Latające paczki i odkurzacze

 


Pewnej mroźnej i śnieżnej zimy, prawie tak śnieżnej ja ta bieżąco nas śnieżąca, wybrałem się odnieść odkurzacz marki Z. do serwisu. Musiałem przejść odcinek odśnieżonego chodnika, który (dzięki „odśnieżeniu”) skuty był warstwą lodu. A lód bywa śliski.


Ruszyłem „z kopyta” i …
…ziemia usunęła mi się spod nóg. Zdążyłem skonstatować, że na niebie chmurek brak, a słońce świeci. Słońce, które przesłonił mi obiekt latający podobny do … odkurzacza. Właśnie, bo odkurzacz został wykatapultowany ze znaczną prędkością w powietrze – na końcu mojej ręki.

Lecąc starałem się tak ułożyć ciało, aby ukierunkować lot urządzenia w najbliższą zaspę. Nie chciałem zostać masowym mordercą – to był ruchliwy trakt miejski.

„Terrorysta w centrum miasta odkurzaczem zebrał życie pięciu przechodniom”

– już widziałem nagłówki witryn internetowych… I to wyjątkowo szczególne okrucieństwo (no sami powiedzcie ile katastrof w ruchu lądowym spowodował odkurzacz, hm?).

Stąd też dopiero później zamierzałem zająć się bardziej odległą i w gruncie rzeczy marginalną kwestią, mojego lądowania. Najważniejszy jest odkurzacz. Bardziej odległą? Bliżej, bo ziemia była o mrugnięcie okiem.

Tak więc plan był perfekcyjny, niestety nie zdążyłem wdrożyć prawidłowej procedury lądowania. Uderzenie o ziemię odebrało mi oddech i skręciło z bólu. Milisekundę po przyziemieniu zerwałem się, udając, że oczywiście nic się nie stało. Nic. Zupełnie. Tylko czemu tak boli w boku…

Tak, wiem, że męczy was pytanie co z odkurzaczem. Otóż odkurzacz wylądował miękko w zaspie. Stracił jedno kółko, które z uśmiechem przytwierdziłem. To były te lata produkcyjne, gdy powstawały solidne produkty a nie designerskie cacka, które od samego patrzenia ulegają destrukcji. Aha, pisałem już, że mnie bolało w boku?

Odkurzacz oddałem do naprawy. Wróciłem do domu. Występowały przejściowe fale bólu w okolicach żeber, no co też to może być? Oczywiście rodzina mnie uspokoiła – gdybym sobie coś w żebra zrobił, to przecież by mnie BOLAŁO. Skoro mnie nie boli (czytaj: udaję, że mnie boli) to znaczy, że nic mi nie jest. No nic zupełnie.

human-skeleton-163715_640Tydzień później, przy okazji innego badania, przyznałem się internistce, że mnie coś po upadku boli w boku. Skierowanie na RTG i … voila!

Pęknięte 2 żebra

Co się z tym robi? Nic, czeka się aż się zrosną. I bierze leki przeciwbólowe…

Niniejszy wpis dedykowany jest (z całym należnym współczuciem – znam ten ból) pani Kasi z zaprzyjaźnionej firmy, (a może bardziej formy), która wczoraj idąc na pocztę z Ważną Paczką, również nie zdążyła zakończyć wymaganej przez wieżę kontrolną procedury lądowania. Ale paczkę ocaliła (!) – brawo.


Zakończę przewrotnym ostrzeżeniem. W zimie, jakkolwiek byście nie mieli przyczepnych butów na śniegu czy lodzie, to i tak uważajcie na… nisko przelatujące odkurzacze i paczki.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. BasiaK pisze:

    Dobrze, że nic nie niosłam przy moim upadku. Chociaż… Gdybym niosła, to może przynajmniej miałabym się czego przytrzymać. ;-) Dlaczego nie trzymaleś się rury od odkurzacza? :-P Mógłbyś zaistnieć w internetach tańcem przy rurze.;-)

  2. monotema pisze:

    Lekarza odwiedziłam po miesiącu. Po wejściu do gabinetu usłyszałam dziki wrzask: Wywaliła się miesiąc temu i dopiero sobie przypomniała! A niech mu. Mówią, że tak ma, ale fachowiec dobry, choć napędzany „paliwem rakietowym” Historię z fruwaniem które zainicjował niekontrolowany poślizg, opowiem innym razem.
    Wesoło tu, chyba zostanę fanką autora ;)

    • Bookworm pisze:

      Zawsze serdecznie zapraszam! Dopóki nasz kochany NFZ nie wdroży procedur usuwających „nadmierną” wesołość i eliminującą humor, u mnie cosik się znajdzie :) I to bez zaświadczeń od lekarza pierwszego (i ostatniego) kontaktu ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.