powodował podobną anomalię, co przelot myśliwców  na dopalaczach. Dobra impreza rockowa dwunogów na stadionie była równie poważnym odchyleniem dla automatyki, jak wybuch bomby termobarycznej w kolejnym parlamencie którejś ze słowiańskich republik wyznaniowych. Znowu erupcja wulkanu odpowiadała… i tak dalej, i tak dalej. Sami widzicie, że na brak zajęć nie narzekam – pracowicie odliczam kolejne „zbawienia wszechświata”. Mam tylko dziwne przeczucie, że przy pomysłowości dwunogów, to kiedyś nie zdążę i po Ziemi zostaną tylko klisze, przezrocza i ocalone przez jedną z ekspedycji zwierzęta – w ramach programu NOE 3.


Etos misji galaktycznej jeży mi czułki i parzydełka na baczność, ale przyznam się wam, że w chwilach nudy z Nadzorcy przeistaczam się w złośliwego gnoma. Jak myślicie, dlaczego tak często zapałki nie chcą się palić, silniki nie zamierzają zaskoczyć, Bałtyk ma w lecie temperaturę nie wyższą niż 7’C, a wesoło trzaskający w kominku ogień w ułamku sekundy dławi się i znika?

Możecie zgadywać, ja w tym czasie rozrzucę jeszcze trochę sfer absorpcyjnych w Europie Wschodniej i Środkowej. Samobójstwo planetarne – „nie na mojej służbie”!

Inna rzecz, że ja może po prostu zabiorę wam ten cały ogień, energię, może da się dwunogi wysłać na powrót na drzewa?

To pisałem ja AurH-Ef, posterunek Zelmerix III, trzeci Nadzorca planety Ziemia (PZIII+).

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

33 komentarze

  1. Niunioki Katarzyna Anc -Szczep pisze:

    ale ekipa :) czytało się świetnie, czekam na kolejny rozdział :)

  2. ale ekipa :) czytało się świetnie, czekam na kolejny rozdział :)

  3. LIFESTYLERKA pisze:

    Nadzorco, dobrze, że czuwasz nad nami zwykłymi Ziemianami:). Czekam już na drugą część, mało mi:))

  4. Blogierka pisze:

    No dobra- przeszedłeś samego siebie!! To jest GENIALNE!! Zupełnie nie słodząc- pisz książki! Taki skill nie może sie zmarnować!
    Nadzorca- po godzinach zlośliwy gnom, dwunogi, teoria ewolucji i zagłady dinozaurów- no epickie!! :D

  5. BasiaK pisze:

    No cóż, zrobiłam zadymę, może trochę przekroczyłam normy, ale potrzebna mi była zasłona dymna, za którą skryły się wezwane przeze mnie moce anielskie. Ściągnęłam na naradę wszystkie anioły, nawet chóry anielskie musiały przerwać próby. Słuchajcie – rzekłam – nie wiem jak to zrobicie, nie interesuje mnie to, ale Bookworm MUSI zrealizować zadanie, które w swojej udawanej złośliwości i podstępności zlecił nam blogerom. Pozwalam wam na zupełną dowolność działań. Nie, krzywdy Mu nie róbcie, bez przesady, wielbicielki będą płakać. Kolejny potop będzie na świecie od tych łez. Możecie ewentualnie zamienić Go w jakiegoś stworka. W ośmiornicę? Ty, Anioł, ty to masz dziwne pomysły. Ale dobra, może być ośmiornica. Tylko nie zapomnijcie Go potem odmienić. Szkoda by było. Ok, spadajcie do siebie, bo dym mi się rozrzedza.
    I nie wiem jakich technik persfazji jeszcze użyli, ale wyszło NIEZIEMSKO!!. :D

  6. Monika Dudzik pisze:

    Mistrzuniu, chylę czoła!

  7. Justyna Rolka pisze:

    „Antyczny parowóz powodował podobną anomalię, co przelot myśliwców na dopalaczach”. Jesteś mistrzem, stworzyłeś niebywały cykl szefie;)

  8. BashaMyWay pisze:

    Dziękuję o wielmożny kosmito za uratowanie wszechświata! Tańcem naszych macek i moonwalkiem zakomunikujemy o nadejściu lepszych czasów w naszej galaktyce. Oby dwunodzy trzymali się od nas z daleka..bo…przynoszą same kłopoty

  9. Phi Ośmiornica która ratuje świat ?:D Nie wiem co na to moje koty, ale w sumie podziękowania ci się należą :) Basiowe grafiki na blogu stanowią idealne dopełnienie twojej twórczej całości :)

  10. Hai Le pisze:

    Gratulacje i podziękowania w imieniu całego zastępu Krasnoludków!
    Tylko bym chciała wiedzieć, ile ten AurH-Ef ma nóg?

  11. Bambosza pisze:

    AurH-Ef! Świetna robota! Jak dobrze wiedzieć, kto ratuje wszechświat i komu składać dziękczynne mowy :)

  12. AurH-Ef! Świetna robota! Jak dobrze wiedzieć, kto ratuje wszechświat i komu składać dziękczynne mowy :)

    • Bookworm pisze:

      Mam niejasne przeczucie, że ten pan cierpi na kompleks wyższości wobec Ziemian… Moim zdaniem lepiej (skuteczniej) uratowali świat blogerzy, wkrótce zostaną przedstawieni i uhonorowani :D

  13. Rene O. pisze:

    :) fajnie że udało się Wam ocalić wszechświat :) Gratuluję z całego serducha :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.