Jak zostałem wegetarianinem


… na jeden dzień. I to bardzo specyficzny dzień.  I to chyba nawet niecały.

Raz w roku pojawia się niespodziewanie (dla niektórych) pierwszy dzień kwietnia. Zwany swojsko Prima Aprilisem. Skąd ten dzień się wziął, tego nawet wikipedia nie wie aczkolwiek pełna jest gdybań na ten temat. Ciekawe też, że zwyczaj ten jest kultywowany w całej Europie (i nie tylko):

W krajach anglojęzycznych 1 kwietnia jest nazywany „Dniem Głupców” (April Fools’ Day lub All Fools’ Day). W Wielkiej Brytanii, Australii i RPA wzajemne żartobliwe oszukiwanie jest uprawiane tylko do południa. W innych krajach germańskojęzycznych dzień ten jest nazywany po prostu „1 kwietnia”, a żart zrobiony tego dnia Aprilscherz lub np. Aprilskämt (szw.). We Francji Prima aprilis jest określany jako „Dzień kwietniowej ryby” (Jour du poisson d’avril) a pierwszokwietniowe żarty nazywane są „kwietniowa ryba” (Poisson d’avril).

W Szkocji znany jest jako „polowanie na głupca” (Hunt the gowk Day), na Litwie „Dzień kłamcy” (Melagio diena), w Portugalii „Dzień kłamstwa” (Dia da mentira).

Jakoś tak nigdy nie notowałem dużych sukcesów na polu skutecznych żartów tego akurat tego dnia, każdy inny dzień roku jest dla mnie dużo łaskawszy pod tym względem.  Ale widać każdy miewa swoją szansę.

Poranna rozmowa w pracy skierowana była na różne dziwne życiowe przypadki. Tak więc z pełną powagą i zniecierpliwieniem oznajmiłem osobie, która bywa co tydzień w biurze, że ma się tak nie dziwić różnym zachowaniom ludzi, bo ludzie się przecież zmieniają. Bo ja teraz mogę się już pochwalić, że od tygodnia …

Przeszedłem z rodziną na wegetarianizm

Zapadła cisza. Koleżanka,  z którą kilka dni wcześniej konsultowałem przepis na kurczaka z piekarnika (swoją drogą kurczak wyszedł palce lizać) zrobiła wielkie oczy i zaczęła kaszleć próbując ukryć spazmy śmiechu. I łzy radości. Druga osoba, widząc co się dzieje z pierwszą, z trudem zachowywała powagę, ale heroicznie postanowiła wytrzymać i współprzyczynić się do „wkręcenia” trzeciej dyskutantki.

A ja, jak natchniony, zacząłem roztaczać radosne wizje chrupania marchewek i innej zieleniny na śniadanie, obiad i kolację. Szło mi to bardzo dobrze, bo czytam przecież blogi biegaczy, którzy przeszli na wegetarianizm i sobie ten fakt chwalą.

Poległem (prawie) dopiero na pytaniu jak dziecko w szkole sobie radzi z obiadami. Postąpiłem jak rasowy polityk i nie odpowiedziałem na pytanie tylko zacząłem narzekać na szkołę i brak poszanowania odmienności innych.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym tematu nie pociągnął dalej i wrzuciłem tę oto uroczą fotkę na swój prywatny profil FB, podobną na profil fan page niniejszego bloga.

Jak już niektórzy wiedzą, w związku z bieganiem zmienił się mój sposób odżywiania. Dziś mogę pochwalić się jako zadeklarowany i praktykujący wegetarianin, właśnie sobie chrupię drugie śniadanko warzywne, może nie takie jak na fotce, ale równie kolorowe Smacznego i miłego dnia! (może kogoś… ponawracać?)

Pizza, pixabay.com

Pizza, pixabay.com

Podobny wpis umieściłem też na facebookowym profilu bloga.

Rola diety w życiu biegacza jak i namiętnego czytelnika jest ogromna. Oczywiście czas przyznać się, że do sprawnego funkcjonowania szarych komórek, jak i mięśni, potrzebne jest dobre – wegetariańskie pożywienie. Do pełnego zjednoczenia się z przyrodą i światem, czyli do przejścia na weganizm, jeszcze kilka kroczków, ale jest bliżej, niż dalej… Moja historia rezygnacji z mięska i jego pochodnych będzie krótka i pewno pojawi się wieczorową porą a póki co – smacznego II śniadanka wszystkim życzę

Koniec świata

Czasem trudno w to uwierzyć, ale ludzie w codziennym pędzie nie mają czasu nawet na krótkie zerknięcie do kalendarza. Prawdę pisząc, ja też rano bym zapomniał o Prima Aprilis, gdyby nie … radio. Tam już od rana trwał festiwal głupich i głupszych dowcipów.

Dowcip wytrzymał niecałe 45 minut generując masę uciesznych komentarzy:

komentarze na moim FB po informacji o przejściu na wegetarianizmOczywiście dostałem też we wpisie swój ulubiony wegetariański mem:

vegetarian_is_a_bad_hunter_hitch_coverPo 40 minutach „skończyło się rumakowanie” bo koleżanka poddała w wątpliwość szczerość mojego wyznania. Ach… Ta kobieca podejrzliwość.

Co ciekawe, żart sięgnął też godzin popołudniowych, bo jeden z członków rodziny z podejrzliwością śledził zapis mojego nawrócenia na wegetarianizm i doszukiwał się „podwójnego dna” w temacie – że może coś chcę w ten sposób powiedzieć lub zasugerować. Ale nie…

Jeszcze nie ;)

PA2

Sześć miesięcy później

O żarcie zdążyłem dawno zapomnieć. Bo nigdy ten temat w rozmowach nie wypłynął. Ale dokładnie pół roku później, co śmieszniejsze, w Światowy Dzień Wegetarianizmu, dowiedziałem się, że opisywana osoba, pod moją nieobecność, z troską pytała czy ja dalej pozostałem w idei wege i że pewno dziecko w szkole ma z tego powodu problemy.  Zostałem bez słowa. Ciekawe jak ja to teraz odkręcę?


A że historia lubi się powtarzać, rok później wpadłem na jeszcze ciekawszy pomysł. Czym się skończył? To jest całkiem ciekawa historia o Obozie biegowym w Kenii

Obóz biegowy w Kenii


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

17 komentarzy

  1. haha to jest problem z żartami, kiedy są zbyt dobre i ktoś na serio w nie uwierzy na dłużej ;)

  2. panidorcia pisze:

    Od razu mi się przypomniał tegoroczny żart primaaprilisowy, który sprawił wiele radości dla mojej mamy :D
    Otóż, postanowiła ona nabrać moją siostrę, że jestem w ciąży (zostałam jako ostatnia bezdzietna i każdy już tylko na to czeka) i dziko chichocząc przekazała jej radosną nowinę przez telefon:D
    Ja siostrę odwiedziłam i od razu dostałam pod nos potrójną porcję obiadu z tekstem „Masz. Teraz musisz jeść za dwóch” :D Jej zadowolona mina była mistrzowska. Ale jak jej było przykro, kiedy ją uświadomilam, że jest 1 kwietnia! Biedna :)))))

    • Bookworm pisze:

      Ha, dobrze, że nabraną była siostra a nie mama – bo mamy to lubią pełnić również funkcje babć :) Cóż, pewno i tak siostra Ci przypomni ten żart pewnego dnia ;)

  3. Narwany pisze:

    Ja czyatając Twój tekst do pewnego momentu sam byłem przekonany, że ten wegetarianizm to na serio. Sam nie wyobrażam sobie życia bez mięsa. Chcoiaż powiem Ci, że jak na prima aprillis to pomyśł mega kreatywny.
    Zwłaszcza, że facebook potrafi zawojować świat.

  4. BasiaK pisze:

    Jako że w związku z bieganiem… uwierzylabym. :-) No chyba, że datą po oczach bym dostała. Ale mnie łatwo wkręcić. A może nie tak łatwo. Sama już nie wiem. :-)

  5. Blogierka pisze:

    Zatem w tym roku szykujesz jakiś epicki wkręt na Aprils Fool?;)

  6. Noemi.Life pisze:

    Myślałam, że wielce polityczna odpowiedź na pytanie o obiady dziecka w szkole mnie zabiła.
    Ale potem przeczytałam puentę i okazało się, że jednak jeszcze musiałam dychać.
    Teraz już nie dycham, wszystko mi opadło i leży plackiem na podłodze.
    Najgorsze, że takich ludzi jest więcej. Co z nimi robić…?

  7. Dola pisze:

    Twoje życie jest interesujące! Ja też tak chcę :)

  8. Żart czy nie, ten temat zawsze budzi wiele kontrowersji ;-)

  9. To już się nie da odkrecić. ;) Ale żart przedni.

  1. 7 grudnia 2018

    […] Po ubiegłym Prima Aprilisie miałem mocne postanowienie: nie zrobię żadnego wkrętu.  Po prostu nie. Poprzedni, dość spontaniczny dowcip żył na tyle długo, że sam zacząłem się obawiać, że stanie się kiedyś w końcu prawdą. Jak to było rok temu oczywiście możecie przeczytać pod tym linkiem. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.