Humor, Opowieści pogodne

Królowa Lodu i UKG czyli badania dla biegaczy


Niespełna rok temu w tekście „Biegaczu idź się leczyć” opisałem moje boje ze służbą zdrowia, która ma bardzo ambiwalentne podejście do mojej chęci sprawdzenia, czy ja sobie tak bezkarnie mogę uczestniczyć w imprezach biegowych.

W końcu bieganie to wysiłek, przy półmaratonach to (w moim wypadku) dwie godziny biegu z tętnem pod 170ud/min, przy biegach krótszych bywa, że tętno chwilami sięga dużo wyższych wartości. W dzisiejszym odcinku będzie o moim „wymarzonym” badaniu UKG. W końcu wszyscy piszą o profilaktyce i że badania dla biegaczy to rzecz niezbędna.


Badania dla biegaczy czyli co powinienem zbadać?

Bieganie uzależnia i od wysiłku, i od pokonywania coraz dłuższych odległości, do tego zawsze chcemy biec szybciej i szybciej. Ta pogoń bezsprzecznie obciąża organizm, o który trzeba dobrze zadbać, a nade wszystko (tak mi się w każdym razie wydaje) dobrze zdiagnozować przed sezonem biegowym. W końcu nie od dziś mówi się, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

W tym roku zamierzam wystartować w kilku półmaratonach i w dwóch biegach górskich. Przynajmniej w jednym z nich zapowiada się ponad cztery godziny mordęgi, a to już – jeśli chodzi o czas trwania wysiłku – to taki maraton. Dlatego postanowiłem znowu rozkręcić spiralę niechęci NFZ do diagnostyki przed najbardziej wysiłkowym bieganiem. Bo raport z sekcji zwłok, choć może jakiś ciekawostek dostarczyć o stanie mojego organizmu, to jednak będzie już dla mnie niezbyt interesującym dokumentem.

Podczas biegania mocno obciążony jest układ krwionośny. Mięsień sercowy pracuje w pocie czoła, w trudzie i znoju, wytrwale pompując litry krwi, która dostarcza do komórek organizmu tlen, usuwa dwutlenek węgla, rozprowadza różnorakie składniki, bez których biegacz by nawet kilometra nie przebiegł. Do tego mięsień kurczy się trzy razy częściej niż zazwyczaj. Biedak. Czyli co tym razem powinienem zdiagnozować? Oczywiście! Serce!

Po przeczytaniu połowy internetu znalazłem wiele placówek oferujących „pakiet biegacza” w ramach badań dla biegaczy. W pakiecie jest zazwyczaj rozmowa z kardiologiem, badanie UKG i badanie wysiłkowe serca. Pamiętałem sprzed roku, że na to nieszczęsne UKG musiałbym czekać (w normalnej kolejce) 2 lata. Więc to ono winno być moim celem – zresztą, co ja będę mędrkował. Niech mi kardiolog powie co jeszcze za badania dla biegaczy są niezbędne.

Telefony i cenniki

Podzwoniłem i tu, i tam. Sprawdziłem też cenniki. W jednym ośrodku chętnie mnie zbadają, ale dopiero w maju. W drugim niechętnie, pod koniec kwietnia. W jeszcze innym – z biegaczami do czynienia jeszcze nie mieli ale skoro tak nalegam… Ostatecznie znalazłem ośrodek, w którym znaleziono dla mnie termin „na za dwa dni”. Wieczorem o 20:00. Choć tu rozpoczęły się dywagacje, co ja bym od nich chciał.

Bardzo lubię różne gdybania, przypomniały mi się rozmaite inwektywy, którymi byłem obrzucany (a właściwie moje serce) jako admin jednej z grup blogerskich, moderator pewnego forum. Jestem bez serca, mam serce z kamienia, bryła lodu nie serce, nie mam uczuć… Lista była długa. Przeczytałem ją dokładnie, ocierając kapiące na kartkę sążniste łzy. Ale dobrze. O to tak przy okazji zapytam. Wystukałem numer, nabrałem oddechu i …

No więc ja bym chciał, żeby mnie pan/i kardiolog przebadała pod kątem sprawności, wad serca czy jest zdolne do długotrwałych wysiłków.

W końcu ja to się nie znam co mi trzeba zdiagnozować. Prostatę? Współczynnik opływowości czaszki? Opór stawiany przez uszy w spadku swobodnym? Może fachura lekarz coś więcej powie?

Pozostawała też kwestia ceny usługi. „Promocyjny” przykładowy pakiet badań dla biegacza to 330 zł za dwa badania i rozmowę z kardiologiem, w zakres której wchodzi:

    • szczegółowy wywiad lekarski pod kątem wykluczenia czynników ryzyka (uwarunkowania genetyczne, styl życia, przebyte zabiegi i operacje, dolegliwości, przebyte choroby, zażywane leki),
    • pomiar masy ciała, wzrostu, obwodu talii – obliczanie BMI,
    • pomiar ciśnienia tętniczego krwi,
    •  ocena ryzyka cukrzycy i chorób układu krążenia,
    • zalecenia dietetyczne i dalsze rekomendacje lekarskie,
    • poradnictwo dotyczące profilaktyki chorób oraz bezpiecznego uprawiania sportu,
  • podsumowanie wyników badań.

Tak naprawdę to interesowały mnie UKG i badanie wysiłkowe serca, rozmowa z lekarzem tylko w zakresie punktu ostatniego.

Tak się składa, że cenniki wszędzie są dosyć podobne. Za każde badanie: „stówka”, porada lekarska również za stówkę z hakiem.

Poczekalnia

W oznaczonym dniu  spokojnie sącząc w domu rytualne popołudniowe kakao rozmawiałem z rodziną, gdy usłyszałem telefon i na wyświetlaczu ukazał się numer przychodni Cardio. Info ze strony rejestratorki, że u pani doktor już tylko 2 pacjentów zostało i czy mogę być 2 godziny szybciej. Czyli za dwadzieścia minut. Utargowałem 30 minut, wskoczyłem pod prysznic i już po kwadransie parkowałem pod ośrodkiem.

Pierwsze co ujrzałem po wejściu do kliniki to olbrzymi cennik usług. Wizyty, badania – wszystko czarno na białym. Pani rejestratorka rozpoczęła z dwoma innymi ustalanie co ze mną zrobić. Czy lepiej sama wizyta czy może badanie tylko. Bo jeśli wizyta, to badanie by musiało być na raz następny, to może lepiej najpierw badanie a potem konsultacje? Ostatecznie postanowiliśmy się zdać na zdanie pani doktor. Która ze dwa razy zaszczyciła rejestrację swoją obecnością, wydając krótkie i dosyć niemiłe komendy. Widzę, że tarcia pomiędzy personelem a gwiazdami NFZ są nadal obecne.

Zen i Królowa Lodu

Gdy wybiła moja godzina przyjęcia, pani doktor przez uchylone drzwi wydała mi krótką komendę, nakazując mi przejść do gabinetu obok, zdjąć koszulę i położyć się na lewym boku. Trzasnąłem obcasami butów biegowych i krokiem defiladowym wmaszerowałem do pogrążonego w półmroku gabinetu zabiegowego, w którym różne dziwne aparaty zimnym światłem informowały, że poprzedni gracz zakończył grę definitywnie i terminalnie.

Game Over! 

No dobra, przesadziłem. Ale jak znam programistów, to na każdym z nich przynajmniej by się w tetrisa dało pograć. Albo i w Dooma?

UKG

Zgodnie z rozkazem położyłem się na lewym boku, starając się uspokoić spanikowane serce. Powoli wizualizowałem sobie hiszpańską plażę, jednostajny szum aparatury przypominał mi szum morskich fal…  zagłębiałem się w zen…

Ommmmm!

Wtem za plecami usłyszałem szybkie kroki zmierzające do gabinetu. Leżałem na lewym boku, twarzą do ściany, to nie widziałem kto nadchodzi – drzwi skrzypnęły i … usłyszałem damski krzyk przerażenia!

Rany boskie! Ale mnie pan wystraszył!

No i całe zen w… no właśnie. Ja byłem zdziwiony ale pielęgniarka jeszcze bardziej. Otóż weszła po coś do zaciemnionego gabinetu rzuciła okiem na leżankę a tam … ja!

Zawału prawie przez pana dostałam!

zaśmiała się, trzymając za serce. Uspokoiłem ją że chyba by miał kto w tym ośrodku ją z tego wyprowadzić.  Spojrzała jakoś tak … dziwnie. I wyszła. Wraz z moim zen. Położyłem się.

Za chwilę przyszła pani doktor. Wszystkie moje zmysły wyczuwały, że nie jestem tu mile widzianym gościem, wyraźnie działał tu program „samiec twój wróg”. Do tego, co zrozumiałem poniewczasie, byłem samcem, który nie zamówił konsultacji.  Bo co miałem przed badaniem konsultować?

Położyć się na lewym boku! Dalej! Dolega coś kardiologicznie?

Szczęk metalowych nożyc  – ze znawstwem przyporządkowałem timbr i temperaturę głosu pani doktor do  dźwięku. „Królowa lodu” – zarówno z urody, jak i z „ciepłego” podejścia do pacjenta.

Tymczasem głowica aparatu szukała słabych punktów mojego serca ale ja zmartwiałem i udawałem nieżywego. Serce biło coraz wolniej, przechodząc w tryb spoczynkowy a Królowa Lodu uderzała z widocznym zamiłowaniem w kolejne żebra, drażniąc ośrodki bólu. Chwilami aparat emitował zastanawiające szumy i trzaski i odgłos dalekich rozmów nieodkrytych jeszcze inteligentnych ras w kosmosie. Po kilku minutach otrzymałem polecanie powstania i oczekiwania na opisanie wydruku z UKG.

Wstałem się, ubrałem no i czule pożegnałem z konsolą, która zachęcała do dalszej gry, pod warunkiem wrzucenia żetonu…

UKG konsola

To już wiedziałem jak się wyprawa skończy. Pani doktor miała focha jak stąd do najbliższego oddziału NFZ. Nie tak miałem zacząć moją przygodę z badaniami. Ale cóż. Co się zdarzyło, nie może zostać odzdarzone. Po chwili drzwi uchyliły się, pani doktor wyszła do poczekalni a lodowate niebieskie spojrzenie przeszyło mnie po raz kolejny.

– Proszę, oto pana badanie!

– Proszę mi powiedzieć czy wszystko z sercem w porządku? – wyjąkałem

– Tak!

– Czy powinienem pani zdaniem wykonać jeszcze jakieś inne badania?

Lodowaty, szyderczy uśmiech poszerzył się i niebezpiecznie wygiął w dół. Dwa słowa przecięły powietrze z precyzją skalpela.

– Po co?

(no tak, pomyślmy, w celu szybszej eliminacji samców z tej planety)

– Żeby zdiagnozować się przed maratonem.

– Proszę pana takich badań dla biegaczy to jest caaały zestaw.  Zależy o co panu chodzi. Do widzenia!

Ostatnie słowa wyrzekłem już do zamkniętych drzwi gabinetu.

– A dziękuję bardzo, o to mi chodziło, do widzenia.

Co prawda na końcu języka miałem zdziwienie, że dlaczego w takim razie pani doktor nie zaproponowała jednak wykonania tych badań, no ale temat zostawiłem. Skoro tak źle zacząłem, to nie będę kończył. Może Królowa Lodu miała zły dzień.

Żegnany złymi spojrzeniami pacjentów (rozzłościłem panią doktor!) ruszyłem do miłych pań rejestratorek, wymieniając po drodze uśmiech z tą „najbardziej wystraszoną” moim truchełkiem w zaciemnionym gabinecie. Żyła dalej!

Podsumowanie badań dla biegacza

Z wynikami UKG i tak pójdę do mojej internistki, która pewno – jeśli będzie miała dobry humor – skieruje mnie na EKG, tak jak rok temu. Do tego przyniosę jej wykonane (na NFZ) komplet badań morfologicznych. Jakiś obraz mojego zdrowia jej da. Jestem spokojniejszy, bo przekonałem się, że serce wciąż mam. Działa. Bez żadnych aberracji.
Do dalszego diagnozowania się, na własny koszt, jakoś straciłem entuzjazm. Biegam i tak z pulsometrem, z doświadczenia wiem już, które zakresy tętna są dla mnie problematyczne, a w których mogę biec dwie godziny bez szczególnych objawów wyczerpania.

Niestety nie pracuję w żadnej korporacji, która zapewniałaby mi dostęp do darmowych badań – jak to ma miejsce wśród wielu biegowych znajomych. Dla nich badania EKG/UKG/wysiłkowe serca są dostępne dosłownie „na już”. Bo pracodawca wie, że zdrowy i dobrze zdiagnozowany pracownik jest wydajniejszy. Ba, niektóre firmy nawet cenią aktywnych sportowo pracowników.

Niestety NFZ zawsze będzie zbyt biedny na profilaktykę. Sprzęt stoi, lekarze przepracowani, limity przyjęć, kolejki i wkurzeni pacjenci.


A pytanie czy my biegacze korzystamy z tego pakietu badań, który mimo wszystko jest dostępny darmowo, żeby bieganie nie stało się sportem niebezpiecznym – może lepiej pozostawię otwarte.


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z którejś z poniższych ikonek. 


15 Comments

  1. Ale leżałeś tam w ubraniu czy bez?

  2. Widzę że nawet czytałam- i wiesz co jest straszne, że po roku sytuacja z leczeniem się w tym kraju tylko się pogarsza..:/

  3. Paweł- rozważałeś stand up?!! Padłam! :D
    Ale tekst obnaża smutną prawdę o naszej służbie zdrowia..:/
    ps. „W tym roku zamierzam wystartować w kilku półmaratonach i w dwóch biegach górskich.”- OMG!! Szacun! I powodujesz ze czuję się małym robaczkiem który takich rzeczy nie dokona..ehh. Ale trzymam za Ciebie i Twoje serce ( kto powiedział że go nie masz btw?! ) kciuki! :D

  4. Bardzo mnie zmartwił ten wpis. Znam dziesiątki historii pod tytułem „po co pani te badania?” „tego nie trzeba badać tak często”, albo hit ostatnich tygodni: reakcja na prośbę o skierowanie na badania pacjenta onkologicznego „niech pan nie wymyśla kolejnych badań”.
    Zajmuję się profilaktyką zdrowia i widzę w niej głęboki sens, ale rzeczywistość nie sprzyja…
    Cieszy mnie jednak, że znasz swój organizm i umiesz o siebie zadbać. Trzymam kciuki żebyś trafił na fajnego lekarza na NFZ (bo czasem się zdarzają!)

    • Zdarzają się, zdarzają. Nawet moja pani internistka (NFZ) jest bardzo dokładna i skrupulatna. Gdy mówię innym, że podczas wizyty kontrolnej i przepisania leków (przychodzę zdrowy po kolejną porcję leków) jestem w pełni przebadany, ostukany, sprawdzone ciśnienie itp. to są w szoku. A pamięć ma niesamowitą – niech no tylko ktoś nie zrobi zaleconych badań… ;) Ale to wyjątek. No i ona też jest ograniczona w tym systemie – ot – co do UKG też powiedziała jak bardzo to badanie jest niemożliwe :(

  5. Temat rzeka… Żeby się leczyć prywatnie, to trzeba mieć niestety wór kasy – najlepiej taki bez dna. Wkurza mnie też straszliwie podejście wielu lekarzy – pacjent to zło, więc trzeba go traktować z góry. Ech.

    • Z lekarzami przypuszczam, że na pewnym etapie, żeby psychicznie wytrzymać choroby, muszą się odciąć i zobojętnieć – żeby zachować profesjonalizm. Ale nie wiem, nie znam się – irytuje mnie absurd naszego oskładkowania i braku dostępu do usług medycznych. Są, ale … no właśnie :(

  6. mgr inż. Anioł

    Powiem Ci tak… niech ona królowa się cieszy, że to nie byłem ja…. następnego dnia byłbym w gabinecie dyrektora tej placówki, albo przynajmniej pod jego drzwiami, a jakby mnie nie wpuścili, to u rzecznika praw pacjenta. I to niezależnie czy to było z NFZ czy płatne. A jak płatne to chyba bym się wściekł……… korzystając z prywatnej opieki medycznej, po każdej wizycie wypełniam całkiem sporą ankietę dotyczącą usługi w tym uprzejmości i kompetencji lekarza, podejścia do pacjenta itd. Królowa by się tam nie utrzymała dwóch tygodni….

    • Odpuściłem, bo badanie – na którym mi zależało – zostało wykonane. Ewidentnie nie mają żadnych procedur „biegacz do zdiagnozowania” – przecież to żyła złota, tylko trzeba umieć odpowiednio podejść. Jedni by naganiali drugich. A tak? Niech się kiszą we własnym sosie…

  7. Ech, przypomniała mi się moja sytuacja ze stycznia – kiedy poszłam skonsultować wyniki badań i przemądrzała doktor, która twierdziła, że niepotrzebnie przyszła i że jak się nie jest chorym to się badań nie robi. Taką mamy tą służbę zdrowia, Niestety.

    • Cóż, niektórzy lekarze są z powołaniem, niektórzy bez. Przykre, że czasem się wydaje, że tych drugich jest więcej.

  8. W zasadzie temat smutny, bo tyle się mówi o profilaktyce, a jak człowiek chce się przebadać, to musi czekać, albo płacić, albo mu robią łaskę. Albo wszystko razem. Temat smutny, ale opowieścią o Królowej Lodu, zen, wystraszonej pielegniarce, game over itp. rozbawiłeś mnie do łez. :-D Serio. Śmiałam się w głos. I do łez. :-D A na tyle co czytam Twój blog, a czytam już dość długo i regularnie, mogę stwierdzić, że serducho masz wielkie i dobre. :-) Tylko czasami bywasz troszeczkę złośliwy. Ale to przecież Gremlin, nie Ty. ;-) Dzięki za dawkę dobrego humoru. :-D

    • Zawsze do usług, cieszę się, że trochę humoru udało mi się przemycić. No i, że jestem certyfikowanym posiadaczem serca!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén